Archiwa miesięczne: Marzec 2014

#481. „Wichrowe wzgórza” – Emily Brontë

„Wichrowe wzgórza”


Tytuł: „Wichrowe wzgórza”
Autor: Emily Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 448
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7779-174-5
Ocena: 10/10

Nazwisko Brontë ściśle wiąże się z klasyczną literaturą angielską. Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna zasłynęły jako wielkie pisarki, niestety dopiero po śmierci, ale po dziś dzień uważane są za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat ściśle związane z literaturą, wspólnie pisały opowiadania i wiersze. Ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, siostry pisały pod męskimi pseudonimami. Emily Brontë jest znana głównie dzięki swojej jedynej powieści – „Wichrowe wzgórza”. Opublikowana po raz pierwszy w roku 1847 książka, nie spotkała się z pozytywnym odbiorem wiktoriańskich krytyków i czytelników, jako że powieść uważano za brutalną i kontrowersyjną. Na szczęście, po latach zyskała ogromne uznanie, doczekując się wielu przekładów, wielu tłumaczeń i wznawianych wydań, a także kilku adaptacji filmowych.

Klasyka literatury ma to do siebie, że łączy powieści, które dotykają tematów ponadczasowych, są wybitnie napisane i powszechnie uznane za arcydzieła w swoim gatunku. Trudno się dziwić, że do kanonu klasyki wpisała się także powieść Emily Brontë. Wyjątkowy styl, barwne opisy, wiktoriański klimat Anglii XVIII i XIX wieku i niezwykli bohaterowie tworzą nadzwyczajną powieść.

Earnshaw, głowa rodziny, ojciec Catherine i Hindleya, podczas podróży do Londynu napotyka biednego, cygańskiego chłopca, którego nazywa Heathcliff i nakazuje swoim dzieciom traktować go jak równego sobie, jak brata. Niestety, po śmierci Earnshawa, majątkiem zarządza Hindley, który zawsze nienawidził przybłędy, co manifestuje swoim oschłym, brutalnym zachowaniem w stosunku do chłopaka, który jedyne ciepłe słowa może usłyszeć od Catherine. Jednakże, gdy Cathy poznaje Edgara Lintona, statecznego, ułożonego młodego mężczyznę i godzi się zostać jego żoną, serce Heathcliffa zamiera. Przecież wyraźnie było między nimi wyjątkowe uczucie! Gdy Heathcliff po kilku latach wraca na Wichrowe Wzgórza jest całkowicie odmienionym człowiekiem, gentlemanem, nie byle cygańskim parobkiem. Czy latami skazywane na porażkę uczucie będzie miało kiedyś szansę zaistnieć? Karty książki pokazują, że czas nie leczy ran, wzmacnia tylko nienawiść i zgorzknienie. Heathcliff wpada na szaleńczy plan zemsty, który pogrąży jego i odbije się na kolejnym pokoleniu…

Bohaterowie Emily Brontë, szczególnie Heathcliff i Catherine są wielkimi romantykami, jakich dzisiaj mało. Niektóre ich zachowania mogą się wydać dla nowoczesnego czytelnika irracjonalne i nierzeczywiste. Ta dwójka jest również parą budzącą naprawdę sprzeczne uczucia – ich gnuśność, butność, arogancja i hardość wcale nie ułatwiają im życia. Całość jest nieco mroczna, momentami ponura i przygnębiająca, jednocześnie niezwykle romantyczna, przesycona samotnością i tęsknotą. Tak wiele emocji pojawia się w tej powieści, że czasem czułam wewnętrzny mętlik. Powieść jest napisana w taki sposób, że ciężko jest się od niej oderwać. Losy bohaterów, ich uczucia, przemyślenia, niezwykle ciekawią i sprawiają, że z każdą kolejną stroną chce się wiedzieć więcej. Styl nie jest przesadnie pompatyczny, chociaż nie brak obrazowych i barwnych opisów, metafor czy epitetów, które jedynie dopełniają całości świetnie oddając klimat ery wiktoriańskiej.

W Polsce „Wichrowe wzgórza” po raz pierwszy ukazały się w roku 1929 pod tytułem „Szatańska miłość”. Myślę, że ten tytuł, chociaż odbiegający od oryginalnego, również świetnie oddaje atmosferę powieści. Książka jest fascynująca, autorka pokusiła się o dogłębny opis emocji, precyzyjnie zagłębiając się w psychikę bohaterów opętanych negatywnymi uczuciami, które niestety przysłoniły te pozytywne.

Muszę szczerze przyznać, że żałuję tego, że dopiero teraz sięgnęłam po „Wichrowe wzgórza”. Jest to powieść napisana z rozmachem, pełna pasji, ogromnej tęsknoty, niespełnionej miłości i wielkiego pragnienia osiągnięcia jej. Jest to książka, która budzi w czytelniku całą gamę przeróżnych emocji, akcja wciąga od pierwszych stron, a bohaterowie są wykreowani w bardzo realistyczny sposób. Jeśli popełniliście tan sam błąd jak ja i nie mieliście nigdy wcześniej okazji czytać „Wichrowych wzgórz” to serdecznie Was do lektury tej książki zachęcam. Nie bez powodu jest wielokrotnie tłumaczona i wydawana na nowo, nie bez powodu doczekała się kilku ekranizacji filmowych. Serdecznie polecam, bo zdecydowanie warto poświęcić się lekturze tej powieści. Wyjątkowa, pełna namiętności i nieuchronnej tragedii, wciągająca i niesamowita.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

Reklamy

#480. „Wołanie kukułki” – Robert Galbraith (J. K. Rowling)

„Wołanie kukułki”


Tytuł: „Wołanie kukułki”
Autor: Robert Galbraith (J. K. Rowling)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 452
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-271-5073-8
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 24 marca 2014

„Wołanie kukułki” zrobiło troszkę zamieszania w świecie wydawniczym. Ten napisany z wielkim rozmachem, niezwykle wciągający kryminał z świetnie skonstruowaną fabułą i bohaterami bazującymi na wzajemnych przeciwieństwach, okazał się być kolejną powieścią napisaną przez Jane Kate Rowling, brytyjską pisarkę znaną głównie dzięki serii kasowych i zekranizowanych książek dla młodzieży i dorosłych – „Harry Potter”. Będąc wielką fanką „Harry’ego Pottera” i nigdy nie ulegając fali krytyki skierowanej w stronę serii tych książek, z wielką przyjemnością postanowiłam spróbować czegoś innego autorstwa J. K. Rowling.

Piękna, młoda, znana supermodelka Lula Landry z nieznanych powodów popełnia samobójstwo skacząc z pokoju swojego eleganckiego apartamentu. Nie zostawia ani listu pożegnalnego, ani testamentu, nikomu nie mówi o swoich planach. Gdy po trzech miesiącach śledztwo staje w martwym punkcie, brat ofiary, prawnik John Bristow, udaje się do prywatnego detektywa, ekscentrycznego weterana wojennego, Cormorana Strike’a, którego prosi o odnalezienie dowodu na to, że jego siostra została zamordowana. Cormoran zachęcony wysokim honorarium podejmuje się rozwikłania sprawy rzekomego morderstwa, chociaż ma spore wątpliwości, czy to przypuszczenie jest uzasadnione. Jednocześnie zatrudnia tymczasowo Robin Ellacott, piękną i zafascynowaną pracą prywatnego detektywa dziewczynę, która pomoże mu nie tylko jako sekretarka, ale niezrównana pod względem kobiecej intuicji i dedukcji przyjaciółka. Z czasem ich prywatne i nieco skomplikowane śledztwo zaczyna ewoluować, okazuje się, że wszystko ma znaczenie – przyjaźń Luli z równie depresyjną, czarną i biedną Rochelle, współpraca z wymagającym projektantem mody Guy Somé, relacje w rodzinie, poszukiwanie własnych korzeni i tożsamości oraz związek z destrukcyjnym chłopakiem Evanem Duffieldem. Co odkryje zespół Cormoran & Robin?

Na początek kilka słów o głównych bohaterach tej powieści, czyli przede wszystkim Cormoranie Strike’u i Robin Ellacott. Ta dwójka została stworzona na wzajemnych antagonizmach, ale właśnie dzięki temu potrafili odnaleźć wspólny język, chociaż początki do łatwych nie należały. Strike to 35-letni potężny mężczyzna, były wojskowy z Wydziału do Spraw Specjalnych, który niezbyt dobrze radzi sobie z agencją, a jego związek z piękną, aczkolwiek niezbyt idealną jako materiał na żonę Charlotte, właśnie się skończył. Cormoran Strike, to bohater z krwi i kości, a chociaż kreowany jest z początku jako antybohater, nawiedzany przez demony z przeszłości i brak perspektyw na przyszłość, z czasem daje się polubić. Ellacott natomiast to młoda, atrakcyjna kobieta, która będąc na etapie poszukiwania dobrej pracy, trafiła zupełnie przypadkiem na agencję Strike’a, jednak praca w tym miejscu mimo swoich minusów, sprawiła jej ogromną przyjemność i satysfakcję. Jej podejście do pracy, pozytywny nastrój, przejmowanie inicjatywy – sprawiły, że spodobała się Strike’owi.

Robert Galbraith (tudzież J. K. Rowling) skonstruował kryminał precyzyjny w każdym szczególe. Kreacja bohaterów, pomysł na fabułę oraz kryminalną intrygę są bez zarzutu. Dawkowanie informacji, powolne odkrywanie tajemnic w głowie bohatera niedostępnej dla czytelnika, trzyma w napięciu do ostatnich stron pozwalając jedynie na domysły i przypuszczenia, niejednokrotnie błędne. Charakterystyczne dla tej powieści są długie i bardzo obrazowe opisy, cięty język i prezentacja świata bogaczy, w taki sposób, że człowiek nie chce mieć z nimi nic wspólnego. W świecie, gdzie żądzą pieniądze, władza, zazdrość i kłamstwa ciężko jest pozostać przy życiu…

Jednakże nie zgadzam się z przeczytaną kiedyś opinią, jakoby dało się wyczuć, że książkę napisała jednak kobieta. W przypadku, gdy czytamy powieść nie w oryginale, a w polskim przekładzie, którego autorką jest pani Anna Gralak, ciężko jest mówić o znajomości tonu języka. Logiczne jest, że w przypadku tłumaczenia, pojawią się pewne niuanse świadczące (o ile ktoś je w ogóle dostrzeże) o wkładzie tłumacza w powieść, co jest nieuniknione, jeśli książka nie ma być tłumaczeniem słowo-w-słowo. Moim zdaniem powieść (a zarazem tłumaczenie) jest napisana w taki sposób, że ciężko jest jednoznacznie powiedzieć, że autorem książki jest kobieta.

„Wołanie kukułki” bezsprzecznie można podsumować jako świetny kryminał. Zachęcam do lektury tej książki wszystkie osoby, które zaczytują się w nieco mrocznych, ale za to bardzo klimatycznych kryminałach ze świetnie wykreowanymi, bardzo wyrazistymi postaciami oraz nieprzewidywalną fabułą. Polecam :)

Książka przeczytana w ramach mojego Kryminalnego Wyzwania

#479. „Villette” – Charlotte Brontë

„Villette”


Tytuł: „Villette”
Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 686
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7779-162-2
Ocena: 8/10

Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna są uważane za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat wspólnie pisały wiersze i opowiadania. W roku 1845 siostry wspólnie wydały kolekcję swoich poezji, ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, wszystkie pod męskimi pseudonimami. Paradoksalnie prawdziwą sławę zyskały dopiero po śmierci. Charlotte była najstarszą spośród sióstr, a jej powieści zaliczane są do klasyków literatury angielskiej. Po lekturze znanej zapewne większości z Was powieści „Jane Eyre. Autobiografia”, postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę, która wyszła spod jej pióra.

Nie jest łatwo pisać o takich książkach, które doceniane latami przez krytyków literackich i czytelników na całym świecie wpisały się w kanony literatury klasycznej i obowiązkowej w celu otwarcia umysłu młodego czytelnika. Książki takie są powieściami, które są ponadczasowe – problematyka, której dotykają mimo upływu lat jest nadal obowiązująca, dzięki czemu nie łatwo jest o nich zapomnieć. Tak samo jest z „Villette” Charlotte Brontë.

XIX-wieczna Anglia, młoda kobieta, Lucy Snowe, wyjeżdża z Anglii po stracie dosłownie wszystkiego, w celu znalezienia pracy na kontynencie. Los chce, że pada na Francję i klimatyczne miasteczko Villette, gdzie Lucy otrzymuje pracę guwernantki, a następnie nauczycielki języka angielskiego na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Madame Beck. Lucy Snowe wreszcie odnajduje miejsce dla siebie, gdzie stała praca i dach nad głową dają jej poczucie bezpieczeństwa i spokój, którego poszukiwała. Jednak zanim się spostrzeże, monotonię jej życia przerwą pewne wydarzenia. Ktoś wyraźnie śledzi każdy jej krok… wyczekuje na odpowiedni moment i wplątuje młodą kobietę w intrygę. Co z tego wszystkiego wyniknie? Jak zachowa się młoda, niedoświadczona kobieta w obliczu czekających na nią nowych uczuć, przemyśleń i zachowań?

„Villette” ma swoje mocne i słabsze strony, jednak jest powieścią, którą warto przeczytać, by wyrobić sobie opinię na temat twórczości Charlotte Brontë. Z początku lektura książki poprzez nieco ospałą akcję jest powolna i momentami nużąca, jednak warto doczekać końca. Fabuła jest rozciągnięta do prawie 700 stron, na których możemy podziwiać kunszt literacki, mnogość opisów oraz rozbudowywanie akcji, a także wprowadzanie kolejnych, nowych bohaterów.

Najważniejszym aspektem książki jest jednak pokazanie kobiecej psychiki – bardzo mi się to podobało. Za pomocą długich monologów Lucy, czytelnik ma okazję poznać nie tylko jej najskrytsze myśli, ale jest to zarazem sposób opisu wydarzeń teraźniejszych dla tej bohaterki. Co więcej, główna postać jest częściowo alter ego pisarki, która przeszła podobne wydarzenia w swoim życiu, a tytułowa miejscowość Villette (chociaż istnieje we Francji) ma być utożsamiana z Brukselą. Kolejnymi ważnymi elementami tej powieści są różnice kulturowe, kontrast i stracie religii katolickiej z protestancką i rola kobiet w społeczeństwie.

„Villette” będzie idealną książką dla osób, które uwielbiają klimatyczne powieści, osadzone w XIX-wiecznej Anglii, mnogość opisów, analizy psychologiczne bohaterów, przemyślenia i rozterki. Jest to swoiste studium psychologiczne samotnej kobiety zmagającej się z trudami jakie niesie codzienność. Warto zwrócić uwagę także na wspaniałe wydanie tej książki. Wcześniej można było kupić „Villette” w dwóch tomach, teraz jest okazja zakupu książki jednotomowej, a na dodatek, wydanej w pięknej, grubej oprawie z świetną grafiką z przodu. Polecam :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#478. „Dziennik Bridget Jones” – Helen Fielding

„Dziennik Bridget Jones”


Tytuł: „Dziennik Bridget Jones”
Tom: #1
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 367
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7785-421-1
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 19 marca 2014

Helen Fielding jest brytyjską dziennikarką prasową i telewizyjną, a także pisarką. Uwielbia podróże, czas wolny dzieli między Londynem a Los Angeles, obecnie pisze także scenariusze. Jest autorką pięciu powieści: „Dziennik Bridget Jones”, „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”, „Potęga sławy”, „Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules” i najnowszej, trzeciej części o przygodach Bridget – „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”.

Prawda jest taka, że historia Bridget wciągnęła mnie bez końca. Czytałam mimo wielkich chęci na sen, czytałam mimo obowiązków, które czekały i zadań, które piętrzyły się w stosie… Co takiego kryje się w tej niepozornej książce, która została nawet zekranizowana (2011, Renée Zellweger, Colin Firth, Hugh Grant).

„Wiem, że wszyscy jesteśmy psychotyczni, samotni, całkowicie dysfunkcjonalni i budujemy relacje wyłącznie przez telefon (…) ale nie ma to jak rodzina, co?”

Jakie są plusy bycia singlem?

Bridget Jones, to kobieta po 30-tce, pracująca w wydawnictwie, poszukująca księcia z bajki i diety cud. Książkę rozpoczynają postanowienia noworoczne Bridget, robiącej listę rzeczy, których nie będzie robić i które będzie robić, by: a)znaleźć faceta, b)schudnąć, c)uwolnić się od nałogów. Ma dość krępujących pytań zadawanych przez rodzinę i przyjaciół rodziców o jej życie uczuciowe, przecież ma jeszcze na wszystko czas… Tym sposobem wdaje się w romans z szefem, Danielem Cleave’em, który okazuje się być emocjonalnym popaprańcem, a w międzyczasie trafi się ulubieniec rodziny, bogaty rozwodnik karierowicz Mark Darcy, żonaty Australijczyk mieszkający obok i 23letni podlotek… Co z tego wszystkiego wyniknie? Biorąc pod uwagę niezwykłe roztrzepanie Bridget, bujanie w obłokach, nadużywanie alkoholu i papierosów – można spodziewać się wszystkiego!

Bridget Jones będzie zaliczała emocjonalne wzloty i upadki, do czego skutecznie przyczyni się jej rodzina, zwłaszcza matka, Pam Jones, która po wakacjach za granicą, uzmysłowiła sobie, że ma dość harowania za darmo dla męża i dzieci (wprawdzie już dorosłych) i postanowiła rozpocząć, nowe, niezależne życie prezenterki telewizyjnej u boku tajemniczego Portugalczyka, Julia, czy też praca i mężczyźni. Ważne okażą się relacje z przyjaciółmi, niejednokrotnie skłonnymi do poświęceń, nocnych pijaństw z radami i pocieszaniem.

Styl Helen Fielding jest bardzo lekki, książkę czyta się błyskawicznie. W fabule nie brak także zwrotów akcji, które czasem są przewidywalne, ale zaspokoją każdą czytelniczkę poszukującą niewymagającej powieści. Trzeba przyznać, że angielski humor jest specyficzny i nie wszyscy go lubią. Jednak w przypadku książki Helen Fielding nie musicie się obawiać, że czegoś nie zrozumiecie lub że nie będzie śmiesznie – wręcz przeciwnie – humor jest rozbrajający. Dodatkowo ja czułam specyficzną więź emocjonalną z Bridget, bo czasami też jestem tak pozytywnie zakręcona jak ona, mamy urodziny w tym samym miesiącu (ona 6 dni przede mną) i podobnie ważymy.

„Dziennik Bridget Jones” to książka jakiej było mi ostatnio trzeba. Pozwoliła mi się oderwać od rzeczywistości, nie była to wymagająca lektura, jednak bardzo przyjemna. Uważam, że powinna ją przeczytać każda kobieta – nieważne czy szczęśliwie zakochana, mężatka, rozwódka czy singielka. Każda z nas znajdzie odrobinkę siebie w jednej postaci zaprezentowanych przez Helen Fielding. Ponieważ mogę już porównać książkę do filmu, uważam, że warto najpierw przeczytać powieść, a potem z ciekawości obejrzeć film, bo jest zabawną komedią romantyczną, jednakże różniącą się paroma ważnymi detalami. Skusicie się?

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka

#477. „Pokój” – Gene Wolfe

„Pokój”


Tytuł: „Pokój”
Autor: Gene Wolfe
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 240
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7480-415-8
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 16 marca 2014

Gene Wolfe, jest czołowym pisarzem Amerykańskim, urodzonym 7 maja 1931 roku i zamieszkałym w Nowym Jorku. Najbardziej znany za serie książek „Księga Nowego Słońca” („The Book of the New Sun”) i „Księga Długiego Słońca” („The Book of the Long Sun”). Książka „Pokój” jest pierwszą pełnowymiarową powieścią, uznaną za dowód geniuszu autora, wielokrotnie nagradzanego w kategoriach literatura fantastyczna i science-fiction, takimi nagrodami jak Nebula, Hugo i World Fantasy.
„Pokój” jest pierwszą powieścią autora, którą miałam okazję czytać i którą uświetnia posłowie autorstwa Neila Gaimana. Książka została wydana w niezwykłej serii łączącej powieści nadzwyczajne, unikatowe, poruszające, o przepięknych okładkach – „Uczta Wyobraźni”.

Alden Dennis Weer, człowiek zagadka, żyjący „w czasach, kiedy (…) wszyscy pozostali są martwi”. Podstarzały wiekiem mężczyzna mieszka w małym miasteczku na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Główny bohater, jednocześnie narrator, prowadzi czytelnika po wspomnieniach z jego dzieciństwa, dorastania, młodych lat dorosłości, wieku średniego i czasów obecnych, kiedy jest już sędziwym człowiekiem. W tym samym czasie, okazuje się, jaką moc ma jego wyobraźnia – panująca nad czasem, rzeczywistością, a nawet śmiercią.

„(…) wspomnienia z dzieciństwa mogą działać na nas tak mocno jedynie dlatego, że jako najbardziej oddalone ze wszystkiego, co posiadamy, są najgorzej zapamiętane i przez to najmniej opierają się procesowi, podczas którego nadajemy im postać coraz bliższą ideałowi (…)”

Autor przeskakuje z wydarzeń teraźniejszych, do młodości głównego bohatera, wszystko opisane jest w bardzo oniryczny, dokładny i niezwykle literacki sposób. Nie brak także retrospekcji do przyszłości. Weer jawi się jako rozgoryczony starzec, który często ulega dygresjom. Nie można mu niestety w pełni zaufać, gdyż jego relacje są bardzo subiektywne i dotyczą tylko tych elementów z jego życia, które chce zaprezentować. Często pomija jakieś fakty i zataja niektóre wydarzenia, nie bez powodu. Najważniejsze z pytań, które pojawiają się podczas lektury książki: czym jest dom Weera i jego tajemnicze pokoje?

Szczerze powiedziawszy, książka nie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Początek był dość trudny, zdania są wielokrotnie złożone, często bardzo długie, a akcji brakowało dynamiki i ciężko było się rozeznać, co jest czym, ale z kolejnymi rozdziałami robiło się coraz ciekawiej. To chyba jest cecha wszystkich świetnych, wielkich powieści na miarę klasyki literatury. Przyznam, że ciężko jest mi zrozumieć tę książkę do końca. Jest ona bardzo złożona, narracja prowadzona jest z różnych perspektyw głównego bohatera, wiele faktów bazuje na symbolice, która nie jest wyrażona wprost, a wymaga od czytelnika pełnego skupienia i zaczytania w historiach, by potem móc wszystko połączyć w całość. Dlatego też postanowiłam poszukać informacji, które pomogłyby mi w analizie historii Aldena Dennisa Weera. Okazuje się, że istnieje kilka interpretacji postaci Weera. Jedna z nich mówi, że Weer nie żyje, a jego poszatkowane wspomnienia, to wspominki jego ducha. Druga prezentuje głównego bohatera, jako mężczyznę w wieku średnim, który przeżywa załamanie nerwowe, przez co fantazjuje na temat swojej starości.

Jak pisze Gaiman: „Jeśli czytacie książkę Gene’a Wolfe’a, zaufajcie autorowi i ani przez chwilę nie ufajcie autorowi. On wiele od was oczekuje, a jeśli poświęcicie mu czas i uwagę, ta inwestycja się wam opłaci, ale oczekuje od was ciężkiej pracy. Gene Wolfe zdefiniował kiedyś „dobrą literaturę” jako coś, co wykształcony czytelnik może przeczytać z przyjemnością, a z jeszcze większą przyjemnością przeczytać ponownie”.

Ponieważ książka Gene Wolfe jest powieścią na tyle złożoną i skomplikowaną, że ciężko było mi się podjąć jej recenzowania. Uważam, że osoby, które lubią powieści utrzymane w konwencji fantastycznej, nieco onirycznej, z językiem bardzo starannym i przemyślanym, powinny W tej książce nic nie jest dosłowne, co czyni ją jeszcze bardziej intrygującą i podatną na różnorakie analizy i interpretacje. Myślę, że warto zaryzykować i poznać twórczość Gene Wolfe.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Fantastykę oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#476. Premiera książki „Homoseksokracja” Matta Mayevsky oraz Liebster Blog Award x2

Wersja polskojęzyczna „Homoseksokracji” jest pierwszą, premierową wersją powieści. Kolejna, anglojęzyczna ukaże się w pierwszej połowie 2014 roku. Inspiracją do napisania książki były dla mnie wydarzenia ostatnich lat, związane nie tylko z coming outem mniejszości seksualnych, ale z szerszym zjawiskiem obejmującym transformujące się społeczności. Czas między starym a nowym porządkiem określa się mianem interregnum. „Homoseksokracja” ma miejsce na przełomie upadku starego i formowaniem się nowego świata co jest analogią do czasów współczesnych.

Tytuł: Homoseksokracja
Autor: Matt Mayevsky
Wydawnictwo: Foreknowledge Ltd
Statystyki: ilość stron: 516
Dostępne formaty: ebook, paperback, hardcover
Kanały dystrybucji: docelowo kilkadziesiąt kanałów dystrybucji, w tym: Amazon, Lulu, iBook, Virtualo
Grupa docelowa: 18+, czytelnicy zainteresowani tematyką dystopijną, SF, ewolucją społeczną, w tym miłośnicy książek sensacyjnych.
Data publikacji „Homoseksokracji”na rynku polskim: 10 marca 2013 [dziś!]

Stary porządek świata definiowany przez mężczyzn hetero uginał się pod wpływem formującej się ponowoczesności. Zmiany, które zaczęły lawinowo następować po sobie od schyłku wieku XX, przez pierwsze dziesięciolecia XXI wieku skutkowały coraz większymi pęknięciami struktury społecznej wydobywając na powierzchnię nowe, dynamicznie rozwijające się nurty. Kolejne fale feminizmu negujące stetryczały patriarchalizm, poprawność polityczna zmieniająca pojęcie normy i normalności, wzrost wielkości i znaczenia, tak zwanych mniejszości (szczególnie seksualnych) wpływających na rewolucję seksualności, spychającą funkcje prokreacji w strefę komercyjną oraz redefiniujących płeć, te i tym podobne zjawiska formowały nowy ład. Targany wstrząsami społecznymi świat przybiera ostatecznie formę zwaną Homoseksokracją (HS). Dominującą większością stają się homoseksualni, natomiast hetero żyją w getcie, odizolowanym wysokim murem magnetycznym. Homoseksokracja jest u szczytu swojego rozwoju cywilizacyjnego, a homoseksualni uważają się za kolejne ogniwo ewolucji człowieka po zepchniętych w narożnik świata heteroseksualnych. Nie przeszkadza im to jednak w traktowaniu getta jako niewyczerpywanego zasobu naturalnego. HS importuje tanie towary, sprowadza niemniej tanich pracowników oraz hetero dzieci przeznaczone do homonaturalizacji. Osiągnięty status quo pomiędzy homo i hetero, wbrew powierzchownym pozorom jest wygodny dla obu stron.
W tle, Homoseksokracja porusza także istotne kwestie społeczne, charakterystyczne dla obrazu współczesnego świata, który określić można mianem interregnum (między starym a nowym porządkiem). Czy jesteśmy świadkami ewolucji płci, seksualności, repozycji patriarchatu? Jak może wyglądać przyszłość stygmatyzowana już dzisiaj zjawiskami burzącymi stary paradygmat społeczny?

Zostałam także zaproszona do zabawy Liebster Blog Award przez dwie koleżanki po fachu: Oxfordkę z bloga Literacka Fantazja oraz Monikę z bloga Wyrażone słowami. Dziewczyny, bardzo dziękuję Wam za nominację i z chęcią odpowiadam na Wasze pytania. Ja nie nominuję nikogo, bo pewnie wszyscy braliście już udział w tej zabawie :)

1. Czy kiedy za oknem pada deszcz masz chęć zrobienia czegoś „twórczego”? Np: przeczytanie książki, napisanie opowiadania, zaszycia się pod kocem z kubkiem kakao i oglądanie filmów?
To chyba właśnie dla mnie jest mało twórcze – czytanie książek i oglądanie filmów :D To jest po prostu dla mnie codzienność i rozrywka. I chyba to zdecydowanie lubię. Z takich twórczych rzeczy, to kiedyś uwielbiałam rysować, teraz nie mam już tyle czasu.
2. Jest książka, której nie byłaś/eś w stanie doczytać do końca? Jaka to książka?
Jest takich kilka, ale z tych, przy których z nerwów i bezsilności płakałam to „Chłopi” Władysława Reymonta i „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Na pierwszą usprawiedliwienia nie mam, ale na drugą mam – moja polonistka mawiała, że albo czyta się Herlinga-Grudzińskiego albo „Opowiadania” Tadeusza Borowskiego – i ja należę do tej drugiej grupy.
3. W sklepie jest promocja na WSZYSTKIE książki. Możesz wybrać tylko 3. Jakie byś kupił/a.
Najpierw zaczęłabym od kompletowania książek moich ulubionych pisarzy, czyli: Palahniuka, Murakamiego i Cobena. Potem musiałabym sprawdzić ile pieniędzy zostało mi w portfelu :)
4. Jaka pora roku bardziej sprzyja Twojemu czytelnictwu?
Aż popatrzyłam sobie na moje statystyki i wychodzi z nich, że lato, a w szczególności wakacje :)
5. Wolisz wypożyczać książki czy kupować?
Wolę kupować, ale nie mam nic przeciwko wypożyczaniu.
6. Książka do której często wracasz?
„Fight Club” Chucka Palahniuka.
7. Prócz książek masz inne zainteresowania? typu gry, malowanie, sport?
Słucham dużo muzyki, interesuję się nowinkami z świata gadżetów, lubię robić zdjęcia.
8. Czy masz jakieś blogi, które często odwiedzasz i śmiało możesz polecić?
I to ile… nie chciałabym teraz tutaj kogoś urazić, bo zapomnę go wymienić w czołówce, więc proszę spojrzeć na mój blogroll i linki :)
9. Czy właśnie na blogspocie powstał Twój pierwszy blog? Czy może przed nim były jeszcze inne na innych stronach? Typu onet, pinger, blog4u
Hm… no nie :) Mój blog jest na wordpressie, wcześniej, jako nastolatka miałam bloga na blog.pl i mylog.pl
10. W jakim województwie mieszkasz? (mam wrażenie, że samo południe przesiaduje na internecie a ja biedna jedyna z północy :D)
Hm… no południe – Śląsk ;)
11. Pisarz z którym chciałbyś/ałabyś się spotkać?
Tylko jeden? To niech będzie Chuck Palahniuk.

1. Ziemi grozi zagłada, którą planetę wybierzesz na swój nowy dom?
Bez jaj :D Jeśli pytania będą dalej takie trudne to chyba nie dam rady na nie odpowiedzieć! Wenus, bo kobiety są z Wenus… ? :)
2. Super popularny pisarz, którego powieści uwielbiasz, okazuje się być Twoim nowym szefem. To straszny gbur i prostak, dłubie w nosie, puszcza głośne bąki, śmierdzi mu z buzi i smali do Ciebie cholewki. Starasz się go zmienić na lepsze, dajesz ostrego kopa prosto w ego czy budzisz się zlana potem, ciesząc się, że to tylko koszmar?
(po 5 minutowej burzy mózgów) chyba dałabym mu kopa… ale ciężko mówić, kiedy nie jest się w takiej sytuacji.
3. Po północy, wracasz do domu. Nie dla Ciebie główne, dobrze oświetlone uliczki, dlatego lecisz na skróty ciemnym lasem. Nagle, ktoś zachodzi Cię od tyłu, wyrywa torebkę i kradnie ukochaną chusteczkę do nosa. Który bohater literacki pomoże Ci odnaleźć ukochany skarb?
Myron Bolitar z przyjacielem Winem z kryminalnych powieści Harlana Cobena!
4. Najkrótsza książka, jaką w żuciu czytałaś (nie licząc gazetki reklamowej z marketu :P ) ?
Chyba „Pies, który jeździł koleją”
5. Twój wzór do naśladowania?
Nie mam takiej osoby. Jeśli miałabym kogoś naśladować, to mijałoby się z celem, bo nie mogłabym być taka idealna jak ta osoba.
6. Słowo, które najczęściej wypowiadasz, gdy promieniujesz złością silniejszą, niż moc chłopa ze stali?
Może nie napiszę, bo potem będzie, że tylko udaję taką ukulturalnioną purystkę językową zwracającą uwagę na tĘ białą czapkĘ… itd.
7. Ulubiona epoka literacka?
Ciężko powiedzieć… chyba nie mam ulubionej.
8. Nie byłabym sobą, gdybym nie spytała -Dlaczego słonie mają trąby? Uzasadnij mało logicznie.
Gdyby nie miały trąb toby nie mogły brać prysznica (da radę zmieścić się w mało logiczne? miałam jeszcze inne propozycje, ale chyba już brzydkie… :P)
9. Najbardziej zaskakujące wydarzenie w Twoim życiu?
Nominacja do Bloga Roku 2013 :) To takie najświeższe i od razu przyszło mi do głowy.
10. Kraj, który musisz odwiedzić przynajmniej raz w życiu ?
JU ES EJ !
11. Zapominasz o urodzinach mamy. Co robisz? Jak się tłumaczysz?
Mamuś, prezent będzie jutro, bo poczta nawaliła! Wszystkiego najlepszego, tak się cieszę, że urodziłaś się w ten sam dzień, w który urodził się Hitler, bo macie coś wspólnego!

#475. „Jedna przegrana bitwa” – Marcin Wolski

„Jedna przegrana bitwa”


Tytuł: „Jedna przegrana bitwa”
Autor: Marcin Wolski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 340
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7785-341-2
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 9 marca 2014

Marcin Wolski, urodzony dwa lata po zakończeniu II Wojny Światowej, jest pisarzem, dziennikarzem, satyrykiem, autorem audycji radiowych („60 minut na godzinę” i „ZSYP”), audycji telewizyjnych („Polskie Zoo”) a nawet kabaretów. Na swoim koncie ma ponad 30 powieści, zbiory opowiadań, wiersze, teksty satyryczne i dwie trylogie: Trylogię Optymistyczną oraz trylogię Pies w studni.

Historia, którą przedstawia w swojej książce autor nie jest w 100% fikcyjna. Bazuje na wydarzeniach z przeszłości, które w pewnym stopniu zostały zmienione – z wygranej bitwy, na przegraną – oraz na pamiętniku ojca Marcina Wolskiego, który brał udział w bitwie nad Wisłą w roku 1920. Tym samym pisarz oddaje hołd wszystkim walczącym. Nie chciał pisać kolejnej powieści historycznej, bo takich jest wiele, a powieść ze zmienionymi faktami, jest ciekawym tworem, który z pewnością przypadnie do gustu nawet wielkim miłośnikom historii, bo czyta się ją szybko, a akcja wciąga już od pierwszych stron.

Główny bohater jest alter ego autora, podobnie się nazywa i również otrzymuje pamiętnik ojca, który brał udział w wielu ważnych wydarzeniach historycznych, całkowicie pominiętych lub zmienionych przez komunistyczną cenzurę. Wyobraźcie sobie Polskę, którą opanowali na dobre bolszewicy. W książkach historycznych czy podręcznikach nie znajdziecie żadnych rzetelnych faktów krytykujących narzucony przez komunistów system. Witajcie w Polskiej Socjalistycznej Republice, która wchodzi w skład Eurosocu – Europejskiego Związku Socjalistycznych Republik, a cała Europa podlega komunistom.

Jest rok 1968, Marcin Wolak, ma 21 lat, jest pilnym studentem na Uniwersytecie im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie, mieszka w domu z 3 kobietami matką, babcią i pomocą domową, a jego dziewczyna jest aktywnie udzielającą się działaczką. Całe życie Marcina opiera się na działaniu wedle pewnych, z góry narzuconych zasad, na dostosowaniu i niewychylaniu się – dzięki czemu jest bezpieczny. Ojciec opuścił go i matkę, gdy chłopak miał 17 lat i pozostawił w sercu Marcina pustkę, złość i rosnącą nienawiść. Jednak punkt widzenia młodego mężczyzny zmienia się, gdy przekazane mu zostają pamiętniki jego ojca, który niedawno umarł. Z początku niechętny, zaczyna czytać manuskrypty ojca, które nie tylko niesamowicie wciągają, ale także są deziluzyjną wersją prawdy. Zagłębiając się w lekturę zapomina o otaczającym go świecie i upływie czasu, staje się nieostrożny, ale w zamian poznaje niebezpieczną prawdę, której nie uświadczy się w podręcznikach. Znajduje odpowiedzi na nurtujące go, trudne pytania, a wreszcie otwiera oczy i widzi wielką rysę na systemie narzuconym przez bolszewicką władzę. Mimo ogromu nowo nabytej wiedzy ciężko jest przewidzieć ruchy wychowanego w idei komunizmu Marcina. Co uczyni z wiedzą z manuskryptów ojca?

W książce można wyróżnić dwa główne, przeplatające się wątki: historię teraźniejszości głównego bohatera oraz pamiętnik jego ojca. Obie narracje się różnią, a gdy już odczuwamy zmęczenie wojennym dziennikiem, który z precyzją opisuje historyczne i wojenne zawiłości, przechodzimy do czasów głównego bohatera, który targany emocjami zaczyna otwierać oczy i patrzeć na wszystko inaczej.

Z początku myślałam, że książka będzie historią bardzo ponurą, negatywną i przygnębiającą, ale mimo porażki wojennej, bardzo wyraźny jest sukces głównego bohatera. Pojawia się wiele historycznie ważnych nazwisk, ale często w zmienionych rolach, niektóre nazwiska w ogóle pojawiają się tylko na krótko, by wcale nie zaistnieć na arenie międzynarodowej (Hitler, niedopuszczony do władzy).

Po lekturze książki Marcina Wolskiego jestem coraz bardziej pozytywnie nastawiona do alternatywnych wersji historii. Jeśli ktoś potrafi dobrze pisać, tworzy historię, którą chce się czytać od pierwszych stron i już na samym początku zaznacza co i jak, dlaczego i po co, to myślę, że warto przeczytać taką powieść ze względu na jej walory – warsztat pisarski, pomysł, fabułę, wykonanie. Oczywiście nie wolno zapominać, że książka zawiera zmienione fakty i najlepiej obeznać się wcześniej w tym, jak było naprawdę. „Jedna przegrana bitwa” to powieść, którą polecam wszystkim czytelnikom!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka