#65. „Pewna forma życia” – Amélie Nothomb


"Pewna forma życia"


Tytuł: „Pewna forma życia”
Autor: Amélie Nothomb
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 111
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-7495-758-8
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 29 sierpnia 2011

Amélie Nothomb to belgijska pisarka, z której twórczością nie miałam dotychczas żadnych kontaktów. Autorka uwielbia pisać listy i właśnie pewien epistolarny okres z jej życia został opisany w książce „Pewna forma życia”. Książką zainteresowała mnie Kasandra_85, a teraz „Pewna forma życia” powędruje do Książkówki, jako nagroda w konkursie.

Melvin Mapple to szeregowy amerykańskiej armii od 6 lat stacjonujący w Iraku. Decyzję o zaciągnięciu się do wojska podjął z przymusu – był to jedyny sposób, by w jakimś stopniu uniknąć biedy i głodu. 30 latek nie wiedział wtedy jak katastrofalna w skutkach dla jego zdrowia i życia będzie ta decyzja. Dlaczego? Ponieważ teraz widzimy go jako 39-letniego weterana wojennego, który waży prawie 200 kg, popada w schizofrenię i cierpi z powodu… jedzenia. „W nocy, przygnieciony własnym ciężarem, wyobrażam sobie, że to nie moja tusza, tylko piękna, młoda kobieta leżąca na moim ciele.” Kobieta imieniem Szeherezada. Postanawia napisać list do swojej ulubionej autorki – Amélie Nothomb, która z początku jest sceptycznie nastawiona do postaci żołnierza. Obawia się, że może być to jakiś kiepski żart. Z czasem jednak zaczyna się nim coraz bardziej interesować i prosi mężczyznę, by opowiedział jej o sobie.

„Drogo zapłacił za zaspokojenie głodu.”

Z początku widzimy jak Melvin pochłaniając ogromne ilości jedzenia tworzy swoisty bunt przeciwko wojnie, w którą został wplątany. Nie od dziś wiadomo, że otyłość w najdalszym stadium rozwoju towarzyszy amerykańskim żołnierzom, którzy nie mogą pogodzić się z tym, że muszą zabijać niewinnych ludzi – w tym kobiety i dzieci. Jedzenie staje się ich substytutem życia – cieszą się, że jeszcze żyją i jednocześnie buntują się przeciwko amerykańskiemu systemowi. Książka nosi tytuł „Pewna forma życia” ponieważ Melvin Mapple, dzięki autorce zyskał „dostęp do pewnej formy istnienia.”

Ciężko jest zrecenzować tę krótką, 111-stronicową książeczkę tak by nie zdradzić wszystkich wątków. Pewne jest to, że pani Nothomb pięknie operuje słowem pisanym, nie pozwalając czytelnikowi oderwać się od ciekawej lektury. Mnie książka nauczyła dwóch ciekawych słów: pleonazm i paralipsa.

Pierwszy raz spotkałam się z tak oryginalną książką. Historia w niej opisana całkowicie mnie zaskoczyła swoim zakończeniem – mogę nawet powiedzieć, że nieco mnie to zakończenie rozczarowało. Ale autorka ma otwartą furtkę, jeśli chciałaby kiedyś dalej kontynuować ten wątek. Jestem ciekawa jak to się wszystko skończyło w prawdziwym świecie… Polecam :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Muza S.A.


Sztukater

Advertisements

Otagowane:, ,

18 thoughts on “#65. „Pewna forma życia” – Amélie Nothomb

  1. ksiazkowka 29 Sierpień, 2011 o 17:36 Reply

    Pozytywna opinia, super! :) Miałam nosa. Już nie mogę się doczekać lektury. :)

    • miqaisonfire 29 Sierpień, 2011 o 17:38 Reply

      Tylko zakończenie mi się nie podoba… Ale mam nadzieję, że Tobie również przypadnie ona do gustu, co najmniej tak jak mnie!

      • Książkówka 29 Sierpień, 2011 o 18:16

        Może ja na zakończenie spojrzę inaczej? Kto wie. :)

  2. kasandra_85 29 Sierpień, 2011 o 17:50 Reply

    Książka już za mną i również miło byłam zaskoczona:)
    Pozdrawiam!!

  3. cyrysia 29 Sierpień, 2011 o 18:01 Reply

    Jakoś nie mogę przekonać się do tej książki, no i te zakończenie o którym wspominasz, że cie rozczarowało. Chyba tym razem spasuje i nie pokuszę się na tę pozycje.

  4. Magda 29 Sierpień, 2011 o 18:05 Reply

    A tak kochana, pleonazm Ci się przyda w dalszej karierze lingwisty ;) a paralipsy używamy często, nie chcąc zamieszczać spoilerów, a pragnąc zaciekawić pozycją – co Ci się właśnie udało :)

    Pozdrawiam!

  5. Cinnamon 29 Sierpień, 2011 o 18:13 Reply

    Czyli jest to powieść oparta na faktach?… Muszę przyznać, że pomimo, iż książka jest bardzo krótka, to bardzo mnie nią zaciekawiłaś :) Tylko okładka trochę mnie odstręcza…
    Pozdrawiam ;)

  6. miqaisonfire 29 Sierpień, 2011 o 18:17 Reply

    @Kasandra_85: tak, tylko szkoda jednak, że takie było zakończenie…
    @Cyrysia: w pełni Cię rozumiem :)
    @Magda: haha :D No, mój słownik powoli będzie się bogacił. Studia lingwistyczne w porównaniu z liceum o profilu humanistycznym to pestka!
    @Cinnamon: w takim razie musisz zamknąć oczka i przejść od razu do lektury :D Nie patrząc na okładkę.

  7. Isadora 29 Sierpień, 2011 o 18:53 Reply

    Ależ wstrząsająca historia! Chętnie przyjrzę się jej bliżej!

    Pozdrawiam serdecznie:)

  8. Soulmate 29 Sierpień, 2011 o 22:25 Reply

    Książka zapowiada się naprawdę ciekawie, w życiu bym nie wpadła na to, że Ci żołnierze koją „smutek” jedzeniem i że tak to wygląda. W ogóle zaskakujące to wszystko… serio przemyślę ten zakup :)

    Pleonazm jeszcze kojarzę ale ta paralipsa? Kosmos!

    A te smaki to masz jak baba w ciąży, o! :P
    Dobra, żartowałam! To pewnie spowodowane stresem przedwrześniowym… kochana! Pierwszego września śpimy dłużej :D

    • miqaisonfire 30 Sierpień, 2011 o 07:46 Reply

      Haha :D Nie, nie żadna ciąża ani stres przedwrześniowy – co najgorsze ja całe życie mam takie widzimisie jedzeniowe!
      Pozdrawiam! :*

  9. Varia 30 Sierpień, 2011 o 08:34 Reply

    jestem w trakcie lektury dlatego na recenzję zerkałam pobieżnie i lecę sprawdzić, co takiego jest w zakończeniu, że tyle osób na nie narzeka :)

  10. Natula 30 Sierpień, 2011 o 10:40 Reply

    Zaciekawiłaś mnie swoja recenzją, a słówko pleonazm, zostaje moim ulubiony określeniem masła maślanego ;)

  11. Gabrielle_ 30 Sierpień, 2011 o 12:49 Reply

    Hm… z jednej strony książka nie w moim stylu, a z drugiej coś mnie do niej bardzo mocno ciągnie. Będę szukać ;) Pozdrawiam!

  12. LadyBoleyn 30 Sierpień, 2011 o 19:26 Reply

    Przyznam, że zainteresowała mnie recenzowana przez Ciebie ksiażka. Mam slabość do bohaterów, którzy cierpią na problemy z psychiką i ogółem z samym sobą. ;3 Tak więc muszę sie za tą powieścią rozejrzeć. ;)

    Co do „Dziewictwa” Nory Roberts, haha. Przyznam Ci się, że jak informowałam wydawnictwo o publikacji recenzji to w tytule wiadomosci zamiast „Dziedzictwo” wpisałam „Dziewictwo”. Całe szczęście, że w porę zobaczyłam swój błąd. ;p

  13. finkaa 30 Sierpień, 2011 o 20:04 Reply

    Lubię powieści epistolarne, bo ludzie często w listach pokazują swoje prawdziwe oblicza. Do tego problem otyłości jest mi bardzo bliski, bo na codzień obcuję z osobą nim obarczoną. Książka wydaje się być rewelacyjna. Jedyne co mnie odrzuca i to potwornie to okładka. To oko straszy mnie, niepokoi i jest po prostu przerażające…

  14. miqaisonfire 31 Sierpień, 2011 o 07:33 Reply

    @Isadora: masz rację – to wstrząsająca historia. Polecam :)
    @Varia: czekam w takim razie na Twoją opinię.
    @Natula: tak „masło maślane” to zdecydowanie najlepsza definizja dla pleonazmu.
    @Gabrielle: może warto spróbować? :)
    @LadyBoleyn: to się cieszę, że Cię zainteresowałam :) A co do „Dziewictwa” to widzę, że nie ja jedna jestem taka szalona :D
    @Finkaa: w sumie nie zastanawiałam się nad samą okładką, ale myślę, że jest całkiem trafna. Jeśli uda Ci się książkę przeczytać, to sama ocenisz jak się wpasowuje w treść :)

  15. Czytelnia - Basia Pelc 26 Listopad, 2013 o 09:23 Reply

    haha, ja właśnie zdradziłam za dużo w swojej opinii, ale co tam :)) A książka świetna, jak i cała Nothomb!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: