Archiwa tagu: literatura kobieca

#276. „Nie oddam szczęścia walkowerem” – Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska

„Nie oddam szczęścia walkowerem”


Tytuł: „Nie oddam szczęścia walkowerem”
Autor: Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 464
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-8015-248-9
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 13 kwietnia 2016

„Nie oddam szczęścia walkowerem” to kwietniowa nowość Wydawnictwa Czarna Owca. Zdecydowałam się na lekturę tej książki głównie ze względu na pozytywny tytuł oraz jej formę (o tym za chwilkę :)). Autorkami książki są Agnieszka Jeż (absolwentka filologii polskiej i filologii bałtyckiej na Uniwersytecie Warszawskim, związana z branżą wydawniczą) i Paulina Płatkowska (absolwentka Katedry Teorii Literatury, Teatru i Filmu na Uniwersytecie Łódzkim, pracująca w branży wydawniczej). Obie panie mają więc (przynajmniej w teorii) doświadczenie związane z literaturą, ale jak to wyszło w praktyce przy pisaniu książki w duecie? Zaprazam do lektury recenzji.

Jagoda i Magda, dojrzałe kobiety, które walczą o szczęście i miłość mierząc się z trudami życia codziennego i jego monotonią. Spotykają się po latach i w celu odnowienia znajomości z dzieciństwa postanawiają pisać do siebie maile, zwierzając się sobie nawzajem ze wszystkich myśli, sekretów i obaw, wspierając się i pomagając sobie.
Jagoda jest żoną i mamą – jednak od jakiegoś czasu czuje niedosyt, zwłaszcza w jej małżeństwie przez co zaczyna interesować się innym mężczyzną. Natomiast Magda jest już rozwódką i samotną matką. Na jej drodze również pojawia się mężczyzna, jednak ma rodzinę…

Historia z pozoru może wydać się banalna – dwie kobiety, problemy w związku – cóż w tym nowatorskiego? Przede wszystkim sposób opowiadania historii, to, że tworzą ją dwie kobiety oraz tematyka jaką porusza powieść. Autorki bardzo postarały się, by bohaterki zostały wykreowane w taki sposób, by można było poczuć się ich najbliższą przyjaciółką, by można było bez trudu wczuć się w ich życie, wręcz się z nimi zżyć i zacząć im kibicować w podejmowaniu trudnych decyzji – bo tych do podjęcia w tej książce co nie miara. Oprócz tego cały aspekt psychologiczny i socjologiczny, bardzo skrupulatne opisy oraz obserwacje – to wszystko składa się na dobrą, wciągającą powieść literatury kobiecej.

Co urzekło mnie w tej książce? Przede wszystkim jej forma – już wcześniej czytałam książki, które historię bohaterów przedstawiały poprzez wymianę wiadomości, czy to na czacie, w smsach, czy też właśnie jak ma to miejsce tutaj: w mailach. Myślę także, że dzięki temu powieść jest bardziej spójna, zwłaszcza, że piszą ją dwie kobiety – tak jak dwoma kobietami są bohaterki tej książki. Oceniam ją dość wysoko ze względu na to, że fabuła niezwykle mnie wciągnęła (mimo że nie jest to kryminał czy thriller, jednak wcale nie brakuje to zwrótów akcji czy zaskoczeń).

Komu polecam tę książkę? Z pewnością osobom, które poszukują opowiedzianej w inny sposób historii o poszukiwaniu szczęścia czy miłości, o trudach macierzyństwa, o wartości prawdziwej przyjaźni i życiu. Na pewno żeńska część czytelników będzie zadowolona z tej książki, zwłaszcza, że jest liczy ona prawie 500 stron, więc można się przyzwyczaić do bohaterek :) Odpowiadając na pytanie, które zadałam sobie na początku recenji: obie panie świetnie poradziły sobie z tą książką i liczę na kolejne w ich wydaniu! Bardzo pozytywna powieść oczywiście ze szczęśliwym zakończeniem – idealna na poprawę humoru!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Czarna Owca

Reklamy

#524. „Sekret mojego męża” – Liane Moriarty

„Sekret mojego męża”


Tytuł: „Sekret mojego męża”
Autor: Liane Moriarty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 504
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7839-776-2
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 7 sierpnia 2014

„Niektóre sekrety powinny pozostać sekretami już na zawsze. Spytajcie Pandorę.”

Każdy skrywa jakieś tajemnice. Czasem są to zwykłe błahostki, jednak czasami ludzie muszą walczyć z demonami przeszłości, które wypuszczone niczym z puszki Pandory mogą zmienić życie w koszmar. Niestety z takimi też tajemnicami będą mieli do czynienia bohaterowie najnowszej powieści Liane Moriarty.

Książka „Sekret mojego męża” ukazała się w cieszącej się dużym zainteresowaniem kobiet serii „Kobiety To Czytają”. Jednocześnie jest to klub dla czytelniczek, które dyskutują o książkach znanych autorek wydawanych pod patronatem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Sama należę do tego klubu i serdecznie Was zachęcam do uczestnictwa.

„A więc tak to właśnie wygląda. Tak żyje się z tajemnicą. Po prostu to robisz. Udajesz, że jest w porządku. Ignorujesz uporczywy, przypominający skurcz ból gdzieś w trzewiach.”

Akcja książki rozgrywa się z punktu widzenia trzech kobiet, które z początku wydają się być kompletnie ze sobą niezwiązane. Mamy Cecilię, która ma 3 córki, prowadzi życie przykładnej żony i matki pracującej na pół etatu. Jednak jej życie zaczyna diametralnie się zmieniać, gdy na strychu znajduje zaadresowany do siebie list od męża, na którego kopercie jest napisane, by otworzyć po jego śmierci.Cecilia nie zdaje sobie sprawy z tego, że list zawiera wyznanie męża… wyznanie, które zmieni nie tylko jej życie. Drugą bohaterką powieści jest Tess, której mąż pewnego dnia wyznaje, że kocha jej kuzynkę. Osobę, która całe życie była dla Tess jak siostra bliźniaczka, z tym, że zawsze była gruba, a odkąd schudła wszystko się zmieniło. Dlatego też Tess pozwala im przeżyć ten bzdurny romans, z nadzieją, że po wszystkim będą mogli wrócić do normalnego życia, zabiera swojego małego synka i udaje się do stolicy, gdzie zamieszka z matką i spróbuje przez jakiś czas normalnie żyć. To właśnie w Sydney poznaje pozostałe kobiety. Trzecią bohaterką jest starsza kobieta, Rachel, która nie ma już nikogo oprócz syna, synowej i ukochanego wnuczka. Jednak i tę rodzinę ma stracić, ponieważ planują przeprowadzkę do Nowego Jorku. Na dodatek mija kolejna rocznica śmierci jej córki, morderstwa, które nigdy nie zostało wyjaśnione – czy w tym roku będzie inaczej? Czy Rachel wreszcie pozna kto jest mordercą?

Autorka postanowiła skonstruować złożoną powieść, w której każdy element układanki wpasowuje się na swoje miejsce wraz z upływem stron książki. Wprawdzie jest to powieść obyczajowa, jednak nie brak w niej romansu, odrobiny sensacji i wątku kryminalnego. Bohaterowie są naprawdę dobrze wykreowani, a problemy z jakimi się mierzą mogłyby być problemami każdego z nas. To wszystko tworzy udaną, dobrze napisaną książkę, która zainteresuje każdą czytelniczkę. Całość jest bardzo fajnie napisana, nie brakuje zaskakujących momentów, nie brakuje smutku, radości – wszystkie emocje przeżywa się z bohaterami tej książki. Jedyny moment jaki mnie zirytował to zbytnia pobłażliwość dla kuzynki Tess pod koniec książki, ja czułam, że szaleją we mnie emocje, a główna bohaterka zachowywała się odrobinę nierealnie (przynajmniej w moim odczuciu).

Całość oceniam bardzo pozytywnie. Książka dała mi do myślenia, zresztą jak wszystkie powieści, które ukazują się w klubie „Kobiety To Czytają”. Po prostu nie można przejść obojętnie wobec problemów z jakimi mierzą się bohaterowie tych książek. Serdecznie zachęcam do lektury, bo warto.

