Archiwa tagu: literatura amerykańska

#520. „Tajemnice Ali” – Sara Shepard

„Tajemnice Ali”


Tytuł: „Tajemnice Ali”
Autor: Sara Shepard
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 304
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7515-278-4
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 29 kwietnia 2014

Amerykańska pisarka Sara Shepard zrobiła międzynarodową karierę za sprawą serii książek dla nastolatek, na podstawie której nakręcono nawet serial, zatytułowanej „Kłamczuchy” (ang. „Pretty Little Liars”). Sama jestem fanką zarówno książek jak i serialu, chociaż muszę przyznać, że różnice w fabule są olbrzymie. Po „Tajemnice Ali” sięgnęłam za sprawą promocji na stronie jednej z internetowych księgarń. Na początek powiem tak… najlepiej być na bieżąco z wydanymi w Polsce powieściami i serialem, bo to, co prezentuje w „Tajemnicach Ali” Sara Shepard to jest coś, co na pewno zszokuje i pozwoli zrozumieć najważniejsze niewiadome tytułowych Kłamczuch.

Oto początek historii Kłamczuch z innego punktu widzenia…
Alison DiLaurentis – idealna dziewczyna, każdy chciał nią być, każdy chciał z nią być, nikt nie chciał zajść jej za skórę, bo potrafiła być niezłą jędzą. Jednak skrywała ogromną tajemnicę… Alison miała siostrę bliźniaczkę, Courtney, u której zdiagnozowano, mylnie, schizofrenię paranoidalną i dlatego została umieszczona z dala od rodziny w szpitalu psychiatrycznym w Radley. Jedyne o czym Courtney marzyła, to powrót do domu, do dawnych czasów, kiedy z Alison były najlepszymi przyjaciółkami. Jednak, gdy tylko nadarzyła się okazja Courtney postanowiła zawalczyć o swoją wolność, w przebiegły sposób sprawiła, że role się odmieniły i Alison wróciła do szpitala zamiast niej, a Courtney zaczęła udawać, że jest swoją modną siostrą. Zadanie niezwykle trudne, jak można przez cały czas być taką manipulatorką, co więcej ludzie w szkole mogliby z łatwością poznać, że coś jest nie tak dlatego znalazła nowy krąg przyjaciół – Hannę, Emily, Arię i Spencer. Ale Alison, zza mocnych murów szpitalnych już knuła zemstę…

„Drwiłyby z niej tak, jak ona drwiła z nich. Przecież tak zawsze zachowują się najlepsze przyjaciółki – zjadają się żywcem.”

Pod zwykłą, aczkolwiek wciągającą historią dla nastolatek kryje się wiele trudnych tematów, które w bardzo subtelny sposób porusza autorka. Walka o akceptację rówieśników, problemy z osobowością i własną tożsamością i nieopanowana chęć władzy i manipulowania ludźmi od najmłodszych lat. Jak ciężko jest żyć z siostrą bliźniaczką, która za wszelką cenę chce zawsze być najlepsza i najważniejsza. Courtney musiała znosić przebiegłe zabiegi Alison, które w efekcie sprowadziły ją do małego pokoiku w szpitalu psychiatrycznym. A potem udawanie Alison weszło jej w krew, z czasem wręcz zatraciła się w tej roli, straciła całkowicie kontakt z ukochanym bratem, nawet normalna relacja z wspaniałym chłopakiem stała się niemożliwa, a z czasem jej przyjaciółki zaczęły mieć przed nią tajemnice…

Styl Shepard jest przyjemny, niewymagający – jedynym zaskoczeniem są częste zwroty akcji, wiele tajemnic, ślepych zaułków. Ciężko jest tak naprawdę odkryć jakiś sekret, bo za chwilę wychodzą na jaw nowe informacje, pojawiają się nowe osoby i już nic nie jest takie, jak było. Jednak mimo wszystko odczuwam jakiś niedosyt, książka jest dość krótka i uważam, że można w niej było umieścić więcej ciekawszych elementów, niż retrospekcje do wydarzeń znanych z poprzednich części tej serii. Uwagi mam co do wydania, czy też ściślej korekty. Pan Mateusz Borowski, który wykonał tłumaczenie, kompletnie nie wie jak odmienia się nazwiska zagraniczne z nieczytelną końcówką w języku polskim przez przypadki. No cóż, akurat zwróciłam na to uwagę, bo w tym czasie miałam na studiach zajęcia poświęcone temu tematowi.

Ponieważ nie skończyłam jeszcze czytać wszystkich wydanych w Polsce tomów PLL, to „Pamiętnik Ali” wyjaśnił mi wiele informacji, które prawdopodobnie zostały w książce pominięte. Co więcej, pamiętnik ten zdradził mi nowe fakty, więc książkę tę polecam wszystkim osobom, które są na bieżąco, żeby nie zaserwować sobie niepotrzebnego spojlera. Jeśli chcecie poznać mroczne tajemnice Ali, to przygotujcie sie na niezłą dawkę wrażeń. Uważam, że jest to bardzo fajny dodatek do serii i z pewnością fanki (czy też fani) Kłamczuch powinni się w niego zaopatrzeć.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Literaturę amerykańską oraz Z Literą W Tle

#515. „Październikowa lista” – Jeffery Deaver

„Październikowa lista”


Tytuł: „Październikowa lista”
Autor: Jeffery Deaver
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 344
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7839-750-2
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 21 lipca 2014

Z książkami bywa różnie, czasem od początku wiadomo, że powieść będzie dobra, czasem trzeba długo czekać, by akcja się rozwinęła, zdarza się też, że dobra powieść jest niedopracowana, albo od początku kiepska. Ale „Październikowa lista” to była kompletna bomba, zwłaszcza pod koniec. Nie czegoś takiego spodziewałam się po tym kryminale. Będąc w połowie lektury byłam pewna, że wystawię ocenę 6/10, końcówka książki zmusiła mnie do podwyższenia punktacji o dwa oczka. Co takiego kryje się w „Październikowej liście” Deavera, że tak mnie zaskoczyła?

Pewien mężczyzna imieniem Joseph porywa 6-cio letnią córkę bizneswoman Gabrieli McKenzie, której szef nie tylko uciekł i zostawił ją z całą masą problemów i policją, ale także bez pracy i funduszu emerytalnego – bowiem wyczyścił wszystkie konta. Porywacz żąda od kobiety 400 tysięcy w gotówce oraz tajemniczej „Październikowej listy”. Na szczęście kobiecie pomagać będzie Daniel Reardon, poznany przed kilkoma dniami, wpływowy mężczyzna. Niestety okazuje się, że Joseph nie jest jedynym mężczyznom poszukującym tajemniczej listy z 32 nazwiskami potężnych ludzi. Robi się niebezpiecznie, każda minuta jest na wagę złota. I tu następują fajerwerki wystrzelone przez Deavera…

Zastanawiałam się, czy wyjątkowo nie powinnam napisać tej recenzji w takiej formie, w jakiej napisano książkę, ale nie do końca jestem pewna jaki otrzymałabym efekt końcowy. Akcja książki toczy się dość nietypowo, ponieważ zaburzono chronologię narracji, przez co jedna rzecz można znaczyć wiele w zależności od perspektywy czasu, a „Fabuła rozpoczyna się w teraźniejszości i cofa się w czasie.” Dla zwiększenia efektu, w książce przed każdym rozdziałem umieszczono fotografie stanowiące kluczowy element powieści.

Przeczytawszy „Październikową listę” dochodzę do wniosku, że bardzo mocnym elementem tego kryminału są nie tylko niespodziewane zworty akcji czy zaburzona chronologia, ale bohaterowie. To oni w dużej mierze sprawiają, że opisana w książce historia jest wiarygodna. Ciekawymi pobocznymi postaciami, również zagadkowymi, byli dwaj detektywi prowadzący śledztwo. Mała dygresja, będę pod wielkim wrażeniem, jeśli ktokolwiek z Was dotrze do kluczowego momentu podejrzewając jak może się obrócić sytuacja. Ja nigdy bym się tego nie domyśliła. Deaver otwierał przede mną kolejne wieka tajemniczej skrzyni raz za razem, coraz bardziej mnie zaskakując. Żałuję tylko, że miejscami wdarła się nuda, zwłaszcza przed końcowymi, kluczowymi momentami tej powieści, co tym bardziej uśpiło moją czujność i dlatego nowe informacje okazały się być całkowitą niespodzianką. Co więcej Deaver od początku zwodzi czytelnika, podając mu na tacy pewne elementy układanki, które bez kolejnych stanowią kompletnie inną rzeczywistość. Trzeba przyznać, że tą książką autor utwierdził mnie o wielkości swojego talentu pisarskiego – naprawdę niełatwo jest coś takiego napisać.

Uważam, że jak najbardziej warto sięgnąć po „Październikową listę”, ale najpierw trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo chociaż akcja szybko rozwija się już od pierwszych stron, to lekturze książki cały czas towarzyszy niecierpliwość w rozwiązaniu zagadki. Cieszę się, że wytrwałam do końca – to była niezła książka.

Jak podaje nota Wydawnictwa:

Jeffery Deaver – Jest autorem wielu powieści z gatunku thrillerów. Z wykształcenia dziennikarz i prawnik. Przez kilka lat współpracował z dziennikami „New York Times” i „Wall Street Jurnal”. Był także doradcą prawnym jednej z większych firm na Wall Street. Zaliczany jest do grona najbardziej poczytnych i nagradzanych pisarzy amerykańskich. Światową sławę przyniósł mu „Kolekcjoner Kości” – pierwsza powieść, w której pojawiła się para detektywów: Lincoln Rhyme i Amelia Sachs. Książkę zekranizowano, a w głównych rolach wystąpili Denzel Washington i Angelina Jolie.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#512. „W słusznej sprawie” – Diane Chamberlain

„W słusznej sprawie”


Tytuł: „W słusznej sprawie”
Autor: Diane Chamberlain
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 456
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7839-749-6
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 11 lipca 2014

Diane Chamberlain jest znaną amerykańską pisakrą, mającą na koncie kilkanaście powieści obyczajowych poruszających różne, nierzadko trudne tematy. Jednakże do tej pory nie miałam okazji poznać twórczość tej pisarki, więc „W słusznej sprawie” jest pierwszą książką jej autorstwa, którą miałam okazję i przyjemność czytać.

Jak dużo wiecie na temat eugeniki? Z zasady miało to być selektywne rozmnażanie, którego celem jest eliminacja gorszych osobników, na rzecz tych lepszych. „W słusznej sprawie” to wyjątkowa książka poruszająca niezwykle kontrowersyjny i trudny temat, zarówno przez swoje podobieństwo do nazistowskich Niemiec za czasów Hitlera i jego czystek etnicznych, jak i poprzez wyrządzanie ogromnej krzywdy niewinnym, biednym ludziom.

