Archiwum kategorii: Klasyka Literatury

#481. „Wichrowe wzgórza” – Emily Brontë

„Wichrowe wzgórza”


Tytuł: „Wichrowe wzgórza”
Autor: Emily Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 448
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7779-174-5
Ocena: 10/10

Nazwisko Brontë ściśle wiąże się z klasyczną literaturą angielską. Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna zasłynęły jako wielkie pisarki, niestety dopiero po śmierci, ale po dziś dzień uważane są za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat ściśle związane z literaturą, wspólnie pisały opowiadania i wiersze. Ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, siostry pisały pod męskimi pseudonimami. Emily Brontë jest znana głównie dzięki swojej jedynej powieści – „Wichrowe wzgórza”. Opublikowana po raz pierwszy w roku 1847 książka, nie spotkała się z pozytywnym odbiorem wiktoriańskich krytyków i czytelników, jako że powieść uważano za brutalną i kontrowersyjną. Na szczęście, po latach zyskała ogromne uznanie, doczekując się wielu przekładów, wielu tłumaczeń i wznawianych wydań, a także kilku adaptacji filmowych.

Klasyka literatury ma to do siebie, że łączy powieści, które dotykają tematów ponadczasowych, są wybitnie napisane i powszechnie uznane za arcydzieła w swoim gatunku. Trudno się dziwić, że do kanonu klasyki wpisała się także powieść Emily Brontë. Wyjątkowy styl, barwne opisy, wiktoriański klimat Anglii XVIII i XIX wieku i niezwykli bohaterowie tworzą nadzwyczajną powieść.

Earnshaw, głowa rodziny, ojciec Catherine i Hindleya, podczas podróży do Londynu napotyka biednego, cygańskiego chłopca, którego nazywa Heathcliff i nakazuje swoim dzieciom traktować go jak równego sobie, jak brata. Niestety, po śmierci Earnshawa, majątkiem zarządza Hindley, który zawsze nienawidził przybłędy, co manifestuje swoim oschłym, brutalnym zachowaniem w stosunku do chłopaka, który jedyne ciepłe słowa może usłyszeć od Catherine. Jednakże, gdy Cathy poznaje Edgara Lintona, statecznego, ułożonego młodego mężczyznę i godzi się zostać jego żoną, serce Heathcliffa zamiera. Przecież wyraźnie było między nimi wyjątkowe uczucie! Gdy Heathcliff po kilku latach wraca na Wichrowe Wzgórza jest całkowicie odmienionym człowiekiem, gentlemanem, nie byle cygańskim parobkiem. Czy latami skazywane na porażkę uczucie będzie miało kiedyś szansę zaistnieć? Karty książki pokazują, że czas nie leczy ran, wzmacnia tylko nienawiść i zgorzknienie. Heathcliff wpada na szaleńczy plan zemsty, który pogrąży jego i odbije się na kolejnym pokoleniu…

Bohaterowie Emily Brontë, szczególnie Heathcliff i Catherine są wielkimi romantykami, jakich dzisiaj mało. Niektóre ich zachowania mogą się wydać dla nowoczesnego czytelnika irracjonalne i nierzeczywiste. Ta dwójka jest również parą budzącą naprawdę sprzeczne uczucia – ich gnuśność, butność, arogancja i hardość wcale nie ułatwiają im życia. Całość jest nieco mroczna, momentami ponura i przygnębiająca, jednocześnie niezwykle romantyczna, przesycona samotnością i tęsknotą. Tak wiele emocji pojawia się w tej powieści, że czasem czułam wewnętrzny mętlik. Powieść jest napisana w taki sposób, że ciężko jest się od niej oderwać. Losy bohaterów, ich uczucia, przemyślenia, niezwykle ciekawią i sprawiają, że z każdą kolejną stroną chce się wiedzieć więcej. Styl nie jest przesadnie pompatyczny, chociaż nie brak obrazowych i barwnych opisów, metafor czy epitetów, które jedynie dopełniają całości świetnie oddając klimat ery wiktoriańskiej.

W Polsce „Wichrowe wzgórza” po raz pierwszy ukazały się w roku 1929 pod tytułem „Szatańska miłość”. Myślę, że ten tytuł, chociaż odbiegający od oryginalnego, również świetnie oddaje atmosferę powieści. Książka jest fascynująca, autorka pokusiła się o dogłębny opis emocji, precyzyjnie zagłębiając się w psychikę bohaterów opętanych negatywnymi uczuciami, które niestety przysłoniły te pozytywne.

Muszę szczerze przyznać, że żałuję tego, że dopiero teraz sięgnęłam po „Wichrowe wzgórza”. Jest to powieść napisana z rozmachem, pełna pasji, ogromnej tęsknoty, niespełnionej miłości i wielkiego pragnienia osiągnięcia jej. Jest to książka, która budzi w czytelniku całą gamę przeróżnych emocji, akcja wciąga od pierwszych stron, a bohaterowie są wykreowani w bardzo realistyczny sposób. Jeśli popełniliście tan sam błąd jak ja i nie mieliście nigdy wcześniej okazji czytać „Wichrowych wzgórz” to serdecznie Was do lektury tej książki zachęcam. Nie bez powodu jest wielokrotnie tłumaczona i wydawana na nowo, nie bez powodu doczekała się kilku ekranizacji filmowych. Serdecznie polecam, bo zdecydowanie warto poświęcić się lekturze tej powieści. Wyjątkowa, pełna namiętności i nieuchronnej tragedii, wciągająca i niesamowita.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#479. „Villette” – Charlotte Brontë

„Villette”


Tytuł: „Villette”
Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 686
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7779-162-2
Ocena: 8/10

Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna są uważane za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat wspólnie pisały wiersze i opowiadania. W roku 1845 siostry wspólnie wydały kolekcję swoich poezji, ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, wszystkie pod męskimi pseudonimami. Paradoksalnie prawdziwą sławę zyskały dopiero po śmierci. Charlotte była najstarszą spośród sióstr, a jej powieści zaliczane są do klasyków literatury angielskiej. Po lekturze znanej zapewne większości z Was powieści „Jane Eyre. Autobiografia”, postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę, która wyszła spod jej pióra.

Nie jest łatwo pisać o takich książkach, które doceniane latami przez krytyków literackich i czytelników na całym świecie wpisały się w kanony literatury klasycznej i obowiązkowej w celu otwarcia umysłu młodego czytelnika. Książki takie są powieściami, które są ponadczasowe – problematyka, której dotykają mimo upływu lat jest nadal obowiązująca, dzięki czemu nie łatwo jest o nich zapomnieć. Tak samo jest z „Villette” Charlotte Brontë.

XIX-wieczna Anglia, młoda kobieta, Lucy Snowe, wyjeżdża z Anglii po stracie dosłownie wszystkiego, w celu znalezienia pracy na kontynencie. Los chce, że pada na Francję i klimatyczne miasteczko Villette, gdzie Lucy otrzymuje pracę guwernantki, a następnie nauczycielki języka angielskiego na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Madame Beck. Lucy Snowe wreszcie odnajduje miejsce dla siebie, gdzie stała praca i dach nad głową dają jej poczucie bezpieczeństwa i spokój, którego poszukiwała. Jednak zanim się spostrzeże, monotonię jej życia przerwą pewne wydarzenia. Ktoś wyraźnie śledzi każdy jej krok… wyczekuje na odpowiedni moment i wplątuje młodą kobietę w intrygę. Co z tego wszystkiego wyniknie? Jak zachowa się młoda, niedoświadczona kobieta w obliczu czekających na nią nowych uczuć, przemyśleń i zachowań?

„Villette” ma swoje mocne i słabsze strony, jednak jest powieścią, którą warto przeczytać, by wyrobić sobie opinię na temat twórczości Charlotte Brontë. Z początku lektura książki poprzez nieco ospałą akcję jest powolna i momentami nużąca, jednak warto doczekać końca. Fabuła jest rozciągnięta do prawie 700 stron, na których możemy podziwiać kunszt literacki, mnogość opisów oraz rozbudowywanie akcji, a także wprowadzanie kolejnych, nowych bohaterów.

Najważniejszym aspektem książki jest jednak pokazanie kobiecej psychiki – bardzo mi się to podobało. Za pomocą długich monologów Lucy, czytelnik ma okazję poznać nie tylko jej najskrytsze myśli, ale jest to zarazem sposób opisu wydarzeń teraźniejszych dla tej bohaterki. Co więcej, główna postać jest częściowo alter ego pisarki, która przeszła podobne wydarzenia w swoim życiu, a tytułowa miejscowość Villette (chociaż istnieje we Francji) ma być utożsamiana z Brukselą. Kolejnymi ważnymi elementami tej powieści są różnice kulturowe, kontrast i stracie religii katolickiej z protestancką i rola kobiet w społeczeństwie.

„Villette” będzie idealną książką dla osób, które uwielbiają klimatyczne powieści, osadzone w XIX-wiecznej Anglii, mnogość opisów, analizy psychologiczne bohaterów, przemyślenia i rozterki. Jest to swoiste studium psychologiczne samotnej kobiety zmagającej się z trudami jakie niesie codzienność. Warto zwrócić uwagę także na wspaniałe wydanie tej książki. Wcześniej można było kupić „Villette” w dwóch tomach, teraz jest okazja zakupu książki jednotomowej, a na dodatek, wydanej w pięknej, grubej oprawie z świetną grafiką z przodu. Polecam :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#455. „Kiedy umieram” – William Faulkner

„Kiedy umieram”


Tytuł: „Kiedy umieram”
Autor: William Faulkner
Wydawnictwo: Atext
Liczba stron: 205
Data wydania: 1994
ISBN: 83-85156-50-X
Ocena: 6/10
Data przeczytania: 25 stycznia 2014

William Faulkner (urodzony w 1897 roku, zmarł w 1962 roku) to jeden z czołowych amerykańskich pisarzy. W jego dorobku zaznały się zarówno powieści jak i opowiadania i wiersze. Uznawany za czołowego reprezentanta prozy modernistycznej lat 30. był także laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1949. „Kiedy umieram” to szósta powieść Faulknera, opublikowana w roku 1930, a w Polsce wydana w roku 1968, stanowi czołowe działo autora i wpisała się na stałe w kanon klasycznej literatury amerykańskiej.

„Pan Bóg dlatego musiał stwarzać kobietę, że mężczyzna na własne oczy nie zobaczy, co dla niego dobre.”

Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnym hrabstwie Yoknapatawpha. Tu rodzina Bundrenów przeżywa swój dramat. Addie Bundren, matka piątki dzieci: Casha, Darla, Klejnota, Dewey Dell i Vardamana, żona Anse Bundrena, który przez całe życie miał lewe ręce do pracy, prosta kobieta ze wsi, umiera. Jej ostatnim życzeniem było, by została pochowana w jej rodzinnym miasteczku, Jefferson. Życie bohaterów jest ciężkie, każdego z nich nieudolna i trudna podróż do Jefferson dotyka pod inną formą cierpienia przyczyniając się do obłędu.

Bohaterowie książki są prostymi, naiwnymi ludźmi ze wsi, głęboko wierzącymi w Boga i wartości rodzinne. Najmłodszy syn, Vardaman, będąc świadkiem śmierci matki, a wcześniej ryby – utożsamia zabitą rybę z matką. Klejnot (nigdy nie podano jego prawdziwego imienia) matkę widzi w swoim cennym koniu, Dawey Dell nie potrafi dopuścić do siebie myśli o tym, że matki już nie ma, Cash swój wkład miał w budowie wyjątkowej trumny, Darl jako jedyny zachowuje w miarę trzeźwy umysł, a ojciec myśli jedynie o tym, by dotrzeć do Jefferson, nawet jeśli będzie to miało tragiczne skutki.

„(…) słowa są na nic; że nie pasują nawet do tego, co próbują wyjaśnić.”

Narracja odgrywa w powieści Faulknera bardzo ważną rolę. Autor prezentuje sytuację i rzeczywistość bohaterów w ich monologach za pomocą techniki zwanej strumieniem świadomości. Narratorem jest każdy z bohaterów, stąd też każdy rozdział jest monologiem innej osoby. Poza tym, w książce znalazł się także monolog samej nieboszczki, Addie, która pokazuje, że podróż do Jefferson to była zaplanowana zemsta na mężu. Ujawnia też czytelnikowi w subtelny sposób tajemnicę swojego życia oraz zdradę, która tłumaczy dlaczego to Klejnot był jej ukochanym synem. To wszystko autor zgrabnie zapakował w przygnębiającą groteskę i naturalizm.

To nie jest łatwa w odbiorze i lekturze książka. Chciałabym móc ją przeczytać na zajęciach z języka polskiego w liceum, by odkryć wszystkie tajemnice jakie ukrył w niej autor, a wiem, że jest ich tam cała masa, po prostu czasem brakuje mi środków, które pomogłyby mi zanalizować niektóre fragmenty. Faulkner napisał powieść, która jest przygnębiająca, a tragedia rozgrywająca się na oczach czytelnika wprowadza w pesymistyczny nastrój, mącąc myśli w głowie.

„Kiedy umieram” z pewnością jest książką wartą przeczytania. Nie wiem czy była książką na tyle dobrą, bym przekonała się do twórczości tego autora i nie wiem czy sięgnę po inne jego powieści, a wybór jest dość duży. Myślę, że jest to książka, która potrzebuje czasu, by czytelnik mógł ją w pełni zrozumieć.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle oraz wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#441. „Wielkie nadzieje” – Charles Dickens

„Wielkie nadzieje”


Tytuł: „Wielkie nadzieje”
Autor: Charles Dickens
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 560
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7839-542-3
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 28 grudnia 2013

Charles Dickens XIX-wieczny angielski powieściopisarz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli powieści społeczno-obyczajowej w Anglii w drugiej połowie XIX wieku. Na swoim koncie ma 24 powieści z czego 5 stanowią powieści wigilijne (w tym oczywiście sławna „Opowieść wigilijna”). Jak ktoś kiedyś powiedział – takich książek się już nie pisze, zwykły czytelnik nie jest przyzwyczajony do napompowanego stylu, długich opisów, ale bierze i czyta tę książkę, bo to przecież klasyka literatury. I z takiego też założenia wychodzę.
Chociaż czasami wcale łatwo nie było i lektura bardzo mi się dłużyła, to cieszę się, że ją przeczytałam i będę starała się zachęcić Was do lektury tej powieści.

Młody Pip wychowywany po śmierci swojej matki i braci przez surową siostrę i przyjaznego chłopakowi męża, prostego kowala imieniem Joe. Pewnego dnia zostaje oddany na służbę do ekscentrycznej Panny Havisham. Ma zabawiać ją i jej piękną podopieczną – Estellę. Niestety, znajomość Estelli i Pipa nie trwa zbyt długo. I nagle, zupełnie niespodziewanie, gdy chłopak stał się już mężczyzną, obeznał się w fachu, a jego siostra dawno już zmarła, dowiaduje się, że ktoś zostawił mu wielki majątek, by mógł spełnić swoje życzenie o byciu gentlemanem. Niestety nie wszyscy ludzie będą mu przychylni, nie wszyscy będą cieszyć się jego szczęściem, nie wszyscy też okażą się być prawdziwymi przyjaciółmi…

Jak to bywa w przypadku Dickensa, nie tylko główny bohater jest ważną postacią, którą autor chce czytelnikowi zaprezentować. W przypadku „Wielkich nadziei” czytelnik może liczyć na cały wachlarz interesujących postaci. Dla mnie najciekawszą historię skrywała Panna Hvisham, Estella, która stworzona została by być kochaną, ale nie kochać oraz skazaniec i uciekinier z galer imieniem Abel Magwitch. Cenię też Dickensa za to jak prezentuje czytelnikowi studium psychologiczne postaci, nie ocenia jednak wyraźnie daje znać czytelnikowi jakie uczucia w danym momencie powinien żywić do konkretnego bohatera. Tak więc kibicowałam Pipowi, za chwilę nie lubiłam go wcale, by znowu mu współczuć.

„Wielkie nadzieje”

Książka a film
Obejrzałam przy okazji też ekranizację z 2012 roku z Heleną Bonham Carter, Ralphem Fiennesem czy Robbie’em Coltrane’em w rolach głównych (cała trójka znana także jest z serii filmów o Harry’m Potterze :) Bellatrix, Voldemort i Hagrid). W dużej mierze film bazuje na książce, znajdą się pewne istotne elementy, które zostały pominięte lub zmienione, ale ogólnie jest dobrym odzwierciedleniem książki. Podobały mi się bardzo stroje bohaterów, sceneria i gra aktorska, także film polecam. Warto go obejrzeć, ale oczywiście po lekturze powieści Dickensa.
Nie widziałam niestety jeszcze ekranizacji z roku 1998 z Ethanem Hawke’iem, Gwyneth Paltrow i Robertem De Niro, ale z opisu widzę, że jest to dość różniąca się ekranizacja od książki – zmienione miejsca, imiona, czas… Jest to nowoczesna wersja „Wielkich nadziei”, za to ekranizacja z 2012 roku to wersja bardziej oparta na książce i oddająca klimat ówczesnych czasów.

I w tej książce autor mierzy się z problemami społeczno-obyczjowymi. Pokazuje sytuacje ludzi biednych i zestawia ją z sytuacją bogatych. Na przykładzie głównego bohatera widzimy jego przemianą w gentlemana, którym niestety tak naprawdę nigdy nie będzie z powodu środowiska z jakiego się wywodzi. Mimo że dał radę z czasem nauczyć się dobrych manier czy odpowiedniego języka i ubioru to w głębi serca zawsze był tylko biednym kowalem.

„Wielkie nadzieje” to powieść ponadczasowa, mimo że napisana w XIX wieku, może być łatwo interpretowana i przekładana na czasy obecne współczesnemu czytelnikowi. Nie jest to jednak lektura łatwa, momentami nużąca i wymagająca jednak wartościowa mimo swojej przewidywalności. Polecam, bo warto ją znać jako jedno z większych dzieł pisarza.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle

#415. „Pollyanna” – Eleanor Hodgeman Porter

„Złoty most”


Tytuł: „Pollyanna”
Autor: Eleanor Hodgeman Porter
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 270
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-2377-658-1
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 9 listopada 2013

Pewnie wielu z Was czytało lub widziało ekranizację znanej książki Eleanor Hodgeman Porter – „Pollyanna”. W setną rocznicę pierwszego wydania, Wydawnictwo Egmont postanowiło ponownie wydać „Pollyannę” w bardzo pięknej oprawie graficznej i unikalnych wymiarach. Sama po raz pierwszy mam okazję czytać tę książkę i muszę powiedzieć, że żałuję iż nie czytałam tej pięknej historii wcześniej!

Panna Polly Harrington, bogata właścicielka wielkiej posiadłości, surowa i obowiązkowa kobieta staje przed bardzo trudnym zadaniem. Po śmierci jej siostry, oraz męża siostry jest jedyną krewną, która mogłaby zaopiekować się ich córką – jedenastoletnią Pollyanną. Pollyanna Whittier jest piegowatą, jasnowłosą, uczynną, pełną energii i bardzo radosną dziewczynką, która uwielbia gadać. Całe swoje życie gra też w grę wymyśloną przez jej tatę, która polega na tym, by znajdować zawsze pozytywne strony swojego życia i się z nich cieszyć każdego dnia. Pojawienie się jej odmieni życie wielu bohaterów tej powieści, mimo że z początku będą bardzo niechętni na jakąkolwiek przemianę, czy w ogóle kontakt z dziewczynką.

Ciotka Polly ukrywa głęboko w sobie zawód miłosny, tak samo jest z tajemniczym i zawsze posępnym panem Johnem Pendletonem, oraz samotnym doktorem Chiltonem. Wszyscy oni są zgorzkniali, samotni i nieszczęśliwi. Ale Pollyanna jest dla nich jak lekarstwo – uczy ich życia, mimo że jest to proces długotrwały, często niechciany i niespodziewany. Z czasem jak Pollyanna zaczyna poznawać mieszkańców miasteczka oraz pracowników w domu jej ciotki, uczy ich gry w zadowolenie.

Powieść napisana przez Eleanor Hodgeman Porter jest niezwykle ciekawa, budzi wiele emocji, a samą książkę czyta się niezwykle szybko. W książce nie zabrakło obrazowych opisów, świetnej kreacji bohaterów oraz przewidywalnej, aczkolwiek interesującej fabuły. Język jest prosty, aczkolwiek momentami mała Pollyanna wydawała się aż nad wyraz dorosła nad swój wiek.

„Pollyanna” wraz z „Anią z Zielonego Wzgórza” to dwie dziewczęce postaci, które większość czytelników nierozłącznie kojarzy z dzieciństwem. Obie dziewczynki mają w sobie niezwykłą siłę i mimowolnie sprawiają ludziom radość swoim istnieniem. Moim zdaniem obie książki zasługują na uznanie i bezsprzecznie trzeba je przeczytać. Dzięki prostej mądrości, którą w sobie zawierają, powieści są lekturami ponadczasowymi, dobrymi kiedyś jak i teraz.

Książka to od lat jest wpisana w kanon literatury i stanowi jedną z wielu książek, które są przeznaczone zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Jeśli czujecie, że jedyne, co robicie to narzekacie, marudzicie, smucicie się i nie potraficie znaleźć pozytywnych stron życia, to koniecznie przeczytajcie tę książkę. Być może uznacie grę w to, by być zadowolonym za dziecinną i nawiną, a być może dostrzeżecie w niej mądrość. „Pollyanna” to poruszająca opowieść dająca nadzieję na lepsze jutro.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Egmont

#387. „Jane Eyre. Autobiografia” – Charlotte Brontë

„Jane Eyre. Autobiografia”


Tytuł: „Jane Eyre. Autobiografia”
Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 608
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7779-144-8
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 8 września 2013

Nazwisko Brontë z pewnością jest Wam dobrze znane. Charlotte, Emily Jane i Anna Brontë, już od najmłodszych lat wspólnie pisały wiersze i opowiadania. Jednak prawdziwą sławę siostry zyskały dopiero po śmierci. Charlotte była najstarszą spośród sióstr, których powieści zaliczane są do klasyków literatury angielskiej. W roku 1845 siostry wspólnie wydały kolekcję swoich poezji, ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, wszystkie pod męskimi pseudonimami. Również „Dziwne losy Jane Eyre” zostały pierwotnie opublikowane pod męskim pseudonimem (Currer Bell). Sama po raz pierwszy zetknęłam się z siostrami Brontë podczas zajęć z literatury brytyjskiej na studiach. Jednak czytanie fragmentów ich książek w oryginalne wcale nie należało do łatwych zajęć. Dziś chcę Wam zaprezentować moją recenzję książki Charlotte Brontë „Jane Eyre. Autobiografia”.

Na uwagę zasługuje także samo wydanie. „Jane Eyre. Autobiografia” to wznowione wydanie powieści Charlotte Brontë, które możecie znać pod tytułem „Dziwne losy Jane Eyre” lub po prostu „Jane Eyre”. Wydawnictwo MG zdecydowało się ponownie wydać książkę brytyjskiej pisarki oferując swoim czytelnikom piękne wydanie w grubej oprawie i wygodnej dla oka niemałej czcionce. Już patrząc na samą okładkę ma się ochotę rozpocząć przygodę z tą niezwykłą powieścią.

Przenosimy się do Anglii, epoki wiktoriańskiej. Poznajcie małą Jane Eyre, która po stracie rodziców zamieszkała u brata matki. Pan Reed był kochającym wujkiem, jednak i jego żywot dobiegł końca, a na łożu śmierci wymusił na swojej żonie obietnicę opieki nad młodą siostrzenicą. Niestety, pani Reed wcale nie kwapiła się do tego, by traktować Jane na równi ze swoimi dziećmi, ponieważ dziewczynka była inna, zawsze zamyślona.

Dziewczyna nie miała łatwego życia, albowiem mieszkając pod dachem Reedów codziennie musiała zmagać się z poniżaniem przez domowników i służbę, a ze strony syna Reedów, Johna, biciem i upokarzaniem. Gdy Jane osiągnęła wiek 10 lat, ciotka wysłała ją do dobroczynnego zakładu w Lowood, gdzie wcale nie wiedzie się jej lepiej. Surowe zasady i epidemia tyfusu nie zatrzymują Jane przed zdobyciem wykształcenia oraz objęciem posady nauczycielki. Jednak Jane czuje, że najwyższa pora na zmianę w jej życiu dlatego też przyjmuje posadę guwernantki w Thornfield Hall. Ma tam uczyć małą dziewczynkę imieniem Adela, podopieczną właściciela Thornfield Hall – wiecznie nieobecnego, szorstkiego w obyciu i tajemniczego pana Rochestera. Gdy Jane już myśli, że jej życie wreszcie nabrało kolorów, bo poznała, co to znaczyć kochać i zaprzyjaźniła się ze służbą, na jaw wychodzą mroczne tajemnice z życia Rochestera. Kobieta czuje, że nie może dalej mieszkać w Thornfield Hall i ucieka. Jak potoczą się jej dalsze losy?

„Jane Eyre. Autobiografia” jest powieścią, która nawet w zatwardziałym sercu wzbudzi całą gamę sprzecznych z sobą uczuć. Ciężko jest mi wszystkie opisać, a nawet nie chcę tego robić – każdy z Was na pewno odczuwał lekturę tej książki na swój sposób. Znaczący wpływ na odbiór powieści ma jej klimat – XIX-wieczna, ponura, wiktoriańska Anglia idealnie nadaje się na tło dla tej historii. Dzięki zastosowaniu przez autorkę narracji pierwszoosobowej możemy dogłębnie wejrzeć w duszę oraz umysł Jane, której życie bardzo doświadczyło. Uważam, że nie ma sensu zagłębiać się w charakteryzację bohaterów i analizę ich czynów, pozostawiam to Wam – czytelnikom, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać Jane Eyre.

Charlotte Brontë dotyka tematów ponadczasowych – samotności, odtrącenia, cierpienia, poszukiwania miłości i ciepła u boku drugiego człowieka. Porusza także tematy, które teraz być może uchodzą za przestarzałe i niemodne – szlachetność charakteru, działanie według zasad moralnych, wzniosłe mówienie o miłości i poszukiwaniu szczęścia, jako celu w życiu. Jednak mimo jakichkolwiek różnic jej książka już zawsze będzie niosła ze sobą przesłanie, dla każdego inne, w zależności od sytuacji życiowej w jakiej się zajdziecie.

Faktem oczywistym jest, że historia Jane Eyre jest historią ponadczasową, na zawsze wpisaną w kanony literatury brytyjskiej. Po ponad stu sześćdziesięciu latach od wydania w dalszym ciągu porywa serca czytelników. Można się o tej książce rozpisywać godzinami, lub nie powiedzieć ani słowa. Jest to także powieść, do której lektury trzeba samemu dojrzeć – w tym przypadku nic na siłę. Serdecznie polecam.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#234. „Cudzoziemka” – Maria Kuncewiczowa

"Cudzoziemka"


Tytuł: „Cudzoziemka”
Autor: Maria Kuncewiczowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 223
Data wydania: 2000
ISBN: 83-7337-320-9
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 11 stycznia 2011

Trzeba przyznać, że jak na lekturę powieść psychologiczna Marii Kuncewiczowej jest czymś niesamowitym. Z początku może się wydawać, że będzie to zwykła historia o nieszczęśliwej miłości, życiowym niespełnieniu, chorych ambicjach, strachu przed starością… ale nic bardziej mylnego!

Ale ponieważ jest to powieść psychologiczna i terapeutyczna zarazem, gdzie czytelnik jest terapeutą, najlepiej będzie ukazać ją poprzez przedstawienie przypadku psychologicznego bohatera. (mądrości usłyszane podczas lekcji polskiego)

1.OPIS PRZYPADKU:

Róża nie potrafi odnaleźć się w swoim świecie – stąd też tytuł książki „Cudzoziemka”. Główną bohaterkę w każdym kraju traktowano jak obcą czy to z powodu wyglądu, czy też akcentu. Strach przed starością, był jedną z jej obsesji. Zawsze musiała wyglądać nienagannie, młodo, gdy ktoś nazwał ją „starą” wpadała w okropny szał. Nieszczęśliwie zakochana Róża całe swoje życie żyła nadzieją, że jeszcze kiedyś spotka swojego ukochanego z lat młodzieńczych Michała. A mimo, że była piękną kobietą, musiała wyjść za mąż, co też zrobiła biorąc sobie za męża Adama, który był jej całkowicie posłusznym. Na pewno wielką traumą dla młodej kobiety była śmierć jej pierwszego dziecka Kazia. Róży potrzebne było ciągłe uwielbienie. Pragnęła, zwłaszcza by syn, który był do niej podobny, darzył ją całkowitą miłością. Chciała nawet by przekładał swą miłość ponad miłość do dzieci i żony. Łączyła ją z synem bardzo toksyczna relacja.
„Ale poczucie zdrady nie opuszczało go w stosunku do matki. Pragnął wiecznie wynagradzać ją, przepraszać.”

2.POSTĘPOWANIE DIAGNOZUJĄCE:
Mogłoby się wydawać, że podstawowym problemem Róży była nieszczęśliwa miłość, która ją spotkała i zniknięcie jej ukochanego. Ten moment zatruł całe jej życie. Ale też jej zdecydowane nieprzystosowanie do miejsca zamieszkania było wyraźne. Kolejnym jej problemem, była śmierć jej pierworodnego synka w bardzo młodym wieku – pozbawiło to ją wielu radości. Często ludzie nie potrafią pogodzić się z przemijaniem, ze starością – ale taki stan rzeczy trzeba po prostu zaakceptować, co Róża zrozumiała bardzo późno. O śmierć Kazia, Róża obwiniała swojego męża, bo użył on wtedy słów „Bóg dał, Bóg odbiera”. Stał bezradnie i nic nie mógł zrobić. Dopiero po latach uświadomiła sobie, że przecież mąż kochał syna tak bardzo jak ona, a los dziecka dawno był przesądzony.
„Jakże będę umierać, kiedy nie żyłam ja wcale?”
Ale przed śmiercią, coś w życiu Róży zmienia się, kobieta staje się przyjazna dla ludzi, którzy ją otaczają, darzy ich miłością, wybacza im winy i przeprasza za wyrządzone krzywdy. Wyraźnie widać, że chce pogodzić się ze światem.

Warto zwrócić uwagę na to, jak skonstruowana jest powieść Kuncewiczowej. Retrospekcja i hiperbola pojawiają się w każdym rozdziale, by ułożyć wspomnienia głównej bohaterki chronologicznie. Ważna jest również narracja. Mimo tego, że narrator opowiada w 3 os. l. mnogiej, jest to narracja personalna, gdzie opowiada on historię z punktu widzenia bohatera. Jest to równoznaczne z tym, że interpretacja staje się automatycznie trudniejsza przez to, że narracja jest subiektywna – nigdy nie dowiemy się prawdy.

Książkę nie polecam osobom, które mogą odnaleźć jakieś odzwierciedlenie swoich osobowości w postaci Róży, bo mimo wszystko jest to powieść bardzo przygnębiająca, ale tak samo piękna. Mimo tego, że napisana została w 1935 roku ukazuje problemy, z którymi borykamy się i dziś.

Ta recenzja była napisana zaraz po przeczytaniu książki, czyli rok temu. Ponieważ teraz pracuję, to nie miałam kiedy napisać nowej recenzji, ale już niedługo nowa :) Tej na moim blogu jeszcze nie było więc dodaję. Wybaczcie, że nie odwiedzam Waszych blogów, nadrobię zaległości niedługo.