Jak podaje nota Wydawnictwa:

Liane Moriarty – australijska pisarka, autorka pięciu powieści, które cieszą się dużą popularnością, trafiły na listy bestsellerów i zostały przełożone na wiele języków. Pod pseudonimem wydała też cykl książek młodzieżowych. „Sekret mojego męża” to jej najnowsza powieść, która od zeszłego roku utrzymuje się na najważniejszych listach bestsellerów, a prawa do jej tłumaczenia sprzedano do 30 krajów. Autorka mieszka w Sydney wraz z mężem i dwojgiem dzieci.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

książka przeczytana w ramach mojego Kryminalnego Wyzwania

#512. „W słusznej sprawie” – Diane Chamberlain

„W słusznej sprawie”


Tytuł: „W słusznej sprawie”
Autor: Diane Chamberlain
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 456
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7839-749-6
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 11 lipca 2014

Diane Chamberlain jest znaną amerykańską pisakrą, mającą na koncie kilkanaście powieści obyczajowych poruszających różne, nierzadko trudne tematy. Jednakże do tej pory nie miałam okazji poznać twórczość tej pisarki, więc „W słusznej sprawie” jest pierwszą książką jej autorstwa, którą miałam okazję i przyjemność czytać.

Jak dużo wiecie na temat eugeniki? Z zasady miało to być selektywne rozmnażanie, którego celem jest eliminacja gorszych osobników, na rzecz tych lepszych. „W słusznej sprawie” to wyjątkowa książka poruszająca niezwykle kontrowersyjny i trudny temat, zarówno przez swoje podobieństwo do nazistowskich Niemiec za czasów Hitlera i jego czystek etnicznych, jak i poprzez wyrządzanie ogromnej krzywdy niewinnym, biednym ludziom.

Narracja książki prowadzona jest z punktu dwóch bohaterek powieści – Jane i Ivy. Przenosimy się do roku 1960, do Karoliny Północnej, gdzie zetrą się ze sobą światy biednych, niewykształconych ludzi żyjących na zasiłku i wykształconych, nowobogackich – elitę. Jane niedawno wyszła za mąż za świetną partię – jej mąż Robert jest lekarzem, niestety ma też wobec niej pewne wymagania – powinna siedzieć w domu, urodzić dziecko i trzymać się z innymi żonami ludzi o podobnym do jego statusie społecznym, a przede wszystkim nie powinna pracować jako pomoc społeczna w dzielnicy, gdzie biali mieszkają z czarnymi. To właśnie w tej pracy Jane zostaje zaznajomiona z trudną sytuacją pewnej rodziny, tak poznaje Ivy, jej siostrę Mary Ellę, jej małego synka Dzidziusia i surową babkę Noonie. Praca nie jest łatwa, jednak z czasem Jane wdrąża się w tryb i dogłębnie poznaje różne rodziny. Niestety, poznaje także system bezlitosny system funkcjonowania w pracy. Jane dowiaduje się o programie eugenicznym oraz o tym, że młoda Ivy już została skazana na sterylizację, a jej starsza siostra jest po zabiegu i nawet o tym nie wie. Czy Jane uda się uratować młodą dziewczynę przed tragedią?

Powieść zaczyna się bardzo tajemniczo i cały czas utrzymana jest w takim klimacie. Autorka stopniowo przedstawia trudną sytuację Ivy, której matka wylądowała w psychiatryku, ojciec nie żyje, problemy z pilnowaniem małego Dzidziusia są na porządku dziennym, babka jest chora na cukrzycę, a starsza siostra mimo że piękna, to niespełna rozumu. W ciekawy sposób przedstawione są także losy ambitnej Jane, która musi wybierać między pracą, a małżeństwem, między dobrem ludzi, a tym, co mówią ustawy i regulaminy.

Program Sterylizacji Eugenicznej istniał w latach 1929-1975. W samej Karolinie Północnej wysterylizowano ponad 7 TYSIĘCY ludzi. Oczywiście, czasami sterylizacje były podstawne i same zainteresowane osoby się na nie dobrowolnie zgadzały, jednak wielokrotnie dochodziło do nadużyć zarówno ze strony pracowników socjalnych, jak i rodziny poszkodowanych osób.

Książka Diane Chamberlain na długo zapadnie mi w pamięć. Takich historii się nie zapomina, zwłaszcza, że są oparte na faktach. Serdecznie polecam lekturę tej książki!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Literaturę Amerykańską

#502. „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” – Helen Fielding

„Szalejąc za facetem”


Tytuł: „Szalejąc za facetem”
Tom: #3
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 584
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7785-392-4
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 8 czerwca 2014

Moja miłość do życiowych perypetii Bridget Jones zaczęła się zaledwie kilka miesięcy temu. Byłam na uprzywilejowanej pozycji, ponieważ nie musiałam, jak inne wierne fanki Bridget czekać na trzeci tom latami. Tym razem szalona Pani Jones, a raczej już Darcy, zmierzy się z problemami wieku średniego, tragicznym statutem wdowy, której dzieci tak bardzo przypominają ukochanego męża. O tak, Bridget ma dzieci! Ale niestety… znowu została bez faceta i z dodatkowymi kilogramami, nałogi może troszkę się zminimalizowały, ale cudowne poradniki znów pójdą w ruch!

