#102. „Żar pustyni” – Susan Stephens


"Żar pustyni"


Tytuł: „Żar pustyni”
Autor: Susan Stephens
Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Liczba stron: 154
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-23873-30-3
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 20 października 2010

Susan Stephens to autorka wielu bardzo poczytnych miłosnych powieści dla kobiet. Która z nas nie słyszała o „harlequinach”? Dziś mam okazję zaprezentować Wam pierwszy prawdziwy harlequin jaki miałam okazję ostatnio przeczytać.

Historia romansu dwojga ludzi pokazana jest osobno – na przemian z jej i jego punktu widzenia. Taka sama jest też narracja – przeplatająca się. Głównymi bohaterami romansu są Szejk Rafik al Rafar alias Playboy i Casey Michaels z północnej Anglii. Szejk jest przystojnym absolwentem Eton i Sił Specjalnych, urodzonym obrońcą biednych, szlachetnym i wyrozumiałym, lubiącym prostotę przyszłym władcą pustynnego państwa – A’Qabanu. Casey to nieśmiała, cicha angielka, która przyleciała do kraju Szejka, żeby tam pracować. Dzięki swoim predyspozycjom, świetnie dogadała się z zespołem zdobywając uznanie Rafika. Jednak Playboy przygotował jej bardzo trudne zadanie – ma poprowadzić dobroczynną akcję z okazji koronacji Szejka, tak by zebrać jak najwięcej pieniędzy, które zostaną przekazane na społeczność Beduinów. Jeśli podoła temu zadaniu to pracę będzie miała zapewnioną, jeśli nie… to czeka ją samolot powrotny do domu.

Oboje, Casey i Rafik są sobą bardzo zainteresowani. Jednak ona czuje się skrępowana swoim niedoświadczeniem, a on nie chce by kobieta na której mu zależy pomyślała, że chce ją tylko wykorzystać. Wie, że mieszanie pracy i obowiązków z romansem nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Mimo wszystko ich pożądanie jest bardzo wielkie. Ona nigdy nie widziała tak przystojnego mężczyzny, a on jest zaintrygowany cichą i skromną, piękną kobietą. Czy i w tym wypadku miłość i pożądanie zwycięży? Czy może Casey i Rafik będą musieli z pękniętymi sercami się rozstać? Bo jaką szansę na powodzenie miałby związek wielkiego władcy ze zwykłą, białą kobietą?

Plusem powieści jest przede wszystkim piękne tło, ponieważ akcja toczy się w wielu miejscach: i na pustyni, i w centrum bogatego kraju. Bohaterowie są sympatyczni i precyzyjnie wykreowani. Podobało mi się również to, że romans tych dwojga wcale nie należał do łatwych, a raczej do tych bardzo skomplikowanych i powoli się rozwijających. Tutaj treść i przekaz nie są istotne. Najważniejszy jest wątek miłosny i emocje mu towarzyszące. Końcówka odrobinkę mnie zaskoczyła, także przyznam, że miło było dotrzeć do elementu kulminacyjnego mijając po drodze liczne przeszkody równocześnie z bohaterami tego romansu.

„Żar pustyni” to pierwszy prawdziwy harlequin, który miałam okazję przeczytać i muszę przyznać, że całkiem mi się podobał. Nie był przekolorowany i aż ociekający erotyzmem, był delikatny i subtelny. Polecam wszystkim fankom serii „Romans z szejkiem” oraz tym kobietom, które jeszcze nie spotkały się z harlequinem :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Harlequin/Mira

Reklamy

Otagowane:,

26 thoughts on “#102. „Żar pustyni” – Susan Stephens

  1. Edyta28 20 Listopad, 2011 o 16:42 Reply

    Aż trudno uwierzyć, że wcześniej nie czytałaś harlequinów! Jak to możliwe? Powieści są banalne i przewidywalne, ale która z kobiet nie marzy o takim gorącym i egzotycznym uczuciu?

  2. niedoczytana 20 Listopad, 2011 o 16:48 Reply

    no nie wiem, nie wiem… boję się harlequinów :P

  3. miqaisonfire 20 Listopad, 2011 o 16:54 Reply

    @Edyta: masz rację, jednak zawsze bałam się takiego prawdziwego, mało formatowego harlequinu :D Ale proszę – był fajny :)
    @Niedoczytana: wychodziłam z tego samego założenia, a przeżyłam! :D

  4. cyrysia 20 Listopad, 2011 o 17:01 Reply

    O?! Po tak zachęcającej recenzji z przyjemnością sięgnę po tego harlequina. Jak w każdej kobiecie, tak i we mnie tkwi odrobina ckliwej duszy lubiącej czytać miłosne historie.

  5. Gabrielle_ 20 Listopad, 2011 o 17:31 Reply

    Mam w domu sporą kolekcję Harlequinów, coś około 60 (za sprawą mamy) i kilka swoich nadesłanych ostatnio przez wydawnictwo Mira, jednak jak na razie nie mam serca i nastroju się za nie brać :)

  6. Mery 20 Listopad, 2011 o 17:35 Reply

    Ostatnio wyciągnęłam z pudła całą masę harlequinów. Kiedyś jeden czytałam, lecz do kolejnych mnie na razie nie ciągnie.

  7. Julia 20 Listopad, 2011 o 18:00 Reply

    Fajne!

  8. miqaisonfire 20 Listopad, 2011 o 18:00 Reply

    @Cyrysia: cieszę się bardzo, że Cię zachęciłam do przeczytania :)
    @Gabrielle: no proszę jak tu coraz więcej fanek harlequinów się wyłania! Ale przyznam rację, że na dobry odbiór takiego romansidła jest wymagany odpowiedni nastrój. Inaczej powieść może w ogóle nie trafić.
    @Mery: rozumiem :)
    @Julia: fajnie, że fajne :D

  9. Isadora 20 Listopad, 2011 o 18:03 Reply

    Sama nie wiem… szejk zapowiada się nad wyraz atrakcyjnie xD
    Pozdrawiam serdecznie:)

  10. giffins 20 Listopad, 2011 o 18:05 Reply

    Też ostatnio dostałam harlequin do recenzji ale jakoś nie mogłam się za niego zabrać, teraz chyba zmienię swoje nastawienie :) Co prawda mój tytuł jest inny – Księżniczka z wyspy – ale może ten też będzie ciekawy? :)

  11. Książkówka 20 Listopad, 2011 o 18:45 Reply

    Romans? nie, raczej nie…Nie teraz przynajmniej. :)

  12. Natula 20 Listopad, 2011 o 19:03 Reply

    Nie będę Cię oszukiwać, że nie po drodze mi z tego typu literatury, za romanse biorę się bardzo rzadko, a i to muszą mieć w sobie coś więcej niż tylko migdalenie. Póki co nie skusze się na tę książkę, no chyba że ciężar życia mnie tak przygniecie, że będę szukać czegoś na słodkie wzmocnienie :))

  13. miqaisonfire 20 Listopad, 2011 o 19:12 Reply

    @Isadora: haha :) Masz rację – bardzo atrakcyjny, jednak mimo wszystko ja w takich mężczyznach nie gustuję. Starałam się sobie wyobrazić go troszkę inaczej :P
    @Giffins: o proszę, w takim razie będę czekała na recenzję Twojego harlequinu :)
    @Książkówka: rozumiem :)
    @Natula: ja mam tak samo jak Ty :) Na szczęście akurat ten romans wpasował się w „troszkę szary” okres w moim życiu, dlatego tym lepiej mi się go czytało.

  14. Samash 20 Listopad, 2011 o 19:57 Reply

    Normalnie nie nadążam już czytać Twoich recenzji tak szybko dodajesz :)
    Książkę zdecydowanie sobie odpuszczę, choć podobną mam na półce, gdyż dostałam od Miry.

