#6. „Klin” – Joanna Chmielewska


"Klin"


Tytuł: „Klin”
Autor: Joanna Chmielewska
Wydawnictwo: Kobra Media
Liczba stron: 230
Data wydania: 2009
ISBN: 978-83-61455-15-8
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 27 lutego 2011

Napisana w 1964 w czasach okresu PRL-u, pierwsza powieść Joanny Chmielewskiej zyskała ogólnopolskie uznanie wśród czytelników w każdym wieku. Autorka porusza ważne, życiowe kwestie, które nawet z biegiem czasu pozostają uniwersalne. Miłość, zazdrość, smutek, tajemnica, zdrada, kłamstwo i dążenie do poznania prawdy… czyż nie brzmi to aż nazbyt znajomo?

Lekka, zabawna, pełna niemożliwych sytuacji, trzymająca w napięciu a jednocześnie idealna by się rozerwać.

„To prawda, że kocham tajemnice i niezwykłe wydarzenia, uwielbiam sensacje w życiu […]”

Główna bohaterka jest alter ego Joanny Chmielewskiej, ponieważ nosi jej imię i nazwisko. Dlatego książka może aż nadto przypominać swoistą biografię. Ciężko powiedzieć, czy jest to fikcja literacka, czy może wzbogacona forma biograficzna. Występuje też podział na dwie części, a każda z nich pisana jest w przy użyciu narracji pierwszoosobowej.

„Ach, do wszystkich diabłów! Klin klinem!”

Tytułowym klinem okazuje się być telefon, a precyzyjniej – osoba dzwoniąca do głównej bohaterki. Już od pierwszych stron sytuacja wydaje się być praktycznie niemożliwa, a w swojej niemożliwości tym bardziej atrakcyjna dla czytelnika. Telefon staje się symbolem, rekwizytem. Pomaga zapomnieć, oderwać się od rzeczywistości. Daje nowe możliwości, które główna bohaterka zwinnie wykorzystuje do swoich celów. Pojawia się suspens na miano powieści kryminalnej. Tajni agencji, milicja, uzyskiwanie informacji podstępem i wiele innych zaskakujących, świetnie skonstruowanych akcji. A czym jest operacja „Szkorbut” i jak w nią zostaje wplątana Joanna? Na dodatek imię „Janusz” pojawia się tak wiele razy w tekście, że trudno jest już odgadnąć, kto jest którym Januszem.

Mogę z czystym sercem powiedzieć, że książkę czyta się z zapartym tchem, bo do ostatnich stron sytuacja rozgrywająca się na jej kartach owiana jest tajemnicą. Komicznie przerysowane sytuacje stanowią świetny pokaz „dobrego pióra” a zakończenie przynosi uśmiech na twarz czytelnika.

Advertisements

Otagowane:, , , ,

14 thoughts on “#6. „Klin” – Joanna Chmielewska

  1. kasandra_85 10 Maj, 2011 o 16:02 Reply

    Chmielewską mam w planach, więc pewnie i po tę książkę pewnie sięgnę:))
    Pozdrawiam!!

  2. Przepowiednia 10 Maj, 2011 o 16:55 Reply

    Sala samobójców jak na polski film całkiem ciekawa. Może te komputerowe animacje nie koniecznie najpiękniejsze, ale aktorzy grali przekonująco. No i fabuła też niczego sobie.

  3. dm1994 10 Maj, 2011 o 18:46 Reply

    Brzmi ciekawie :) dopisuję do listy

  4. Aneta 10 Maj, 2011 o 19:00 Reply

    Chmielewska potrafi rozśmieszyć do łez, zamotac czytelnika, że sam juz nei wie o co chodzi, co się dziej i kto jest kto oraz po mistrzowsku to zamotanie rozsupłać, ponadto jej książki wciągaja, że ciężko je odłożyć bez zakończenia lektury. I za to ją lubię :) „Klin” takę świetny :)
    Trzymam kciuki za końcówkę matury.

  5. Ala 10 Maj, 2011 o 19:00 Reply

    Biorąc pod uwagę całe stosy książek piętrzących się u mnie w pokoju, nie wiem czy Pani Chmielewska się tam wciśnie. Jednakże po jedną z jej powieści sięgnę na pewno, tylko nie wiem kiedy ;)

    A co do tej historii i jej postrzeganie, to nie chodziło mi o to, że ludzie nie doceniający tego poświęcenia są niedojrzali. Chciałam powiedzieć, że zasługują na pamięć. Tyle ;)

  6. miqaisonfire 10 Maj, 2011 o 19:38 Reply

    @Aneta – widzę, że też Chmielewską lubisz :) Ja pamiętam, że po raz pierwszy z jej książkami zetknęłam się w podstawówce.

    Pozdrawiam Wszystkich :)

  7. niedoczytana 10 Maj, 2011 o 19:55 Reply

    akurat tej książki jeszcze nie czytałam, a przecież uwielbiam Chmielewską i piszę z niej licencjat ;)

  8. Beatrix 11 Maj, 2011 o 08:12 Reply

    Ja Chmielewską bardzo lubię. Czytałam ją dawniej nałogowo. Mam takie fazy „na Chmielewską” – wtedy nic innego nie czytam, tylko swoje ulubione książki po kolei. „Klin” również do nich należy. :)

  9. finkaa 12 Maj, 2011 o 17:00 Reply

    Wielki ukłon za recenzje tej książki. Uważam ją za jedną z najlepszych polskiech książęk jakie w życiu czytałam. Pamiętam, że zaśmiewałam się w głos, co u mnie naprawdę nie zdarza się często. Do tego zapoczątkowała ona moją miłość do pani Joanny. Na koniec mogę polecić tylko „Dzikie białko”, bo to bardzo podobny styl, no i kultowego „Lesia”. Pozdrawiam :)

  10. miqaisonfire 13 Maj, 2011 o 20:29 Reply

    @ Beatrix – ja Chmielewską pierwszy raz czytałam w podstawówce. „Nawiedzony dom” i jakoś tak po zachęcie kolegi, postanowiłam przeczytać „coś dla starszych”.
    @ niedoczytana – to powodzenia w pisaniu pracy licencjackiej!
    @ finkaa – tak, zdecydowanie jest to książka przy której można śmiać się na głos, podczas czytania. Reszty z tych, które wymieniłaś nie czytałam, ale przeczytam – obiecuję!

  11. Aneta 20 Maj, 2011 o 20:15 Reply

    „Klin” już przeczytałam, rozśmieszył mnie prawie do łez :) Jest świetny. Tego „Lesia” wszyscy chwalą, muszę go przeczytać.

  12. Agnesja 21 Sierpień, 2011 o 16:21 Reply

    Zaczęłam niedawno „Drugi wątek” tej autorki, ale odłożyłam po niespełna 150 stronach. Nie spodobał mi się styl autorki i ogólnie jakoś tak dziwnie mi się czytało… Może „Klin” będzie lepszy skoro tak polecasz :) Ale sama nie wiem czy sięgnąć, uprzedziłam się do Chmielewskiej.

  13. Mery 16 Kwiecień, 2013 o 17:26 Reply

    Nie mam czasu na robienie czegokolwiek, więc czytam „Klina”… Który to już raz. Ale śmieję się tak samo, coś wspaniałego.

  14. Fred 31 Styczeń, 2015 o 01:31 Reply

    I have reqd so many content regarding the blogger lovers however this piece of writing is genuinely a nixe piece oof writing, krep it up.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: