Archiwum dnia: 10 sierpnia, 2011

#54. „Niewidzialne potwory” – Chuck Palahniuk

"Niewidzialne potwory"


Tytuł: „Niewidzialne potwory”
Autor: Chuck Palahniuk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 240
Data wydania: 2010
ISBN: 978-83-60979-14-3
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 29 sierpnia 2010

„Wszędzie wokół nas szerzy się erozja i owady pożerają świat, nie wspominając o ludziach i skażeniach. Wszystko ulega biodegradacji, czy się do tego przyczyniasz, czy nie.”

Książka podzielona na rozdziały, rozpoczyna się od sceny, niejako końcowej, by już w rozdziale drugim poprzez retrospekcję, pokazać rozwój wcześniejszych wydarzeń. Ale, jak zaznacza sam autor, tutaj wszystko będzie nie po kolei, zupełnie jak w czasopiśmie dla kobiet – i tak też jest, co przyznaję, nie zawsze jest łatwe w odbiorze dla czytelnika. Już sama narracja przypomina chaotyczny magazyn mody w którym na każdym kroku, a raczej stronie, można dojrzeć prześwietlone przez obiektywy papparazzich życie ludzi, ich myśli, uczucia, czyny. Paradoksalnie, wygląda to raczej na zbiór dygresji, które same dla siebie są wtrąceniem nowego wątku. Dygresja dygresji dygresji – jak powiedziałby Palahniuk.

W swoim kolejnym ‚masterpiece’ Chuck ukazuje nam prześwietlone życie trójki osób, które w przypadkowy sposób ponownie połączył los. Wszystkie wątki otwiera przerażająca historia „wypadku samochodowego” młodej modelki, stojącej u szczytu kariery, która straciła wszystko. Jednakże dopiero w połowie książki czytelnik dowiaduje się szczegółów zdarzenia. Od tego momentu, jej życie przypomina równię pochyłą. Shannon McFarland staje się Daisy St.Patience, Kay McIsaac, albo Bubbą-Joan, osobą bez stałego imienia, bez stałego domu, bez narzeczonego Manusa, bez swojej chorej umysłowo przyjaciółki Evie, jedynie z nierozłączną dwójką przyjaciół, którzy są razem niczym „Trzej Muszkieterowie”. Shannon miała kiedyś brata – Shane’a, który w nieszczęśliwy sposób okaleczył sobie twarz, geja, zmarłego na AIDS. Ale dopóki żył, ona musiała żyć w jego cieniu.
Błysk.
„Wiesz, ja też bym się uśmiechnęła, gdybym miała wargi.”
Błysk.
„Będę wszystkim, czym chcesz, żebym była”.
Błysk.
Co zrobić kiedy na pytanie o definicję słowa „fletching” zamiast odpowiedzieć: krojenie indyka, odpowiada się, że jest to pewnego rodzaju miłość uprawiana wśród gejów? Zwłaszcza jeśli rozmowa prowadzona jest przy rodzinnym obiedzie?
Błysk.
Kolejną ważną postacią jest transseksualna księżna Brandy Aleksander, osoba bliska głównej bohaterce od urodzenia. Mężczyzna, który odnalazł kochającą go rodzinę, trzy siostry, które zmieniły go w jedną z nich. Brandy Aleksander radzi: podziel się ze mną swoją osobistą ohydną opowieścią, wyrzuć ją z siebie, a potem się zaszyj. Księżna, która przeszła masę operacji plastycznych, wybierająca najrzeczywistsze waginy z odpowiednich magazynów, faszerująca się narkotykami i środkami uśmierzającymi ból. Zapadająca w zapomnienie.
Błysk.
„Choćby nie wiadomo jak kogoś się kochało, człowiek się cofa, kiedy kałuża krwi jest coraz bliżej.”
Błysk.
„Ktoś, kogo kochasz, i ktoś, kto kocha ciebie, nigdy, przenigdy nie są tą samą osobą.”
Błysk.
„Kiedy nie wiemy, kogo nienawidzić, nienawidzimy samych siebie”.
Błysk.
Na koniec – uwodzicielki signore Alfa Romeo alias Seth Thomas, czy Nash Rambler albo Christian Dior lub… mężczyzna o błękitnych, niewinnych oczkach, czarujący wszystkie kobiety. Pochłaniający miliony kobiecych hormonów zamkniętych w maleńkich kapsułkach. Transformujący swoje ciało w coś niezdefiniowanego. Mężczyzna, który był przy głównej bohaterce od samego początku, chociaż czasem wydawałoby się, że jest przeciwko niej. Ukrywający swoją orientację seksualną i sam w nią nie wierzący.
Błysk.
„Niektórzy ludzie nie zauważają przyszłości”. Ale od „kiedy przyszłość przestała być obietnicą i stała się zagrożeniem?”
Błysk.

Jak uśmierzyć ból istnienia? To główne pytanie z którym borykają się główni bohaterowie tej powieści. Autor znowu dogłębnie bada ludzką psychikę, wchodzi w umysły ludzi, tak zgrabnie, że nie jesteśmy w stanie tego zauważyć. Ponownie pojawia się konsumpcyjne społeczeństwo dążące do własnego unicestwienia, zniewolone i pragnące uwolnienia za wszelką cenę. Po raz kolejny pojawia się ból, strach, cierpienie i obłęd jako myśl przewodnia. Jak zwykle ironiczny, odrażający, perwersyjny, ale tak prawdziwy, że można się poczuć, jakby czytał w myślach, jakby znał świat lepiej, niż ktokolwiek inny. Palahniuk znakomicie zarysowuje obraz psychologiczny każdego z bohaterów skupiając się głównie na królewskiej trójce. Bezwstydnie obdziera ich z uczuć, uniemożliwia im dojście do bezgranicznego szczęścia. Załatwia marne półśrodki. Tak steruje wydarzeniami w książce, że wszystko w swoim okropieństwie, wydaje się niemożliwe. Nic tu nie jest tym, na co wygląda! Zaskakujące zwroty akcji sprawiają, że książkę czyta się z otwartymi ustami. A to wszystko czyni autora jeszcze lepszym, bardziej unikatowym.
Jest to kolejna, świetna książka autora „Fight Club”, którą całym sercem polecam jego fanom, jak i tym, którzy jeszcze go nie znają:)

Recenzja tej książki zapewniła mi wygraną w konkursie na recenzję tygodnia (30 sierpnia – 5 września 2010) organizowanym przez portal LubimyCzytać.pl.