Archiwum dnia: 2 sierpnia, 2011

#50. Wywiad z pisarzem Piotrem Targowskim

Piotr Targowski


I oto jest: obiecywany wywiad z Piotrem Targowskim autorem książki „Moja łódka, czyli zwierzenia szaleńca” [recenzję można przeczytać TUTAJ]. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Zapraszam do czytania! (zdjęcie pochodzi z prywatnych zbiorów autora)

JA: To jest Pana pierwsza książka, więc: czy pracę nad książką uważa Pan za trudną? Co sprawiało Panu podczas pisania najwięcej przyjemności a co chciał Pan mieć za sobą najszybciej?
Piotr Targowski: Wydanie sprzedawalnej książki uważam za przedsięwzięcie trudne i złożone. Do tej pory uważałem, że główny ciężar tego zadania spoczywa na autorze. Teraz wiem, że jest zupełnie inaczej. W moim przypadku spisywanie własnych przemyśleń i dokumentowanie pewnych faktów było całkiem naturalne, łatwe i przyjemne, więc trzon książki nie rodził się w bólach. Strona edytorska, projekt okładki, korekta i wreszcie dystrybucja i promocja to dla mnie coś zupełnie nowego. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę, jak trudne zadanie ma przed sobą Wydawca, który decyduje się wydać bazgroły nikomu nie znanego hobbysty-amatora.

Co skłoniło Pana do opublikowania swojej książki „Moja łódka, czyli zwierzenia szaleńca”? Czy był to może ktoś z Pana bliskich?
Sama decyzja o dokumentowaniu budowy była efektem poczucia wdzięczności wobec wszystkich, którzy bezinteresownie ofiarowali mi swoją pomoc w postaci opinii, porad, a także zwykłej życzliwości. Czułem się zobowiązany do podzielenia się własnymi doświadczeniami, aby uchronić przyszłych zapaleńców przed moimi błędami. Decyzja o wydaniu książki pojawiła się pod koniec budowy. Uświadomiłem sobie, że niewielkim kosztem jestem w stanie zmienić suchą „techniczną” relację w tekst strawny także dla laika, a przy tym mogący wzbudzić zainteresowanie. Było w tej decyzji również sporo mojej chorej ambicji, czyli chęci sprostania kolejnemu życiowemu wyzwaniu.

Dlaczego nazwał Pan swoją łódkę „Pasja”? Czy miało to coś wspólnego z Pana zamiłowaniem do żeglugi, czy może chodzi tu o szewską pasję… która na pewno czasami Panu towarzyszyła przy budowaniu?
„Pasja 625” nie jest nazwą tej konkretnej łódki, tylko tego typu łódek (coś jak marka samochodu) i pochodzi od jej projektanta. Kto wie, czy to właśnie nie nazwa przyciągnęła moją uwagę podczas poszukiwania odpowiedniego projektu. Rzeczywiście, z czasem Pasja stała się moją własną osobistą pasją, czasami także szewską. Łódka nosi nazwę „Monique” i jest bliska memu sercu prawie tak, jak jej imienniczka.

Jak się miewa „Pasja”? Dalej pływa?
Naturalnie, pływa i ma się nieźle. Coraz lepiej się poznajemy i docieramy nawzajem. Dostarcza mi stale niezapomnianych wrażeń. Za każdym razem, kiedy zostawiam za sobą główki portu, czuję się zwyczajnie wolny i szczęśliwy.

Czy planuje Pan w najbliższym czasie zająć się budową kolejnej łódki? A może już jakaś jest w trakcie budowy?
Właśnie zacząłem budowę „Pasji 1230”. Jej budowa pochłonie mnie na kolejnych kilka lat. Jej przeznaczenie jest proste: któregoś dnia opłynę na niej świat.

Skąd się wzięło Pana zamiłowanie do żeglugi, łódek?
Miłość do morza i żagli rodzi się tak samo jak miłość do drugiej osoby: zwyczajnie trafia Cię, jak grom z jasnego nieba. I koniec, przepadłaś z kretesem. Pierwszy raz postawiłem stopę na żaglowcu w wieku 14 lat, kiedy przypadkowo wygrałem udział w rejsie w jakimś konkursie. Rejs trwał 4 dni i zmienił całe moje życie.

Czy ciężko było Panu połączyć budowę łódki, pracę i dom?
To bywa problemem. W moim przypadku decyzja o budowie zapadła w momencie totalnego wypalenia pracą zawodową i kłopotów rodzinnych. Łódka była dla mnie odskocznią, szansą na to, by nie zwariować. Z czasem zmieniłem pracę, rodzinnie się poukładało, ale łódka miała już swoje ugruntowane miejsce w moim życiu i nic nie było w stanie zepchnąć jej na boczny tor. Prawdą jednak jest, że pogodzenie tych elementów wymaga wyczucia i często kompromisu.

Jak wygląda Pana zwykły dzień?
Przez 8 godzin skupiam się na pracy. Nie mam z tym problemów, bo robię to co lubię i daje mi to sporo satysfakcji. Po pracy relaks w gronie rodzinnym. Jakieś drobne prace przy domu. Weekendy od maja do września spędzam z „Monique”. A poza tym około 2 godzin dziennie buduję w myślach nową łódkę. To taki wstęp do rzeczywistej budowy, która rozpocznie się jesienią.

Czy ma Pan może jakąś radę dla czytelników Pana książki i dla tych, którzy jeszcze jej nie czytali?
To proste: odnajdźcie w życiu swoją Pasję. Czy będzie to zbieranie znaczków, czytanie książek, czy budowa łodzi, to nie ma żadnego znaczenia. Pasja sprawia, że Wasze życie jest pełniejsze, daje Wam energię do działania, daje satysfakcję i szczęście.

Panu Piotrowi Targowskiemu serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas i odpowiedzi na moje pytania. Przyznam szczerze, że jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy budowy nowej łódki „Pasji 1230”. A Was, zapraszam do zapoznania się z książką, która jest świadectwem ciężkiej pracy autora. Pozdrawiam :)