  15. finkaa 20 Listopad, 2011 o 21:06 Reply

    Chyba nie dam się namówić na ten romans. Mam dziwne skojarzenia z harlequinem, których raczej nie przełamię. Lubię romanse, ale jednak innych wydawnictw. Poza tym, za tą książką negatywnie przemawia również okładka. Jakaś taka właśnie przesłodzona…

  16. kasandra_85 20 Listopad, 2011 o 21:46 Reply

    Tym razem sobie odpuszczę. Jakoś nie potrafię przekonać się do harlequinów. Pozdrawiam!!

  17. LadyBoleyn 21 Listopad, 2011 o 04:44 Reply

    Niekiedy dobrze jest sięgnąć tego typu lekturę. ;) Sama posiadam parę harleqinów i lubię do nich wracać. ;)

  18. Pesymistka13 21 Listopad, 2011 o 16:05 Reply

    Ja też nie przeczytam, zły czas w moim życiu i pozytywne książki o miłości by mnie jeszcze bardziej zdołowały :)
    A może miałabyś ochotę wziąć udział w Gwiazdkowej Akcji Blogerskiej organizowanej przez ksiazkizbojeckie.blox.pl ? http://ksiazkizbojeckie.blox.pl/2011/11/WIELKA-GWIAZDKOWA-AKCJA-BLOGERSKA.html – i link. Pozdrawiam i zapraszam.

    • miqaisonfire 24 Listopad, 2011 o 17:40 Reply

      @Samash: pędzę jak błyskawica, co :D? Ale specjalnie tak, bo mam na razie luzy. Niestety od grudnia będzie nieco gorzej… Albo znacznie gorzej – to lepsze określenie.
      @FInkaa: co do okładki to się zgodzę, bo i mnie ona nie przypadła do gustu.
      @Kasandra: też tak myślałam, a jednak z „Żarem pustyni” było inaczej :)
      @LadyBoleyn: o proszę :) Kolejna fanka!
      @Pesymistka: masz rację, czasem mogą zdołować. Zwłaszcza, jeśli już skończyło się czytanie. A co do Akcji Blogerskiej to w dalszym ciągu się zastanawiam :)

  19. Julia 21 Listopad, 2011 o 20:03 Reply

    Uwielbiam harlequiny, dlatego czemu nie? Chociaż szczerze mówiąc dawno nie miałam w ręku żadnej pozycji tego typu…

  20. Beatrix 21 Listopad, 2011 o 20:49 Reply

    Ja na pewno odpadam z listy zwolenników harleqinów – nie da rady…
    Ale kiedyś jeszcze na studiach (kiedy to było…) bardzo lubiłam J.Krantz – to też były romanse – ale takie „stulecia” – „Córka mistrala” np. albo „Tylko Manhattan”, „Księżniczka Daisy” – serce waliło przy czytaniu – a jakże….. ;) ;)

  21. Dusia 21 Listopad, 2011 o 21:50 Reply

    Z harlequinami z prawdziwego zdarzenia nie miałam okazji się spotkać, ale w najbliższym czasie (a może jeszcze trochę dłużej) nie mam zamiaru tego zmieniać

  22. Cinnamon 22 Listopad, 2011 o 17:10 Reply

    Ugh… Chyba jestem uprzedzona do harlequinów :( No i okładka trochę odstrasza… A szkoda, bo recenzja ciekawa.
    Pozdrawiam ;)

  23. Bujaczek 23 Listopad, 2011 o 00:38 Reply

    A mi się zdarzyło czytać i mam parę swoich ulubionych ;)

  24. miqaisonfire 24 Listopad, 2011 o 17:43 Reply

    @Julia: rozumiem :) może warto wrócić!?
    @Beatrix: ja też do zwolenniczek nie należę, ale ten nie był zły, naprawdę. Tych o których wspomniałaś nie czytałam, ale może kiedyś … ;)
    @Dusia: no jaka przeciwniczka zażarta :D!
    @Cinnamon: masz rację, okładka troszkę odstrasza. Ale i ja byłam uprzedzona do harlequinów i to się zmieniło przez tę książkę!
    @Bujaczek: no proszę! :)

  25. Tina 24 Listopad, 2011 o 18:50 Reply

    Harlequiny to dla mnie czarna magia i niech tak zostanie ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: