Archiwa miesięczne: Czerwiec 2011

#30. „Mała Garbo” – Bodo Kirchhoff

"Mała Garbo"


Tytuł: „Mała Garbo”
Autor: Bodo Kirchhoff
Wydawnictwo: Słowo/Obraz Terytoria
Liczba stron: 280
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-7453-030-9
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 28 czerwca 2011

“Tragiczny brak tragizmu, do tego nie można się pryzwyczaić. Ale kto się pryzwyczaił do samego siebie? Najtrudniej było dzielić własne ja z samym sobą (…)”

Jak odrożnić prawdziwe życie od gry pozorów ? Jest to teza w formie pytania, na która odpowiada w swej powieści “Mała Garbo” Bodo Kirchhoff negujac próżny świat show biznesu i ukazując pogoń za sześciem, która czasem może sie opłacić.

Tytułowa “Mała Garbo” to jedna z głównych postaci książki – Marie – Luise “Malu” Marz, dziewczynka, której wszyscy wróżą karierę wielkiej aktorki. Razem ze swoim psem Lorą, i kierowcą – panem Weissem jedzie na plan zdjęciowy. I nagle wszystko sie zmienia, gdy na swojej drodze spotykają rozbity motorower i pewnego człowieka.

“Pośrodku tej ciszy leżał mężczyzna, któremu nic się nie udawało i który widział nad sobą samotną gwiazdę, swoją pechowa gwiazdę, o ile taka istniała.”

Drugiego bohatera – 59-letniego Jakoba “Giacamo” Hoederera, byłego komunistę, poznajemy w momencie napadania na bank, podczas którego z jego rak przypadkowo ginie staruszka. Katastrofa w jego życiu goni katastrofę, dlatego postanawia zakończyć swoje życie. Pierwsza próba samobójcza znowu kończy się fiaskiem – na dodatek zostaje postrzelony kolejny człowiek, który chciał Hoedererowi tylko pomoc. I w tym momencie losy małej dziewczynki i starszego męzczyzny się łączą. To jej kierowca próbował uratować Hoederera, który już w nastepnej chwili prowadzi auto i postanawia zażądać okupu za życie Malu.

“Gdyby rozsądnie o tym pomysleć, to komuś, kto się zastrzeli, już nigdy nic się nie uda.”

Stosunki Malu i Hoederera z czasem sie ocieplają. Połączyła ich miłość do filmow i muzyki. Pomiędzy nimi zaczyna się tworzyć specyficzna więź, zupełnie jak przyjaźń. Porywacz stał sie dla dziewczynki kimś wyjątkowym, bo jako jedyny naprawdę ją słuchał. I nauczył ją ułamkow. To on nazywa ją “Małą Garbo” odnoszac się do Grety Garbo, jednej z jego ulubionych aktorek. Giacomo tytułuje siebie “martwym człowiekiem”, ma już dosyć przezżywania w swoim życiu kolejnych tragedii. A media ze wszystkiego chcą zrobić atrakcje – nasuwa się tu od razu skojarzenie ze starożytnymi igrzyskami.

Jak potoczą sie losy Małej i Hoederera? Czy Malu dotrze na plan filmowy, a porywacz otrzyma okup? Czy uda mu się uciec, będąc oskarżonym o dwa morderstwa i ściganym przez policję? Co czeka ich na wspólnej drodze? Czy podczas spędzonych razem godzin stanie się coś, co odmieni ich życie?

“Bo na dobrą sprawę, czyż życie innych ludzi nie jest tylko rodzajem scenariusza, w którym można co nieco zmienić?”

“Mała Garbo” to powieść obyczajowa z serii “książki do czytania” Wydawnictwa Slowo/Obraz Terytoria, której akcja stopniowo się rozwija, tak, że czytelnik nie jest w stanie się oderwać od lektury. A zakończenie jest zaskakujące i nieszablonowe.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria

Reklamy

#29. „Kobieta w klatce” – Jussi Adler – Olsen

„Kobieta w klatce”


Tytuł: „Kobieta w klatce”
Autor: Jussi Adler – Olsen
Wydawnictwo: Słowo/Obraz Terytoria
Liczba stron: 416
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-7453-027-9
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 23 czerwca

„Dla nich jest kobietą w klatce, ale to ona decyduje o odległości między pretami.”

Carl Morck policjant z kopenhaskiego wydziału zabójstw, który niedawno szczęśliwym trafem uniknął śmierci jest jedną z głównych postaci w książce. Podczas pracy na miejscu zbrodni zostali postrzeleni jego dwaj koledzy – Anker Hojer, ktory zmarl i Hardy Henningsen, który leży sparaliżowany w szpitalu. Carl nie potrafi sobie poradzić z poczuciem winy, przecież słyszał, że ktoś wchodzi do domu, a nie zareagował.

„Atak nadszedł z tyłu i tak ją zaskoczył, że nie zdażyła nawet krzyknąć.”

Merete Lynggaard przewodnicząca demokratów, piękna i tajemnicza kobieta sukcesu znika z pokładu promu na trasie Szlezwik-Holsztyn. Jakiekolwiek śledztwo prowadzone w tej sprawie nie daje jasnych rezultatów. Pojawiają sie różne teorie, a że ciała kobiety nigdy nie odnaleziono to ciężko jest określić, która z nich jest prawdziwa. Ale Merete została porwana. Umieszczona w ciemnym pomieszczeniu bedzie poddana pewnej torturze, która ma doprowadzić ją do śmierci. Ale kto I dlaczego porwał kobietę?

„Dlaczego trzymamy cię w klatce, jak zwierzę? Dlaczego musisz przez to przechodzić? Czy doszłaś już do rozwiązania, Merete, czy mamy cię znów ukarać? Jak bedzie? Prezent urodzinowy czy kara?”

W dzieciństwie Merete i jej brat Uffe jechali autem z tatą. Zdarzył sie wtedy straszny wypadek i ich auto zderzyło się z autem jadącym znad przeciwka. Zgninęli ludzie, a brat Merete w wyniku wypadku został upośledzony. Sama Merete wyszła z tego wypadku bez szwanku. Jaki wpływ na przyszłość Merete miał ten tragiczny w skutkach wypadek?

Czym jest Wydział Q? Jest to nowy wydział policji kryminalnej, wymyślony przez Piv Vestergard na cześć Partii Danii. Na jego czele staje Carl Morck, którego zadaniem będzie rozwiązywanie spraw szczególnej wagi. Carl dostaje pomocnika do swojego wydziału, a raczej człowieka, który z czasem staje się jego asystentem – Hafez el-Assada z Syrii. Jest to postać wprowadzająca do książki dużo humoru. Carl bierze pod lupę sprawę z 2002 roku, która do tej pory nie została wyjaśniona. Razem bedą starali sie rozwiązać zagadkę zaginięcia Merete Lynggaard. Co się stało z Merete? Czy jest możliwość, by jeszcze żyła?

„Odcięła sie od innych I zamknęła w sobie jak w klatce.”

W książce pojawiają się dwa podłoża zamknięcia w klatce kobiety. Pierwsze jest to zamknięcie się przez nią samą na świat, na obcych ludzi, powodowane strachem. Drugie zamknięcie jest znacznie prostsze w zrozumieniu – dotyczy po prostu jej uwięzienia. Tam gdzie się znajduje, czuje się jakby była zamknieta w klatce.

Akcja rowzija się z każdą stroną, a chociaż w pewnym momencie domyśliłam się kto za tym wszystkim stoi, to wiele elementów układanki musiało jeszcze zostać dopasowanych na swoje miejsce. W ksiażce rozgrywa sie wiele okrutnych zbrodni, co zaspokoi „kryminalne” potrzeby czytelnika. Autorka świetnie pokazuje psychologiczne aspekty motywacji porywacza.

Każdy rozdział stanowi nową lub dalszą część już rozpoczętej historii, która dzięki zabiegowi retrospekcji raz dotyczy wydarzeń z przeszlości, a raz z teraźniejszości. Pojawi się też dużo drastycznych scen idealnych dla podtrzymania klimatu thrillera, które z pewnością spodobają się miłośnikom tego rodzaju książek. „Kobieta w klatce” to świetna lektura trzymająca w napięciu do ostatniej strony.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria

#28. Wywiad z pisarzem Mirosławem Sośnickim

Mirosław Sośnicki

Dzisiaj na moim blogu, coś całkowicie niezwykłego. Mianowicie wywiad z Panem Mirosławem Sośnickim autorem książek: „Modżiburki dwa” [recenzja tutaj], „Miłość, tylko miłość”, „Wzgórze Pana Boga” i „Astrachowka”, poetą, pisarzem scenariuszy filmowych i dramatów. Redaktorem Wydawnictwa MTM. Zapraszam Was do przeczytania tego wywiadu :)

JA:Skąd pomysł na tytułowych Modżiburków?
Mirosław Sośnicki: Zawsze piszę o tym co dla mnie najważniejsze. Od wielu lat doświadczam miłości. Jestem miłością przepełniony. Dlatego napisałem „Modżiburki dwa”. To bardzo ciepła, radosna i jednocześnie odrobinę mistyczna opowieść o miłości.

Większość osób i zastanawia się nad słowem „Modżiburki” skąd się ono wzięło? Czy jest to neologizm?
Tak to słowo przeze mnie wymyślone. W powieści to słowo pojawia się tuż po miłosnym spełnieniu. To słowo zostało zrodzone z wielkiego, miłosnego uniesienia. Dla mnie i dla moich bohaterów w tym słowie mieszczą się wszystkie najpiękniejsze miłosne zaklęcia.

Z którym z Modżiburków utożsamia się Pan najbardziej? Czy jest Pan jak Modżiburek Malutki – zafascynowany ptakami, czy jak Modżiburek Większy – uwielbiający gołąbki z kaszą gryczaną i pieczarkami?
Modżiburki stanowią jedność. Modżiburek Malutki nie mógłby istnieć bez Modżiburka Większego. I odwrotnie. Proszę zauważyć, że powieść jest pisana z pozycji Modżiburka Malutkiego, który jest kobietą. Jak się kocha, to myśli bardzo często biegną do ukochanej osoby. Dlatego dla mnie było niejako oczywiste, że pisząc powieść o miłości będę opowiadał z pozycji kobiety. Bo opowieść o miłości jest opowieścią o kobiecie, którą się kocha.

Jak wspomina Pan pisanie tej powieści? Czy była to ciężka praca?
„Modżiburki dwa” to zupełnie inna powieść niż poprzednie. W poprzednich powieściach umieszczałem swoich bohaterów w sytuacjach niemalże ekstremalnych. We „Wzgórzu Pana Boga” był to ojciec po starcie sytna. W „Astrachowce” był stan wojenny. Akcja „Miłości tylko miłości” toczy się na cienkiej granicy oddzielającej życie od śmierci. Sytuacja w jakiej znajdowali się bohaterowie wymuszała ich działania.
A w „Modżiburkch” nie ma ani zagrożenie śmiercią, ani tragizmu stanu wojennego. Moi bohaterowie mogą w końcu normalnie żyć. Być może to wynika z tego, że ja, Mirek Sośnicki, dojrzałem do tego aby zacząć cieszyć się życiem. Uwolniłem się od wszelkich rozliczeń, od kataklizmów. Cieszę się każdą chwilą życia. I to widać w „Modżiburkach”. Pora pokazać życie takim jakie jest. A życie jest pełne miłości.
Podczas pisania okazało się, że bardzo trudno opowiada się zwykłą, na pozór prostą historię. Dopiero do długim czasie udało mi się znaleźć własny rytm tej opowieści, własny język i wtedy pisanie nabrało rozpędu.

Czy spodziewał się Pan takiego sukcesu modżiburkowej miłości? Wszystkie recenzje są bardzo pozytywne?
Powieść zaczyna się od stwierdzenia, że na świecie żyją dwa Modżiburki i bardzo się kochają. Bardzo mnie cieszy to, że sporo osób utożsamia się z Modżiburkami. W listach, po spotkaniach z czytelnikami podchodzą do mnie osoby i mówią, że to powieść o nich. Bo kochają i są kochani. To jest bardzo budujące. Prawdą jest, że jeszcze nigdy, w tak krótkim czasie po wydaniu książki nie otrzymałem tak wielu dobrych recenzji.

Mirosław Sośnicki


Kiedy postanowił Pan zająć się pisaniem? Czy była to Pana prywatna decyzja, czy ktoś może Pana zachęcił?
Pisarzem chciałem być od zawsze. We wczesnej młodości wiersze i opowiadania. Później scenariusze filmowe i dramaty. Teraz powieści.

Co stanowi Pana natchnienie w pisaniu i tworzeniu?
Przystępując do pisania mam tylko pomysł. I to mglisty. Zabierając się za pisanie „Modżiburków” wiedziałem tylko że chcę opowiedzieć o parze bohaterów. O kobiecie i mężczyźnie, którzy nazwali siebie Modżiburkami i którzy bardzo się kochają. Tylko tyle i aż tyle.
Przystępując do pisania „Modżiburków” nie miałem pojęcie co będzie w pierwszym rozdziale, w drugim. Nie wiedziałem jakie będzie zakończenie. Gdybym to znał, nie napisałbym powieści. Bo po co pisać skoro się już wszytko wie. Lepiej wymyślać coś nowego. Ja muszę mieć ciekawość tego co się wydarzy. Ciekawość pierwszego napisanego zdania, akapitu, strony. I ciekawości tego co będzie dalej. Ciekawość tworzenia jest moją główną i jedyną siłą. To ona powoduje, że siadam codziennie rano do pisania.

To proszę opowiedzieć, jak pisanie wygląda. Ma Pan swoje ulubione miejsce? Ile godzin dziennie Pan pisze?
Każdą powieść zaczynam na jesieni. Mam wtedy mało pracy na rzecz domu i mogę prawie cały swój czas przeznaczyć na pisanie. Mam swój reżim. Codziennie muszę napisać cztery strony. To bardzo dużo. Wstaję rano. Medytuję. Śniadanie. I tak około ósmej siadam do pisania. Obiad około trzynastej. Krótki spacer i pisanie do kolacji. Często się zdarza, że mimo tylu godzin pisania nie mam tych swoich czterech stron. Tak wiec po kolacji pisanie aż „norma” zostanie wykonana. Piszę codziennie. W niedzielę, święta. Nawet w Wigilię czy też Sylwestra staram się napisać chociaż stroniczkę.
Początki są zawsze bardzo trudne. Ale im bardziej wchodzę w powieściowy świat tym troszkę łatwiej się pisze. Dla mnie najważniejsze jest to co nazywam wewnętrznym rytmem. Podczas pisania to się czuje. To gra. A najpiękniejsze podczas pisania są stany kiedy ze zdziwieniem się patrzy na obraz świata o którym się wcześniej nie miało pojęcia.
Mam taki malutki pokoik na poddaszu. Tam piszę. Tam mam ciszę, spokój, pewne oddalenie. To daje komfort pisania.
Powieść kończę na wiosnę. Jestem wtedy potwornie zmęczony, ale też bardzo radosny. Może kiedyś napiszę powieść o pisaniu powieści. O tych wszystkich wspaniałościach, które się dzieją podczas pisania.

Czy planuje Pan wydać w najbliższym czasie jakąś kolejną książkę? Jeśli tak, to czy może Pan uchylić nam rąbka tajemnicy na jej temat?
Może tej jesieni zacznę nową powieść. Ale nie mam pewności. Chciałbym z „Modżiburkami” dotrzeć do wielu miast. Może ta jesień będzie bardziej poświęcona na spotkania autorskie niż na pisanie.

Panu Mirosławowi Sośnickiemu serdecznie dziękuję za rozmowę jak i za umożliwienie mi poznania świata Modżiburków, trzymam kciuki za „Modżiburków” – by mogły zwiedzić całą Polskę i za kolejne powieści, które wyjdą spod Pana pióra.

#27. „Zaginiona” – Harlan Coben

"Zaginiona"


Tytuł: „Zaginiona”
Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 464
Data wydania: 2010
ISBN: 978-83-7659-060-8
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 11 września 2010

Z czego słynie Harlan? Otóż, Harlan Coben słynie z niesamowitych thrillerów, charakteryzujących się precyzyjnie skonstruowaną intrygą, zagadkami pełnymi tropów donikąd, czarnym humorem i zakończeniem, którego czytelnik się nie spodziewa. A napięcie, które umiejętnie tworzy, przyprawia o dreszcze.

Jego najnowsza (w Polsce 2010) książka „Zaginiona” opowiada o kolejnych przygodach Myrona Bolitara i jego przyjaciela Windsora Horne’a Lockwood’a III. Więc fani Myrona będą mogli nacieszyć się 9 edycją z ich ulubioną postacią.

Tym razem Myron zmierzy się z międzynarodowym terroryzmem na skalę światową, który ma nowe, przerażające oblicze. Zostaje poproszony przez dawną ukochaną – Terese, o przyjazd do Francji, gdyż ta, jest zaniepokojona o swojego męża reportera – Ricka, który miał jej coś ważnego do powiedzenia. Coś, co zmieni jej życie o 180 stopni. Coś, czego niestety nie zdążył jej powiedzieć, ponieważ został zabity.

Nagle pojawia się francuska policja, która dokładnie przesłuchuje dwójkę dawnych kochanków. Bolitar znajduje wspólny język z kapitanem głównym kryminalnej policji w Paryżu – Berleandem, który z czasem bardzo mu pomaga.
Największym problemem okazują się ślady krwi i włosów znalezione na ciele umarłego ex męża kochanki Boitara. Okazuje się, że krew ta pochodzi od zmarłej córki Terese i Ricka.

Czy to możliwe, by krew dziecka, które zmarło 10 lat temu w wypadku samochodowym, pojawiła się na miejscu zbrodni? Jeśli ich córka by żyła, miałaby 17 lat.
Może śmierć została sfingowana? A może wszystkie odpowiedzi na zagadki znajdują się w fundacji „Ratuj Aniołki”…?
Nieustanna walka z czasem, uciekanie przed prawem, karami, policją i zbrodniarzami. Wartka akcja, która nie pozwala czytelnikowi oderwać się od lektury.

„Powoli wyjął z ust wykałaczkę i rzekł:
– Łamliwy gnój!
– Słucham?
– Ty – rzucił gniewnie z okropnym akcentem. – Jesteś łamliwy gnój!
– A ty – odpaliłem – jesteś łamliwy nawóz.
Berleand tylko na mnie popatrzył.
– Łamliwy – powtórzyłem. – Kłamliwy. Łapiesz?”

Ponownie Cobena można ujrzeć w fenomenalnej formie! Książka pełna sarkastycznych komentarzy, niesamowitych intryg, z fenomenalnym zakończeniem! Fanom Myrona przypadnie do serca :)
___________________________________________________________________

KOMUNIKAT: Moi Drodzy, od 20 czerwca wybywam do Francji do Bordeaux. Miejsca słynnego ze znanych marek win :) Ponieważ będę miała dostęp do internetu, nie stracę z Wami kontaktu. Wszystkich tych, którzy mają już wakacje pozdrawiam i życzę im udanych i pełnych wrażeń chwil odpoczynku. Dla tych, którzy jeszcze mają przed sobą sesję: zarezerwowane są moje kciuki :) Pozdrawiam Was gorąco :D

___________________________________________________________________

Wakacyjna wymiana :)


A oto jest moja paczuszka z Wakacyjnej wymiany którą organizowałam. Za książkę, która była moim marzeniem czytelniczym ^^ serdecznie dziękuję Mooly. [Princessowego ciasteczka już nie ma, zjedzone!] Mam nadzieję, że pozostałe 14 dziewczyn dostało już swoje paczuszki, a jeśli nie – to z pewnością w najbliższych dniach tak się stanie. Dziękuję wszystkim uczestniczkom :)

#26. „Muleum” – Erlend Loe

"Muleum"


Tytuł: „Muleum”
Autor: Erlend Loe
Wydawnictwo: Słowo/Obraz Terytoria
Liczba stron: 196
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-7453-019-4
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 17 czerwca 2011

„Moim jedynym postanowieniem noworocznym jest to, żeby postarać się umrzeć.”

Książka stanowi formę pamiętnika, pisanego przez główną bohaterkę i tym samym narratora powieści – nastolatkę Julie. Rodzina Julie zginęli w tragicznym wypadku samolotu nad Afryką Centralną w kwietniu 2005 roku. Julie żeby uporać się ze stratą rodziców i brata Toma, smutkiem, złością i poczuciem niesprawiedliwości na świecie uczęszcza na sesje do psychoterapeuty Geira (nazwanego przez nią „psychogeirem”), który radzi jej by prowadziła pamiętnik. W końcu, pewnej zimowej nocy, postanawia zacząć pisać. I od daty 15 grudnia 2005 roku rozpoczyna się ta historia.

„Człowiek patrzy w głąb siebie nieskończoną ilość razy i nie może przed tym uciec ani mieć żadnych tajemnic.”

Szczęściem w nieszczęściu jest to, że Julie mimo iż nie ma rodziny, to ma pieniądze. Ale jak widać na przykładzie głównej bohaterki książki „pieniądze szczęścia nie dają”. Nastolatka nie bardzo potrafi się ponownie przystosować do otaczającego ją świata. Nie układa jej się w przyjaźni z wielbiącą konie Constance, czasem nie chodzi do szkoły, bo nie czuje się na siłach. Jedyna osoba z którą chce przebywać to Krzysztof – kafelkarz z Polski, który jest w niej zakochany.

„Przypuszczam, że skłonność do refleksji nasila się, kiedy człowiek wie, że wkrótce umrze.”

Po nieudanej próbie samobójczej Julie, by uciec przed pokojem bez klamek wyrusza w daleką i długą podróż po świecie. Czekają ją tam różne przygody i wiele nowych ludzi, z których każdy pozostawi w niej jakiś ślad… czasem dosłownie.
Chcecie wiedzieć jak potoczą się dalsze losy Julie? Czy uda jej się zakończyć swoje pełne cierpienia życie? A może postanowi, że będzie żyła dalej? Czy odnajdzie swoją prawdziwą miłość? Kto jeszcze pojawi się w jej życiu?

„Już nie mogę używać słowa „muleum”, ponieważ ci, którzy używali go razem ze mną, nie żyją.”

„Muleum”
wciągnęło mnie bardzo. Za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się, co oznacza tytuł książki. „Muleum” było pierwszym słowem, które wypowiedziała Julie, a miało oznaczać „muzeum”.
Czytając historię Julie, miałam nieodparte wrażenie współczucia głównej bohaterce. Zżyłam się z nią przez te 196 stron. Jej smutki były moimi, jej złość była moją, jej radość była moją. Muszę przyznać, że Erlend Loe wykonał kawał dobrej roboty.

„Rozbijemy się.
Kochamy Cię.
Rób co chcesz.
Tata”

„Muleum” to książka z serii „książka do czytania” wydawnictwa Słowo/Obraz Terytoria, którą wszystkim bardzo polecam, mimo etykietki „tragikomedia” jest świetną książką poruszającą kontrowersyjne tematy, z bardzo ładną okładką. Książką… no, właśnie : do czytania :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria

#25. „Sekret aneksu nr 3” – Colin Dexter

"Sekret aneksu nr 3"


Tytuł: „Sekret aneksu nr 3”
Autor: Colin Dexter
Wydawnictwo: Funky Books
Liczba stron: 344
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-7489-199-8
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 15 czerwca 2011

„Czy chcesz wiedzieć, co wydarzyło się w noc sylwestrową w aneksie nr 3?”