Helen Fielding to brytyjska dziennikarka prasowa i telewizyjna, a także autorka scenariuszy i pisarka powieści dla kobiet, w których nie brakuje dużej dawki humoru. Do tej pory spod jej pióra wyszły następujące powieści: „Dziennik Bridget Jones”, „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”, „Potęga sławy”, „Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules” i najnowsza, trzecia część o przygodach Bridget – „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”.

Bridget (Jones) Darcy to kobieta jak każda inna, jak każda z nas – zmagająca się z codziennymi problemami. Niestety biednej Bridget nie dane było długo cieszyć się wspaniałym, pełnym miłości i radości małżeństwem, ponieważ jej mąż, Mark Darcy zginął w tragicznym wypadku zostawiając ją z dwójką małych dzieci. To wydarzenie na długo zmieniło Bridget w osobę, która nie patrzy na swoje potrzeby, a bezinteresownie poświęca się dzieciom oraz pisaniu scenariusza… co, prawdę powiedziawszy, idzie jej dość kiepsko. Na szczęście – od czego ma się przyjaciół, którzy zdecydowanie lepiej wiedzą czego Ci właśnie w życiu potrzeba?

51-letnia Bridget ponownie zmierzy się z całą masą rozterek począwszy od depresji, która w efekcie dobiła do 79 kg, po moralne dylematy posiadania młodszego o 20 lat chłopaka poznanego na Twitterze, upiększające zabiegi plastyczne, czy bycie dobrą matką i wdową, która nigdy nie zapomni o swoim mężu. Pojawi się także walka z nowinkami technologicznymi, ciężkie do podjęcia decyzje i wybory, które na zawsze odmienią już jej życie. Co tym razem przytrafi się Bridget? Jesteście ciekawi? To zapraszam do bezzwłocznej lektury książki!

Tym razem książka Fielding dość mocno mnie chwilami wzruszyła, zwłaszcza, gdy Bridget cierpiała z powodu straty męża. Ale oczywiście były także momenty, w których uśmiech nie schodził mi z twarzy. Charakter Bridget wcale się nie zmienił, dalej jest szaloną, roztrzepaną kobietą, która co rusz popełnia gafy, jednak muszę przyznać, że dwie poprzedni części przygód Bridget zdecydowanie bardziej mnie rozbawiły i wciągnęły. Bohaterowie są bardzo mocną stroną tej serii, wykreowani na niezwykle realistyczne i charakterystyczne postaci, na długo zostają w pamięci.

Uważam, że niezbędne jest, by osoby, które rozpoczęły przygodę z Bridget Jones dotrwały i przeczytały ostatni tom. Ciężko jest rozstawać się z dobrymi przyjaciółmi, więc ja na pewno w przyszłości jeszcze nie raz sięgnę po książki Helen Fielding. Polecam serdecznie całą serię wszystkim kobietom, nie trzeba być w wieku głównej bohaterki, by móc zrozumieć jej życiowe rozterki, a wciągająca historia i dawka humoru na pewno przyda się każdemu na długie upalne popołudnia.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka

#484. „Bridget Jones: W pogoni za rozumem” – Helen Fielding

„W pogoni za rozumem”


Tytuł: „W pogoni za rozumem”
Tom: #2
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 445
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7785-442-8
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 9 kwietnia 2014

Jakiś czas temu miałam wreszcie okazję zapoznać się z kochaną przez miliony Bridget Jones. Z wielką radością sięgam po drugi tom – „W pogoni za rozumem”, który jest równie dobrą książką jak „Dziennik Bridget Jones”. Helen Fielding, brytyjska dziennikarka prasowa i telewizyjna oraz pisarka, autorka pięciu powieści: „Dziennik Bridget Jones”, „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”, „Potęga sławy”, „Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules” i najnowszej, trzeciej części z cyklu Bridget Jones – „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”.

„Uwielbiam być samotna, bo wtedy można bawić się z mnóstwem różnych osób, a życie jest pełne wolności i potencjału.”

Bridget powraca, już nie jako uczuciowy parias, ale jako szczęśliwa kobieta w związku z idealnym mężczyzną, który na dodatek ma na nazwisko Darcy! Niestety sielanka i szczęście bycia w związku nie trwa długo, gdy do akcji wkracza wredna Rebecca, natarczywy Daniel czy niekompetentny Gary. Co więcej w pracy też lekko nie będzie, ale Bridget przez swoją niezdarność, spóźnialstwo i brak profesjonalizmu stanie się fenomenalną dziennikarkę telewizyjną. Wiele atrakcji przysporzy także wakacyjna wycieczka do Tajlandii z Shazzer obfitująca w niezwykłe wydarzenia, które w konsekwencji doprowadzą do lawiny kolejnych… Krótko mówiąc – będzie się działo!

Bez obaw, Bridget w dalszym ciągu będzie walczyła z wagą, uzależnieniem od papierosów i alkoholu oraz kolekcjonowaniem poradników. Tym razem jednak lektura książki, poprzez opisywane w niej wydarzenia, sprawiła, że bardzo wczułam się w sytuacje jakich doświadczała główna bohaterka. Razem z nią się śmiałam, razem z nią ubolewałam i ze smutkiem i nierzadko rozgoryczeniem czy złością przygnębiona przewracałam kartki książki. Na szczęście w przypadku kobiecych czytadeł pod koniec wszystko dobrze się kończy. Okrężną drogą, ale warto doczekać takiego końca jaki serwuje Helen Fielding.

Muszę przyznać, że Bridget Jones niezwykle pozytywnie mnie zaskoczyła – zarówno jeśli mowa o tomie pierwszym tego cyklu, jak i tomie drugim. Uważam, że jest to literatura jak najbardziej godna lektury, zwłaszcza przed obejrzeniem filmu (w głównych rolach grają Renée Zellweger, Hugh Grant, Colin Firth – o którym zresztą dużo w samej książce). Twórczość Helen Fielding składa się przede wszystkim z lekkiego pióra, niezwykle zaraźliwego poczucia humoru (i nie mówię tu o typowym angielskim humorze, często niezrozumiałym dla innych nacji), świetnie wykreowanych, bardzo realistycznych bohaterów oraz ciekawej, wciągającej i niezobowiązującej fabuły. W tym tomie nie zabrakło też większej ilości opisów samego Londynu, pewnych miejskich tradycji związanych ze świętami, opisami uciążliwości pracy i samotnego życia w wielkim mieście. To wszystko składa się na bardzo ciekawą mieszankę idealną zarówno na pochmurne jak i słoneczne dni.

Jeśli jesteście zainteresowane (chociaż mężczyzn też zachęcam, a co!) lekturą niezobowiązującej książki, która gwarantuje relaks, dużą dawkę humoru i ciekawą fabułę, to zachęcam do poznania tej Brytyjki. Helen Fielding i Bridget Jones od teraz wpisują się w moją kategorię „ulubione”. Z pewnością niejednokrotnie będę wracała do tych książek, teraz przede mną ostatni tom tej serii, którego już nie mogę się doczekać! Czy ktoś z Was już czytał? Jakie są Wasze wrażenia?

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka

#483. „Marcowe fiołki” – Sarah Jio

„Marcowe fiołki”


Tytuł: „Marcowe fiołki”
Autor: Sarah Jio
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-240-2499-5
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 4 kwietnia 2014

Sarah Jio to amerykańska dziennikarka i pisarka. Jej liczne powieści zostały przetłumaczone na 17 języków i wielokrotnie gościły na liście bestsellerów New York Timesa. „Marcowe fiołki” to powieść o niebanalnej okładce w pięknej kolorystyce, która od razu przykuwa wzrok – jednocześnie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sarah Jio. Książka okrzyknięta mianem najlepszej powieści roku 2011 według Library’s Journal, moim zdaniem zdecydowanie zasługuje na ten tytuł.

„Jutro mamy pierwszy dzień marca, kochanie.
Wspaniałą nazwę ma ten miesiąc, zupełnie jakby z marszu wszystko budziło się do życia.”

Emily była szczęśliwa, udało jej się wydać książkę (niestety tylko jedną), która szybko została okrzyknięta mianem bestsellera, w życiu nie doświadczyła żadnego traumatycznego wydarzenia, nawet kot mieszkający teraz z rodzicami, dożył 22 lat. Niestety, po 6 latach, wydawać by się mogło, udanego związku, została zmuszona do rozwodu przez zdradę męża. Na ratunek zrozpaczonej Emily przychodzi propozycja ciotki Bee, bezdzietnej wdowy, mieszkającej na Wyspie Bainbridge w stanie Waszyngton, która zawsze traktowała Emily i jej siostrę jak córki. Gdy Emily przybywa na wyspę, czuje się jak w domu – nic się tu nie zmieniło.

Pewnego dnia Emily znajduje w pokoju tajemniczy pamiętnik, który ma ogromną wartość, jednak rozwiązanie zagadek kryjących się za wydarzeniami z przeszłości nie będzie łatwym zadaniem. Emily nie spodziewa się, że z początku miesięczny wyjazd na wyspę przeobrazi się w przygodę życia. Na dodatek spotkanie z licealną miłością Gregiem Atwoodem oraz tajemniczym malarzem, Jackiem Evanstonem dostarczą wielu dylematów, nie tylko sercowych.

Dla Emily zmiana otoczenia z hałaśliwego, przeludnionego Nowego Jorku na spokojny, klimatyczny Bainbridge okazała się być zmianą bezcenną. Spędzanie czasu z ukochaną, nieco ekscentryczną ciotką Bee i jej przyjaciółką od serca Evelyn staje się codziennością. Jednak życie młodej kobiety nabiera smaczku dopiero, gdy poznaje Jacka Evanstona, do którego Bee jest bardzo niechętna. Dlaczego? Jakie tajemnice kryje przeszłość?

Autorka wprowadza czytelnika w niezwykły, bardzo tajemniczy i urokliwy świat wyspy, rządzący się swoimi prawami. Bohaterowie są bardzo złożonymi, barwnymi postaciami z licznymi sekretami. Historia jest niezwykle wciągająca, postaci są świetnie wykreowane i bardzo realistyczne, sytuacje wiarygodne i pozbawione sztuczności, jak to czasami bywa w przypadku romansów. Bardzo dużą rolę odgrywają opisy, dzięki którym mogłam się łatwo zanurzyć w lekturze. Gdy Emily spacerowała po plaży, czułam jakbym szła razem z nią, a chłodny wiatr wiał w moją twarz… całkowicie przeniosłam się do fikcyjnego, acz tak realistycznego świata, który wykreowała Sarah Jio.


Podsumowując „Marcowe fiołki”, jest to powieść o miłości ponadczasowej, o miłości, która na przestrzeni lat zmieniała bieg wydarzeń i koleje losu kolejnych osób. Muszę przyznać, że książka całkowicie mnie zauroczyła. Z pewnością sięgnę po inne powieści tej autorki i wierzę, że się nie zawiodę.

Polecam tę książkę wszystkim kobietom – nie ma znaczenia, czy historia Emily będzie Wam bliska, czy jej problemy wcale nie będą podobne do Waszych – po prostu warto ją przeczytać, bo jest to to piękna opowieść pełna tajemnic, niezwykłej atmosfery wyspy i całej gamy uczuć, które budzą się w czytelniku wraz z lekturą książki. Jeśli poszukujecie lekkiej powieści, która pozwoli Wam skutecznie oderwać się od rzeczywistości, to „Marcowe fiołki” będą lekturą idealną. Świetnie nadadzą się na prezent z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych lub Dnia Matki.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Znak

Recenzja przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#481. „Wichrowe wzgórza” – Emily Brontë

„Wichrowe wzgórza”


Tytuł: „Wichrowe wzgórza”
Autor: Emily Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 448
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7779-174-5
Ocena: 10/10

Nazwisko Brontë ściśle wiąże się z klasyczną literaturą angielską. Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna zasłynęły jako wielkie pisarki, niestety dopiero po śmierci, ale po dziś dzień uważane są za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat ściśle związane z literaturą, wspólnie pisały opowiadania i wiersze. Ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, siostry pisały pod męskimi pseudonimami. Emily Brontë jest znana głównie dzięki swojej jedynej powieści – „Wichrowe wzgórza”. Opublikowana po raz pierwszy w roku 1847 książka, nie spotkała się z pozytywnym odbiorem wiktoriańskich krytyków i czytelników, jako że powieść uważano za brutalną i kontrowersyjną. Na szczęście, po latach zyskała ogromne uznanie, doczekując się wielu przekładów, wielu tłumaczeń i wznawianych wydań, a także kilku adaptacji filmowych.

Klasyka literatury ma to do siebie, że łączy powieści, które dotykają tematów ponadczasowych, są wybitnie napisane i powszechnie uznane za arcydzieła w swoim gatunku. Trudno się dziwić, że do kanonu klasyki wpisała się także powieść Emily Brontë. Wyjątkowy styl, barwne opisy, wiktoriański klimat Anglii XVIII i XIX wieku i niezwykli bohaterowie tworzą nadzwyczajną powieść.

Earnshaw, głowa rodziny, ojciec Catherine i Hindleya, podczas podróży do Londynu napotyka biednego, cygańskiego chłopca, którego nazywa Heathcliff i nakazuje swoim dzieciom traktować go jak równego sobie, jak brata. Niestety, po śmierci Earnshawa, majątkiem zarządza Hindley, który zawsze nienawidził przybłędy, co manifestuje swoim oschłym, brutalnym zachowaniem w stosunku do chłopaka, który jedyne ciepłe słowa może usłyszeć od Catherine. Jednakże, gdy Cathy poznaje Edgara Lintona, statecznego, ułożonego młodego mężczyznę i godzi się zostać jego żoną, serce Heathcliffa zamiera. Przecież wyraźnie było między nimi wyjątkowe uczucie! Gdy Heathcliff po kilku latach wraca na Wichrowe Wzgórza jest całkowicie odmienionym człowiekiem, gentlemanem, nie byle cygańskim parobkiem. Czy latami skazywane na porażkę uczucie będzie miało kiedyś szansę zaistnieć? Karty książki pokazują, że czas nie leczy ran, wzmacnia tylko nienawiść i zgorzknienie. Heathcliff wpada na szaleńczy plan zemsty, który pogrąży jego i odbije się na kolejnym pokoleniu…

Bohaterowie Emily Brontë, szczególnie Heathcliff i Catherine są wielkimi romantykami, jakich dzisiaj mało. Niektóre ich zachowania mogą się wydać dla nowoczesnego czytelnika irracjonalne i nierzeczywiste. Ta dwójka jest również parą budzącą naprawdę sprzeczne uczucia – ich gnuśność, butność, arogancja i hardość wcale nie ułatwiają im życia. Całość jest nieco mroczna, momentami ponura i przygnębiająca, jednocześnie niezwykle romantyczna, przesycona samotnością i tęsknotą. Tak wiele emocji pojawia się w tej powieści, że czasem czułam wewnętrzny mętlik. Powieść jest napisana w taki sposób, że ciężko jest się od niej oderwać. Losy bohaterów, ich uczucia, przemyślenia, niezwykle ciekawią i sprawiają, że z każdą kolejną stroną chce się wiedzieć więcej. Styl nie jest przesadnie pompatyczny, chociaż nie brak obrazowych i barwnych opisów, metafor czy epitetów, które jedynie dopełniają całości świetnie oddając klimat ery wiktoriańskiej.

W Polsce „Wichrowe wzgórza” po raz pierwszy ukazały się w roku 1929 pod tytułem „Szatańska miłość”. Myślę, że ten tytuł, chociaż odbiegający od oryginalnego, również świetnie oddaje atmosferę powieści. Książka jest fascynująca, autorka pokusiła się o dogłębny opis emocji, precyzyjnie zagłębiając się w psychikę bohaterów opętanych negatywnymi uczuciami, które niestety przysłoniły te pozytywne.

Muszę szczerze przyznać, że żałuję tego, że dopiero teraz sięgnęłam po „Wichrowe wzgórza”. Jest to powieść napisana z rozmachem, pełna pasji, ogromnej tęsknoty, niespełnionej miłości i wielkiego pragnienia osiągnięcia jej. Jest to książka, która budzi w czytelniku całą gamę przeróżnych emocji, akcja wciąga od pierwszych stron, a bohaterowie są wykreowani w bardzo realistyczny sposób. Jeśli popełniliście tan sam błąd jak ja i nie mieliście nigdy wcześniej okazji czytać „Wichrowych wzgórz” to serdecznie Was do lektury tej książki zachęcam. Nie bez powodu jest wielokrotnie tłumaczona i wydawana na nowo, nie bez powodu doczekała się kilku ekranizacji filmowych. Serdecznie polecam, bo zdecydowanie warto poświęcić się lekturze tej powieści. Wyjątkowa, pełna namiętności i nieuchronnej tragedii, wciągająca i niesamowita.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG