Archiwum dnia: 6 września, 2012

#245. „mFISZKI – język francuski Słownictwo 2”

„mFISZKI – j. francuski”


Tytuł: „mFISZKI – język francuski Słownictwo 2”
Seria: „mFISZKI”
Wydawnictwo: Cztery Głowy
Liczba haseł: ok. 2700
Data wydania: 2011
ISBN:
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 6 września 2012

„mFISZKI” to totalna nowość! W dobie najnowszej technologii Wydawnictwo Cztery Głowy, specjalizujące się w fiszkach w różnych językach, postanowiło umożliwić swoim klientom zakup wyjątkowych fiszek, mianowicie fiszek na telefon komórkowy. Każdy posiadacz telefonu z dostępem do internetu, najlepiej nie starszego niż 4 letni ma możliwość pobrania i korzystania z aplikacji. Niestety, na razie niedostępne są wersje dla telefonów z systemem Android, iOS (Iphone) oraz Windows Mobile, jednak jest to tylko kwestia czasu.

Posiadam Nokię C6-00 (jest to telefon z wysuwaną klawiaturą jak i dotykowym wyświetlaczem) i na moim telefonie „mFISZKI” działały bez zarzutu. Plik nie zawiera więcej niż 1 MB. Po pobraniu następuje instalacja i już po chwili można rozpocząć naukę. Jednak przed tym program przeprowadzi nas przez wersję pokazową, która unaoczni działanie „mFISZEK”.

Co jest rewelacyjne, to to, że można samemu sprawdzać swoje postępy. W zakładce „Postępy” widać ile e-kartoników zostało do nauki, ile jest w trakcie nauki i ile zostało już zapamiętanych, dane te podawane są również w skali procentowej. Następnie został oszacowany czas nauki, podzielony na łączny i średni dzienny. W zakładce „Przeglądanie” można przejść do jednej z 50 interesujących nas w danej chwili kategorii. W zakładce „Oferta” można zobaczyć listę wszystkich dostępnych „mFISZEK”. Program jest bardzo łatwy w obsłudze i już po zaledwie kilku minutach wiadomo o co chodzi. Czy nauka z „mFISZKAMI” jest efektywna? Jak najbardziej!

O działaniu „mFISZEK”. Każdy kto umie napisać sms i odebrać go, będzie umiał obsłużyć tę aplikację. Po kliknięciu w zakładkę „Start” rozpocznie się nauka. U góry ekranu pojawi się niewielki MEMOBOX®, czyli kolorowy system powtórzeń. Za każdym razem, gdy odpowiedź będzie prawidłowa e-kartonik będzie przesuwał się w prawą stronę w kierunku zielonego koloru, gdy odpowiedź będzie błędna w lewą stronę w kierunku czerwonego koloru. Taką formę nauki powtarza się aż do momentu, gdy wszystkie e-kartoniki znajdą się w zielonym polu MEMOBOX’a®. Na środku ekranu znajduje się e-kartonik, a na nim słówko po polsku i dwa zdania z jego użyciem, po kliknięciu na środek lub w dół przechodzi się do jego francuskiego odpowiednika. Jeśli odpowiedzieliśmy dobrze klikamy prawy przycisk (zielona strzałka), jeśli źle – klikamy lewy przycisk (czerwona strzałka). Widzicie? To naprawdę proste!

Jeśli chodzi o minusy, to mogę wyróżnić dwa, jednak nie są to jakiekolwiek wady aplikacji. Chodzi o to, że urządzenie raz na jakiś czas łączy się z internetem by się zaktualizować. Drugim minusem, który jest w sumie tylko moim „widzimisię” jest to, że chciałabym by „mFISZKI” były dodatkowo wyposażone w pliki mp3, tak by móc słuchać i powtarzać dane wyrażenia. Jednak wtedy plik musiałby być dużo większy, dłużej by się pobierał i więcej miejsca na telefonie by zajmował.

Rozumiem, że nie każdy z Was jest zainteresowany „mFISZKAMI” w języku francuskim, ale bez obaw! Wydawnictwo Cztery Głowy w swojej „mFISZKOWEJ” ofercie proponuje fiszki aż w 10 językach: języku angielskim, niemieckim, hiszpańskim, portugalskim, włoskim, japońskim, norweskim, szwedzkim i rosyjskim. Także każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: wybrany język, odpowiedni poziom i odpowiednie zagadnienia: czy to słownictwo, czy gramatykę.

Tak więc podsumowując tę aplikację fiszek na telefon, muszę przyznać, że jestem nią pozytywnie zaskoczona i zadowolona. Nauka języków z dnia na dzień staje się coraz prostsza dzięki właśnie tego typu dodatkom. Dodatkową zachętą do kupna „mFISZEK” jest promocyjna cena – nie zwlekajcie! Wszyscy, którzy się wahają, lub nie są pewni czy aplikacja będzie działała na ich telefonie, zachęcam do pobrania próbnej wersji „mFISZEK” z j. angielskiego. Polecam gorąco!

Za możliwość przetestowania fiszek serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Cztery Głowy

#244. „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – Stieg Larsson

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”


Tytuł: „Millennium:
Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”
Autor: Stieg Larsson
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 640
Data wydania: 2008
ISBN: 978-83-7554-059-8
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 5 września 2012

Stieg Larsson (1954-2004) był znanym szwedzkim dziennikarzem. Niestety, nie doczekał się ogromnego na skalę światową sukcesu swoich powieści, ponieważ zmarł nagle na atak serca tuż przed ukazaniem się pierwszej części znakomitej trylogii kryminalnej „Millenium” w 2004 roku. Książka ta gościła na mojej półce już od paru miesięcy, jednak dopiero wakacyjny wyjazd pozwolił mi poświęcić jej pełną uwagę. Przyznam, że nie było mi łatwo przysiąść do tej recenzji, nic odkrywczego już nie napiszę, jednak chciałabym zachęcić do przeczytania tej trylogii wszystkich, którzy jeszcze jej nie czytali.

Akcja powieści rozgrywa się na przełomie jednego roku od listopada do grudnia, w Szwecji. Norlandia, którą wykreował Larsson nie jest zbyt różna od tej rzeczywistej. Mroźny, tajemniczy klimat sprawia, że książka staje się jeszcze bardziej wyjątkowa i unikalna. Książka została podzielona na 4 części: „Bodźce”, „Analiza konsekwencji”, „Fuzje” i „Hostile takeover”.

Dziennikarz czasopisma „Millennium” i jego współzałożyciel Mikael Blomkvist zostaje skazany na 3 miesiące więzienia i wysoką grzywnę za zniesławienie znanego przedsiębiorcy Hansa-Erika Wennerströma. Mimo że Mikael jest przekonany o winie Wennerströma, nie jest w stanie mu nic udowodnić. Mężczyzna decyduje się na opuszczenie wydawnictwa, by nie dopuścić do jego całkowitej klęski. Kiedy dostaje tajemniczą propozycję pracy od bogacza, przemysłowca i właściciela koncernu Vagnera, Henrika Vagnera ma mieszane uczucia. Jednak wysokie honorarium oraz obietnica wydania sekretów Wennerströma przekonują go do podjęcia pracy dla Vagnera na wyspie Hedestad. Praca ta z pozoru ma polegać na pisaniu prawdziwej biografii rodziny Vagner, a tak naprawdę ma doprowadzić do rozwiązania zagadki zniknięcia Harriet Vagner, którą od 40 lat wszyscy uznają za zmarłą.

Jednocześnie czytelnik poznaje historię Lisbeth Salander wyjątkowej, oryginalnej i kompetentnej lecz nie budzącej zaufania researcherki pracującej na zlecenia szefa wielkiej firmy Milton Security. Lisbeth jest zamkniętą w sobie, pozbawioną emocji kobietą skrywającą liczne, mroczne tajemnice, które ją ukształtowały. Kolczyki w twarzy, liczne tatuaże, czarne ubrania i czarne, krótkie włosy – to właśnie Lisbeth. Kiedy szef Milton Security zleca jej prześwietlenie osoby Mikaela Blomkvista, kobieta nie ma pojęcia, że ich drogi jeszcze się spotkają. Gdy Mikael dokonuje przełomu w śledztwie, zdaje sobie sprawę, że potrzebuje do pomocy dobrego researchera. Adwokat jego pracodawcy poleca mu nikogo innego, jak właśnie Lisbeth Salander. Od tej pory akcja powieści nabiera zawrotnego tempa. Czy Mikaelowi i Lisbeth uda się rozwikłać zagadkę morderstw kobiet i zaginięcia Harriet? Jak potoczą się ich losy?

Akcja książki z początku jest odrobinkę ospała i monotonna, co jest spowodowane wprowadzaniem wszystkich postaci, jednak wraz z kolejną setką stron robi się coraz ciekawiej. Dużym plusem jest kreacja bohaterów, a zwłaszcza kreacja Lisbeth Salander. Tajemnicza, ekscentryczna geniuszka o zagmatwanej przeszłości, występująca w obronie praw kobiet. Mimo że nie jest to sympatyczna postać, czytelnik od razu żywi do niej ciepłe uczucia i kibicuje jej z każdą kolejną stroną. Co mnie bardzo irytowało, to angielskie zwroty wtrącane od czasu do czasu. Wyglądało to jakby autor zaczął dopiero uczyć się angielskiego i strasznie go ten język zafascynował.

To nie jest zwykły kryminał, bo gdyby był, to na pewno na jego podstawie nie nakręcono by aż dwóch ekranizacji filmowych ( „Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” 2009, Niels Arden Oplev ; „Dziewczyna z tatuażem” 2011, David Fincher). Za sobą mam amerykańską ekranizację tej książki i uważam, że film jest rewelacyjny, jednak najpierw sięgnijcie po książkę – ja zrobiłam odwrotnie i za dużo rzeczy pamiętałam (mimo że film widziałam w styczniu 2012). Na dniach mam zamiar także obejrzeć, podobno dużo słabszą, ekranizację skandynawską.

Tytułowych mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet jest z każdą stroną coraz więcej. Sama zaczęłam się zastanawiać czy i autor żywił jakieś uprzedzenia w stosunku do kobiet. W książce da się również znaleźć parę przemyśleń samego autora odnośnie funkcjonowania systemu i polityki oraz społeczeństwa Szwecji.

Larsson jest mistrzem intryg, jego powieść z każdą kolejną stroną staje się coraz bardziej zagadkowa i nieprzewidywalna, a do tego całkowicie wciąga. Wystawiłam tej książce ocenę 10/10, jednak tak naprawdę znajduje się ona poza jakąkolwiek skalą. Nie umiem jej ocenić, jednak uważam, że jak najbardziej warto ją przeczytać – dlatego dałam najwyższą notę, by tych, którzy jeszcze jej nie czytali zainteresować. Polecam serdecznie.