Znacie ten dreszczyk emocji towarzyszący odkrywaniu kryminalnych zagadek? Macie go gwarantowanego przy czytaniu „Sekretu aneksu nr 3”. Dla wszystkich fanów nadinspektora Morse’a książka będzie niezłą perełką, a dla tych, którzy jeszcze nie znają brytyjskiego pisarza Colina Dextera, jednego z najpoczytniejszych autorów kryminałów w Wielkiej Brytanii, będzie nowym skarbem wśród kryminalnych powieści.

„W tym momencie uruchomiony został ciąg wydarzeń, które w efekcie doprowadziły do morderstwa, które zostało zaplanowane powoli i subtelnie, a zrealizowane błyskawicznie i z okrucieństwem.”

John Binyon organizuje w swoim oksfordzkim hotelu Haworth „pobyty zimowe z imprezami bożonarodzeniowymi i noworocznymi”. W tym roku podczas balu przebierańców obowiązywać będzie motyw „Tajemnica Wschodu”. Gospodarze przewidzieli wiele atrakcji, zabaw i… alkoholu. Nie przewidzieli jednak morderstwa.

Jak łatwo się domyślić, aneks nr 3, kryje w sobie tajemnicę zbrodni. Podczas balu przebierańców zostaje zamordowany mężczyzna. Jak tu znaleźć mordercę, kiedy właściciele hotelu sami bawili się w najlepsze, a ich najbliższa pracownica – Sara nie bardzo cokolwiek pamięta po wcześniejszej imprezie…? Nie będę Wam jednak zdradzała jaki jest tytułowy sekret aneksu nr 3, tę tajemnicę musicie odkryć sami.

„Kiedy spotkasz tego faceta, Morse’a, to pamiętaj, że jest nadinspektorem, dobra? I w dodatku bardzo złośliwym! A więc pilnuj się, chłopie!”

Najważniejsza postać – czyli nadinspektor Morse – pojawia się dopiero w siódmym rozdziale. Morse to Brytyjczyk o bardzo ostrym i nieprzewidywalnych sposobie życia i charakterze. Nie stroni od alkoholu, ale ucieka od bliskich związków z kobietami. Biedaczek cierpi na akrofobię, czyli lęk przed wysokością. Razem z sierżantem Lewisem będą starali się rozwiązać kryminalną zagadkę. Będą szukali tropów – niektóre z nich prowadzące donikąd, będą znajdywali wskazówki – z których większa część będzie bez wartości, będą odkrywali nowe poszlaki – ale bez znaczenia dla śledztwa, będą przesłuchiwali uczestników – często nie pamiętających kolejności wydarzeń… Większość z nich również podała fałszywe dane, więc dotarcie do nich wydaje się być niemożliwe.

„A kto szuka, ten znajdzie.” Mt 7, 8

Czy mordercą jest jeden lub jedna z gości? A może ktoś niepostrzeżenie wkradł się na posesję hotelu i dokonał tego strasznego czynu? Czy w grę wchodzi morderstwo w afekcie? A może był to czysty przypadek… – wątpię.

Odrobina czarnego humoru, najczęściej w wykonaniu nadinspektora Morse’a dodaje wyjątkowego uroku książce. Przyznam, że podoba mi się też bardzo okładka. Jej ciemnofioletowa kolorystyka jest idealna dla podkreślenia nastroju tego kryminału.
Książka jest podzielona na rozdziały, a każdy rozdział oznacza miesiąc (lub też dzień miesiąca). Akcja powieści rozgrywa się w Anglii w Oksfordzie od listopada do stycznia. Każdy rozdział poprzedza cytat. Narrator w tekście wtrąca swoje uwagi lub specjalnie podkreśla jakieś słowo, dając czytelnikowi do zrozumienia absurdalność sytuacji. Autor dokonuje bardzo precyzyjnych opisów wydarzeń, osób czy przeżyć, które ułatwiają czytelnikowi wczucie się w daną sytuację.

Wraz z przewracaniem kolejnych stron prawda zaczęła wychodzić na jaw, zaczęłam dopasowywać brakujące elementy układanki do siebie. Jednak i tak nie udało mi się odkryć wszystkiego. Przyznam, że suspens i tempo akcji jest prowadzone na najwyższym poziomie. Z przyjemnością polecam tę książkę fanom kryminałów i dobrej literatury.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo FunkyBooks

#24. „Pamiętnik” – Nicholas Sparks

"Pamiętnik"


Tytuł: „Pamiętnik”
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 206
Data wydania: 2007
ISBN: 978-83-73596-21-4
Ocena: 4/10
Data przeczytania: 1 października 2010

Pełno jest książek, których ekranizacje są równie dobre formie pisanej. Jeszcze więcej książek nie oddaje swojego piękna na cyfrowym ekranie, ale bardzo rzadko zdarza się, by książka była GORSZA od filmowej ekranizacji, jednak tym razem, muszę powiedzieć, że autor powieści srogo mnie zawiódł i nie wiem, czy siadłabym drugi raz, poświęcając mój czas na ponowne jej przeczytanie.

Oczywiście, to nie tak, że nie znalazłam w niej nic dobrego. Przyznam, że końcówka była całkiem całkiem(a przynajmniej lepsza od reszty) i to ona sprawiła, że doczytałam resztę, nie odłożywszy jej ‚na potem’. Jednakże jak na książkę, która miała opowiadać o miłości aż po grób, wspomnieniach, które zawsze ożywają i wspólnej starości, jest dość kiepska. Zwłaszcza, że trzeba zauważyć, iż jest ona uznana za bestseller. Czy to znaczy, że na całym świecie, ludziom aż tak brakuje miłości, że muszą czytać tak marną literaturę?

Co takiego jest w „Pamiętniku”, że może odepchnąć potencjalnego czytelnika? Na pewno fakt, że ta powieść za bardzo przypomina harlequin. Taki zwykły, poczciwy harlequin, wydany na lepszym papierze, z nieco ciekawszą oprawą językową (niestety, tylko nieco). Przyznam, że nie tego się spodziewałam. Czytając kolejne kartki, ma się nieodparte wrażenie, że autor za wszelką cenę chciał pokazać miłość jako coś niemożliwego w naszych czasach, bardzo rzadko spotykanego, a na dodatek chciał uchodzić za osobę, która tego doświadczyła.

Jako pierwszy obejrzałam film. Mogłam sobie bez trudu wyobrazić postaci Noah’a i Allie odegranych przez znakomitą Rachel McAdams i jeszcze lepszego Ryana Goslinga, co wprawdzie trochę mi utrudniało czytanie. Film, był czystą, romantyczną historią dwojga ludzi, a książka okazała się harlequinem, o zbyt pruderyjnym zakończeniu.

Ekranizacja filmowa doprowadziła mnie do łez, był to jeden z najbardziej romantycznych filmów jakie widziałam. Końcówka książki też powoli zaczynała poruszać me serce, jednakże nie do końca jej się to udało, zwłaszcza, że ostatnie zdanie książki brzmiało : „W tej bowiem chwili świat jest pełen cudowności, gdy czuję, jak palcami sięga do guzików i wolno, wolniutko zaczyna je rozpinać, jeden po drugim.” W tej bowiem chwili, czyli w momencie, gdzie bohaterowie mają po 80 lat na karku… Zdecydowanie bardziej do gustu przypadło mi zakończenie, które widz mógł oglądać na ekranie.

Plusem jest fakt, że książka jest krótka, dlatego jeśli i tylko jeśli, komuś się bardzo nudzi, lub jest osobą nieszczęśliwie zakochaną, wtedy mogę ją polecić jako lekturę na długie wieczory, zapewne z paczką chusteczek…