Narracja książki prowadzona jest z punktu dwóch bohaterek powieści – Jane i Ivy. Przenosimy się do roku 1960, do Karoliny Północnej, gdzie zetrą się ze sobą światy biednych, niewykształconych ludzi żyjących na zasiłku i wykształconych, nowobogackich – elitę. Jane niedawno wyszła za mąż za świetną partię – jej mąż Robert jest lekarzem, niestety ma też wobec niej pewne wymagania – powinna siedzieć w domu, urodzić dziecko i trzymać się z innymi żonami ludzi o podobnym do jego statusie społecznym, a przede wszystkim nie powinna pracować jako pomoc społeczna w dzielnicy, gdzie biali mieszkają z czarnymi. To właśnie w tej pracy Jane zostaje zaznajomiona z trudną sytuacją pewnej rodziny, tak poznaje Ivy, jej siostrę Mary Ellę, jej małego synka Dzidziusia i surową babkę Noonie. Praca nie jest łatwa, jednak z czasem Jane wdrąża się w tryb i dogłębnie poznaje różne rodziny. Niestety, poznaje także system bezlitosny system funkcjonowania w pracy. Jane dowiaduje się o programie eugenicznym oraz o tym, że młoda Ivy już została skazana na sterylizację, a jej starsza siostra jest po zabiegu i nawet o tym nie wie. Czy Jane uda się uratować młodą dziewczynę przed tragedią?

Powieść zaczyna się bardzo tajemniczo i cały czas utrzymana jest w takim klimacie. Autorka stopniowo przedstawia trudną sytuację Ivy, której matka wylądowała w psychiatryku, ojciec nie żyje, problemy z pilnowaniem małego Dzidziusia są na porządku dziennym, babka jest chora na cukrzycę, a starsza siostra mimo że piękna, to niespełna rozumu. W ciekawy sposób przedstawione są także losy ambitnej Jane, która musi wybierać między pracą, a małżeństwem, między dobrem ludzi, a tym, co mówią ustawy i regulaminy.

Program Sterylizacji Eugenicznej istniał w latach 1929-1975. W samej Karolinie Północnej wysterylizowano ponad 7 TYSIĘCY ludzi. Oczywiście, czasami sterylizacje były podstawne i same zainteresowane osoby się na nie dobrowolnie zgadzały, jednak wielokrotnie dochodziło do nadużyć zarówno ze strony pracowników socjalnych, jak i rodziny poszkodowanych osób.

Książka Diane Chamberlain na długo zapadnie mi w pamięć. Takich historii się nie zapomina, zwłaszcza, że są oparte na faktach. Serdecznie polecam lekturę tej książki!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Literaturę Amerykańską

#507. „Parszywa dwunastka” – Janet Evanovich

„Parszywa dwunastka”


Tytuł: „Stephanie Plum: Parszywa dwunastka”
Seria/tom: Stephanie Plum / 12
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 350
Data wydania: DZIŚ PREMIERA [2014]
ISBN: 978-83-7574-978-6
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 27 czerwca 2014

Stephanie Plum… w tym imieniu i nazwisku mieści się wszystko – tragedia! Drogi Czytelniku, musisz być naprawdę solidnie przygotowany na spotkanie z nieprzewidywalnym, by zmierzyć się z tą kobietą. Ale gwarantuję Ci świetną zabawę, dużą dawkę humoru i adrenaliny, suspens na najwyższym poziomie i dwa ciacha, które każda kobieta chciałaby mieć w swoim łóżku…

Janet Evanovich jest amerykańską pisarką znaną głównie dzięki liczącej już sobie prawie 21 tomów (premiera w lipcu br.) kasowej serii książek sensacyjno-kryminalnych z romansem w tle i dużą dawką rozbrajającego humoru. W 2012 roku uplasowała się na 3 miejscu w rankingu Forbesa jako najlepiej zarabiająca pisarka (w 2013 roku znajduje się w pierwszej dziesiątce!).

Stephanie Plum jest samodzielną kobietą, ma stałą pracę, własne mieszkanie z cudownym chomikiem, chłopaka policjanta… no tylko zepsuł się jej toster, więc cała ta samodzielność poszła w las! Niestety, to dopiero początek całej masy okropnych wydarzeń, które będą czekały na biedną Śliwkę.

Niełatwy czas przyszedł dla Stephanie, jej kuzyn i właściciel agencji poręczycielskiej w której Steph pracuje bierze bardzo dużo zleceń – co za tym idzie Connie, Lula i Śliwka mają ręce pełne roboty, więc zaczynają poszukiwać kogoś do pomocy. Na Komandosa nie mają co liczyć, bo ten wyjeżdża w nieprzyjemnych interesach do Miami, a nowi kandydaci zgłaszający się do tej pracy są… daremni. Pewnego dnia kobieta podająca się za żonę Komandosa zaczyna grozić Stephanie oskarżając ją o spanie z jej mężem. Stephanie chcą wytłumaczyć tę sytuację próbuje nawiązać z mężczyzną kontakt, niestety bezskutecznie. Nie mija wiele czasu, a kobieta zostaje zamordowana, córka Komandosa porwana, a ten jest o to wszystko oskarżony. Czy Komandos jest zdolny do takich czynów? Życie Stephanie ponownie znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie – pewien psychopata będzie dążył do tego, by ją porwać, może nawet przyczepić do jej brzucha bombę albo użyć na nią paralizatora tak… z 200 razy… Kto wie co jeszcze może się zdarzyć?

Przyznam szczerze, że nie potrafię zrozumieć, gdy czytam jakąś recenzję książek Evanovich, która przedstawia tę książkę jako nooo taką okeeeej… dla mnie Evanovich jest rewelacyjną pisarką, a seria o Stephanie Plum na zawsze zdobyła moje serce. To jest ten typ książek po które sięgam i wiem, że na pewno będę się dobrze bawiła podczas lektury.

Książki Evanovich cieszą się ogromnym powodzeniem i trudno się temu dziwić. Każdy kto poznał Stephanie Plum ma zawsze ochotę na więcej, zresztą – mówię z własnego doświadczenia. Jeśli jeszcze nie znacie Śliwki, a poszukujecie ciekawej lektury na wakacje, książki, która zapewni Wam nie tylko świetną rozrywkę, ogromną dawkę humoru, ale także zagwozdkę w postaci kryminalnej zagadki – to zapraszam do poznania Stephanie Plum! A ja z wielką niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu :)

Z tej serii recenzowałam także:
1. „Po pierwsze dla pieniędzy”
2. „Po drugie dla kasy”
3. „Po trzecie dla zasady
4. „Po szóste nie odpuszczaj”
5. „Szczęśliwa siódemka”
6. „Ósemka wygrywa”
7. „Wystrzałowa dziewiątka”
8. „Najlepsza jedenastka”

Książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#499. „Najlepsza Jedenastka” – Janet Evanovich

„Najlepsza Jedenastka


Tytuł: „Stephanie Plum: Najlepsza Jedenastka”
Seria/tom: Stephanie Plum / 11
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 384
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7574-966-3
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 25 maja 2014

Zapewne wiecie, że jedną z moich ulubionych pisarek powieści sensacyjnych z humorem i romansem w tle jest Janet Evanovich, amerykańska pisarka, która zasłynęła serią o przezabawnej łowczyni nagród, Stephanie Plum. W 2012 roku uplasowała się na 3 miejscu w rankingu Forbesa jako najlepiej zarabiająca pisarka (w 2013 roku znajduje się w pierwszej dziesiątce!).

Agentka do spraw windykacji poręczeń, jak ładnie i profesjonalnie nazywa się stanowisko, które piastuje Stephanie Plum, zostaje zwolnione – Stephanie ma dosyć pracy jako łowczyni nagród, dosyć odrapanych kolan, wybuchających samochodów, zastraszania i ścigania przestępców różnej rangi. Jednak bez pracy pozostać nie może, więc zatrudnia się w fabryce guzików, szybko traci tam stanowisko na rzecz kolejnej pracy – w pralni, by i tę stracić w mgnieniu oka i zatrudnić się na chwilę w ulubionym fast foodzie Luli. I chociaż zerwała z zawodem łowcy nagród, zaczyna otrzymywać tajemnicze pogróżki, ktoś nawet włamuje się do jej domu i w biały dzień oddaje strzały w jej nowo zakupiony samochód. Kto tak bardzo pragnie zemsty?

Co więcej Steph próbuje zrobić sobie przerwę od Joe i Komandosa w celu uporządkowania swoich uczuć względem tych dwóch bogów seksu, jednak będzie to trudne, gdy z jednym się mieszka, a z drugim pracuje… Żeby problemów nie było za mało, cała rodzina bardzo stresuje się drugim ślubem siostry Stephanie, Valerie, a sama Śliwka będzie musiała uzbroić się w stalowe nerwy, bo wybuchające samochody będą na porządku dziennym (gdyby nakręcić tę cześć to chyba drogo bo to wyszło). Nie zabraknie też Luli, tym razem w roli łowcy nagród, a Babcia Mazurowa również będzie miała swój udział w tej historii.

Janet Evanovich ma niezwykły talent i lekkie pióro, dzięki temu stworzyła fenomenalną serię książek, która począwszy od pierwszego tomu w dalszym ciągu trzyma wysoki poziom. Nie brakuje zagadek, zaskakujących zwrotów akcji i radzę nawet nie próbujcie marnować sił na powstrzymanie śmiechu, bo z pewnością się Wam to nie uda!

„Najlepsza jedenastka” wciąga od pierwszych stron. Co więcej ze Stephanie Plum jest tak, że nie może się nam ona znudzić, jest zbyt zabawna i zaskakująca w swoich decyzjach. Jeśli jeszcze nie poznaliście tytułowej Śliwki, to serdecznie Was do tego zachęcam. Nie przerażajcie się ilością tomów, bo to nie jest nic strasznego, a raczej plus – w przeciwnym razie chyba bym się popłakała ze zbyt szybkiego rozstania z moimi ulubionymi bohaterami. Pod koniec czerwca ukaże się 12 część o Stephanie Plum czego z niecierpliwością oczekuję!

Z tej serii recenzowałam także:
1. „Po pierwsze dla pieniędzy”
2. „Po drugie dla kasy”
3. „Po trzecie dla zasady
4. „Po szóste nie odpuszczaj”
5. „Szczęśliwa siódemka”
6. „Ósemka wygrywa”
7. „Wystrzałowa dziewiątka”

Książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#496. „Wystrzałowa dziewiątka” – Janet Evanovich

„Wystrzałowa dziewiątka”


Tytuł: „Stephanie Plum: Wystrzałowa dziewiątka”
Seria/tom: Stephanie Plum / 9
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 384
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7574-968-7
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 26 kwietnia 2014

Często słyszy się o tym, że uzależnieni gracze komputerowi nie potrafią już rozróżnić świata gry od rzeczywistości. Takie zachowanie niesie ze sobą niezwykłe niebezpieczeństwo dla ludzi z otoczenia komputerowych nałogowców, ale przede wszystkim może okazać się tragiczne w skutkach dla nich samych.

Tytułowa „Wystrzałowa dziewiątka” to już 9 tom serii przygód zabawnej i często wpadającej w tarapaty kobiety po 30-tce, którą pokochały miliony czytelniczek na całym świecie. Stephanie Plum pracuje jako łowczyni nagród w agencji poręczycielskiej swojego kuzyna Vincenta Pluma. Razem z ekstrawagancką przyjaciółką Lulą stara się złapać przestępców, za których poręczył jej kuzyn. Praca nie jest wcale taka łatwa, gdyż niejednokrotnie kobiety mają do czynienia z ludźmi spod ciemnej gwiazdy .

„Mordercy bywają najróżniejsi.”

Tym razem Stephanie, a nawet cała agencja, wraz z nieziemsko przystojnym Komandosem starają się znaleźć Samuela Singha korzystającego z usług agencji i nowej kaucji związanej z wizą, której ważność upłynie mu w przeciągu tygodnia. Wygląda na to, że Samuel, okropny maniak komputerowy, zniknął na dobre. Jednak Stephanie dostaje informację, że poszukiwany chce pracować w jednej z firm w Vegas. Bez wahania razem z Lulą i Connie, wybiera się do Las Vegas w celu sprowadzenia niepokornego NSa. Cała sprawa szybko przeobrazi się w niebezpieczną dla Stephanie walkę o przetrwanie, a codziennie otrzymywane pogróżki staną się tak normalne jak nowe diety Luli. Co więcej posypie się trup, a babka Morelliego bezustannie będzie wróżyła biednej Śliwce śmierć.

„- A co chciałbyś robić? (…)
– Czy ja wiem… Chyba chciałbym być Spidermanem.
Szkoda, że Clyde nie był starszy. Byłby idealnym partnerem dla Babci Mazurowej.”

Ciekawie też będzie w trójkącie Morelli-Stephanie-Komandos. Zważywszy na fakt, że Stephanie przeprowadzi się tymczasowo do Joe, który okaże się być zazdrośnikiem, jednak potrafiącym schować swoją awersję do Komandosa w przypadku zagrożenia życia ukochanej, będziecie mogli liczyć na odrobinę pikanterii.

Grę w którą grali gracze w książce ze względu na zasady kojarzyłam z jakiejś innej książki lub filmu, więc sam pomysł dla mnie nie był ani zaskoczeniem, ani zbyt oryginalny. Na szczęście o co dokładnie chodzi czytelnik dowiaduje się prawie pod sam koniec książki, niestety tym samym bardzo łatwo jest odgadnąć kto za tym wszystkim stoi. Pocieszające jest jednak to, że w dalszym ciągu pozostają pewne pytania bez odpowiedzi.

„Wystrzałowa dziewiątka” z początku odrobinę mnie zawiodła, nie do końca jakoś byłam przekonana do tłumaczenia, jakby tłumaczyła inna osoba. Ale już w połowie książki byłam całkowicie wciągnięta w lekturę, co raz wybuchałam (!) śmiechem. Uważam, że Janet Evanovich jest świetną pisarką, jej powieści chociaż podobne to zawsze wciągają do samego końca. Jeśli lubicie powieści sensacyjne z wątkiem kryminalnym i romansem w tle, w których nie brak wciągającej akcji oraz dużo zaraźliwego humoru, to z pewnością musicie poznać przygody Stephanie Plum. A ja już nie mogę się doczekać lektury kolejnych tomów tej amerykańskiej pisarki.

Z tej serii recenzowałam także:
1. „Po pierwsze dla pieniędzy”
2. „Po drugie dla kasy”
3. „Po trzecie dla zasady
4. „Po szóste nie odpuszczaj”
5. „Szczęśliwa siódemka”
6. „Ósemka wygrywa”

Książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#486. „Stan zagrożenia” – Erica Spindler

„Stan zagrożenia”


Tytuł: „Stan zagrożenia”
Autor: Erica Spindler
Wydawnictwo: Harlequin
Liczba stron: 496
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-238-9113-0
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 17 kwietnia 2014

Erica Spindler jest znaną i cenioną pisarką amerykańską, specjalizującą się w thrillerach romantycznych. Ma na swoim koncie kilkanaście książek, które zostały przetłumaczone na różne języki świata. Do tej pory czytałam trzy jej powieści: „Obsesja”, „Dotyk strachu”, „Ukarać zbrodnię”.
Już na wstępie powiem Wam, że moim zdaniem „Stan zagrożenia” jest najlepszą książką Eriki Spindler jaką do tej pory miałam okazję czytać – myślę, że to dobry, zachęcający początek recenzji.

„(…) zemsta to synonim sprawiedliwości.”

Richard i Kate wiodą szczęśliwe i dostatnie życie. Jedyne czego im brakuje to dziecka, ponieważ Richard jest bezpłodny. By uszczęśliwić żonę, razem podejmują decyzję, by zgłosić się do renomowanej agencji adopcyjnej Citywide Charities. W tym samym czasie młoda kobieta Julianna Starr, uciekając przed demonami przeszłości postanawia rozpocząć nowe życie, niestety przeszkadza jej w tym brak funduszy oraz jeszcze nienarodzone dziecko. Za namową lekarza decyduje się oddać dziecko do adopcji za pośrednictwem Citywide Charities, gdzie poznaje Richarda, w którym od razu się zakochuje. Ten idealny mężczyzna staje się jej celem. Kate i Richard nie spodziewają się, że szybka i zaskakująca informacja, że zostaną rodzicami ślicznej dziewczynki tak zaburzy ich codzienność i relacje. Ich związek, a nawet życie znajdą się w ogromnym niebezpieczeństwie.

Jednocześnie poznajemy przeszłość Richarda i Kate, oraz ich dawnego przyjaciela Luke’a Dallasa, który z biedaka, stał się szanowanym pisarzem powieści sensacyjnych. Jego najnowsza książka ma być poświęcona tematowi tabu – super-zabójcy na rządowych rozkazach – nie jest to temat niezwiązany z fabułą powieści o czym będziecie mogli się przekonać. Autorka dogłębnie prezentuje także sylwetkę Julianny oraz Johna, który niegdyś był jej ukochanym. Ten toksyczny związek musiał się w końcu skończyć, jednak zdecydowanie nie tak, jak planowała to Julianna.

Wieloraka narracja prowadzona z różnych perspektyw: małżeństwa, Julianny, Luke’a i Johna pozwala nie pogubić się w fabule oraz daje lepszy wgląd w możliwości jakie mają przed sobą bohaterowie. Zachowania głównych postaci niejednokrotnie budzą mieszane uczucia oraz jakiś wewnętrzny sprzeciw, dzięki temu jednym bohaterom książki kibicujemy, za drugimi nie przepadamy. Fabuła jest niezwykle wciągająca, autorka z niesamowitą precyzją dawkuje czytelnikowi napięcie. Książkę czyta się z narastają ciekawością, co rusz odczuwając dreszczyk emocji.

Erica Spindler porusza w swojej książce bardzo trudne, ale ważne tematy towarzyszące ludziom na co dzień – problemy z zajściem w ciążę, problemy z adopcją, zazdrość, zdrady, psychopatyczni zabójcy zatrudniani przez rząd i opłacani z pensji podatników… To wszystko tworzy niezwykle ciekawą całość, a jeśli dodać do tego ciekawie wykreowanych bohaterów, wartką i wciągającą akcję i niespodziewane zakończenie (a raczej niespodziewany rozwój wydarzeń na przełomie ostatnich 100 stron) to całość prezentuje się naprawdę wyśmienicie.

Jeśli wahaliście się czy „Stan zagrożenia” jest dobrą książką, to mam nadzieję, że byłam w stanie utwierdzić Was w przekonaniu, że jest to powieść tego typu. W książce nie brak niczego, jest napięcie, są poruszane trudne tematy, pojawiają się wątki miłosne oraz brutalne zbrodnie. Całość jest naprawdę świetnym thrillerem, który, gwarantuję, że spodoba się nie tylko kobietom :) Serdecznie polecam, nie zawiedziecie się!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Harlequin/Mira

książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#483. „Marcowe fiołki” – Sarah Jio

„Marcowe fiołki”


Tytuł: „Marcowe fiołki”
Autor: Sarah Jio
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-240-2499-5
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 4 kwietnia 2014

Sarah Jio to amerykańska dziennikarka i pisarka. Jej liczne powieści zostały przetłumaczone na 17 języków i wielokrotnie gościły na liście bestsellerów New York Timesa. „Marcowe fiołki” to powieść o niebanalnej okładce w pięknej kolorystyce, która od razu przykuwa wzrok – jednocześnie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sarah Jio. Książka okrzyknięta mianem najlepszej powieści roku 2011 według Library’s Journal, moim zdaniem zdecydowanie zasługuje na ten tytuł.

„Jutro mamy pierwszy dzień marca, kochanie.
Wspaniałą nazwę ma ten miesiąc, zupełnie jakby z marszu wszystko budziło się do życia.”

Emily była szczęśliwa, udało jej się wydać książkę (niestety tylko jedną), która szybko została okrzyknięta mianem bestsellera, w życiu nie doświadczyła żadnego traumatycznego wydarzenia, nawet kot mieszkający teraz z rodzicami, dożył 22 lat. Niestety, po 6 latach, wydawać by się mogło, udanego związku, została zmuszona do rozwodu przez zdradę męża. Na ratunek zrozpaczonej Emily przychodzi propozycja ciotki Bee, bezdzietnej wdowy, mieszkającej na Wyspie Bainbridge w stanie Waszyngton, która zawsze traktowała Emily i jej siostrę jak córki. Gdy Emily przybywa na wyspę, czuje się jak w domu – nic się tu nie zmieniło.

Pewnego dnia Emily znajduje w pokoju tajemniczy pamiętnik, który ma ogromną wartość, jednak rozwiązanie zagadek kryjących się za wydarzeniami z przeszłości nie będzie łatwym zadaniem. Emily nie spodziewa się, że z początku miesięczny wyjazd na wyspę przeobrazi się w przygodę życia. Na dodatek spotkanie z licealną miłością Gregiem Atwoodem oraz tajemniczym malarzem, Jackiem Evanstonem dostarczą wielu dylematów, nie tylko sercowych.

Dla Emily zmiana otoczenia z hałaśliwego, przeludnionego Nowego Jorku na spokojny, klimatyczny Bainbridge okazała się być zmianą bezcenną. Spędzanie czasu z ukochaną, nieco ekscentryczną ciotką Bee i jej przyjaciółką od serca Evelyn staje się codziennością. Jednak życie młodej kobiety nabiera smaczku dopiero, gdy poznaje Jacka Evanstona, do którego Bee jest bardzo niechętna. Dlaczego? Jakie tajemnice kryje przeszłość?

Autorka wprowadza czytelnika w niezwykły, bardzo tajemniczy i urokliwy świat wyspy, rządzący się swoimi prawami. Bohaterowie są bardzo złożonymi, barwnymi postaciami z licznymi sekretami. Historia jest niezwykle wciągająca, postaci są świetnie wykreowane i bardzo realistyczne, sytuacje wiarygodne i pozbawione sztuczności, jak to czasami bywa w przypadku romansów. Bardzo dużą rolę odgrywają opisy, dzięki którym mogłam się łatwo zanurzyć w lekturze. Gdy Emily spacerowała po plaży, czułam jakbym szła razem z nią, a chłodny wiatr wiał w moją twarz… całkowicie przeniosłam się do fikcyjnego, acz tak realistycznego świata, który wykreowała Sarah Jio.


Podsumowując „Marcowe fiołki”, jest to powieść o miłości ponadczasowej, o miłości, która na przestrzeni lat zmieniała bieg wydarzeń i koleje losu kolejnych osób. Muszę przyznać, że książka całkowicie mnie zauroczyła. Z pewnością sięgnę po inne powieści tej autorki i wierzę, że się nie zawiodę.

Polecam tę książkę wszystkim kobietom – nie ma znaczenia, czy historia Emily będzie Wam bliska, czy jej problemy wcale nie będą podobne do Waszych – po prostu warto ją przeczytać, bo jest to to piękna opowieść pełna tajemnic, niezwykłej atmosfery wyspy i całej gamy uczuć, które budzą się w czytelniku wraz z lekturą książki. Jeśli poszukujecie lekkiej powieści, która pozwoli Wam skutecznie oderwać się od rzeczywistości, to „Marcowe fiołki” będą lekturą idealną. Świetnie nadadzą się na prezent z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych lub Dnia Matki.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Znak

Recenzja przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#477. „Pokój” – Gene Wolfe

„Pokój”


Tytuł: „Pokój”
Autor: Gene Wolfe
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 240
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7480-415-8
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 16 marca 2014

Gene Wolfe, jest czołowym pisarzem Amerykańskim, urodzonym 7 maja 1931 roku i zamieszkałym w Nowym Jorku. Najbardziej znany za serie książek „Księga Nowego Słońca” („The Book of the New Sun”) i „Księga Długiego Słońca” („The Book of the Long Sun”). Książka „Pokój” jest pierwszą pełnowymiarową powieścią, uznaną za dowód geniuszu autora, wielokrotnie nagradzanego w kategoriach literatura fantastyczna i science-fiction, takimi nagrodami jak Nebula, Hugo i World Fantasy.
„Pokój” jest pierwszą powieścią autora, którą miałam okazję czytać i którą uświetnia posłowie autorstwa Neila Gaimana. Książka została wydana w niezwykłej serii łączącej powieści nadzwyczajne, unikatowe, poruszające, o przepięknych okładkach – „Uczta Wyobraźni”.

Alden Dennis Weer, człowiek zagadka, żyjący „w czasach, kiedy (…) wszyscy pozostali są martwi”. Podstarzały wiekiem mężczyzna mieszka w małym miasteczku na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Główny bohater, jednocześnie narrator, prowadzi czytelnika po wspomnieniach z jego dzieciństwa, dorastania, młodych lat dorosłości, wieku średniego i czasów obecnych, kiedy jest już sędziwym człowiekiem. W tym samym czasie, okazuje się, jaką moc ma jego wyobraźnia – panująca nad czasem, rzeczywistością, a nawet śmiercią.

„(…) wspomnienia z dzieciństwa mogą działać na nas tak mocno jedynie dlatego, że jako najbardziej oddalone ze wszystkiego, co posiadamy, są najgorzej zapamiętane i przez to najmniej opierają się procesowi, podczas którego nadajemy im postać coraz bliższą ideałowi (…)”

Autor przeskakuje z wydarzeń teraźniejszych, do młodości głównego bohatera, wszystko opisane jest w bardzo oniryczny, dokładny i niezwykle literacki sposób. Nie brak także retrospekcji do przyszłości. Weer jawi się jako rozgoryczony starzec, który często ulega dygresjom. Nie można mu niestety w pełni zaufać, gdyż jego relacje są bardzo subiektywne i dotyczą tylko tych elementów z jego życia, które chce zaprezentować. Często pomija jakieś fakty i zataja niektóre wydarzenia, nie bez powodu. Najważniejsze z pytań, które pojawiają się podczas lektury książki: czym jest dom Weera i jego tajemnicze pokoje?

Szczerze powiedziawszy, książka nie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Początek był dość trudny, zdania są wielokrotnie złożone, często bardzo długie, a akcji brakowało dynamiki i ciężko było się rozeznać, co jest czym, ale z kolejnymi rozdziałami robiło się coraz ciekawiej. To chyba jest cecha wszystkich świetnych, wielkich powieści na miarę klasyki literatury. Przyznam, że ciężko jest mi zrozumieć tę książkę do końca. Jest ona bardzo złożona, narracja prowadzona jest z różnych perspektyw głównego bohatera, wiele faktów bazuje na symbolice, która nie jest wyrażona wprost, a wymaga od czytelnika pełnego skupienia i zaczytania w historiach, by potem móc wszystko połączyć w całość. Dlatego też postanowiłam poszukać informacji, które pomogłyby mi w analizie historii Aldena Dennisa Weera. Okazuje się, że istnieje kilka interpretacji postaci Weera. Jedna z nich mówi, że Weer nie żyje, a jego poszatkowane wspomnienia, to wspominki jego ducha. Druga prezentuje głównego bohatera, jako mężczyznę w wieku średnim, który przeżywa załamanie nerwowe, przez co fantazjuje na temat swojej starości.

Jak pisze Gaiman: „Jeśli czytacie książkę Gene’a Wolfe’a, zaufajcie autorowi i ani przez chwilę nie ufajcie autorowi. On wiele od was oczekuje, a jeśli poświęcicie mu czas i uwagę, ta inwestycja się wam opłaci, ale oczekuje od was ciężkiej pracy. Gene Wolfe zdefiniował kiedyś „dobrą literaturę” jako coś, co wykształcony czytelnik może przeczytać z przyjemnością, a z jeszcze większą przyjemnością przeczytać ponownie”.

Ponieważ książka Gene Wolfe jest powieścią na tyle złożoną i skomplikowaną, że ciężko było mi się podjąć jej recenzowania. Uważam, że osoby, które lubią powieści utrzymane w konwencji fantastycznej, nieco onirycznej, z językiem bardzo starannym i przemyślanym, powinny W tej książce nic nie jest dosłowne, co czyni ją jeszcze bardziej intrygującą i podatną na różnorakie analizy i interpretacje. Myślę, że warto zaryzykować i poznać twórczość Gene Wolfe.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Fantastykę oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#470. „Święta ze śmiercią” – J.D. Robb

„Święta ze śmiercią”


Tytuł: „Święta ze śmiercią”
Autor: J.D. Robb
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 312
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7839-655-0
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 24 lutego 2014

J.D. Robb to pseudonim literacki jednej z poczytniejszych amerykańskich pisarek powieści dla kobiet oraz kryminałów z romansem w tle – Eleanor Marie Robertson znanej bardziej jako Nora Roberts. „Święta ze śmiercią” to siódmy tom jednej z osiemnastu powieści kryminalnych z serii o detektyw Eve Dallas, jednocześnie jest to moja pierwsza książka Nory Roberts piszącej pod takim pseudonimem literackim (jednym z wielu).

Główną bohaterką jest Eve Dallas, policjantka, detektyw, po wypadku podczas pracy, postanawia wrócić do niej szybciej niż przewidywała i od razu rzucić się w wir pracy, by udowodnić wszystkim, a zwłaszcza sobie, że nie wypadła z obiegu. Zostaje wezwana do całkiem modnie urządzonego mieszkania, gdzie wywiązała się kłótnia małżeńska. Niestety, na miejscu Dallas znajduje martwą kobietę uduszoną łańcuchem na choinkę. Niestety, śledztwo na dobre się nie rozkręciło, gdy morderca przebrany za Świętego Mikołaja ponownie uderza, z tym samym modus operandi. Sprawca morduje i zostawia konkretny prezent wymieniony w piosence „12 dni Bożego Narodzenia”. Wszystkie ofiary łączy fakt, że są osobami samotnymi, poszukującymi miłości w agencji „Szczęśliwy Związek” oraz są w jakimś stopniu związane z teatrem. Czy detektyw Eve Dallas przy pomocy swojego męża i ulubionej policjantki Delii Peabody zatrzyma mordercę nim ten dokona 12 mordów i gwałtów?

Eve budziła we mnie czasem sprzeczne uczucia, rozumiałam, że miała bardzo trudne dzieciństwo, jednak skoro, jak sama stwierdziła, otworzyła się na mężczyznę (przypadkiem przystojny bogacz), który z czasem stał się jej mężem, to powinna być dla niego bardziej wyrozumiała. Aczkolwiek taka jest po prostu kreacja głównej bohaterki, można ją lubić lub nie. Jeśli chodzi o pozostałe postaci, to autorka zaprezentowała cały wachlarz ciekawych bohaterów, którzy budzili różne emocje. Akcja powieści rozgrywa się w przyszłości, w roku 2058, jednak mimo kilku znaczących zmian, jakie dokonała autorka, uważam, że troszkę brakowało mi dokładniejszego opisu tła powieści.

Cała kryminalna historia rozgrywa się bardzo szybko, dzięki czemu książka wciąga i nieustannie trzyma w napięciu. Żeby jednak nie było tak bardzo kryminalnie, autorka co jakiś czas pozwalała sobie zaprezentować pikantne sceny miłości Roarke’a i Eve, także miłośniczki romansów na pewno będą usatysfakcjonowane. Jeśli chodzi o jeden z ważniejszych elementów – zakończenie, to gwarantuję 100% satysfakcji, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.

Myślę, że do książek tej pisarki zachęcać żeńską publiczność nie muszę. Są to powieści, które zadowolą zarówno miłośniczki kryminałów jak i romansów, a dwa w jednym to świetne połączenie. Polecam w szczególności tym osobom, które są z cyklem na bieżąco.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka przeczytana w ramach mojego Kryminalnego Wyzwania oraz wyzwania Grunt to okładka a także wyzwania u Basi – Czytam literaturę amerykańską