Archiwa miesięczne: Luty 2013

#296. „Wszystkie grzechy nieboszczyka” – Iwona Mejza

„Wszystkie grzechy nieboszczyka”


Tytuł: „Wszystkie grzechy nieboszczyka”
Autor: Iwona Mejza
Wydawnictwo: Oficynka
Liczba stron: 276
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-62465-57-6
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 24 lutego 2013

„Wszystkie grzechy nieboszczyka” to kolejny polski kryminał, z którym miałam okazję się zmierzyć. Iwona Mejza jest zagorzałą miłośniczką kryminałów w tym książek Joanny Chmielewskiej i Edmunda Niziurskiego, co więcej należy do Klubu Miłośników Powieści Milicyjnej MOrd, także nie jest zaskakującym fakt, że sama napisała właśnie powieść kryminalną, a nie romans :)

Narracja z pozoru jest poważna, jednak już od pierwszych stron można wyczuć nutkę czarnego humoru. Sposób w jaki autorka oprowadza czytelnika po zakamarkach ubezpieczalni, jak i sposób kreacji bohaterów i przedstawienie policyjnego śledztwa są naprawdę intrygujące i nie pozwalają się oderwać od lektury.

Firma ubezpieczeniowa „Bezpieczna Przyszłość” to firma o 20-to letniej tradycji i renomie. Bożena Kryspin, główna bohaterka, od 18-tu lat jest kasjerką w tej firmie i ani myśli o zmianie pracy. Wiedzie spokojne i monotonne życie, nic nie jest w stanie jej zaskoczyć… do czasu, gdy pod swoim biurkiem znajduje nieżywego mężczyznę, prawdziwego trupa z krwi i kości i nie wie co zrobić! Okazuje się, że denatem jest świeżo upieczony pracownik firmy, Anatol Banyś, mężczyzna o wręcz wizjonerskim podejściu do pracy, którą miał wykonywać. Każdy z pracowników firmy inaczej reaguje na wiadomość o śmierci Banysia. Jedni ze strachu przed policją zaczynają sprawdzać własne akta i porządkują dokumenty, drudzy siedzą spokojnie w otępieniu. Gdy komisarz policji, Kazimierz Jodła, wraz z aspirantem Tomaszem Kulikiem i przystojnym patologiem docierają na miejsce zdarzenia od razu wyczuwają, że coś jest nie tak… Co więcej kierownik firmy ubezpieczeniowej po przeczytaniu pewnego listu nagle znika bez śladu (ratując się ucieczką przez okno). A najgorsze jest to, że jeden nieboszczyk, to nie koniec kłopotów i nieboszczyków…

Jak odnaleźć mordercę, kiedy tak naprawdę każdy staje się podejrzanym? Śledztwo przez całą książkę mozolnie prze do przodu, a policja stanie przed naprawdę trudnym zadaniem. Bożenka, by nie dopuścić do utraty swojego miejsca pracy postanawia pomóc komisarzowi w śledztwie. Co z tego wyniknie?

Kreacja głównej bohaterki jest bardzo szczegółowa. Bożenka jest kobietą jakich wiele. W życiu nie osiągnęła nic godnego uwagi, mieszka sama, nie lubi wielkich zmian, żyje według reguł i tradycji wpojonych jej przez matkę, na dodatek jest pedantką jeśli chodzi o porządek. Poznajemy jej zainteresowania, obawy i słabości. Tak samo szczegółowo wykreowana jest firma ubezpieczeniowa „Bezpieczna Przyszłość”. Wiadomo, że taka firma po prostu nie mogłaby istnieć w rzeczywistości (a przynajmniej na pewno nie przez tyle lat). Oszustwa jakie popełniali jej pracownicy z pewnością nie umknęłyby wyższym organom. Niemniej jednak ubezpieczalnia zaprezentowana w ten sposób wraz z jej osobliwymi pracownikami, bawi i zaskakuje czytelnika.

„Wszystkie grzechy nieboszczyka”


„Wszystkie grzechy nieboszczyka” z pewnością są wciągającą lekturą z ciekawym wątkiem kryminalnym i morderstwem w tle. Czy uważam książkę Iwony Mejzy za warty przeczytania kryminał? Zdecydowanie tak. Jej debiutancka powieść jest kryminałem z krwi i kości, który wciąga od pierwszych stron i po który serdecznie zachęcam do sięgnięcia!

KONKURS!
Ponieważ mam dwa egzemplarze tej książki, postanowiłam komuś jeden podarować. Więc: jeśli zainteresowała Cię moja recenzja i chciałbyś/chciałabyś mieć okazję do przeczytania tej książki już teraz, weź udział w konkursie! Jedyne, co musisz zrobić to:
– Zgłosić się w komentarzu pod tym wpisem podając swoje imię/nick i adres e-mail
– Odpowiedzieć na krótkie pytanie konkursowe w ciekawy sposób: „Czy zainteresowała Cię moja recenzja?”
– Dodać baner konkursowy na bloga, jeśli takiego posiadasz – http://imageshack.us/scaled/landing/820/88432139.jpg
Voilà! Wyniki konkursu za dwa tygodnie – 10.03.2013r. Powodzenia :)

Zwycięzcą został AMBROSE. Gratulacje!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Oficynka

Reklamy

#295. „Alfred Hitchcock. Nieznana historia „Psychozy”” – Stephen Rebello

„Alfred Hitchcock. Nieznana historia >Psychozy<"


Tytuł: „Alfred Hitchcock. Nieznana historia „Psychozy””
Autor: Stephen Rebello
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 336
Data wydania: (przed premierą) 2013
ISBN: 978-83-63248-70-3
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 16 lutego 2013

Książka „Alfred Hitchcock. Nieznana historia „Psychozy”” autorstwa amerykańskiego pisarza i scenarzysty Stephena Rebello, będzie miała swoją polską premierę 20 lutego. Na szczęście miałam okazję czytać ją przed premierą i muszę przyznać, że… książka całkowicie mnie pochłonęła. Parę lat temu widziałam zarówno „Psychozę” z 1960 roku, jak i jej remake w kolorze z 1998 roku, obrazy z tych filmów głęboko zapadły mi w pamięć, więc niezmiernie się ucieszyłam z możliwości czytania tej książki.

Jako młody dziennikarz, Stephen Rebello, miał niezwykłą okazję osobiście poznać wielkiego reżysera, Alfreda Hitchcocka, i być tym, który przeprowadził z nim, jak się później okazało, ostatni w karierze Hitcha wywiad. Zafascynowany zarówno postacią reżysera, jak i samą „Psychozą” napisał książkę, która po raz pierwszy wydana została w 1990 roku, a następnie wznowiona w 2012, przed premierą filmu o tytule „Hitchcock”, z którego nakręceniem również było wiele problemów… Rebello nie tylko spisał historię „Psychozy” od A-Z, ale także zgromadził wspomnienia współpracowników Hitchcocka, wykorzystał uwagi reżysera napisane na scenariuszu filmu i wypowiedzi Hitchcocka oraz jego współpracowników z różnych wywiadów. Co więcej, wysilił się do tego, by jak najrzetelniej przedstawić czytelnikom jakim człowiekiem był wielki mistrz filmu. W książce, Rebello postarał się także w skrócie przedstawić pozostałe dzieła Hitchcocka, nie zagłębiając się w ich dogłębną analizę. Jednak wyraźnie podkreśla, że „celowo unikałem analizy, wiwisekcji, dekonstrukcji, a zwłaszcza wyciskania ostatniej kropli życia z >Psychozy<”.

Skąd pomysł na książkę Roberta Blocha – „Psychoza” ?
Niestety, podstawą do rozpoczęcia prac nad tą książką była prawdziwa historia seryjnego mordercy z małego miasteczka w Ameryce Północnej – Plainfield. Ed Gein, mężczyzna nie budzący zaufania, mieszkający sam w wielkiej, ale podupadającej posiadłości z miejscowego dziwaka został okrzyknięty najbardziej przerażającym masowym mordercą Ameryki, złodziejem grobów i nekrofilem. Jak udawało mu się tak długo ukrywać swoje zbrodnie i psychozę przed światem? Był ostrożny. Do czasu gdy został podejrzany o dokonanie rozboju i kradzieży w pobliskim sklepie. Gdy policja zrobiła przeszukanie w jego domu, odkrycie jakiego dokonali było nie tylko szokujące, ale także masakryczne. Zgnilizna, śmieci to było nic w porównaniu z wypatroszonymi zwłokami kobiet, czaszkami, organami trzymanymi w słoikach czy nieskomplikowanymi meblami wykonanymi z ludzkiej skóry… Inspirujące, prawda? Bloch postanowił troszkę zmienić i urozmaicić historię Geina. Jego bohater, Norman Bates, był samotnikiem prowadzącym zajazd. Bates był chorym psychicznie transwestytą, który w amoku mordował swoje klientki, potem tego nie pamiętając. Co więcej, ponieważ koncepcje freudowskie oparte na kompleksie Edypa, były wtedy bardzo na czasie, główny bohater miał dwie osobowości, z czego jedna była zdominowana przez nieżyjącą już matkę, którą się stawał popełniając zbrodnie. Brzmi strasznie, prawda?

Parę słów o „Psychozie”
„Psychoza” miała być 5 i ostatnim filmem Hitchcocka we współpracy z wytwórnią Paramount. Jednak od początku pojawiały się problemy. Gdy budżet na film został drastycznie zmniejszony, Hitchcock postanowił nakręcić film, który będzie wyglądał jak niskobudżetowa produkcja, jednakże treścią, wcale taki nie będzie. „Psychoza” jest określana mianem „trzydziestodniowego filmu”, co samo w sobie jest niezwykłym osiągnięciem. Co więcej, Hitchcock w „Psychozie” zrobił coś, czego nikt przed nim nie zrobił w filmie – „Zaczniemy od pokazania wam toalety, a im będzie dalej, tym gorzej.” Po premierze filmu „Les Diaboliques” francuskiego reżysera Henri-Georges Clouzota, pozycja Hitchcocka wyraźnie się osłabiła, dlatego też „Psychoza” miała być odpowiedzią na „Les Diaboliques” i dowodem na to, że tytuł najlepszego reżysera należy się Hitchcockowi. Niestety, kolejne niesnaski pojawiły się przy problemach z cenzurą, jako że Hitchcock chciał pokazać rzeczy, które ledwo mieściły się w dobrym smaku i Kodeksie etycznym filmu.

Jaki był Alfred Hitchcock?
Był otyłym mężczyzną kochającym wino i dobre, wykwintne jedzenie. Budził respekt we wszystkich swoich współpracownikach. Jedyną osobą, która miała dla niego kluczowe zdanie, była jego żona Alma, chociaż nie zawsze się dogadywali. Reżyser był intrygujący, inteligentny, o niespotykanym poczuciu humoru, wyszukanym guście i smaku. Często określany mianem geniusza, jeśli chodzi o film i pomysłowość. Niestety, był także aroganckim odludkiem obracającym się w kręgu zaufanych pracowników, nieskorym do autokrytycyzmu i uczulonym na jakąkolwiek krytykę.

Książka ta była dla mnie niezwykle interesująca również dlatego, że pojawiają się w niej ciekawe tytuły książek i filmów, które koniecznie muszę teraz poznać. Dawno nie czytałam żadnej książki z tak nieskrywanym napięciem, mimo że nie jest to żaden thriller, horror czy gorąca historia miłosna. Stephen Rebello w „Alfred Hitchcock. Nieznana historia „Psychozy”” przedstawił kulisy powstawania filmu i zaprezentował wielkiego reżysera tak, że nie sposób jest się oderwać od lektury tej książki. Mam również zamiar wybrać się na film „Hitchcock”, który według słów Rebello ma być „miłosną opowieścią z nożem w tle”, gdzie w rolach głównych gra Anthony Hopkins, Helen Mirren i Scarlett Johansson. W tej chwili mogę tylko polecić tę książkę, żywiąc głęboką nadzieję, że i dla Was okaże się ona być pasjonującą lekturą, pełną zaskakujących ciekawostek.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Sine Qua Non

