Archiwum dnia: 21 listopada, 2011

#103. Wywiad z pisarzem Jackiem Skowrońskim.

Och, dawno już nie było jakiegoś wywiadu na moim blogu, prawda? Także aby przerwać tę złą passę postanowiłam napisać do pana Jacka Skowrońskiego, którego książkę recenzowałam jakiś czas temu na moim blogu („MUCHA”). Zapraszam Was wszystkich do lektury i zapoznania się z powieściami tego polskiego pisarza :)

JA: W swojej powieści kryminalnej „Mucha” zaprezentował Pan wachlarz ciekawych postaci. Czy uosabia się Pan z którąś z nich? Jest Pan może jak tytułowy Mucha – silny i bezkompromisowy? Czy jak Apoloniusz – z pozoru cichy, spokojny człowiek, który w sytuacjach kryzysowych walczy o przetrwanie z całych sił?
Jacek Skowroński: Nie bez przyczyny stosuję narrację pierwszoosobową, która wymusza niejako utożsamianie się z głównym bohaterem. W dodatku piszę bez szczegółowego planu, znając początkowo jedynie najważniejsze postaci i zarys intrygi, więc sam nie mam pojęcia, dokąd moja wyobraźnia i doświadczenia życiowe zawiodą bohatera i jak poradzi sobie z kłopotami. On dzięki temu postępuje w dużej mierze tak, jak ja bym to zrobił, a ja przy okazji uczę się czegoś o sobie. Czyli zdecydowanie bliżej mi do Apoloniusza, ze wszystkimi jego wadami i zaletami.

Jacek Skowroński

Która z postaci „Muchy” jest Pana ulubioną? Do którego bohatera ma Pan największy sentyment?
Pytanie o tyle niełatwe, że ja lubię niemal wszystkich, którym dane jest wystąpić na kartkach moich książek, w dodatku większość postaci jest autentyczna. To ludzie, z którymi jakoś krzyżowały się moje drogi, choć niekoniecznie w sposób ukazany w powieści. Jednak jeśli już musiałbym się zdecydować, będzie to Jacek. Znam go naprawdę nieźle, i chyba udało mi się go wiernie sportretować, choć nie jestem pewien, czy podziela moją opinię. Również garstka postaci z marginesu społecznego jest mi dość bliska, gdyż tak się złożyło, że przez całe lata… byłem jednym z nich. Tak, to prawda. Czytelnicy pytają mnie często, skąd znam tak dobrze to środowisko, że nawet operuję specyficznym slangiem i czynię ich personami ważnymi dla fabuły. Cóż, moim mottem jest nieprzynudzanie i dbanie o autentyczność klimatów. A te klimaty poznałem z autopsji.

Skąd pojawił się pomysł na fabułę powieści „Mucha”?
Myślę, że każdy z nas był kiedyś w sytuacji, która teoretycznie stawiała go na przegranej pozycji. Lub wyobrażał sobie podobną sytuację, zadając samemu sobie pytanie, co bym wtedy uczynił? Czy oczekiwałbym w pokorze nieuniknionego, czy też podjął walkę na przekór wszystkiemu? Szalenie frapujące wydało mi się skonfrontowanie bohatera, z którym czytelnik mógłby się w naturalny sposób utożsamić, z przestępcą największego kalibru, dysponującym organizacją i środkami odbierającymi na pozór wszelkie szanse wygrania pojedynku. Fabuła rozwijała się niejako samoistnie, bohater wpadał w kolejne tarapaty, a ja bynajmniej nie starałem się ułatwiać mu życia…

Jak wspomina Pan pisanie, tworzenie książki? Czy była to ciężka praca?
Każde zajęcie, którego wykonywanie sprawia przyjemność wydaje się stosunkowo łatwe. A ta powieść oddaje dość dobrze mój odbiór świata i pojmowania sprawiedliwości w sposób odbiegający często od zapisanego suchymi paragrafami prawa. Więc pakując Apoloniusza w kolejne kłopoty bawiłem się całkiem nieźle, tym bardziej, że co i rusz zaskakiwał mnie swoją inwencją. Jednak nie ma lekko, pisanie książek jest ciężką pracą, a schody zaczynają się tak naprawdę, gdy całość jest gotowa. Gdyż wtedy należy zadbać o jakość warsztatu, dokładnie sprawdzić zgranie związków przyczynowo-skutkowych i poszukać wszelkich możliwych błędów. To już bywa prawdziwą orką na ugorze, lecz zawsze procentuje. Hemingway powiedział kiedyś, że to co łatwo się czyta, cholernie trudno się pisze. I sporo w tym racji.

