Archiwa tagu: dramat

#512. „W słusznej sprawie” – Diane Chamberlain

„W słusznej sprawie”


Tytuł: „W słusznej sprawie”
Autor: Diane Chamberlain
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 456
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7839-749-6
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 11 lipca 2014

Diane Chamberlain jest znaną amerykańską pisakrą, mającą na koncie kilkanaście powieści obyczajowych poruszających różne, nierzadko trudne tematy. Jednakże do tej pory nie miałam okazji poznać twórczość tej pisarki, więc „W słusznej sprawie” jest pierwszą książką jej autorstwa, którą miałam okazję i przyjemność czytać.

Jak dużo wiecie na temat eugeniki? Z zasady miało to być selektywne rozmnażanie, którego celem jest eliminacja gorszych osobników, na rzecz tych lepszych. „W słusznej sprawie” to wyjątkowa książka poruszająca niezwykle kontrowersyjny i trudny temat, zarówno przez swoje podobieństwo do nazistowskich Niemiec za czasów Hitlera i jego czystek etnicznych, jak i poprzez wyrządzanie ogromnej krzywdy niewinnym, biednym ludziom.

Narracja książki prowadzona jest z punktu dwóch bohaterek powieści – Jane i Ivy. Przenosimy się do roku 1960, do Karoliny Północnej, gdzie zetrą się ze sobą światy biednych, niewykształconych ludzi żyjących na zasiłku i wykształconych, nowobogackich – elitę. Jane niedawno wyszła za mąż za świetną partię – jej mąż Robert jest lekarzem, niestety ma też wobec niej pewne wymagania – powinna siedzieć w domu, urodzić dziecko i trzymać się z innymi żonami ludzi o podobnym do jego statusie społecznym, a przede wszystkim nie powinna pracować jako pomoc społeczna w dzielnicy, gdzie biali mieszkają z czarnymi. To właśnie w tej pracy Jane zostaje zaznajomiona z trudną sytuacją pewnej rodziny, tak poznaje Ivy, jej siostrę Mary Ellę, jej małego synka Dzidziusia i surową babkę Noonie. Praca nie jest łatwa, jednak z czasem Jane wdrąża się w tryb i dogłębnie poznaje różne rodziny. Niestety, poznaje także system bezlitosny system funkcjonowania w pracy. Jane dowiaduje się o programie eugenicznym oraz o tym, że młoda Ivy już została skazana na sterylizację, a jej starsza siostra jest po zabiegu i nawet o tym nie wie. Czy Jane uda się uratować młodą dziewczynę przed tragedią?

Powieść zaczyna się bardzo tajemniczo i cały czas utrzymana jest w takim klimacie. Autorka stopniowo przedstawia trudną sytuację Ivy, której matka wylądowała w psychiatryku, ojciec nie żyje, problemy z pilnowaniem małego Dzidziusia są na porządku dziennym, babka jest chora na cukrzycę, a starsza siostra mimo że piękna, to niespełna rozumu. W ciekawy sposób przedstawione są także losy ambitnej Jane, która musi wybierać między pracą, a małżeństwem, między dobrem ludzi, a tym, co mówią ustawy i regulaminy.

Program Sterylizacji Eugenicznej istniał w latach 1929-1975. W samej Karolinie Północnej wysterylizowano ponad 7 TYSIĘCY ludzi. Oczywiście, czasami sterylizacje były podstawne i same zainteresowane osoby się na nie dobrowolnie zgadzały, jednak wielokrotnie dochodziło do nadużyć zarówno ze strony pracowników socjalnych, jak i rodziny poszkodowanych osób.

Książka Diane Chamberlain na długo zapadnie mi w pamięć. Takich historii się nie zapomina, zwłaszcza, że są oparte na faktach. Serdecznie polecam lekturę tej książki!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Literaturę Amerykańską

#481. „Wichrowe wzgórza” – Emily Brontë

„Wichrowe wzgórza”


Tytuł: „Wichrowe wzgórza”
Autor: Emily Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 448
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7779-174-5
Ocena: 10/10

Nazwisko Brontë ściśle wiąże się z klasyczną literaturą angielską. Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna zasłynęły jako wielkie pisarki, niestety dopiero po śmierci, ale po dziś dzień uważane są za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat ściśle związane z literaturą, wspólnie pisały opowiadania i wiersze. Ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, siostry pisały pod męskimi pseudonimami. Emily Brontë jest znana głównie dzięki swojej jedynej powieści – „Wichrowe wzgórza”. Opublikowana po raz pierwszy w roku 1847 książka, nie spotkała się z pozytywnym odbiorem wiktoriańskich krytyków i czytelników, jako że powieść uważano za brutalną i kontrowersyjną. Na szczęście, po latach zyskała ogromne uznanie, doczekując się wielu przekładów, wielu tłumaczeń i wznawianych wydań, a także kilku adaptacji filmowych.