#294. „Gołębie wzlatują” – Melinda Nadj Abonji

„Gołębie wzlatują”


Tytuł: „Gołębie wzlatują”
Autor: Melinda Nadj Abonji
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 232
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-7536-468-2
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 10 lutego 2013

Melinda Nadj Abonji to urodzona w 1968 roku szwajcarska pisarka węgierskiego pochodzenia, ktora w wieku 5 lat wraz z rodziną wyemigrowała do Szwajcarii. „Gołębie wzlatują” to kolejna jej książka, która zdobyła dwie prestiżowe nagrody: Deutscher Buchpreis i Schweizer Buchpreis. Książka ta została wydana w kategorii Proza Świata nakładem Wydawnictwa Czarne.

Przenosimy się do roku 1980,kiedy to główna bohaterka i narratorka, Ildikó Kocsis wraz z siostrą Nomi i rodzicami przyjeżdża do rodzinnego miasteczka zamieszkiwanego przez węgierską mniejszość, do serbskiej prowincji Wojwodina, gdzie została ich babcia Maminka i reszta rodziny.

Sposób narracji jaki zastosowała Melinda Nadj Abonji jest nieczęsto spotykany, jako że pierwszoosobową narrację wzbogacają długie, podrzędnie i wielokrotnie składane zdania. Zabieg ten sprawia, że ma się wrażenie jakby to sama bohaterka opowiadała historię, a nie jakby się ją czytało. Bogaty język, barwne choć oszczędne w słowa epitety i długie zdania, w których słowa oddzielone są tylko przecinkami zmuszają do pełnego skupienia. Historia z pozoru jest podzielona chronologicznie, jednak narratorka lubi wracać do wydarzeń, o których wcześniej tylko wspominała.

Co mnie urzekło, to sposób w jaki autorka przedstawiła historię rodziny głównej bohaterki, która jest alter ego jej samej – również wyemigrowała z rodzicami jako dziecko z Węgier do Szwajcarii. Czytając miałam wrażenie obcowania z rodziną Kocsisów, narratorka bowiem otworzyła mi drzwi do intymnego świata swojej rodziny. Historię życia Ildikó poznajemy przez pryzmat doświadczeń nabytych na emigracji i w kraju. Gdy w Wojwodinie życie dalej biegnie swoimi monotonnymi torami, w Szwajcarii jest zupełnie inaczej – jest to czysty, wyjątkowy kraj pełen perspektyw, nad którym nie wisi widmo wojny. Jednakże nie jest to kraj rodziny Kocsisów. Nie tylko sami czują się emigrantami, ale społeczeństwo także wyraźnie daje im o tym znać.

Życie na emigracji nie jest łatwe, chociaż mogłoby się wydawać, że niesie ono więcej możliwości niż życie w kraju. Główna bohaterka i jej rodzina zmagają się z wieloma problemami jakie niesie życie w obcym kraju, zarówno z problemami natury fizycznej jak i psychicznej. Wracając do rodzinnego miasteczka starają się odnaleźć rzeczy, które udowodniłyby im, że wszystko jest takie jakie było kiedy wyjechali, że dalej mają więź ze swoim miastem i rodziną. Natomiast w obcym kraju czują się nie na miejscu, mimo upływu lat. Opuścili swój kraj, by znaleźć lepsze życie i zawalczyć o lepszy los dla siebie i dzieci. Niestety ich marzenia nie do końca się ziściły, choć z prasujących koszule dla bogatych Szwajcarów emigrantów stali się emigrantami posiadającymi własną restaurację. Bohaterowie tej książki przeżywają dramat emigrantów, którzy nie mieli okazji pożegnać się z rodzinnym miastem.

Czym są tytułowe wzlatujące gołębie? Są to hodowane przez Mamiko i kuzyna Bela gołębie, z których Mamiko gotuje smakowite zupy, a kuzyn utożsamia ptaki z symbolem wolności i symbolem jej poszukiwania. Tak samo bohaterowie książki – są niczym gołębie poszukujące wolności i szczęścia, cały czas szukając.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością pisarki, jednak jestem dogłębnie poruszona zarówno treścią jak i formą tej odrobinę biograficznej powieści. „Gołębie wzlatują” to intrygująca powieść zmuszjąca do refleksji i poruszająca tematy emigracji, poszukiwania szczęścia i szeroko pojętej miłości. Nie jest to łatwa lektura, jest przygnębiająca i poruszająca, ale zarazem jest bardzo pasjonująca i mądra. Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Czarne

#293. Wywiad z Olgą Rudnicką.

Dziś, tak jak zapowiadałam parę dni temu, mam zaszczyt zaprezentować Wam mój wywiad z polską pisarką Olgą Rudnicką. Uwielbiam czytać jej książki i to było głównym powodem, dla którego postanowiłam przeprowadzić z Panią Olgą krótki wywiad.

source: facebook.pl

Olga Rudnicka – urodzona w 1988, absolwentka Pedagogiki w Wyższej Szkole Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu o specjalizacji Doradztwo zawodowe i personalne; studentka II – ego roku Edukacji i rehabilitacji osób z niepełnosprawnością intelektualną na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (studia II – ego stopnia);autorka powieści kryminalnych „Martwe jezioro”, „Czy ten rudy kot to pies?”, „Zacisze 13”, „Zacisze 13. Powrót”, „Lilith”, „Natalii 5”, „Cichy wielbiciel”, „Drugi przekręt Natalii”. Pracuje jako asystent osoby niepełnosprawnej w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Kocha jazdę konną i rytmy latynoamerykańskie, zwłaszcza salsę. Trenuje ju- jitsu. Namiętnie czyta Joannę Chmielewską, Stephena Kinga, Joe Hilla, Tess Gerritssen i Jeffery’ego Deavera. (nota zapożyczona z bloga pisarki -> http://rudnickaolga.pl/ )

JA: Co skłoniło Panią do podjęcia decyzji o pisaniu? Czy była to osobista decyzja, czy może ktoś Panią do tego zachęcił?
Olga Rudnicka: Zachęciły mnie własne sny. Codziennie je spisywałam, w pewnym momencie zaczynałam je „ubarwiać”. Potem powstawały różne opowiadania, a pewnego dnia „Martwe jezioro”.

Co uważa Pani za najtrudniejszą stronę bycia pisarką, a co za najłatwiejszą i najmilszą?
Najtrudniejszym momentem jest pustka w głowie. Kiedy człowiek chce, ale nie może. Taki przestój może trwać nawet kilka tygodni, co mnie bardzo irytuje. Najmilszym momentem jest efekt końcowy. Kiedy książka zostaje zatwierdzona przez Wydawcę i oczywiście pierwsze recenzje, jeśli są pozytywne ;-)

Czy ciężko jest Pani pogodzić pracę zawodową z pisaniem?
Zdecydowanie tak. Brakuje czasu i czasami siły. Zdarza się, że odstawiam wszystko na bok, żeby trochę poleniuchować, jednak od razu dopadają mnie wyrzuty sumienia i znów wciągam się w wir „pracy”. Niestety nie mam czasu na inne przyjemności np. ju jitsu – sztuka walki którą pokochałam jakiś czas temu. Podziwiam innych autorów, którzy pracują, mają małe dzieci, piszą, jak oni to robią???

Czytając Pani książki czytelnik zapomina o Bożym świecie. Wydaje się, jakby pisanie przychodziło Pani naprawdę łatwo. Czy praca nad książką jest ciężką pracą? Jak wspomina Pani pracę nad swoimi książkami – „Martwe jezioro”, „Czy ten rudy kot to pies?”, „Zacisze 13”, „Zacisze 13. Powrót”, „Lilith”, „Natalii 5”, „Cichy wielbiciel”, „Drugi przekręt Natalii”?
Pisanie to moja pasja. Jednak bywa ciężką pracą. Nie posiadam wiedzy jaką bym chciała, sporo czasu zajmuje mi wyszukiwanie potrzebnych informacji. Dodatkowo bohaterowie płatają mi figle. Kiedy chcę wpleść wątek, to „niektórzy” mi na to nie pozwalają. Każda postać ma swój charakterek i w pewnym momencie to oni „mówią” co mam robić, a nie odwrotnie ;-)

Olga Rudnicka

Którą z tych książek traktuje Pani jak swoją największą perełkę i największy sukces?
Najbardziej pokochałam Natalie. Czuję się fantastycznie w ich towarzystwie i podczas pisania dobrze się bawiłam. Jestem z nich dumna i bardzo się cieszę, że Czytelnicy reagują na nie tak samo pozytywnie jak ja :)

Co stanowi dla Pani, jako dla pisarki główną inspirację i natchnienie? Skąd czerpie Pani swoje pomysły na książki?
Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Mam wrażenie, że to we mnie tkwi. Pomysły wpadają przy najbardziej prozaicznych czynnościach takich jak sprzątanie, czy podczas czekania w kolejce. Dobrze na mnie wpływa podróżowanie pociągiem. Często jest to spora odległość, niezbyt wygodne warunki, więc jeśli mam ochotę kogoś zabić to robię to w swojej wyobraźni.

Czy bohaterowie z powieści o Nataliach są wzorowani na jakichś z Pani otoczenia?
Staram się uciekać od rzeczywistości, ale nie zawsze mi to wychodzi. Natalia, to moja przyjaciółka, która jest dla mnie jak siostra. Ale splot cech to fikcja. Mam nadzieję, że takie kobiety nie istnieją ;-)

Która z Natalii jest Pani ulubienicą?
Nie mam ulubionej Natalii, w każdej jest coś co uwielbiam!

Czy utożsamia się Pani z którymś z bohaterów ze swoich książek?
Zdecydowanie nie :)

Czy można spodziewać się kontynuacji przygód przyrodnich sióstr?
To moja słodka tajemnica :)

Czy pracuje Pani obecnie nad jakąś książką? Jeśli tak, proszę uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić kilka szczegółów…
O tak, pracuję i to bardzo intensywnie. Jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej :)

Jak wygląda Pani zwykły dzień?
Kiedy zadzwoni budzik płaczę, że żyję. Lubię pisać nocami, więc poranki są okrutne. W ciągu dnia pracuję jako asystent osób niepełnosprawnych. Wracam do domu do mojego psa i kocura, którym muszę poświęcić czas na pieszczoty :) Niekiedy przejażdżka konna. Obowiązki, obowiązki, obowiązki. A wieczorem… skok w inną rzeczywistość. Zaczynam pisać. :)

Pani Oldze serdecznie dziękuję za poświęcenie mi swojego czasu i udzielenie mi wywiadu. Osobiście z niecierpliwością wyczekują kolejnej książki spod pióra tej pisarki… a i mam nadzieję, że zachęciłam Was do bliższego poznania twórczości Olgi Rudnickiej :)

#292. „Sklepy cynamonowe” – Bruno Schulz

„Sklepy cynamonowe”


Tytuł: „Sklepy cynamonowe”
Autor: Bruno Schulz
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 256
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7779-121-9
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 3 lutego 2013

Bruno Schulz był nauczycielem rysunku, prozaikiem, grafikiem, malarzem, rysownikiem i krytykiem literackim żydowskiego pochodzenia. Odkąd zostały opublikowane jego zbiory opowiadań stał się cenionym pisarzem. Niestety, w 1942 roku został zastrzelony przez gestapowca w swoim rodzinnym mieście, Drohobyczu.

„Sklepy cynamonowe” to zbiór 15 krótkich opowiadań, w tym jedno o tym samym tytule, co książka, które zostały wzbogacone o ręcznie wykonane ilustracje Brunona Schulza. Jako że życie Schulza było ściśle związane z rysunkiem, ilustracje te stanowią wielką wartość samą w sobie, momentami górują nad treścią. Zarazem warto zauważyć, że jest to pierwsze ilustrowane wydanie „Sklepów cynamonowych”.

Akcja „Sklepów cynamonowych” rozgrywa się w niewielkim, galicyjskim miasteczku niedaleko Lwowa, które od razu nasuwa skojarzenie z rodzinnym miastem autora. Narratorem jest Józef, jako dziecko, jako młody chłopak i jako mężczyzna, który może być zarazem alter ego pisarza. Józef opisuje swoimi oczami świat, który go otacza, swoją rodzinę, swoje miasto. Jednak bohaterem opowiadań w głównej mierze nie jest narrator, a ojciec, Jakub. Opowiadaniom brak chronologii, niewiele się w nich dzieje, ponieważ tu forma góruje nad treścią. Język jest poetycki, wiele w nim obrazowych porównań, barwnych metafor czy wyszukanych epitetów, wyraźny jest także oniryzm. U Schulza trzeba doszukiwać się drugiego dna, więc bądźcie na to przygotowani.

„Nasze kreatury nie będą bohaterami romansów w wielu tomach. Ich role będą krótkie, lapidarne, ich charaktery – bez dalszych planów.”

Żeby za wiele nie zdradzić nie będę streszczała tych krótkich opowiadań. Skupię się teraz na bohaterach i wydarzeniach, które mają miejsce w ich życiu. Ojciec w opowiadaniach Schulza jest centralnym bohaterem i łączy świat realny z tym w jego głowie. „Dziś dopiero rozumiem samotne bohaterstwo, z jakim sam jeden wydał on wojnę bezbrzeżnemu żywiołowi nudy drętwiącej miasto.” Przyjmuje wiele ról, z pozornie spokojnego kupca przeistacza się w szaleńca, jest nie tylko niewidzialnym członkiem rodziny, filozofem i prekursorem nowych idei opętanym przez kacerską doktrynę, ale także demiurgiem, herezjarchą i egzystencjalnym poetą. „Pozbawiony wszelkiego poparcia, bez uznania z naszej strony, broniłten mąż przedziwny straconej sprawy poezji.” Ojciec jest postacią silnie skontrastowaną z postacią matki, o której dowiadujemy się niewiele. Jest kobietą praktyczną, zajmuje się sklepem, daje subiektom klucze sklepowe. Jednak jest słaba, ponieważ to filozofie ojca na zawsze zostają w pamięci syna.

„Zabójstwo nie jest grzechem. Jest ono nieraz koniecznym gwałtem wobec opornych i skostniałych form bytu, które przestały być zajmujące. W interesie ciekawego i ważnego eksperymentu może ono nawet stanowić zasługę.”

Przyznam szczerze, że jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Bruno Schulza zarówno jeśli chodzi o twórczość pisarską, jak i artystyczną. Jestem pozytywnie zaskoczona i z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z prozą pisarza. „Sklepy cynamonowe” to pięknie ilustrowana książka, która mimo że krótka, jest pełna treści. Zapraszam Was do „Sklepów cynamonowych” w których można kupić najniezwyklejsze rzeczy. Serdecznie polecam każdemu czytelnikowi szukającemu ambitnej literatury.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#291. „Drugi przekręt Natalii” – Olga Rudnicka

„Drugi przekręt Natalii”


Tytuł: „Drugi przekręt Natalii”
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 496
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7839-410-5
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 1 lutego 2013

Olga Rudnicka jest jedną z moich ulubionych polskich pisarek. Pracuje jako asystentka osób niepełnosprawnych w PKPS, a po godzinach pisze książki. Do tej pory spod jej pióra wyszły następujące powieści: „Martwe Jezioro”, „Czy ten rudy kot to pies?”, „Zacisze 13″ ,”Zacisze 13 Powrót”, „Lilith”, „Natalii 5″, „Cichy wielbiciel” i kontynuacja przygód pięciu Natalii – „Drugi przekręt Natalii”.

Po dwóch latach ponownie spotykamy intrygujące Natalie Sucharskie. W ich życiu wiele się zmieniło. Zaakceptowały fakt, że są przyrodnimi siostrami o tym samym imieniu, zaprzyjaźniły i zżyły się ze sobą, jednak ich wybuchowe charaktery nie zawsze pozwalają im dojść do porozumienia, co więcej kobiety nadal kłamią, oszukują i knują. Najstarsza z Natalii, Anna pracownica banku, zajmuje się sprawami finansowymi domu. Natalia w dwa lata z zaniedbanej kury domowej przemieniła się w atrakcyjną 30-tkę. Nacie udało się wreszcie zrealizować marzenie i napisać powieść o tytule „Natalii 5”, która wcale nie spodobała się pozostałym siostrom. Magda w dalszym ciągu jest intrygującą, ekstrawagancką, oryginalną, artystyczną duszą. A najmłodsza z sióstr, Natka, z brzydkiego kaczątka przemieniła się w piękną młodą damę borykającą się z trudami zdania egzaminu na prawo jazdy. Jednak w ich życiu nie na długo zapanował spokój…

„Nie mogę zrozumieć, dlaczego wszystkim zawsze najtrudniej jest uwierzyć w prawdę?”

W mieszkaniu Janusza Zawady, byłego, długoletniego wspólnika ojca Natalii Sucharskich policja znajduje zmasakrowane ciało młodego mężczyzny. Denat wygląda masakrycznie, jakby mały granat wybuchł mu w ustach odrywając głowę. A po Zawadzie ani widu, ani słychu. Co więcej, nad Wartą znaleziono spalony samochód z kolejnymi zwłokami, czyżby Zawady…? Siostry Sucharskie stawiają sobie za cel odnalezienie starszego pana i rozwikłanie zagadki tajemniczego morderstwa. Po raz kolejny będą miały do czynienia z niechętną im policją, po raz kolejny będą kłamały, kombinowały i prowadziły śledztwo na własną rękę, jednak czy uda im się odkryć prawdę? I czy prawda będzie warta odkrycia?

„Drugi przekręt Natalii” jest bardzo dobrze zbudowanym kryminałem, z dużą dawką humoru, suspensem i ciekawymi bohaterami. Gdy siostry wkraczają do akcji, to nie ma im mocnych. Chociaż bohaterki wywołują różne uczucia, od pozytywnych po negatywne, całym sercem kibicowałam im podczas ich prywatnego śledztwa. Fabuła nie skupia się jednak jedynie na siostrach, ale także na ich starym znajomym oraz jego… kryminalnej przeszłości. I mimo że momentami akcja jest przewidywalna, książkę czyta się z zapartym tchem.

Autorka sama o sobie pisze, że ma czarne poczucie humoru, co wyraźnie widać w jej książkach. Dzięki temu czytelnik jest w stanie świetnie się bawić czytając trzymający w napięciu kryminał. Co mi się przede wszystkim podoba w książkach Olgi Rudnickiej, to prosty, zabawny język, ciekawie wykreowane, bardzo realistyczne postacie oraz intrygująca, wciągająca fabuła, która nie pozwala oderwać się od lektury książki do ostatnich stron. Oldze Rudnickiej trzeba przyznać, że ma talent pisarski. Jej książek się nie czyta, je się połyka oczami :)

„Drugi przekręt Natalii” to wciągająca, kryminalna kontynuacja pierwszej części przygód sióstr Sucharskich. Powieść jest lekkim kryminałem, który przypadnie do gustu zarówno tym, którzy kryminały uwielbiają, jak i tym, którzy za nimi niespecjalnie przepadają. „Drugi przekręt Natalii” polecam zwłaszcza tym czytelnikom, którzy pierwszą część mają już za sobą, a do sięgnięcie po pierwszy tom zachęcam tych, którzy jeszcze nie znają tytułowych Natalii. Mam nadzieję, że nie jest to ostatnia książka z tej serii. Zdecydowanie warto przeczytać!
Informacja dla ciekawych: już niedługo na moim blogu pojawi się wywiad z Olgą Rudnicką, już teraz serdecznie zapraszam!
Blog autorki: rudnickaolga.pl

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka