Archiwa tagu: literatura angielska

#308. „Granice zła” – Griffiths Rebecca

„Granice zła”


Tytuł: „Granice zła”
Autor: Griffiths Rebecca
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 400
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-8097-062-5
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 5 lutego 2017

„Granice zła” to książka, która bazuje w dużej mierze na pozorach i stereotypach – jednakże nie współgra z nimi, ale całkowicie je obala. Jest to naprawdę świetnie napisany thriller z kryminalną zagadką w tle, wywołujący w Czytelniku wiele przeróżnych emocji…

Sarah D’Villez w młodości przeżyła piekło. Jako nastolatka została porwana przez nieznajomego mężczyznę, który więził i krzywdził ją na wiele sposobów przez kilkanaście dni. Na szczęście po pewnym czasie puścił ją wolno…

Będąc dorosłą kobietą, pragnącą jedynie zapomnieć o koszmarze z przeszłości, próbuje założyć rodzinę, jednak jej związek szybko kończy się rozwodem, na dodatek ukochany tata z którym miała bliskie kontakty umiera, a potwór, który wyrządził jej krzywdę w przeszłości wychodzi na wolność. Niedługo myśląc Sarah postanawia opuścić Londyn i wyjechać do Walii, by na nowo rozpocząć swoje życie. Farbuje blond włosy na brąz i zmienia nazwisko na Rachel Wright. Niestety i tam wcale nie będzie bezpieczna czując, że stale ktoś ją obserwuje. A co gorsza w sąsiednim mieście ktoś morduje młode kobiety, które wychodząc wieczorem na miasto i pijąc alkohol stają się łatwym łupem… Czy te sprawy są ze sobą związane?

Fabuła jest wciągająca, niestety nie brak w niej nużących, czasem zbędnych opisów. Na szczęście, przeplatają się one z ciekawszymi elementami książki. Jednakże autorce nie można ująć tego, jak pięknie przedstawiła walijską mieścinkę, gdzie w powietrzu czuje się mroczne tajemnice z przeszłości, każdy z każdym się zna, a pogoda nie rozpieszcza jeszcze silniej wzbudzając efekt grozy. Częste są także retrospekcje do wydarzeń z przeszłości mieszkańców niewielkiej walijskiej mieściny. Z pozoru niewiele mające ze sobą wspólnego wydarzenia zaczynają układać się w całość dając podstawy do działania kolejnych bohaterów.

Jeśli poszukujecie kryminału z ciekawą historią, jesteście uważnymi Czytelnikami poszukującymi intrygującej, niezwykle klimatycznej fabuły z zaskakującym zakończeniem, to gorąco zachęcam Was do lektury tej książki.

Rebecca Griffiths wychowała się w środkowej Walii, studiowała literaturę angielską. Po udanej karierze w biznesie w Londynie, Dublinie i Szkocji wróciła na walijską wieś, gdzie mieszka z mężem, psem i dwiema owcami. (nota Wydawnictwa)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Reklamy

#293. [ze słownikiem] – Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll

„Alicja w Krainie Czarów”

Tytuł: „Alicja w Krainie Czarów”
Autor: Lewis Carroll
Wydawnictwo: Ze Słownikiem
Liczba stron: 180
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-65646-00-2
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 21 listopada 2016

Jako świeżo upieczona pani magister filologii angielskiej i francuskiej z jeszcze większą przyjemnością siadam do lektury książek w języku obcym. Na studiach mieliśmy zajęcia z literatury, także czytanie w języku obcym nie jest mi straszne. Jednak jak o wiele łatwiej i szybciej byłoby czytać mając możliwość sprawdzenia niezrozumiałych, obcojęzycznych słów natychmiast? Myślę, że znalazłam na to pewne rozwiązanie. Nowe na rynku czytelniczym Wydawnictwo Ze Słownikiem postanowiło wyjść na przeciw żądnym wiedzy czytelnikom udostępniając im książki w języku angielskim od razu ze słowniczkiem! Najwyższa pora je przetestować :)

Jako pierwszą książkę postanowiłam przeczytać „Alice’s Adventures in Wonderland”, czyli „Alicję w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla. Książka ta uchodzi za klasykę literatury angielskiej i przyznam szczerze, że nigdy nie pałałam do niej jakimś wielkim sentymentem, zapewne dlatego, że będąc małą dziewczynką trochę bałam się niebezpiecznych przygód jakim musiała stawić czoła tytułowa bohaterka. Z biegiem czasu, książka ta stała się dla mnie interesującą lekturą, albowiem bardziej jest to baśń niż bajka dla dzieci, także i dorośli odnajdą w niej drugie dno.

Ponieważ historię Alicji zapewne wszyscy bardzo dobrze znają, postanowiłam pominąć jej streszczenie w mojej recenzji, za to chciałabym się dokładniej skupić na samym opracowaniu – zapewne tego jesteście znacznie bardziej ciekawi.

Jak wygląda tak opracowana książka? Obok umieściłam przykładową stronę, na której wyraźnie widać pogrubione słowa obcojęzyczne oraz po prawej stronie, na marginesie wypisane te słowa wraz z ich tłumaczeniem. Niestety, słówka postanowiono umieścić w kolejności alfabetycznej, a nie w kolejności w jakiej występują w tekście, co trochę spowalnia proces czytania. Gdyby umieszczone były w takiej kolejności w jakiej pojawiają się na danej stronie, to łatwiej byłoby odszukać kolejne słowo, bo mózg jest w stanie zapamiętać, gdzie ostatnio patrzyły oczy. Trochę też negatywnie zaskoczył mnie pomysł tłumaczenia słów nie zawsze w kontekście. Przykładowe słowo już z pierwszej strony „pink” zostało w pierwszej kolejności przetłumaczone jako goździk, a następnie jako kolor różowy (mowa o kolorze oczu Białego Królika). Zresztą… słowo pink jest na tyle popularne, że akurat moim zdaniem tłumaczenia nie potrzebowało, zwłaszcza na tle o wiele trudniejszych słów, które w książce się pojawiają. Niektóre słowa niepotrzebnie zostały też rozdzielone np. dużo phrasal verbs, czy podkreślone słowo daisy-chain zostało na marginesie przetłumaczone jako daisy – stokrotka i chain – łańcuch, a daisy-chain to przecież wianuszek. Ale (!) jeśli chodzi o część słownikową nie jest to jednak koniec! Już po otworzeniu książki czytelnik dostaje „Vocabulary of Most Common Words”. Mamy tu do dyspozycji kilka stron słówek, przetłumaczonych bardzo dokładnie, czasem aż nazbyt, gdy np. pojawiają się 4 kompletnie różne znaczenia jednego słowa, co może trochę skołować czytelnika. A na samym końcu książki jest dział ze wszystkimi przetłumaczonymi słowami z książki, także można je sobie powtórzyć lub przejrzeć. Książki mogłyby też być pogrupowane poziomami, bo czasem krótka książka ma trudniejsze słownictwo i struktury językowe i gramatyczne niż opasłe tomisko :)

Pomimo błędów w słowniczku i streszczeniu na końcu książki, to całokształt oceniam na plus. Przede mną jeszcze dwie inne książki do zrecenzowania. Ten typ opracowania angielskiej książki jest świetnym rozwiązaniem dla osób, które chcą zmierzyć swoje siły czytając znane książki, często te, które uchodzą za klasykę literatury, w języku angielskim. Jestem ciekawa czy kiedyś zostaną wprowadzone książki w innych językach, bo z chęcią bym je zakupiła.

Gdzie kupić?
Możecie dokonać zamówienia zarówno przez stronę Wydawnictwa (kliknij tutaj), a także już w sklepach internetowych, takich jak, np. Empik (kliknij tutaj). Jeśli jeszcze nie jesteście do końca przekonani, to możecie zobaczyć przykładowy rozdział, wystarczy, że klikniecie tutaj.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Ze Słownikiem

#286. „Za wcześnie” – Joanna Barnard

„Za wcześnie”


Tytuł: „Za wcześnie”
Autor: Joanna Barnard
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 352
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-8069-422-4
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 12 sierpnia 2016

Świetny nauczyciel angielskiego Henry Morgan i 15-letnia Fiona Palmer, bystra młoda dziewczyna, obojga łączy wspólna miłość do literatury. Idealizowany przez nastolatkę mężczyzna, z którym może dzielić swoje pasje staje kimś więcej. Ale kogo winić w tej sytuacji?
Mijają lata, Fiona już jako 30-letnia mężatka, spotyka swojego nauczyciela z dawnych lat. To, co dzieje się potem jest kompletnym zaskoczeniem. Wprawdzie ich romans to tylko epizod z przeszłości, ale czy na pewno? Czy będą umieli zapanować nad targającymi ich dusze i ciała emocjami, zanim komuś stanie się krzywda?

Pomysł na fabułę, gdzie nauczyciel ma romans z uczennicą nie jest zbyt oryginalny, jednak wszystko się zmienia, gdy popatrzymy na ten romans oczami głównej bohaterki, która jest 30-letnią mężatką. Narracja prowadzona jest przez Fionę, wydarzenia z teraźniejszości łączą się z wydarzeniami z lat młodości spisanymi w pamiętniku oraz ze wspomnieniami. Z czasem staje się jasne, że ani Fiona ani Henry nie są dobrymi ludźmi, oboje są egoistycznymi narcystami. Ale przecież człowiek może się zmienić, prawda?

Autorka w swojej książce dotyka takich tematów jak miłość, obsesja, zdrada, prawda i zaufanie. Przygotujcie się na sekrety, kłamstwa i mieszaninę rozmaitych emocji. Pokazuje jak łatwo, będąc silną osobowością, manipulować innymi ludźmi. Wszystkie te tematy nie są proste i przyjemne, jednak lekkość jej pióra (tudzież klawiatury komputera) sprawia, że książkę czyta się zaskakująco dobrze.

Uważam, że jest to udany, wciągający debiut – wiadomo, że ma silne i słabsze strony, ale dzięki tematyce jaką dotyka, książka łatwo zyskuje w oczach czytelnika. Polecam.

Joanna Barnard jest absolwentką anglistyki, obecnie zdobywa uprawnienia terapeuty. W 2014 roku otrzymała nagrodę Bath Novel Award. Urodzona na północy Anglii, przebywa na wygnaniu na południowym krańcu wyspy i tęskni za płaskimi samogłoskami, serdecznymi kierowcami autobusów oraz frytkami z sosem. (notka Wydawnictwa)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

#549. „Bliźnięta z lodu” – S. K. Treymane

„Bliźnięta z lodu”


Tytuł: „Bliźnięta z lodu”
Autor: S. K. Treymane
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 336
Data wydania: 2015
ISBN: 978-83-7554-940-9
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 28 września 2015

Naprawdę nie wiem od czego zacząć tę recenzję, jednocześnie chciałabym Was zachęcić do lektury tej książki i wykrzyczeć, że koniecznie, niezwłocznie musicie ją przeczytać, bo jest naprawdę wyśmienita! Dawno nie czytałam książki, która podobała mi się tak w 100%, od początku do końca, dialogi, opisy, fabuła, bohaterowie, zagadka, napięcie… no po prostu wszystko. Jedyną rzeczą do której mogę się przyczepić, to opis na okładce książki, czy też jej streszcie fabuły, które możecie przeczytać w internecie – NIE RÓBCIE TEGO. Dla własnego dobra, po prostu stracicie kolejny smaczek jaki autor przygotował dla czytelników swojej książki, a pojawia się on już na pierwszych stronach powieści (17 s.) :)

Angus i Sarah są szczęśliwymi rodzicami dwójki przecudownych, wręcz identycznych bliźniaczek. Nazywane „bliźniętami z lodu” dziewczynki urodziły się w mroźny dzień, mając jasne jak śnieg włosy, a błękit ich oczu był przeszywający. Pozorne szczęście rodziny przerywa przerażające wydarzenie… jedna z bliźniaczek, Lydia, wypada z balkonu w domu rodziców Sarah. Od tej pory rodzice muszą radzić sobie z niewyobrażalną stratą ukochanego dziecka, Sarah pogrąża się w rozpaczy, a Angus w alkoholu. Nikt nie myśli jednak o tym jak może czuć się mała Kirstie po stracie swojej siostry bliźniaczki.

Jedynym sensownym rozwiązaniem na rozpoczęcie na nowo życia jest przeprowadzka do przepisanej na Angusa przez babcię wyspę Eilean Torran, co po gaelicku oznacza: Wyspa Pioruna. Porzucają życie zamożnej rodziny z klasy średniej w Camden, na rzecz zrujnowanego domku na bezludnej, odosobnionej wysepce. Sarah, Angus i siedmioletnia Kirstie będą próbowali odnaleźć się w nowej rzeczywistości, która przyniesie z sobą zaskakujące wydarzenia. Kirstie będzie miała problemy z własną tożsamością i nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami, Sarah dojdzie do strasznego odkrycia, które mogło bezpośrednio mieć związek ze śmiercią ich córeczki, a Angus, zawsze taki otwarty, będzie skrywał mroczną tajemnicę…

Narracja jest głównie prowadzona w pierwszej osobie przez Sarah, jednak są momenty, kiedy przeplata ją narracja męża kobiety – Angusa. Książka obfituje w częste, ale niedługie, bardzo obrazowe opisy – czułam się, jakby autor opisywał przedmioty, które znajdują się tuż przed moimi oczami. Niezwykle przypadł mi do gustu obraz wyspy Torran, którą przedstawiono bardzp realistycznie z wielką precyzją do szczegółów.

Autor stworzył książkę, która od początku do końca zaskakuje. Czasami nie wiedziałam czego się spodziewać, czy będzie to thriller psychologiczny z wątkami metafizycznymi? Bohaterowie są postaciami bardzo realistycznymi, świetnie wykreowanymi i prawdziwymi w ten sposób, że wierzymy w każde ich słowo, a tym samym dajemy się zapędzić w ślepy zaułek. Wzloty i upadki, radości i smutki oraz tajemnice, a przy tym stale towarzyszące lekturze szybsze bicie serca i dreszcz emocji. Fabuła jest niezwykle złożona, dlatego, że jest to historia o życiu ludzi, którzy przez swoje decyzje muszą zmagać się z tragicznymi konsekwencjami przez resztę życia, a prawda niekoniecznie wyzwala.

Polecając ten tytuł zabraniam Wam czytać streszczenia z tyłu książki, bo stracicie naprawdę całą gamę emocji, która sprawi, że lektura tej książki będzie jeszcze lepsza. Zgodzicie się na moich warunkach? :) Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Czarna Owca

książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania

#242. „Zwykły człowiek” – Graeme Cameron

„Zwykły człowiek”


Tytuł: „Zwykły człowiek”
Autor: Graeme Cameron
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 287
Data wydania: 2015
ISBN: 978-83-276-1460-5
Ocena: 6/10
Data przeczytania: 31 sierpnia 2015

Graeme Cameron jest autorem trzech krótkich opowiadań, dwóch piosenek i (jak pisze na jego stronie) „dosłownie tuzina wściekłych maili, takich jak: To nie smakuje jak kurczak, Auto, które mi sprzedaliście stoi w płomieniach”. Mieszka w Norfolk i nigdy nie pracował jako detektyw w policji, lekarz na ostrym dyżurze, reporter kryminalny czy antropolog sądowy. „Zwykły człowiek” to jego debiutancka powieść (co też widać).

Giną kobiety. W różnym wieku, z różnych klas społecznych. Giną, by albo szybko pożegnać się z tym światem, albo przedłużyć swoje cierpienie w piwnicy domu głównego bohatera, gdzie zamknięte w klatce czekają na wypełnienie swojego losu. Główny bohater, to ten tytułowy „Zwyczajny człowiek” – spokojny sąsiad, bezbarwny mężczyzna skrywający jednak dzikie, mroczne żądze i przerażającą tajemnicę.

Przyznam szczerze, że być może podeszłam do tej książki ze zbyt dużymi oczekiwaniami, ale sam napis na okładce głosił, że „Fani Dextera będą zachwyceni” – no to trafiła przysłowiowa kosa na kamień, bo jestem jego wielką fanką (pomijamy zakończenie…), z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych odcinków serialu, dlatego krytycznym okiem przypatrywałam się głównemu bohaterowi powieści. Ale nie o serialu w tej recenzji. Wyobrażałam sobie, że główny bohater będzie podobny do serialowego i książkowego Dextera, i troszkę był ponieważ zabijał i udawał zwyczajnego członka społeczeństwa, ale na tym podobieństwa się kończą. Dexter miał w sobie tego „mrocznego pasażera” i zabijał głównie przestępców, którzy nie mogli być ukarani przez prawo, a tutaj mamy do czynienia z pozoru normalnym mężczyzną, zdolnym nawet do głębszych uczuć (!), który po prostu lubi sobie pozabijać niczemu winne kobietki.

Książka nie jest zła i sądzę, że wielu z Wam przypadnie do gustu. Dla mnie akcja była troszkę zbyt wolna, a wiele z ważniejszych kwestii było przez autora pominiętych i ciężko było potem rozgryźć czy było jednak tak, czy inaczej (nie chcę za bardzo wnikać w szczegóły, żeby nie zrobić z recenzji spojlera). Pisarz skupił się na tym, by przedstawić głównego bohatera właśnie jako takiego zwykłego człowieka, który w swojej szarej codzienności oprócz chodzenia po sklepach trzyma w klatkach kobiety, by później je zabijać (a czasem nawet zanim do tej klatki trafią), a nierzadko nawet serwować sobie z nich kolację. Brakowało mi jednak głębszego wglądu w jego psychikę, więcej detali odnośnie wydarzeń z dzieciństwa, chociaż to właśnie on jest narratorem całej powieści (narracja 1-osbowa). Autor precyzyjnie uchwycił momenty, w których mężczyzna nawiązuje kontakt z Rachel, oraz w sytuacji podbramkowej, gdy rozmawia z podejrzewającymi go policjantami.

Książka ma swoje lepsze i gorsze momenty, bywają rozdziały, które czyta się błyskawicznie czekając na rozwój wydarzeń, nie brakło też kilku mocniejszych scen, ale są tu też niedociągnięcia, które będąc miłośniczką tego gatunku nie mogłam nie zauważyć. Myślę, że ktoś niemający do czynienia z książkowym lub serialowym Dexterem może śmiało sięgnąć po tę książkę nie doszukując się podobieństw i nie porównując obu bohaterów, ale także musi być to cierpliwy Czytelnik.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Harper Collins

książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania

#502. „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” – Helen Fielding

„Szalejąc za facetem”


Tytuł: „Szalejąc za facetem”
Tom: #3
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 584
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7785-392-4
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 8 czerwca 2014

Moja miłość do życiowych perypetii Bridget Jones zaczęła się zaledwie kilka miesięcy temu. Byłam na uprzywilejowanej pozycji, ponieważ nie musiałam, jak inne wierne fanki Bridget czekać na trzeci tom latami. Tym razem szalona Pani Jones, a raczej już Darcy, zmierzy się z problemami wieku średniego, tragicznym statutem wdowy, której dzieci tak bardzo przypominają ukochanego męża. O tak, Bridget ma dzieci! Ale niestety… znowu została bez faceta i z dodatkowymi kilogramami, nałogi może troszkę się zminimalizowały, ale cudowne poradniki znów pójdą w ruch!

Helen Fielding to brytyjska dziennikarka prasowa i telewizyjna, a także autorka scenariuszy i pisarka powieści dla kobiet, w których nie brakuje dużej dawki humoru. Do tej pory spod jej pióra wyszły następujące powieści: „Dziennik Bridget Jones”, „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”, „Potęga sławy”, „Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules” i najnowsza, trzecia część o przygodach Bridget – „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”.

Bridget (Jones) Darcy to kobieta jak każda inna, jak każda z nas – zmagająca się z codziennymi problemami. Niestety biednej Bridget nie dane było długo cieszyć się wspaniałym, pełnym miłości i radości małżeństwem, ponieważ jej mąż, Mark Darcy zginął w tragicznym wypadku zostawiając ją z dwójką małych dzieci. To wydarzenie na długo zmieniło Bridget w osobę, która nie patrzy na swoje potrzeby, a bezinteresownie poświęca się dzieciom oraz pisaniu scenariusza… co, prawdę powiedziawszy, idzie jej dość kiepsko. Na szczęście – od czego ma się przyjaciół, którzy zdecydowanie lepiej wiedzą czego Ci właśnie w życiu potrzeba?

51-letnia Bridget ponownie zmierzy się z całą masą rozterek począwszy od depresji, która w efekcie dobiła do 79 kg, po moralne dylematy posiadania młodszego o 20 lat chłopaka poznanego na Twitterze, upiększające zabiegi plastyczne, czy bycie dobrą matką i wdową, która nigdy nie zapomni o swoim mężu. Pojawi się także walka z nowinkami technologicznymi, ciężkie do podjęcia decyzje i wybory, które na zawsze odmienią już jej życie. Co tym razem przytrafi się Bridget? Jesteście ciekawi? To zapraszam do bezzwłocznej lektury książki!

Tym razem książka Fielding dość mocno mnie chwilami wzruszyła, zwłaszcza, gdy Bridget cierpiała z powodu straty męża. Ale oczywiście były także momenty, w których uśmiech nie schodził mi z twarzy. Charakter Bridget wcale się nie zmienił, dalej jest szaloną, roztrzepaną kobietą, która co rusz popełnia gafy, jednak muszę przyznać, że dwie poprzedni części przygód Bridget zdecydowanie bardziej mnie rozbawiły i wciągnęły. Bohaterowie są bardzo mocną stroną tej serii, wykreowani na niezwykle realistyczne i charakterystyczne postaci, na długo zostają w pamięci.

Uważam, że niezbędne jest, by osoby, które rozpoczęły przygodę z Bridget Jones dotrwały i przeczytały ostatni tom. Ciężko jest rozstawać się z dobrymi przyjaciółmi, więc ja na pewno w przyszłości jeszcze nie raz sięgnę po książki Helen Fielding. Polecam serdecznie całą serię wszystkim kobietom, nie trzeba być w wieku głównej bohaterki, by móc zrozumieć jej życiowe rozterki, a wciągająca historia i dawka humoru na pewno przyda się każdemu na długie upalne popołudnia.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka

#484. „Bridget Jones: W pogoni za rozumem” – Helen Fielding

„W pogoni za rozumem”


Tytuł: „W pogoni za rozumem”
Tom: #2
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 445
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7785-442-8
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 9 kwietnia 2014

Jakiś czas temu miałam wreszcie okazję zapoznać się z kochaną przez miliony Bridget Jones. Z wielką radością sięgam po drugi tom – „W pogoni za rozumem”, który jest równie dobrą książką jak „Dziennik Bridget Jones”. Helen Fielding, brytyjska dziennikarka prasowa i telewizyjna oraz pisarka, autorka pięciu powieści: „Dziennik Bridget Jones”, „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”, „Potęga sławy”, „Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules” i najnowszej, trzeciej części z cyklu Bridget Jones – „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”.

„Uwielbiam być samotna, bo wtedy można bawić się z mnóstwem różnych osób, a życie jest pełne wolności i potencjału.”

Bridget powraca, już nie jako uczuciowy parias, ale jako szczęśliwa kobieta w związku z idealnym mężczyzną, który na dodatek ma na nazwisko Darcy! Niestety sielanka i szczęście bycia w związku nie trwa długo, gdy do akcji wkracza wredna Rebecca, natarczywy Daniel czy niekompetentny Gary. Co więcej w pracy też lekko nie będzie, ale Bridget przez swoją niezdarność, spóźnialstwo i brak profesjonalizmu stanie się fenomenalną dziennikarkę telewizyjną. Wiele atrakcji przysporzy także wakacyjna wycieczka do Tajlandii z Shazzer obfitująca w niezwykłe wydarzenia, które w konsekwencji doprowadzą do lawiny kolejnych… Krótko mówiąc – będzie się działo!

Bez obaw, Bridget w dalszym ciągu będzie walczyła z wagą, uzależnieniem od papierosów i alkoholu oraz kolekcjonowaniem poradników. Tym razem jednak lektura książki, poprzez opisywane w niej wydarzenia, sprawiła, że bardzo wczułam się w sytuacje jakich doświadczała główna bohaterka. Razem z nią się śmiałam, razem z nią ubolewałam i ze smutkiem i nierzadko rozgoryczeniem czy złością przygnębiona przewracałam kartki książki. Na szczęście w przypadku kobiecych czytadeł pod koniec wszystko dobrze się kończy. Okrężną drogą, ale warto doczekać takiego końca jaki serwuje Helen Fielding.

Muszę przyznać, że Bridget Jones niezwykle pozytywnie mnie zaskoczyła – zarówno jeśli mowa o tomie pierwszym tego cyklu, jak i tomie drugim. Uważam, że jest to literatura jak najbardziej godna lektury, zwłaszcza przed obejrzeniem filmu (w głównych rolach grają Renée Zellweger, Hugh Grant, Colin Firth – o którym zresztą dużo w samej książce). Twórczość Helen Fielding składa się przede wszystkim z lekkiego pióra, niezwykle zaraźliwego poczucia humoru (i nie mówię tu o typowym angielskim humorze, często niezrozumiałym dla innych nacji), świetnie wykreowanych, bardzo realistycznych bohaterów oraz ciekawej, wciągającej i niezobowiązującej fabuły. W tym tomie nie zabrakło też większej ilości opisów samego Londynu, pewnych miejskich tradycji związanych ze świętami, opisami uciążliwości pracy i samotnego życia w wielkim mieście. To wszystko składa się na bardzo ciekawą mieszankę idealną zarówno na pochmurne jak i słoneczne dni.

Jeśli jesteście zainteresowane (chociaż mężczyzn też zachęcam, a co!) lekturą niezobowiązującej książki, która gwarantuje relaks, dużą dawkę humoru i ciekawą fabułę, to zachęcam do poznania tej Brytyjki. Helen Fielding i Bridget Jones od teraz wpisują się w moją kategorię „ulubione”. Z pewnością niejednokrotnie będę wracała do tych książek, teraz przede mną ostatni tom tej serii, którego już nie mogę się doczekać! Czy ktoś z Was już czytał? Jakie są Wasze wrażenia?

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka