Archiwa miesięczne: Luty 2014

#470. „Święta ze śmiercią” – J.D. Robb

„Święta ze śmiercią”


Tytuł: „Święta ze śmiercią”
Autor: J.D. Robb
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 312
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7839-655-0
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 24 lutego 2014

J.D. Robb to pseudonim literacki jednej z poczytniejszych amerykańskich pisarek powieści dla kobiet oraz kryminałów z romansem w tle – Eleanor Marie Robertson znanej bardziej jako Nora Roberts. „Święta ze śmiercią” to siódmy tom jednej z osiemnastu powieści kryminalnych z serii o detektyw Eve Dallas, jednocześnie jest to moja pierwsza książka Nory Roberts piszącej pod takim pseudonimem literackim (jednym z wielu).

Główną bohaterką jest Eve Dallas, policjantka, detektyw, po wypadku podczas pracy, postanawia wrócić do niej szybciej niż przewidywała i od razu rzucić się w wir pracy, by udowodnić wszystkim, a zwłaszcza sobie, że nie wypadła z obiegu. Zostaje wezwana do całkiem modnie urządzonego mieszkania, gdzie wywiązała się kłótnia małżeńska. Niestety, na miejscu Dallas znajduje martwą kobietę uduszoną łańcuchem na choinkę. Niestety, śledztwo na dobre się nie rozkręciło, gdy morderca przebrany za Świętego Mikołaja ponownie uderza, z tym samym modus operandi. Sprawca morduje i zostawia konkretny prezent wymieniony w piosence „12 dni Bożego Narodzenia”. Wszystkie ofiary łączy fakt, że są osobami samotnymi, poszukującymi miłości w agencji „Szczęśliwy Związek” oraz są w jakimś stopniu związane z teatrem. Czy detektyw Eve Dallas przy pomocy swojego męża i ulubionej policjantki Delii Peabody zatrzyma mordercę nim ten dokona 12 mordów i gwałtów?

Eve budziła we mnie czasem sprzeczne uczucia, rozumiałam, że miała bardzo trudne dzieciństwo, jednak skoro, jak sama stwierdziła, otworzyła się na mężczyznę (przypadkiem przystojny bogacz), który z czasem stał się jej mężem, to powinna być dla niego bardziej wyrozumiała. Aczkolwiek taka jest po prostu kreacja głównej bohaterki, można ją lubić lub nie. Jeśli chodzi o pozostałe postaci, to autorka zaprezentowała cały wachlarz ciekawych bohaterów, którzy budzili różne emocje. Akcja powieści rozgrywa się w przyszłości, w roku 2058, jednak mimo kilku znaczących zmian, jakie dokonała autorka, uważam, że troszkę brakowało mi dokładniejszego opisu tła powieści.

Cała kryminalna historia rozgrywa się bardzo szybko, dzięki czemu książka wciąga i nieustannie trzyma w napięciu. Żeby jednak nie było tak bardzo kryminalnie, autorka co jakiś czas pozwalała sobie zaprezentować pikantne sceny miłości Roarke’a i Eve, także miłośniczki romansów na pewno będą usatysfakcjonowane. Jeśli chodzi o jeden z ważniejszych elementów – zakończenie, to gwarantuję 100% satysfakcji, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.

Myślę, że do książek tej pisarki zachęcać żeńską publiczność nie muszę. Są to powieści, które zadowolą zarówno miłośniczki kryminałów jak i romansów, a dwa w jednym to świetne połączenie. Polecam w szczególności tym osobom, które są z cyklem na bieżąco.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka przeczytana w ramach mojego Kryminalnego Wyzwania oraz wyzwania Grunt to okładka a także wyzwania u Basi – Czytam literaturę amerykańską

Reklamy

#469. „Mój Adam” – Ewa Nowak

„Mój Adam”


Tytuł: „Mój Adam”
Autor: Ewa Nowak
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 315
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-237-7706-9
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 23 lutego 2014

Ewa Nowak, polska pisarka, która zadebiutowała w roku 1997 w magazynie „Filipinka”, a następnie w 2002 wydała swoją pierwszą powieść skierowaną do młodzieży (ale i do dorosłych!). Czytałam większość powieści z Miętowej Serii, a jedną nawet recenzowałam „Wszystko, tylko nie mięta”. Ostatnio czytałam także powieść „Bransoletka”. Tym razem zmierzyłam się z opowiadaniami, które oscylowały wokół tematu miłości, złamanego serca – zarówno w przypadku nastoletniego zakochania, jak i dorosłej miłości, która miała być tą jedyną.

Autorka prezentuje cały wachlarz bohaterek, to one są narratorkami, które zmierzają się ze swoimi uczuciami. Poznajemy Ewę, która na studiach spotyka Artura, który chodzi z młodszą dziewczyną. Przyjaźń szybko zmienia się w obustronne uczucie, ale do czego to doprowadzi? Kolejną bohaterką jest 14-to latka przeżywająca rozwód rodziców, a nowy partner matki okazuje się być świetnym nauczycielem matematyki, następną postacią jest Beata chodząca z przyjacielem chłopaka swojej przyjaciółki, mimo braku jakichkolwiek uczuć do tego chłopaka. Przedstawione zostanie także życie Laury, która zaszła w ciąże w maturalnej klasie, ale prawdziwą miłość poznała dopiero po kilku latach, jednak nie tego się spodziewała. I tytułowy Adam – nastolatka jedzie na ferie do babci, gdzie spotyka Adama, który zmienia całe jej życie… Te oraz wiele innych historii czeka na Was w książce „Mój Adam”.

„Kiedy jesteś dziewczyną faceta, który ma dziewczynę, nie możesz się za bardzo mazać. Nie możesz też o nic się dopominać. Nie możesz robić awantur: „Przecież od początku wiedziałaś” i koniec. Wiedziałaś od początku, więc o co ci teraz chodzi?”

Myślę, że ta książka to też swego rodzaju opatrunek na serce dla każdej nastolatki, która przeżyła zawód miłosny i nie wierzy w to, że jej popękane serce może się pozbierać. Autorka pokazuje, że każdy z nas chociaż raz kiedyś cierpiał z miłości i niestety nie zawsze możemy oczekiwać szczęśliwego zakończenia. Szkoda tylko, że nie poruszone zostały żadne inne tematy socjologiczne i dotykające młodzież, jak miłość.

Cechą rozpoznawczą Ewy Nowak jest to, że w każdej swojej książce porusza tematy ponadczasowe, które są obecne w życiu każdego człowieka. Czytając bardzo łatwo było mi się wczuć w sytuację każdej bohaterki, a to wszystko dzięki świetnej kreacji postaci oraz bardzo realistycznym historiom. Autorka ma bardzo lekkie pióro, więc książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem.

Dla mnie książka była zbyt pesymistyczna, czasami nawet przytłaczająca. Być może spodobałaby mi się bardziej, gdybym akurat cierpiała, a tego sobie jednak nie życzę na najbliższe lata. Jednakże uważam, że jest to ciekawy zbiór opowiadań i na pewno znajdą się osoby, którym przypadnie do gustu. Polecam także zapoznanie się z serią miętową Ewy Nowak.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Egmont

#468. Śląscy Blogerzy Książkowi: zbieramy nie tylko książki!

Drodzy Czytelnicy, dzisiaj kolejna odsłona związana z akcją promującą Śląskich Blogerów Książkowych, stąd moje pytanie: czy kolekcjonujecie coś? Czy zbieracie jakieś rzeczy? Swój wpis podzielę na dwie części – rzeczy, które kolekcjonowałam kiedyś oraz rzeczy, które kolekcjonuję teraz.

kiedyś


Kiedyś zbierałam, jak pokazuje to powyższy obrazek – karteczki do segregatora. Ta moda zaczęła się od przedszkola i trwała potem troszkę dalej, bo na rynku pojawiła się myszka Diddl i wtedy zaczęłam zbierać wszystko z nią związane. Bardzo długo kolekcjonowałam również aniołki, zawsze od Babci jakiegoś dostawałam, więc moja kolekcja jest spora.

teraz


Odkąd rozpoczęłam studia rozpoczęła się u mnie nowa mania zbieractwa… zbieranie lakierów do paznokci. Mam w swojej kolekcji prawie 50 lakierów do paznokci i ostatnio jestem wielką fanką lakierów marki Golden Rose. Cena przystępna, mnogość rodzajów i kolorów są zachęcającymi walorami. Jako blogerka książkowa i recenzentka kolekcjonuję również zakładki. Mimo że nie mam wielu super wyjątkowych okazów, gdyż większość zakładek to zakładki promujące jakąś książkę, to lubię sobie je zmieniać i wybierać podczas lektury nowej powieści. Jeśli zostajemy dalej w temacie papierów, to mam manię na punkcie wszelkich artykułów papierniczych i biurowych. Uczę się języków, także zbieram też magazyny do nauki języków obcych. Kocham także magnesy na lodówkę i kupuję je w każdym ciekawym miejscu, które udało mi się zwiedzić.

#467. Filmy warte polecenia #1

Dziś nie będzie recenzji książki ze względu, że odczuwam silny brak inwencji twórczej :( spowodowane to jest zapewne przeziębieniem i przemęczeniem, ale postaram się na dniach dodać recenzję następujących książek: „Wołanie kukułki” Roberta Galbraith’a (aka Jane K. Rowling), „Mój Adam” Ewy Nowak i „Pokój” Gene Wolfe.
Tymczasem chciałabym Wam polecić kilka filmów (właściwie to 3), które niedawno obejrzałam i zrobiły na mnie ogromne wrażenie – wywołały wiele emocji, wciągnęły i sprawiły, że gdy idę do przyjaciółki, to bez żadnych oporów oglądam je ponownie. Wszystkie trzy filmy mieszczą się w gatunku thriller/akcja/horror.

Jestem ciekawa czy widzieliście któryś z poniższych filmów. Jeśli tak, to jaka jest Wasza opinia na temat konkretnego filmu? Jeśli nie, to który z tych filmów po mojej krótkiej recenzji, zainteresował Was najbardziej? (mam nadzieję, że chociaż jeden się znajdzie!)

1. Would you rather – reżyser: David Guy Levy, 2012


Film nie ma polskiego tytułu, ale gdyby go przetłumaczyć dosłownie to byłoby to coś między „Co wolisz?” a „Co wybierasz?” i jest to pytanie, które pojawia się przez większą część filmu. Nie chcę zbyt bardzo zdradzać fabuły, ale chodzi o to, że pewien mający wszystko bogacz wraz z synem urządzają z pozoru wyjątkowy wieczorek – dają szansę wielkiej wygranej pieniężnej oraz spełnieniu marzeń (dla głównej bohaterki jest to błyskawiczne znalezienie dawcy szpiku dla jej chorego brata oraz opłacenie jego leczenia). Jednak czy ktoś z Was miał kiedykolwiek do czynienia z sytuacją w której „za nic” dostawał „wszystko”? Bohaterowie będą musieli stoczyć krwawą walkę o zwycięstwo i realizację swoich marzeń.
Przyznam szczerze, że pierwszy element zakończenia – zakończenie spotkania, był dla mnie zaskakujący, natomiast przewidziałam zakończenie filmu, czego nie uważam za minus, a raczej za (he he) błyskotliwość mojego umysłu. Film trzyma w napięciu do ostatniej chwili, dość szybko rozkręca się cała akcja, nie brak brutalnych i krwawych scen, oraz psychopatycznych bohaterów. Warto obejrzeć, jeśli ktoś lubi takie filmy.

2. The Call [Połączenie] – reżyser: Brad Anderson, 2013


Po pierwsze Halle Berry, która rewelacyjnie zagrała! Doprowadziła mnie podczas filmu kilkakrotnie do łez, tyle było emocji podczas oglądania :) Jeśli chodzi o fabułę: Jordan Turner (Halle Berry) jest operatorką linii alarmowej. Pewnego dnia dzwoni do niej dziewczyna, którą porwał morderca, niestety kobiecie nie udaje się uratować nastolatki i ta ginie. Po traumie, Jordan wraca do pracy. Czy będzie umiała sprostać codziennym zadaniom? Czy pogodzi się z własną porażką?
Jest to bardzo dobry film, nie tylko pod względem akcji, która trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać oczu od ekranu, ale również dlatego, że świetnie pokazano studium psychologiczne głównej bohaterki oraz mordercy. Może końcówkę widziałabym inaczej, ale mimo wszystko chyba nie mam nic do zarzucenia reżyserowi :)

3. The Purge [Noc Oczyszczenia] – James DeMonaco, 2013


Reżyser pokusił się o dystopijną, futurystyczną wizję Ameryki, w której brak jakiejkolwiek przestępczości, nie ma mordów, nie ma kradzieży, nie ma oszustw… cały rok oprócz jednego dnia. Wtedy ludzie mają możliwość dać upust swojej nienawiści, swojemu gniewowi, swoim chorym pomysłom i mordować, gwałcić, torturować. Wszystkie służby są nieczynne do dnia następnego. Możesz albo zaszyć się w zaciszu swojego domu i liczyć, że Czystka przejdzie bokiem lub możesz stać się oprawcą. Jeśli chodzi o gwiazdy, to można w tym filmie spotkać Lena Headey (Gra o Tron: Cersei Lannister) czy Ethana Hawke’a, a młody aktor Rhys Wakefield, przeszedł samego siebie! Dotąd znany głównie z ról w komediach romantycznych, teraz dał czasu. Spokojnie można go porównać do Heath’a Ledgera grającego Jokera w Batmanie (Mroczny Rycerz). Podsumowując: dużo napięcia, dużo zaskakujących scen, agresji, brutalności i scen śmierci. Jeśli ktoś lubi tego typu filmy, to polecam.

#466. „Snuff” – Chuck Palahniuk

Kochani! Muszę się Wam czymś pochwalić… jestem taka szczęśliwa! :) Jednak ten ponury i chłodny dzień okazał się być jednym z najlepszych dni jakie mnie ostatnio spotkały :) Mianowicie, Szanowne Jury konkursu Blog Roku, czyli pani Novika, zadecydowała, że mój blog znajdzie się w trójce, która przechodzi dalej do finału! Teraz proszę Was o wsparcie myślowe i mocne trzymanie kciuków za mnie, ponieważ wyniki zostaną ogłoszone na uroczystej Gali, w Warszawie 27.02. (dokładnie miesiąc przed moimi 22 urodzinami!) Dziękuję wszystkim z Was za wsparcie jakie mi okazaliście, zarówno za Wasze smsy jak i za to, że odwiedzacie mojego bloga. Cieszę się, że ktoś mnie docenił, a dzięki Wam wiem, że to co robię ma sens!

„Snuff”


Tytuł: „Snuff”
Autor: Chuck Palahniuk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 221
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-60979-27-3
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 18 lutego 2014

Obiecywałam, że rok 2014 na moim blogu będzie rokiem Chucka Palahniuka i wycofywać się z tej obietnicy nie mam zamiaru. Oto moja najnowsza zdobycz, bo prezent mikołajkowy, mam nadzieję, że nie zniechęci niektórych z Was do zapoznania się z twórczością pisarza, bo bez dwóch zdań jest ona specyficzna. P.S. Jeśli zastanawiacie się co jest na okładce to z pewnością pierwsze lub drugie Wasze skojarzenie okaże się trafne…

Chuck Palahniuk należy do jednych z moich ulubionych współczesnych pisarzy amerykańskich. Jest niezależnym dziennikarzem i pisarzem satyrycznym a także autorem 15 powieści (w tym jednego przewodnika po swoim rodzinnym mieście Oregonie i książki niewydanej w Polsce „Stranger Than Fiction: True Stories”) z których 13 zostało przetłumaczonych na język polski. Dwie z jego powieści przeniesiono na szklany ekran – fenomenalny „Fight Club” i „Udław się” (które w formie papierowej jak i filmowej jeszcze przede mną).

Cassie Wright od wielu lat pracuje w pornobiznesie. Mimo tego, że nie należy do najmłodszych, a raczej można ją spokojnie nazwać weteranką fachu, postanawia ustanowić nowy rekord – zadowolić przed kamerami 600 mężczyzn. Niektórzy z nich są przypadkowymi amatorami szukającymi sensacji, inni są doświadczonymi zawodowcami chcącymi wpisać sobie to wydarzenie do CV. Precyzyjnie wyselekcjonowani wielbiciele Cassie stawiają się w wyznaczonym miejscu i z niecierpliwością oczekują na swoją kolej w tak newralgicznym momencie. Podczas pełnego napięcia oczekiwania mężczyźni wdają się w rozmowę – pan numer 600 okazuje się być jednym z aktorów z którym wielokrotnie nakręcano Cassie, pan z numerem 137 to szukający rozgłosu i grający epizodyczne role mężczyzna niepewny swojej orientacji seksualnej, natomiast numer 72 to młody chłopak, który przyszedł do Cassie w pewnym celu…

„Sześciuset facetów. Jedna królowa porno. Światowy rekord wszech czasów. Pozostanie po nim zapis wideo, który będzie odtąd marzeniem każdego wytrawnego amatora erotyki i wielbiciela Cassie.
Żaden z nas nie przyszedł tu z zamiarem wystąpienia w filmie z gatunku snuff.”

Co oznacza tytułowe słowo „Snuff” (zakładam, że nie wszyscy z Was wiedzą, sama nie wiedziałam…)? Jest to gatunek filmów określanych mianem filmów „ostatniego tchnienia” pokazujących stylizowane na prawdziwe sceny gwałtów, tortur i śmierci. I tym razem autor raczy swoich wiernych czytelników dużą dawką makabry, wulgarnego słownictwa, niezliczonej ilości wyszukanych epitetów na onanistę czy też zakończenia, w którym ktoś umiera.

Rozdziały są zatytułowane wybranymi numerami panów (600, 72 i 137) którzy przedstawiają swój życiorys oraz relacjonują, co dzieje się na bieżąco oraz imieniem Sheila, bohaterki, która jest współorganizatorką całego przedsięwzięcia i prawą ręką Cassie. Palahniuk zaserwuje także niezbyt udane rodzinne spotkanie po latach oraz całą masę pobocznych historii dzięki którym lepiej poznamy 5 głównych bohaterów tej książki.

Palahniuk nie boi się zadawania pytań retorycznych skierowanych do czytelnika wymuszając chwile refleksji nad konsumpcyjnością życia, prezentuje swoją bogatą wiedzę na temat świata pornobiznesu, całą masę informacji dotyczących znanych aktorów i ich wpadek, nierzadko katastrofalnych. Jednak mimo perwersji zarówno językowej jak i pod względem treści, książka jest na tyle ciekawa, że czyta się ją do samego końca. Nie jest długa, więc lektura nie zajmuje dużo czasu.

Chciałabym, by osoby, które sięgają po jakiekolwiek książki Chucka Palahniuka w polskim wydaniu, spróbowały kiedyś przeczytać chociaż kawałek jego książki w oryginale. Możecie mi wierzyć, bo co nieco o tłumaczeniu już wiem, że tłumaczka odwala kawał naprawdę dobrej roboty. Chciałabym kiedyś w przyszłości osiągnąć taki poziom tłumaczenia. Książkę polecam osobom, które nie zrażą się tematyką, językiem, wulgarnością i perwersją.

Książka przeczytana w ramach wyzwania u Basi – Czytam literaturę amerykańską

#465. „Tonąca dziewczyna” – Caitlín R. Kiernan

„Tonąca dziewczyna”


Tytuł: „Tonąca dziewczyna”
Autor: Caitlín R. Kiernan
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 336
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7480-417-2
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 16 lutego 2014

Caitlín R. Kiernan jest urodzoną w Irlandii, ale od dziecka mieszkającą w Stanach Zjednoczonych autorką książek z gatunku dark fantasy i science fiction, w tym dziesięciu powieści, pomniejszych tekstów i dwóch tomów powieści erotycznych. Czterokrotnie nominowana do World Fantasy Award, dwukrotnie do Shirley Jackson Award i nagrodzona James Tiptree, Jr Award. Nie znane było mi wcześniej jej nazwisko, lecz wraz z pojawieniem się „Tonącej dziewczyny” w serii „Uczty Wyobraźni” liczyłam na to, że książka będzie wyjątkową, magiczną lekturą.
I nie zawiodłam się.

Główną bohaterką, a jednocześnie narratorką i autorką pamiętnika jest Imp, India Morgan Phelps, cierpiąca, podobnie jak jej nieżyjące już matka i babka, na schizofrenię, malarka starająca się spisać historię o duchach, które nawiedzały ją całe życie. Imp, mimo że zdaje sobie sprawę z tego, że nie każde jej wspomnienie jest prawdziwe, stara się rozszyfrować pewne fakty dotyczące jej życia. Imp poznaje Abalyn, transseksualistkę i recenzentkę gier komputerowych z którą spędza pewien, nieokreślony czas. A potem pojawia się tajemnicza Eva Canning i syrena oraz wilk i wszystko staje się jeszcze bardziej zaplątane.

Caitlín R. Kiernan prezentuje książkę w której czytelnik nie może być niczego pewien. Narratorka mimo że prezentuje pewien zakres wydarzeń, opisuje poznanych ludzi i czas z nimi spędzony, to sama nie jest pewna, co jest prawdą, a co wymysłem jej umysłu. Więc jak ufać narratorowi, który sam nie ufa sobie? Mimo swojej choroby główna bohaterka, Imp, jest osobą, która od razu budzi pozytywne emocje. Jest delikatna, serdeczna, ma dobre serce, jedyne, co negatywnie na nią wpłynęło to brak ojca, który uciekł, gdy była mała. Ma duszę artystki i jest bardzo dobrze obeznana w literaturze. Swoją drogą, osoby grające w gry MMO RPG z pewnością utożsamią sobie Indię z postacią „diablic imp” i być może coś w tym jest – zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę kręte ścieżki labiryntu jej umysłu.

„Tonąca dziewczyna Phillipa George’a Saltonstalla”

Tytułowa „Tonąca dziewczyna” zainspirowana została obrazem Phillipa George’a Saltonstalla, namalowanym rzekomo w roku 1898. Jednakże jeśli zagłębić się bardziej – to jak pisze sama autorka, można dostrzec, że nie jest to jeden malarz, a wielu złożonych na jedną fikcyjną postać. Drugą ważną i również fikcyjną postacią jest Albert Perrault.

W tej książce brak ścisłej chronologii wydarzeń i linearności czasu, narratorka często przeskakuje pewne wydarzenia, by potem do nich wrócić, a następnie całkowicie je zmienić. Duże znaczenie odgrywa zarówno symbolika, jak i alegorie. Trzeba naprawdę wnikliwie czytać tę powieść, by łączyć jedne fakty z drugimi i odkrywać podwójne dno. A wszystko oddaje wrażenie przebywania w głowie Imp. Język jest prosty, chociaż nie brak w nim barwnych środków stylistycznych, a opisy przeważają nad dialogami, całość jest bardzo oniryczna, momentami pesymistyczna i wywołująca bliżej nieokreślony lęk, nie brakuje także realizmu magicznego (syrena, wilk).

Mimo że trudno było mi się zebrać w sobie po lekturze tej książki i przysiąść do pisania recenzji, mogę bezsprzecznie uznać „Tonącą dziewczynę” za jedną z lepszych powieści z serii „Uczty Wyobraźni” jaką miałam okazję kiedykolwiek czytać. Z pewnością jeszcze do niej wrócę, ponieważ na pewno nie zwróciłam uwagi na wiele ważnych aspektów ukrytych przez autorkę w zakamarkach umysłu głównej bohaterki, a wiadomo że podczas drugiego czytania zawsze zwraca się uwagę na coś innego. Nigdy nie czytałam jeszcze takiej powieści i jak najbardziej wszystkim ją polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Fantastykę oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#464. „Pierwsza zima w życiu Emanuela” – Marie-Claire Blais

„Pierwsza zima w życiu Emanuela”


Tytuł: „Pierwsza zima w życiu Emanuela”
Autor: Marie-Claire Blais
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 173
Data wydania: 1970
ISBN:
Ocena: 6/10
Data przeczytania: 12 lutego 2014

Książkę kanadyjskiej (Quebec) pisarki Marie-Claire Blais musiałam przeczytać jako lekturę obowiązkową na studiach. Autorka ma na swoim koncie dwadzieścia powieści, zbiory poezji i scenariusze.

Marie-Claire Blais prezentuje dość nietypową wiejską rodzinę kanadyjską. Ubodzy, wielodzietni, ledwo wiążący koniec z końcem starają się żyć według bliżej nieokreślonych zasad. Głową rodziny nie jest ojciec, a sędziwa, aczkolwiek żywa babka Antonina. To właśnie od niej zaczyna się powieść i na niej się kończy. Matka jest tylko maszyną do rodzenia dzieci i zaspokajania zachcianek niewykształconego ojca. Tytułowy Emanuel jest 16 dzieckiem w rodzinie, urodzonym „cichcem w zimowy poranek”. Ważnym bohaterem jest Chudy Janek, chorowity, bez płuca, ale za to inteligentny, urodzony poeta, spędzający dnie na pisaniu, spowiadaniu swojego brata Siódmego i czytaniu. To w większości on opisuje losy bohaterów, prezentuje nędzę w jakiej żyją oraz tragiczne sytuacje jakim muszą sprostać. Jest to obraz rodziny, która z góry skazana jest na nieszczęście.

Tytułowy bohater odgrywa niewielką rolę w powieści, uważany jest za insekta, narodził się w momencie, gdy zmarł jeden z jego braci. Niektórzy bohaterowie nie mają imion (autorka ich nie podaje), inni oznaczeni są numerami. Nie podany został także wiek bohaterów, ale można go szacować na podstawie czynności jakie wykonują (uczą, pracują, bawią się). Zachowanie babki Antoniny jest dwuznaczne – z jednej strony traktuje dzieci jak niechciane pasożyty, żebraki z drugiej strony zawsze coś dla nich ma, odejmuje sobie, by dać im.

Powieść Blais jest na pewno nietypową literaturą. Nie brak w niej wielu kontrowersji – w dużej mierze książka poświęcona jest także seksualności – agresywnym atakom męża na żonę, intymnym momentom w nocy między braćmi, pedofilskim zapędom brata Teodula z nowicjatu czy dziwnym pragnieniom Heloizy, która część życia spędziła na modlitwie i postach w klasztorze, by w końcu wylądować w miejskiej oberży, w wiadomym celu.

Całość utrzymana jest w konwencji kanadyjskiej „roman du terroir” czyli powieści związanej z promującej życie na wsi, rolnictwo, system patriarchalny, a także wyższość rodziny i kościoła – jednak u Blais zarówno rodzina jak i kościół są pokazane bardzo negatywnie. Powieść ta przypomina zły sen, często wiele wydarzeń bazuje po prostu na domysłach czytelnika przez co książka jest bardzo oniryczna i naturalistyczna zwłaszcza w opisach i słownictwie, ale bez wyraźnej chronologii.

Mimo że „Pierwsza zima w życiu Emanuela” ma tylko 170 stron ciężko o niej pisać. Nie ma konkretnego punktu kulminacyjnego akcji, za to głównymi tematami są życie, seks i śmierć. Myślę, że gdyby takie rodziny naprawdę istniały w obecnych czasach, to byłby to bardzo niewielki odsetek, gdyż książka naprawdę budzi wiele kontrowersji, a jednak uważam, że warto ją przeczytać, by zapoznać się z współczesną literaturą quebecką.