Archiwa tagu: minimalizm

#466. „Snuff” – Chuck Palahniuk

Kochani! Muszę się Wam czymś pochwalić… jestem taka szczęśliwa! :) Jednak ten ponury i chłodny dzień okazał się być jednym z najlepszych dni jakie mnie ostatnio spotkały :) Mianowicie, Szanowne Jury konkursu Blog Roku, czyli pani Novika, zadecydowała, że mój blog znajdzie się w trójce, która przechodzi dalej do finału! Teraz proszę Was o wsparcie myślowe i mocne trzymanie kciuków za mnie, ponieważ wyniki zostaną ogłoszone na uroczystej Gali, w Warszawie 27.02. (dokładnie miesiąc przed moimi 22 urodzinami!) Dziękuję wszystkim z Was za wsparcie jakie mi okazaliście, zarówno za Wasze smsy jak i za to, że odwiedzacie mojego bloga. Cieszę się, że ktoś mnie docenił, a dzięki Wam wiem, że to co robię ma sens!

„Snuff”


Tytuł: „Snuff”
Autor: Chuck Palahniuk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 221
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-60979-27-3
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 18 lutego 2014

Obiecywałam, że rok 2014 na moim blogu będzie rokiem Chucka Palahniuka i wycofywać się z tej obietnicy nie mam zamiaru. Oto moja najnowsza zdobycz, bo prezent mikołajkowy, mam nadzieję, że nie zniechęci niektórych z Was do zapoznania się z twórczością pisarza, bo bez dwóch zdań jest ona specyficzna. P.S. Jeśli zastanawiacie się co jest na okładce to z pewnością pierwsze lub drugie Wasze skojarzenie okaże się trafne…

Chuck Palahniuk należy do jednych z moich ulubionych współczesnych pisarzy amerykańskich. Jest niezależnym dziennikarzem i pisarzem satyrycznym a także autorem 15 powieści (w tym jednego przewodnika po swoim rodzinnym mieście Oregonie i książki niewydanej w Polsce „Stranger Than Fiction: True Stories”) z których 13 zostało przetłumaczonych na język polski. Dwie z jego powieści przeniesiono na szklany ekran – fenomenalny „Fight Club” i „Udław się” (które w formie papierowej jak i filmowej jeszcze przede mną).

Cassie Wright od wielu lat pracuje w pornobiznesie. Mimo tego, że nie należy do najmłodszych, a raczej można ją spokojnie nazwać weteranką fachu, postanawia ustanowić nowy rekord – zadowolić przed kamerami 600 mężczyzn. Niektórzy z nich są przypadkowymi amatorami szukającymi sensacji, inni są doświadczonymi zawodowcami chcącymi wpisać sobie to wydarzenie do CV. Precyzyjnie wyselekcjonowani wielbiciele Cassie stawiają się w wyznaczonym miejscu i z niecierpliwością oczekują na swoją kolej w tak newralgicznym momencie. Podczas pełnego napięcia oczekiwania mężczyźni wdają się w rozmowę – pan numer 600 okazuje się być jednym z aktorów z którym wielokrotnie nakręcano Cassie, pan z numerem 137 to szukający rozgłosu i grający epizodyczne role mężczyzna niepewny swojej orientacji seksualnej, natomiast numer 72 to młody chłopak, który przyszedł do Cassie w pewnym celu…

„Sześciuset facetów. Jedna królowa porno. Światowy rekord wszech czasów. Pozostanie po nim zapis wideo, który będzie odtąd marzeniem każdego wytrawnego amatora erotyki i wielbiciela Cassie.
Żaden z nas nie przyszedł tu z zamiarem wystąpienia w filmie z gatunku snuff.”

Co oznacza tytułowe słowo „Snuff” (zakładam, że nie wszyscy z Was wiedzą, sama nie wiedziałam…)? Jest to gatunek filmów określanych mianem filmów „ostatniego tchnienia” pokazujących stylizowane na prawdziwe sceny gwałtów, tortur i śmierci. I tym razem autor raczy swoich wiernych czytelników dużą dawką makabry, wulgarnego słownictwa, niezliczonej ilości wyszukanych epitetów na onanistę czy też zakończenia, w którym ktoś umiera.

Rozdziały są zatytułowane wybranymi numerami panów (600, 72 i 137) którzy przedstawiają swój życiorys oraz relacjonują, co dzieje się na bieżąco oraz imieniem Sheila, bohaterki, która jest współorganizatorką całego przedsięwzięcia i prawą ręką Cassie. Palahniuk zaserwuje także niezbyt udane rodzinne spotkanie po latach oraz całą masę pobocznych historii dzięki którym lepiej poznamy 5 głównych bohaterów tej książki.

Palahniuk nie boi się zadawania pytań retorycznych skierowanych do czytelnika wymuszając chwile refleksji nad konsumpcyjnością życia, prezentuje swoją bogatą wiedzę na temat świata pornobiznesu, całą masę informacji dotyczących znanych aktorów i ich wpadek, nierzadko katastrofalnych. Jednak mimo perwersji zarówno językowej jak i pod względem treści, książka jest na tyle ciekawa, że czyta się ją do samego końca. Nie jest długa, więc lektura nie zajmuje dużo czasu.

Chciałabym, by osoby, które sięgają po jakiekolwiek książki Chucka Palahniuka w polskim wydaniu, spróbowały kiedyś przeczytać chociaż kawałek jego książki w oryginale. Możecie mi wierzyć, bo co nieco o tłumaczeniu już wiem, że tłumaczka odwala kawał naprawdę dobrej roboty. Chciałabym kiedyś w przyszłości osiągnąć taki poziom tłumaczenia. Książkę polecam osobom, które nie zrażą się tematyką, językiem, wulgarnością i perwersją.

Książka przeczytana w ramach wyzwania u Basi – Czytam literaturę amerykańską

Reklamy

#135. „Uchodźcy i wygnańcy” – Chuck Palahniuk

"Uchodźcy i wygnańcy"


Tytuł: „Uchodźcy i wygnańcy”
Autor: Chuck Palahniuk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 224
Data wydania: 2008
ISBN: 978-83-6097-907-5
Ocena: 5/10
Data przeczytania: 9 lipca 2010

Jak na wielką fankę twórczości amerykańskiego pisarza satyrycznego przystało dałam pod lupę, kolejną powieść Palahniuka. :)

Przyznam, że czytanie w tym przypadku nie sprawiło mi radości. Strasznie męczyła mnie ta książka i nie potrafiłam jej skończyć. Momentami czułam, że zmuszam się do tego, by przebrnąć przez daną stronę.

Nie, żeby w „Uchodźcach i wygnańcach” nie było nic ciekawego, wręcz przeciwnie – książka jest naszpikowana ciekawostkami, jednakże jest to poniekąd typowy przewodnik po Portland w stanie Oregon. Dowiesz się jakie miejsca warto zwiedzić, jakie niespotykane rzeczy zobaczyć, czy jakich wspaniałych ludzi poznać, ale to nie to, co zawsze oddaje Chuck „na tacę”.

Jedynymi ciekawymi elementami są obrazki poprzedzające każdy rozdział i „pocztówki” czyli dwustronne wspomnienia Palahniuka dotyczące jego okresów z młodości, co pozwala zbliżyć się do autora i poznać go dogłębniej. Ale moim zdaniem tych „pocztówek”, bo tak nazywa je sam autor, jest w powieści za mało. Nie czułam się zawiedziona, po prostu tak chyba wygląda książka – przewodnik.

Fanom Palahniuka nie polecam „Uchodźców i wygnańców”, chyba, że tak jak ja wcześniej, ustanowili sobie za główne zadanie przeczytać wszystkie jego książki. Natomiast tym, którzy chcieliby w niedalekiej przyszłości odwiedzić Portland w stanie Oregon – na pewno się przyda :) zdecydowanie lepsza niż jakikolwiek przewodnik. Jest to jedyna książka Palahniuka, którą odsprzedałam ze swojej kolekcji.

Ponieważ nie mam teraz czasu na dokończenie jakiejkolwiek książki i napisanie nowej recenzji, to postanowiłam dodać tę ‚starą’, ale może uda mi się napisać coś w poniedziałek :) Już mam za sobą egzamin z j.angielskiego pisemnego, z gramatyki oraz ustny, z literatury brytyjskiej (której się obawiałam bardzo) i cywilizacji. Jeszcze został mi esej z angielskiego i historia Anglii. A potem jak wszystko pójdzie dobrze to tydzień ferii, który spędzę w Zakopanym z książkami i deską snowboardową :)

#54. „Niewidzialne potwory” – Chuck Palahniuk

"Niewidzialne potwory"


Tytuł: „Niewidzialne potwory”
Autor: Chuck Palahniuk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 240
Data wydania: 2010
ISBN: 978-83-60979-14-3
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 29 sierpnia 2010

„Wszędzie wokół nas szerzy się erozja i owady pożerają świat, nie wspominając o ludziach i skażeniach. Wszystko ulega biodegradacji, czy się do tego przyczyniasz, czy nie.”

Książka podzielona na rozdziały, rozpoczyna się od sceny, niejako końcowej, by już w rozdziale drugim poprzez retrospekcję, pokazać rozwój wcześniejszych wydarzeń. Ale, jak zaznacza sam autor, tutaj wszystko będzie nie po kolei, zupełnie jak w czasopiśmie dla kobiet – i tak też jest, co przyznaję, nie zawsze jest łatwe w odbiorze dla czytelnika. Już sama narracja przypomina chaotyczny magazyn mody w którym na każdym kroku, a raczej stronie, można dojrzeć prześwietlone przez obiektywy papparazzich życie ludzi, ich myśli, uczucia, czyny. Paradoksalnie, wygląda to raczej na zbiór dygresji, które same dla siebie są wtrąceniem nowego wątku. Dygresja dygresji dygresji – jak powiedziałby Palahniuk.

W swoim kolejnym ‚masterpiece’ Chuck ukazuje nam prześwietlone życie trójki osób, które w przypadkowy sposób ponownie połączył los. Wszystkie wątki otwiera przerażająca historia „wypadku samochodowego” młodej modelki, stojącej u szczytu kariery, która straciła wszystko. Jednakże dopiero w połowie książki czytelnik dowiaduje się szczegółów zdarzenia. Od tego momentu, jej życie przypomina równię pochyłą. Shannon McFarland staje się Daisy St.Patience, Kay McIsaac, albo Bubbą-Joan, osobą bez stałego imienia, bez stałego domu, bez narzeczonego Manusa, bez swojej chorej umysłowo przyjaciółki Evie, jedynie z nierozłączną dwójką przyjaciół, którzy są razem niczym „Trzej Muszkieterowie”. Shannon miała kiedyś brata – Shane’a, który w nieszczęśliwy sposób okaleczył sobie twarz, geja, zmarłego na AIDS. Ale dopóki żył, ona musiała żyć w jego cieniu.
Błysk.
„Wiesz, ja też bym się uśmiechnęła, gdybym miała wargi.”
Błysk.
„Będę wszystkim, czym chcesz, żebym była”.
Błysk.
Co zrobić kiedy na pytanie o definicję słowa „fletching” zamiast odpowiedzieć: krojenie indyka, odpowiada się, że jest to pewnego rodzaju miłość uprawiana wśród gejów? Zwłaszcza jeśli rozmowa prowadzona jest przy rodzinnym obiedzie?
Błysk.
Kolejną ważną postacią jest transseksualna księżna Brandy Aleksander, osoba bliska głównej bohaterce od urodzenia. Mężczyzna, który odnalazł kochającą go rodzinę, trzy siostry, które zmieniły go w jedną z nich. Brandy Aleksander radzi: podziel się ze mną swoją osobistą ohydną opowieścią, wyrzuć ją z siebie, a potem się zaszyj. Księżna, która przeszła masę operacji plastycznych, wybierająca najrzeczywistsze waginy z odpowiednich magazynów, faszerująca się narkotykami i środkami uśmierzającymi ból. Zapadająca w zapomnienie.
Błysk.
„Choćby nie wiadomo jak kogoś się kochało, człowiek się cofa, kiedy kałuża krwi jest coraz bliżej.”
Błysk.
„Ktoś, kogo kochasz, i ktoś, kto kocha ciebie, nigdy, przenigdy nie są tą samą osobą.”
Błysk.
„Kiedy nie wiemy, kogo nienawidzić, nienawidzimy samych siebie”.
Błysk.
Na koniec – uwodzicielki signore Alfa Romeo alias Seth Thomas, czy Nash Rambler albo Christian Dior lub… mężczyzna o błękitnych, niewinnych oczkach, czarujący wszystkie kobiety. Pochłaniający miliony kobiecych hormonów zamkniętych w maleńkich kapsułkach. Transformujący swoje ciało w coś niezdefiniowanego. Mężczyzna, który był przy głównej bohaterce od samego początku, chociaż czasem wydawałoby się, że jest przeciwko niej. Ukrywający swoją orientację seksualną i sam w nią nie wierzący.
Błysk.
„Niektórzy ludzie nie zauważają przyszłości”. Ale od „kiedy przyszłość przestała być obietnicą i stała się zagrożeniem?”
Błysk.

Jak uśmierzyć ból istnienia? To główne pytanie z którym borykają się główni bohaterowie tej powieści. Autor znowu dogłębnie bada ludzką psychikę, wchodzi w umysły ludzi, tak zgrabnie, że nie jesteśmy w stanie tego zauważyć. Ponownie pojawia się konsumpcyjne społeczeństwo dążące do własnego unicestwienia, zniewolone i pragnące uwolnienia za wszelką cenę. Po raz kolejny pojawia się ból, strach, cierpienie i obłęd jako myśl przewodnia. Jak zwykle ironiczny, odrażający, perwersyjny, ale tak prawdziwy, że można się poczuć, jakby czytał w myślach, jakby znał świat lepiej, niż ktokolwiek inny. Palahniuk znakomicie zarysowuje obraz psychologiczny każdego z bohaterów skupiając się głównie na królewskiej trójce. Bezwstydnie obdziera ich z uczuć, uniemożliwia im dojście do bezgranicznego szczęścia. Załatwia marne półśrodki. Tak steruje wydarzeniami w książce, że wszystko w swoim okropieństwie, wydaje się niemożliwe. Nic tu nie jest tym, na co wygląda! Zaskakujące zwroty akcji sprawiają, że książkę czyta się z otwartymi ustami. A to wszystko czyni autora jeszcze lepszym, bardziej unikatowym.
Jest to kolejna, świetna książka autora „Fight Club”, którą całym sercem polecam jego fanom, jak i tym, którzy jeszcze go nie znają:)

Recenzja tej książki zapewniła mi wygraną w konkursie na recenzję tygodnia (30 sierpnia – 5 września 2010) organizowanym przez portal LubimyCzytać.pl.

#12. „Pigmej” – Chuck Palahniuk

"Pigmej"


Tytuł: „Pigmej.”
Autor: Chuck Palahniuk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 285
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-60979-20-4
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 27 maja 2011

„Całe piękno stworzone przez Boga w końcu przejdzie przez amerykańskie usta, trzewia, i zostanie wydalone odbytem.”

Palahniuk kreuje atak na Amerykę. Umieszcza nastoletniego agenta wywiadu numer 67, wraz z przyjaciółmi w Ameryce. Będą mieszkali w niej pół roku, u białej, chrześcijańskiej rodziny. Rodzina Goszcząca – Cedar w składzie: Matka Goszcząca, Ojciec Goszczący, Kocia Siostra Goszcząca i Świński-Psi Brat Goszczący. Zadaniem obcokrajowców jest zniszczenie kultury i społeczeństwa amerykańskiego. Po pewnym czasie czytelnik odnosi wrażenie, że autor neguje nie tylko świat Ameryki, ale także świat Agentów – marionetek swojego państwa z wszczepioną nienawiścią do obcego narodu. Przez ten zabieg, widzimy, że mimo iż to Ameryka jest ukazana pejoratywnie, państwo głównych bohaterów jest również złe.

„Pierwszy priorytet: każdy musi wygenerować amerykańskie dziecko.”

Książka podzielona jest nie na rozdziały, ale na złożone „meldunki” z których poszczególne słowa są zamazane. Każdy rozdział meldunek jest zakończony cytatem znamienitych twórców światowych destrukcji i buntu: Adolfa Hitlera, Benito Mussoliniego, Włodzimierza Lenina, Lwa Trockiego, Mao Tse-tunga czy Che Guevarę. Dlaczego po raz pierwszy u Palahniuka bohaterem książki jest nastolatek, z pewnością dlatego, że autor jako motto swojej powieści użył cytatu Adolfa Hitlera: „Tylko ten, kto ma młodzież, ma przyszłość.”

„Przemoc jest synonimem miłości.”

Drastyczne opisy zemsty Pigmeja. Oprócz bicia, tortur, mordowania, znajdzie się też pokaż wynaturzonej, zboczonej, chorej wyobraźni chłopca, nierzadko przechodząca od myśli do czynów. Agent 67 z ‘obcego’ staje się ‘bohaterem narodowym’. Co tak naprawdę za tym wszystkim stoi? Jak potoczą się losy Agentów? Czy uda im się zlikwidować Amerykę?

„Priorytet: wypełnić z sukcesem najważniejszą misję, kryptonim operacji: >>Chaos<<.”

Operacja „chaos” polega na tym, by niszczyć od środka społeczeństwo amerykańskie, doprowadzić je do totalnej destrukcji, unicestwienia. Mali Agenci w wielkim wydaniu. Mordują, gwałcą i bezczeszczą społeczeństwo amerykańskie. Nie zapominajmy, że gdy tylko w książce pojawi się pistolet, to znaczy, że musi wystrzelić.

„Wkład do kultury. Państwowa ideologia, język, prawa, wszystko to zniszczone. Wszystkie aspiracje i zbrodnie. Wszystkie opinie i uprzedzenia. Rozbite w proch, roztrzaskane.”

Oczywiście nie obyło się bez jego minimalistycznego stylu pisania. Książka jest utrzymana w minimalistycznej konwencji. Nie brakuje tu satyry, czarnego humoru, groteski i naturalizmu, oraz drastycznych scen, które czasami mogą budzić obrzydzenie. Mimo wszystko, to jest „majstersztyk”. Ordynarny i obsceniczny – jak zwykle, a zarazem przerażająco smutny i dojmujący, dający do myślenia, krytykujący otaczający nas świat i wartości jakimi się rządzi.

„Smagający Lew, rwij – rycz.”
„Pchnięcie Rysia, świst – zonk.”
„Uderzenie Pandy, bam – błam.”

Zapraszam do świata Wal-Martu, wibratorów, penetracji, literackiego minimalizmu, nowej metafory, wulgarności, totalnej masakry w wydaniu XXL. Coś niebanalnego. Coś lepszego od „Opętanych”.