Archiwum kategorii: Wydawnictwo MTM

#28. Wywiad z pisarzem Mirosławem Sośnickim

Mirosław Sośnicki

Dzisiaj na moim blogu, coś całkowicie niezwykłego. Mianowicie wywiad z Panem Mirosławem Sośnickim autorem książek: „Modżiburki dwa” [recenzja tutaj], „Miłość, tylko miłość”, „Wzgórze Pana Boga” i „Astrachowka”, poetą, pisarzem scenariuszy filmowych i dramatów. Redaktorem Wydawnictwa MTM. Zapraszam Was do przeczytania tego wywiadu :)

JA:Skąd pomysł na tytułowych Modżiburków?
Mirosław Sośnicki: Zawsze piszę o tym co dla mnie najważniejsze. Od wielu lat doświadczam miłości. Jestem miłością przepełniony. Dlatego napisałem „Modżiburki dwa”. To bardzo ciepła, radosna i jednocześnie odrobinę mistyczna opowieść o miłości.

Większość osób i zastanawia się nad słowem „Modżiburki” skąd się ono wzięło? Czy jest to neologizm?
Tak to słowo przeze mnie wymyślone. W powieści to słowo pojawia się tuż po miłosnym spełnieniu. To słowo zostało zrodzone z wielkiego, miłosnego uniesienia. Dla mnie i dla moich bohaterów w tym słowie mieszczą się wszystkie najpiękniejsze miłosne zaklęcia.

Z którym z Modżiburków utożsamia się Pan najbardziej? Czy jest Pan jak Modżiburek Malutki – zafascynowany ptakami, czy jak Modżiburek Większy – uwielbiający gołąbki z kaszą gryczaną i pieczarkami?
Modżiburki stanowią jedność. Modżiburek Malutki nie mógłby istnieć bez Modżiburka Większego. I odwrotnie. Proszę zauważyć, że powieść jest pisana z pozycji Modżiburka Malutkiego, który jest kobietą. Jak się kocha, to myśli bardzo często biegną do ukochanej osoby. Dlatego dla mnie było niejako oczywiste, że pisząc powieść o miłości będę opowiadał z pozycji kobiety. Bo opowieść o miłości jest opowieścią o kobiecie, którą się kocha.

Jak wspomina Pan pisanie tej powieści? Czy była to ciężka praca?
„Modżiburki dwa” to zupełnie inna powieść niż poprzednie. W poprzednich powieściach umieszczałem swoich bohaterów w sytuacjach niemalże ekstremalnych. We „Wzgórzu Pana Boga” był to ojciec po starcie sytna. W „Astrachowce” był stan wojenny. Akcja „Miłości tylko miłości” toczy się na cienkiej granicy oddzielającej życie od śmierci. Sytuacja w jakiej znajdowali się bohaterowie wymuszała ich działania.
A w „Modżiburkch” nie ma ani zagrożenie śmiercią, ani tragizmu stanu wojennego. Moi bohaterowie mogą w końcu normalnie żyć. Być może to wynika z tego, że ja, Mirek Sośnicki, dojrzałem do tego aby zacząć cieszyć się życiem. Uwolniłem się od wszelkich rozliczeń, od kataklizmów. Cieszę się każdą chwilą życia. I to widać w „Modżiburkach”. Pora pokazać życie takim jakie jest. A życie jest pełne miłości.
Podczas pisania okazało się, że bardzo trudno opowiada się zwykłą, na pozór prostą historię. Dopiero do długim czasie udało mi się znaleźć własny rytm tej opowieści, własny język i wtedy pisanie nabrało rozpędu.

Czy spodziewał się Pan takiego sukcesu modżiburkowej miłości? Wszystkie recenzje są bardzo pozytywne?
Powieść zaczyna się od stwierdzenia, że na świecie żyją dwa Modżiburki i bardzo się kochają. Bardzo mnie cieszy to, że sporo osób utożsamia się z Modżiburkami. W listach, po spotkaniach z czytelnikami podchodzą do mnie osoby i mówią, że to powieść o nich. Bo kochają i są kochani. To jest bardzo budujące. Prawdą jest, że jeszcze nigdy, w tak krótkim czasie po wydaniu książki nie otrzymałem tak wielu dobrych recenzji.

Mirosław Sośnicki


Kiedy postanowił Pan zająć się pisaniem? Czy była to Pana prywatna decyzja, czy ktoś może Pana zachęcił?
Pisarzem chciałem być od zawsze. We wczesnej młodości wiersze i opowiadania. Później scenariusze filmowe i dramaty. Teraz powieści.

Co stanowi Pana natchnienie w pisaniu i tworzeniu?
Przystępując do pisania mam tylko pomysł. I to mglisty. Zabierając się za pisanie „Modżiburków” wiedziałem tylko że chcę opowiedzieć o parze bohaterów. O kobiecie i mężczyźnie, którzy nazwali siebie Modżiburkami i którzy bardzo się kochają. Tylko tyle i aż tyle.
Przystępując do pisania „Modżiburków” nie miałem pojęcie co będzie w pierwszym rozdziale, w drugim. Nie wiedziałem jakie będzie zakończenie. Gdybym to znał, nie napisałbym powieści. Bo po co pisać skoro się już wszytko wie. Lepiej wymyślać coś nowego. Ja muszę mieć ciekawość tego co się wydarzy. Ciekawość pierwszego napisanego zdania, akapitu, strony. I ciekawości tego co będzie dalej. Ciekawość tworzenia jest moją główną i jedyną siłą. To ona powoduje, że siadam codziennie rano do pisania.

To proszę opowiedzieć, jak pisanie wygląda. Ma Pan swoje ulubione miejsce? Ile godzin dziennie Pan pisze?
Każdą powieść zaczynam na jesieni. Mam wtedy mało pracy na rzecz domu i mogę prawie cały swój czas przeznaczyć na pisanie. Mam swój reżim. Codziennie muszę napisać cztery strony. To bardzo dużo. Wstaję rano. Medytuję. Śniadanie. I tak około ósmej siadam do pisania. Obiad około trzynastej. Krótki spacer i pisanie do kolacji. Często się zdarza, że mimo tylu godzin pisania nie mam tych swoich czterech stron. Tak wiec po kolacji pisanie aż „norma” zostanie wykonana. Piszę codziennie. W niedzielę, święta. Nawet w Wigilię czy też Sylwestra staram się napisać chociaż stroniczkę.
Początki są zawsze bardzo trudne. Ale im bardziej wchodzę w powieściowy świat tym troszkę łatwiej się pisze. Dla mnie najważniejsze jest to co nazywam wewnętrznym rytmem. Podczas pisania to się czuje. To gra. A najpiękniejsze podczas pisania są stany kiedy ze zdziwieniem się patrzy na obraz świata o którym się wcześniej nie miało pojęcia.
Mam taki malutki pokoik na poddaszu. Tam piszę. Tam mam ciszę, spokój, pewne oddalenie. To daje komfort pisania.
Powieść kończę na wiosnę. Jestem wtedy potwornie zmęczony, ale też bardzo radosny. Może kiedyś napiszę powieść o pisaniu powieści. O tych wszystkich wspaniałościach, które się dzieją podczas pisania.

Czy planuje Pan wydać w najbliższym czasie jakąś kolejną książkę? Jeśli tak, to czy może Pan uchylić nam rąbka tajemnicy na jej temat?
Może tej jesieni zacznę nową powieść. Ale nie mam pewności. Chciałbym z „Modżiburkami” dotrzeć do wielu miast. Może ta jesień będzie bardziej poświęcona na spotkania autorskie niż na pisanie.

Panu Mirosławowi Sośnickiemu serdecznie dziękuję za rozmowę jak i za umożliwienie mi poznania świata Modżiburków, trzymam kciuki za „Modżiburków” – by mogły zwiedzić całą Polskę i za kolejne powieści, które wyjdą spod Pana pióra.

Reklamy

#21. „Modżiburki dwa” – Mirosław Sośnicki

"Modżiburki dwa"


Tytuł: „Modżiburki dwa”
Autor: Mirosław Sośnicki
Wydawnictwo: MTM
Liczba stron: 276
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-618-1004-9
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 10 czerwca 2011

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą{…}”
1 Kor 13, 4a-4e

„Na świecie żyją tylko dwa Modżiburki.” – Modżiburek Większy i Modżiburek Malutki. Mężczyzna i kobieta. Wyobrażałam sobie Modżiburków jako malutkie stworzonka, śliczne, miniaturowe ludziki żyjące w fantastycznym świecie, gdzie wszystko jest cudowne. Ale jest to historia prawdziwej miłości ludzi, nie wymyślonych stworków. Mają tylko siebie, albo… siebie.

„Bo Modżiburki mają to do siebie, że nawet we śnie chcą być razem.”

Świat Modżiburków przedstawia nam Modżiburek Malutki. Narratorem są jakby myśli kobiety. Książka ta obudzi w czytelniku wiele emocji. Od radości, po łzy wzruszenia i cień smutku. Musiałam wielokrotnie przerywać czytanie, by przetrzeć moje załzawione oczy.

„Właśnie ustanowiła pierwsze modżiburkowe prawo. Prawo mówiące o tym, że Modżiburek Malutki ma wszystkiego więcej.” – tu jednak nie ma egoizmu. Modżiburek Malutki ma wszystkiego więcej, żeby Modżiburek Większy nie czuł się źle. Ta para jest idealnie zgrana, wręcz stworzona dla siebie. Kiedy przychodzi im stanąć twarzą w twarz z rozłąką, tęsknota sprawia, że wszystko wydaje się nie mieć sensu. Oni nie umieją bez siebie żyć. Jednak kiedy w dwojgu ludziach jest tyle miłości, to czasami muszą przelać ją na coś albo kogoś innego. Czy Modżiburkom uda się powiększyć ich wyjątkową rodzinę…?

Modżiburki, jak na ludzi przystało, prowadzą zwyczajne życie. Uprawiają warzywa i owoce w ogrodzie, pracują, jedzą, rozmawiają i bardzo, bardzo się kochają. To, co jest w nich najlepsze, to fakt, że się całkowicie wzajemnie uzupełniają. Owszem zdarzy im się czasem jakaś sprzeczka… ale to czasem sprowadza się jak na razie do jednej sprzeczki w ich życiu.

„Bo wiadomo, że kochanie jest najlepsze na wszelkie żałości. Jak się kochanie zaczyna, to wszystkie smutki uciekają. Kochanie przywraca spokój, ciszę, równowagę.”

Niektórzy ludzie szaleją za romantycznymi powieściami Sparksa, inni wolą harlequiny – ja do żadnej z tych grup się nie zaliczam. Zdecydowanie wolę miłość Modżiburków. Znajdziecie w tej książeczce dobrze napisaną powieść i chwilę relaksu na te ciepłe dni nadchodzącego lata.

Kupując tę książkę na stronie wydawnictwa MTM, otrzymacie autograf od Autora! Ja Panu Mirosławowi za aurograf-dedykację i łzy radości oraz uśmiech na twarzy – serdecznie dziękuję. A Wam – polecam tę książkę!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MTM