Klasyka literatury ma to do siebie, że łączy powieści, które dotykają tematów ponadczasowych, są wybitnie napisane i powszechnie uznane za arcydzieła w swoim gatunku. Trudno się dziwić, że do kanonu klasyki wpisała się także powieść Emily Brontë. Wyjątkowy styl, barwne opisy, wiktoriański klimat Anglii XVIII i XIX wieku i niezwykli bohaterowie tworzą nadzwyczajną powieść.

Earnshaw, głowa rodziny, ojciec Catherine i Hindleya, podczas podróży do Londynu napotyka biednego, cygańskiego chłopca, którego nazywa Heathcliff i nakazuje swoim dzieciom traktować go jak równego sobie, jak brata. Niestety, po śmierci Earnshawa, majątkiem zarządza Hindley, który zawsze nienawidził przybłędy, co manifestuje swoim oschłym, brutalnym zachowaniem w stosunku do chłopaka, który jedyne ciepłe słowa może usłyszeć od Catherine. Jednakże, gdy Cathy poznaje Edgara Lintona, statecznego, ułożonego młodego mężczyznę i godzi się zostać jego żoną, serce Heathcliffa zamiera. Przecież wyraźnie było między nimi wyjątkowe uczucie! Gdy Heathcliff po kilku latach wraca na Wichrowe Wzgórza jest całkowicie odmienionym człowiekiem, gentlemanem, nie byle cygańskim parobkiem. Czy latami skazywane na porażkę uczucie będzie miało kiedyś szansę zaistnieć? Karty książki pokazują, że czas nie leczy ran, wzmacnia tylko nienawiść i zgorzknienie. Heathcliff wpada na szaleńczy plan zemsty, który pogrąży jego i odbije się na kolejnym pokoleniu…

Bohaterowie Emily Brontë, szczególnie Heathcliff i Catherine są wielkimi romantykami, jakich dzisiaj mało. Niektóre ich zachowania mogą się wydać dla nowoczesnego czytelnika irracjonalne i nierzeczywiste. Ta dwójka jest również parą budzącą naprawdę sprzeczne uczucia – ich gnuśność, butność, arogancja i hardość wcale nie ułatwiają im życia. Całość jest nieco mroczna, momentami ponura i przygnębiająca, jednocześnie niezwykle romantyczna, przesycona samotnością i tęsknotą. Tak wiele emocji pojawia się w tej powieści, że czasem czułam wewnętrzny mętlik. Powieść jest napisana w taki sposób, że ciężko jest się od niej oderwać. Losy bohaterów, ich uczucia, przemyślenia, niezwykle ciekawią i sprawiają, że z każdą kolejną stroną chce się wiedzieć więcej. Styl nie jest przesadnie pompatyczny, chociaż nie brak obrazowych i barwnych opisów, metafor czy epitetów, które jedynie dopełniają całości świetnie oddając klimat ery wiktoriańskiej.

W Polsce „Wichrowe wzgórza” po raz pierwszy ukazały się w roku 1929 pod tytułem „Szatańska miłość”. Myślę, że ten tytuł, chociaż odbiegający od oryginalnego, również świetnie oddaje atmosferę powieści. Książka jest fascynująca, autorka pokusiła się o dogłębny opis emocji, precyzyjnie zagłębiając się w psychikę bohaterów opętanych negatywnymi uczuciami, które niestety przysłoniły te pozytywne.

Muszę szczerze przyznać, że żałuję tego, że dopiero teraz sięgnęłam po „Wichrowe wzgórza”. Jest to powieść napisana z rozmachem, pełna pasji, ogromnej tęsknoty, niespełnionej miłości i wielkiego pragnienia osiągnięcia jej. Jest to książka, która budzi w czytelniku całą gamę przeróżnych emocji, akcja wciąga od pierwszych stron, a bohaterowie są wykreowani w bardzo realistyczny sposób. Jeśli popełniliście tan sam błąd jak ja i nie mieliście nigdy wcześniej okazji czytać „Wichrowych wzgórz” to serdecznie Was do lektury tej książki zachęcam. Nie bez powodu jest wielokrotnie tłumaczona i wydawana na nowo, nie bez powodu doczekała się kilku ekranizacji filmowych. Serdecznie polecam, bo zdecydowanie warto poświęcić się lekturze tej powieści. Wyjątkowa, pełna namiętności i nieuchronnej tragedii, wciągająca i niesamowita.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#475. „Jedna przegrana bitwa” – Marcin Wolski

„Jedna przegrana bitwa”


Tytuł: „Jedna przegrana bitwa”
Autor: Marcin Wolski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 340
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7785-341-2
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 9 marca 2014

Marcin Wolski, urodzony dwa lata po zakończeniu II Wojny Światowej, jest pisarzem, dziennikarzem, satyrykiem, autorem audycji radiowych („60 minut na godzinę” i „ZSYP”), audycji telewizyjnych („Polskie Zoo”) a nawet kabaretów. Na swoim koncie ma ponad 30 powieści, zbiory opowiadań, wiersze, teksty satyryczne i dwie trylogie: Trylogię Optymistyczną oraz trylogię Pies w studni.

Historia, którą przedstawia w swojej książce autor nie jest w 100% fikcyjna. Bazuje na wydarzeniach z przeszłości, które w pewnym stopniu zostały zmienione – z wygranej bitwy, na przegraną – oraz na pamiętniku ojca Marcina Wolskiego, który brał udział w bitwie nad Wisłą w roku 1920. Tym samym pisarz oddaje hołd wszystkim walczącym. Nie chciał pisać kolejnej powieści historycznej, bo takich jest wiele, a powieść ze zmienionymi faktami, jest ciekawym tworem, który z pewnością przypadnie do gustu nawet wielkim miłośnikom historii, bo czyta się ją szybko, a akcja wciąga już od pierwszych stron.

Główny bohater jest alter ego autora, podobnie się nazywa i również otrzymuje pamiętnik ojca, który brał udział w wielu ważnych wydarzeniach historycznych, całkowicie pominiętych lub zmienionych przez komunistyczną cenzurę. Wyobraźcie sobie Polskę, którą opanowali na dobre bolszewicy. W książkach historycznych czy podręcznikach nie znajdziecie żadnych rzetelnych faktów krytykujących narzucony przez komunistów system. Witajcie w Polskiej Socjalistycznej Republice, która wchodzi w skład Eurosocu – Europejskiego Związku Socjalistycznych Republik, a cała Europa podlega komunistom.

Jest rok 1968, Marcin Wolak, ma 21 lat, jest pilnym studentem na Uniwersytecie im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie, mieszka w domu z 3 kobietami matką, babcią i pomocą domową, a jego dziewczyna jest aktywnie udzielającą się działaczką. Całe życie Marcina opiera się na działaniu wedle pewnych, z góry narzuconych zasad, na dostosowaniu i niewychylaniu się – dzięki czemu jest bezpieczny. Ojciec opuścił go i matkę, gdy chłopak miał 17 lat i pozostawił w sercu Marcina pustkę, złość i rosnącą nienawiść. Jednak punkt widzenia młodego mężczyzny zmienia się, gdy przekazane mu zostają pamiętniki jego ojca, który niedawno umarł. Z początku niechętny, zaczyna czytać manuskrypty ojca, które nie tylko niesamowicie wciągają, ale także są deziluzyjną wersją prawdy. Zagłębiając się w lekturę zapomina o otaczającym go świecie i upływie czasu, staje się nieostrożny, ale w zamian poznaje niebezpieczną prawdę, której nie uświadczy się w podręcznikach. Znajduje odpowiedzi na nurtujące go, trudne pytania, a wreszcie otwiera oczy i widzi wielką rysę na systemie narzuconym przez bolszewicką władzę. Mimo ogromu nowo nabytej wiedzy ciężko jest przewidzieć ruchy wychowanego w idei komunizmu Marcina. Co uczyni z wiedzą z manuskryptów ojca?

W książce można wyróżnić dwa główne, przeplatające się wątki: historię teraźniejszości głównego bohatera oraz pamiętnik jego ojca. Obie narracje się różnią, a gdy już odczuwamy zmęczenie wojennym dziennikiem, który z precyzją opisuje historyczne i wojenne zawiłości, przechodzimy do czasów głównego bohatera, który targany emocjami zaczyna otwierać oczy i patrzeć na wszystko inaczej.

Z początku myślałam, że książka będzie historią bardzo ponurą, negatywną i przygnębiającą, ale mimo porażki wojennej, bardzo wyraźny jest sukces głównego bohatera. Pojawia się wiele historycznie ważnych nazwisk, ale często w zmienionych rolach, niektóre nazwiska w ogóle pojawiają się tylko na krótko, by wcale nie zaistnieć na arenie międzynarodowej (Hitler, niedopuszczony do władzy).

Po lekturze książki Marcina Wolskiego jestem coraz bardziej pozytywnie nastawiona do alternatywnych wersji historii. Jeśli ktoś potrafi dobrze pisać, tworzy historię, którą chce się czytać od pierwszych stron i już na samym początku zaznacza co i jak, dlaczego i po co, to myślę, że warto przeczytać taką powieść ze względu na jej walory – warsztat pisarski, pomysł, fabułę, wykonanie. Oczywiście nie wolno zapominać, że książka zawiera zmienione fakty i najlepiej obeznać się wcześniej w tym, jak było naprawdę. „Jedna przegrana bitwa” to powieść, którą polecam wszystkim czytelnikom!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka

#465. „Tonąca dziewczyna” – Caitlín R. Kiernan

„Tonąca dziewczyna”


Tytuł: „Tonąca dziewczyna”
Autor: Caitlín R. Kiernan
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 336
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7480-417-2
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 16 lutego 2014

Caitlín R. Kiernan jest urodzoną w Irlandii, ale od dziecka mieszkającą w Stanach Zjednoczonych autorką książek z gatunku dark fantasy i science fiction, w tym dziesięciu powieści, pomniejszych tekstów i dwóch tomów powieści erotycznych. Czterokrotnie nominowana do World Fantasy Award, dwukrotnie do Shirley Jackson Award i nagrodzona James Tiptree, Jr Award. Nie znane było mi wcześniej jej nazwisko, lecz wraz z pojawieniem się „Tonącej dziewczyny” w serii „Uczty Wyobraźni” liczyłam na to, że książka będzie wyjątkową, magiczną lekturą.
I nie zawiodłam się.

Główną bohaterką, a jednocześnie narratorką i autorką pamiętnika jest Imp, India Morgan Phelps, cierpiąca, podobnie jak jej nieżyjące już matka i babka, na schizofrenię, malarka starająca się spisać historię o duchach, które nawiedzały ją całe życie. Imp, mimo że zdaje sobie sprawę z tego, że nie każde jej wspomnienie jest prawdziwe, stara się rozszyfrować pewne fakty dotyczące jej życia. Imp poznaje Abalyn, transseksualistkę i recenzentkę gier komputerowych z którą spędza pewien, nieokreślony czas. A potem pojawia się tajemnicza Eva Canning i syrena oraz wilk i wszystko staje się jeszcze bardziej zaplątane.

Caitlín R. Kiernan prezentuje książkę w której czytelnik nie może być niczego pewien. Narratorka mimo że prezentuje pewien zakres wydarzeń, opisuje poznanych ludzi i czas z nimi spędzony, to sama nie jest pewna, co jest prawdą, a co wymysłem jej umysłu. Więc jak ufać narratorowi, który sam nie ufa sobie? Mimo swojej choroby główna bohaterka, Imp, jest osobą, która od razu budzi pozytywne emocje. Jest delikatna, serdeczna, ma dobre serce, jedyne, co negatywnie na nią wpłynęło to brak ojca, który uciekł, gdy była mała. Ma duszę artystki i jest bardzo dobrze obeznana w literaturze. Swoją drogą, osoby grające w gry MMO RPG z pewnością utożsamią sobie Indię z postacią „diablic imp” i być może coś w tym jest – zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę kręte ścieżki labiryntu jej umysłu.

„Tonąca dziewczyna Phillipa George’a Saltonstalla”

Tytułowa „Tonąca dziewczyna” zainspirowana została obrazem Phillipa George’a Saltonstalla, namalowanym rzekomo w roku 1898. Jednakże jeśli zagłębić się bardziej – to jak pisze sama autorka, można dostrzec, że nie jest to jeden malarz, a wielu złożonych na jedną fikcyjną postać. Drugą ważną i również fikcyjną postacią jest Albert Perrault.

W tej książce brak ścisłej chronologii wydarzeń i linearności czasu, narratorka często przeskakuje pewne wydarzenia, by potem do nich wrócić, a następnie całkowicie je zmienić. Duże znaczenie odgrywa zarówno symbolika, jak i alegorie. Trzeba naprawdę wnikliwie czytać tę powieść, by łączyć jedne fakty z drugimi i odkrywać podwójne dno. A wszystko oddaje wrażenie przebywania w głowie Imp. Język jest prosty, chociaż nie brak w nim barwnych środków stylistycznych, a opisy przeważają nad dialogami, całość jest bardzo oniryczna, momentami pesymistyczna i wywołująca bliżej nieokreślony lęk, nie brakuje także realizmu magicznego (syrena, wilk).

Mimo że trudno było mi się zebrać w sobie po lekturze tej książki i przysiąść do pisania recenzji, mogę bezsprzecznie uznać „Tonącą dziewczynę” za jedną z lepszych powieści z serii „Uczty Wyobraźni” jaką miałam okazję kiedykolwiek czytać. Z pewnością jeszcze do niej wrócę, ponieważ na pewno nie zwróciłam uwagi na wiele ważnych aspektów ukrytych przez autorkę w zakamarkach umysłu głównej bohaterki, a wiadomo że podczas drugiego czytania zawsze zwraca się uwagę na coś innego. Nigdy nie czytałam jeszcze takiej powieści i jak najbardziej wszystkim ją polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Fantastykę oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#464. „Pierwsza zima w życiu Emanuela” – Marie-Claire Blais

„Pierwsza zima w życiu Emanuela”


Tytuł: „Pierwsza zima w życiu Emanuela”
Autor: Marie-Claire Blais
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 173
Data wydania: 1970
ISBN:
Ocena: 6/10
Data przeczytania: 12 lutego 2014

Książkę kanadyjskiej (Quebec) pisarki Marie-Claire Blais musiałam przeczytać jako lekturę obowiązkową na studiach. Autorka ma na swoim koncie dwadzieścia powieści, zbiory poezji i scenariusze.

Marie-Claire Blais prezentuje dość nietypową wiejską rodzinę kanadyjską. Ubodzy, wielodzietni, ledwo wiążący koniec z końcem starają się żyć według bliżej nieokreślonych zasad. Głową rodziny nie jest ojciec, a sędziwa, aczkolwiek żywa babka Antonina. To właśnie od niej zaczyna się powieść i na niej się kończy. Matka jest tylko maszyną do rodzenia dzieci i zaspokajania zachcianek niewykształconego ojca. Tytułowy Emanuel jest 16 dzieckiem w rodzinie, urodzonym „cichcem w zimowy poranek”. Ważnym bohaterem jest Chudy Janek, chorowity, bez płuca, ale za to inteligentny, urodzony poeta, spędzający dnie na pisaniu, spowiadaniu swojego brata Siódmego i czytaniu. To w większości on opisuje losy bohaterów, prezentuje nędzę w jakiej żyją oraz tragiczne sytuacje jakim muszą sprostać. Jest to obraz rodziny, która z góry skazana jest na nieszczęście.

Tytułowy bohater odgrywa niewielką rolę w powieści, uważany jest za insekta, narodził się w momencie, gdy zmarł jeden z jego braci. Niektórzy bohaterowie nie mają imion (autorka ich nie podaje), inni oznaczeni są numerami. Nie podany został także wiek bohaterów, ale można go szacować na podstawie czynności jakie wykonują (uczą, pracują, bawią się). Zachowanie babki Antoniny jest dwuznaczne – z jednej strony traktuje dzieci jak niechciane pasożyty, żebraki z drugiej strony zawsze coś dla nich ma, odejmuje sobie, by dać im.

Powieść Blais jest na pewno nietypową literaturą. Nie brak w niej wielu kontrowersji – w dużej mierze książka poświęcona jest także seksualności – agresywnym atakom męża na żonę, intymnym momentom w nocy między braćmi, pedofilskim zapędom brata Teodula z nowicjatu czy dziwnym pragnieniom Heloizy, która część życia spędziła na modlitwie i postach w klasztorze, by w końcu wylądować w miejskiej oberży, w wiadomym celu.

Całość utrzymana jest w konwencji kanadyjskiej „roman du terroir” czyli powieści związanej z promującej życie na wsi, rolnictwo, system patriarchalny, a także wyższość rodziny i kościoła – jednak u Blais zarówno rodzina jak i kościół są pokazane bardzo negatywnie. Powieść ta przypomina zły sen, często wiele wydarzeń bazuje po prostu na domysłach czytelnika przez co książka jest bardzo oniryczna i naturalistyczna zwłaszcza w opisach i słownictwie, ale bez wyraźnej chronologii.

Mimo że „Pierwsza zima w życiu Emanuela” ma tylko 170 stron ciężko o niej pisać. Nie ma konkretnego punktu kulminacyjnego akcji, za to głównymi tematami są życie, seks i śmierć. Myślę, że gdyby takie rodziny naprawdę istniały w obecnych czasach, to byłby to bardzo niewielki odsetek, gdyż książka naprawdę budzi wiele kontrowersji, a jednak uważam, że warto ją przeczytać, by zapoznać się z współczesną literaturą quebecką.

#455. „Kiedy umieram” – William Faulkner

„Kiedy umieram”


Tytuł: „Kiedy umieram”
Autor: William Faulkner
Wydawnictwo: Atext
Liczba stron: 205
Data wydania: 1994
ISBN: 83-85156-50-X
Ocena: 6/10
Data przeczytania: 25 stycznia 2014

William Faulkner (urodzony w 1897 roku, zmarł w 1962 roku) to jeden z czołowych amerykańskich pisarzy. W jego dorobku zaznały się zarówno powieści jak i opowiadania i wiersze. Uznawany za czołowego reprezentanta prozy modernistycznej lat 30. był także laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1949. „Kiedy umieram” to szósta powieść Faulknera, opublikowana w roku 1930, a w Polsce wydana w roku 1968, stanowi czołowe działo autora i wpisała się na stałe w kanon klasycznej literatury amerykańskiej.

„Pan Bóg dlatego musiał stwarzać kobietę, że mężczyzna na własne oczy nie zobaczy, co dla niego dobre.”

Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnym hrabstwie Yoknapatawpha. Tu rodzina Bundrenów przeżywa swój dramat. Addie Bundren, matka piątki dzieci: Casha, Darla, Klejnota, Dewey Dell i Vardamana, żona Anse Bundrena, który przez całe życie miał lewe ręce do pracy, prosta kobieta ze wsi, umiera. Jej ostatnim życzeniem było, by została pochowana w jej rodzinnym miasteczku, Jefferson. Życie bohaterów jest ciężkie, każdego z nich nieudolna i trudna podróż do Jefferson dotyka pod inną formą cierpienia przyczyniając się do obłędu.

Bohaterowie książki są prostymi, naiwnymi ludźmi ze wsi, głęboko wierzącymi w Boga i wartości rodzinne. Najmłodszy syn, Vardaman, będąc świadkiem śmierci matki, a wcześniej ryby – utożsamia zabitą rybę z matką. Klejnot (nigdy nie podano jego prawdziwego imienia) matkę widzi w swoim cennym koniu, Dawey Dell nie potrafi dopuścić do siebie myśli o tym, że matki już nie ma, Cash swój wkład miał w budowie wyjątkowej trumny, Darl jako jedyny zachowuje w miarę trzeźwy umysł, a ojciec myśli jedynie o tym, by dotrzeć do Jefferson, nawet jeśli będzie to miało tragiczne skutki.

„(…) słowa są na nic; że nie pasują nawet do tego, co próbują wyjaśnić.”

Narracja odgrywa w powieści Faulknera bardzo ważną rolę. Autor prezentuje sytuację i rzeczywistość bohaterów w ich monologach za pomocą techniki zwanej strumieniem świadomości. Narratorem jest każdy z bohaterów, stąd też każdy rozdział jest monologiem innej osoby. Poza tym, w książce znalazł się także monolog samej nieboszczki, Addie, która pokazuje, że podróż do Jefferson to była zaplanowana zemsta na mężu. Ujawnia też czytelnikowi w subtelny sposób tajemnicę swojego życia oraz zdradę, która tłumaczy dlaczego to Klejnot był jej ukochanym synem. To wszystko autor zgrabnie zapakował w przygnębiającą groteskę i naturalizm.

To nie jest łatwa w odbiorze i lekturze książka. Chciałabym móc ją przeczytać na zajęciach z języka polskiego w liceum, by odkryć wszystkie tajemnice jakie ukrył w niej autor, a wiem, że jest ich tam cała masa, po prostu czasem brakuje mi środków, które pomogłyby mi zanalizować niektóre fragmenty. Faulkner napisał powieść, która jest przygnębiająca, a tragedia rozgrywająca się na oczach czytelnika wprowadza w pesymistyczny nastrój, mącąc myśli w głowie.

„Kiedy umieram” z pewnością jest książką wartą przeczytania. Nie wiem czy była książką na tyle dobrą, bym przekonała się do twórczości tego autora i nie wiem czy sięgnę po inne jego powieści, a wybór jest dość duży. Myślę, że jest to książka, która potrzebuje czasu, by czytelnik mógł ją w pełni zrozumieć.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle oraz wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#446. „Złoto Himmlera” – Leo Kessler

„Złoto Himmlera”


Tytuł: „Złoto Himmlera”
Autor: Leo Kessler
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 288
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-6232-994-6
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 5 stycznia 2014

Leo Kessler, to piszący pod pseudonimem Brytyjczyk Charles Whiting. Pisarz, historyk i germanista, autor ponad 350 powieści wojenno-historycznych często opartych na faktach z jego życia. Do tej pory przeczytałam trzy książki Leo Kesslera: „Krew i lód. Śmierć Waffen SS”, „Blitzkrieg 1939. Marsz na Warszawę” oraz „Operacja Leopard. Gorzkie zwycięstwo”. „Złoto Himmlera” to kolejna powieść wojenna z cyklu „Edelweiss – strzelcy alpejscy”.

Mamy rok 1944, jak wiadomo z kart historii, wojna chyli się ku końcowi, a klęska III Rzeszy to już nie tylko mroczne widmo. Jednakże oddany Adolfowi Hitlerowi, Heinrich Himmler, stale wierzy w nazistowskie zwycięstwo, jednak by to osiągnąć trzeba przetransportować niemieckie bogactwo zbierane latami do Ameryki Południowej. I tu wkracza do akcji specjalny szturmowy oddział wojsk niemieckich, ulubieńcy samego Adolfa Hitlera. Żołnierze tego oddziału przydzielani byli niezmiennie do bardzo trudnych, wręcz z pozoru niewykonalnych zadań. Po walkach na Krecie, czy w Rosji tym razem została powierzona im misja przemycenia kapitału potrzebnego do odbudowy powojennych, zniszczonych Niemiec do jednego z francuskich portów, i dalej drogą morską do Ameryki Południowej. W całej operacji ma pomagać im oddział amerykańskich jeńców wojennych. Jednak czy i tym razem Strzelcy Alpejscy Edelweiss odniosą sukces? A może czeka ich rychła porażka?

Kolejna, bo już czwarta część cyklu „Edelweiss – strzelcy alpejscy” zapewni czytelnikowi dobrą, wciągającą lekturę w której nie brak zaskakujących zwrotów akcji, szybkiego tempa oraz świetnych opisów czy precyzyjnie wykreowanych bohaterów, którzy budzą mieszane emocje.

Leo Kessler jest bezsprzecznie jednym z najbardziej znanych i cenionych pisarzy jeśli chodzi o powieści wojenno-historyczne. Autorowi nie można odmówić talentu przyciągania uwagi czytelnika, książka natomiast nie jest zbyt obszerna więc doskonale nadaje się do pochłonięcia w jeden wieczór ponieważ czyta się ją lekko i przyjemnie mimo opisywanych w niej czasami drastycznych i krwawych wydarzeń.

Miłośnikom militariów spodoba się pewnie jeszcze bardziej ze względu na opisy drobnych potyczek i morderczych walk. Fabuła powieści spokojnie mogłaby służyć za scenariusz filmu, czy gry komputerowej. Należy pamiętać jednak, że nie jest to dzieło historyczne, a fikcyjne i brać je z przymrużeniem oka.

W dalszym ciągu moją ulubioną książką Kesslera pozostaje „Krew i lód. Śmierć Waffen SS” – przeczytałam ją w jedno popołudnie, jednak „Złoto Himmlera” uważam za interesującą powieść wojenno-historyczną i polecam ją zwłaszcza miłośnikom gatunku oraz zainteresowanym twórczością tego brytyjskiego autora.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Instytut Wydawniczy Erica