Wydał Pan w 2009 roku również sensacyjno-kryminalną powieść „Był sobie złodziej”. Skąd wziął się pomysł na tę książkę?
Napisałem krótkie opowiadanie dla magazynu Alfred Hitchcock Poleca, czyniąc głównym bohaterem zawodowego złodzieja. Przyjęcie tekstu przez czytelników było dla mnie wyraźnym sygnałem, że dość mają schematycznych bohaterów, nieuniknionego triumfu prawa i jasnego oddzielania dobra od zła. W dodatku zawsze ciekawiła mnie ciemniejsza strona ludzkiej natury, toteż postanowiłem na dłużej wcielić się w tego bohatera. Próbując sprawić, by czytelnicy go polubili. Chyba się udało, a za największy komplement poczytuję sobie pytanie, które padło z ust jednego z nich po lekturze: Czy pan naprawdę jest złodziejem…?

Jest Pan autorem w większej mierze opowiadań niż książek. Dlaczego? Czy łatwiej jest napisać opowiadanie niż załóżmy 300 stronicową książkę?
To moje prywatna opinia, być może odosobniona, lecz uważam, że trudniej napisać dobre opowiadanie niż dobrą powieść. Bo krótka forma wymaga ogromnej dyscypliny, zarówno w konstruowaniu fabuły jak i w doborze środków wyrazu. Każdą niedoróbkę natychmiast widać, nic nie ma szansy umknąć uwadze odbiorcy. A opowiadania po prostu lubię!

Czy zawsze wiązał Pan swoją przyszłość z pisaniem? Czy rzeczywistość jest taka sama jak w Pańskich marzeniach?
Zawsze chciałem być pisarzem, a choć przez długie lata zajmowałem się zupełnie innymi rzeczami, myśl ta nie opuściła mnie nigdy. Możliwe że do pewnych spraw trzeba dojrzeć, zebrać konkretny bagaż doświadczeń życiowych, szczególnie gdy człowiek zamierza się zająć mroczniejszą stroną ludzkiej natury. A rzeczywistość… Spełnione marzenia zawsze wyglądają nieco mniej urokliwie niż sny o nich.

Czy planuje Pan wydać w najbliższym czasie jakąś książkę? Jeśli tak, to proszę uchylić rąbka tajemnicy :)
Kolejna powieść jest już gotowa i czeka sobie spokojnie na decyzje wydawnicze. Temat, jak to u mnie, dotyczy świata przestępczego podglądanego od podszewki. Nie pisała się tak lekko i przyjemnie jak poprzednie, sam nie zdawałem sobie sprawy, na co się porywam, siadając do książki o rodzimych płatnych mordercach. Zwłaszcza że znów pisana jest w pierwszej osobie… To nie było łatwe doświadczenie, gdyż w trakcie zbierania materiałów, często nieoficjalnymi kanałami, dowiedziałem się więcej niż chciałbym wiedzieć. Jednak im byłem dalej, tym mocniej pragnąłem ją skończyć. Teraz odpocznę chwilę i zamierzam wrócić do prozy utrzymanej w lżejszych klimatach.

Teraz może jeszcze z innej półki: nie wszyscy może wiedzą, ale jest Pan z-cą redaktora naczelnego portalu Q-FANT. Na czym polega praca redaktora naczelnego?
Redaktor naczelny naszego magazynu fantastyczno-kryminalnego Qfant, Piotr Dresler, ma istne urwanie głowy z ogarnięciem zamieszania towarzyszącego powstawaniu kolejnych numerów. Mnie pozostaje skromniejsza rola, polegająca na czytaniu napływających propozycji literackich. I wyławianiu perełek, a bywa ich całkiem sporo. Serdecznie zapraszam w imieniu redakcji do odwiedzenia nas: http://www.qfant.pl

Jak wygląda Pana zwyczajny dzień? (oprócz ukrywania się przed policją, jak na kryminalistę przystało ;))
Jeśli mam wolne i komputer pod ręką, wstaję o świcie i przez kilka godzin piszę. W przeciwieństwie do większości znajomych autorów nie potrafię pracować wieczorem ani nocą, więc postępuję tak niezwykle rzadko, kiedy gonią terminy. Resztę dnia poświęcam przyjemnościom, zwykle kulinarnym. Oraz obmyślaniu intryg kryminalnych.

Serdecznie dziękuję Panu Jackowi za wyczerpujący wywiad! :)
A Was zapraszam na stronę pisarza www.JacekSkowronski.com.pl