Archiwa tagu: powieść obyczajowa

#286. „Za wcześnie” – Joanna Barnard

„Za wcześnie”


Tytuł: „Za wcześnie”
Autor: Joanna Barnard
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 352
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-8069-422-4
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 12 sierpnia 2016

Świetny nauczyciel angielskiego Henry Morgan i 15-letnia Fiona Palmer, bystra młoda dziewczyna, obojga łączy wspólna miłość do literatury. Idealizowany przez nastolatkę mężczyzna, z którym może dzielić swoje pasje staje kimś więcej. Ale kogo winić w tej sytuacji?
Mijają lata, Fiona już jako 30-letnia mężatka, spotyka swojego nauczyciela z dawnych lat. To, co dzieje się potem jest kompletnym zaskoczeniem. Wprawdzie ich romans to tylko epizod z przeszłości, ale czy na pewno? Czy będą umieli zapanować nad targającymi ich dusze i ciała emocjami, zanim komuś stanie się krzywda?

Pomysł na fabułę, gdzie nauczyciel ma romans z uczennicą nie jest zbyt oryginalny, jednak wszystko się zmienia, gdy popatrzymy na ten romans oczami głównej bohaterki, która jest 30-letnią mężatką. Narracja prowadzona jest przez Fionę, wydarzenia z teraźniejszości łączą się z wydarzeniami z lat młodości spisanymi w pamiętniku oraz ze wspomnieniami. Z czasem staje się jasne, że ani Fiona ani Henry nie są dobrymi ludźmi, oboje są egoistycznymi narcystami. Ale przecież człowiek może się zmienić, prawda?

Autorka w swojej książce dotyka takich tematów jak miłość, obsesja, zdrada, prawda i zaufanie. Przygotujcie się na sekrety, kłamstwa i mieszaninę rozmaitych emocji. Pokazuje jak łatwo, będąc silną osobowością, manipulować innymi ludźmi. Wszystkie te tematy nie są proste i przyjemne, jednak lekkość jej pióra (tudzież klawiatury komputera) sprawia, że książkę czyta się zaskakująco dobrze.

Uważam, że jest to udany, wciągający debiut – wiadomo, że ma silne i słabsze strony, ale dzięki tematyce jaką dotyka, książka łatwo zyskuje w oczach czytelnika. Polecam.

Joanna Barnard jest absolwentką anglistyki, obecnie zdobywa uprawnienia terapeuty. W 2014 roku otrzymała nagrodę Bath Novel Award. Urodzona na północy Anglii, przebywa na wygnaniu na południowym krańcu wyspy i tęskni za płaskimi samogłoskami, serdecznymi kierowcami autobusów oraz frytkami z sosem. (notka Wydawnictwa)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

#278. „Były sobie świnki trzy” – Olga Rudnicka

„Były sobie świnki trzy”


Tytuł: „Były sobie świnki trzy”
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 360
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-8069-266-4
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 20 kwietnia 2016

Nie wiem jak zabrać się do recenzji tej książki. Jeśli o mnie chodzi to napisałabym tyle: ŚWIETNA KSIĄŻKA! CAŁKOWICIE POLECAM. No, ale wypada napisać coś więcej, w końcu tak ładnie na blogu wygląda jak recenzja wykracza długością chociaż trochę za to zdjęcie okładki, prawda? :)

Olga Rudnicka umocniła sobie u mnie pozycję jednej z najlepszych polskich pisarek jeśli chodzi o lekkie powieści z humorem, barwnymi postaciami, a czasem i wątkiem kryminalnym w tle. Mimo że nie czytałam jeszcze jej wszystkich książek, a na razie tylko 4 to z każdą kolejną jedyne czego żałuję to tego, że książka już się skończyła (no cóż… mogłam nie czytać jej po nocach, toby mi więcej na dzień zostało…) Teraz mogę tylko polecać jej książki każdej osobie, która pyta mnie o dobrą powieść – zwłaszcza każdej kobiecie, bo to głównie one są targetem.

„Życie jest takie niesprawiedliwe dla sponiewieranych żon. Ile wyrzeczeń, ile poświęceń trzeba włożyć w małżeństwo, a i tak jedyne, co można dostać w zamian, to kopniak w tyłek na odchodne.”

Jolanta Markiewicz ma 38 lat, dwójkę nastoletnich dzieci i męża mecenasa, który nagminnie ją zdradza, co w sumie nawet jej nie przeszkadza, byle dał jej święty spokój i płacił za SPA. Kamelia Padecka ma 36 lat, a jej mąż jest komornikiem stołecznym, wiodą nudne życie i nie mają dzieci, jej głównym relaksem jest siłownia i SPA. Marta Skałka ma 34 lata, męża, który jest właścicielem firmy doradztwa podatkowego i jedyne o czym marzy, a czego nie chce jej dać mąż to dzieci, dlatego udziela się na rzecz dzieci i również często uczęszcza do SPA. Trzy całkowicie różne kobiety, które są najlepszymi przyjaciółkami, mają te same problemy – są nieszczęśliwe w małżeństwie, niedoceniane i niekochane przez mężów dla których są tylko dodatkiem na imprezach firmowych. Kobiety wpadają na diaboliczny pomysł pozbycia się mężów i zyskania całego majątku – ale jak to zrobić, by nie wzbudzić niczyich podejrzeń? Na horyzoncie pojawia się także Sandra Tomaszewska, młoda, aspirująca prawniczka, którą los w zaskakujący sposób połączy z trzema kobietami.

„Nic tak nie łączy ludzi, jak wspólny wróg. Nie pamiętała kto to powiedział, ale miał rację.”

Każda z wyżej wymienionych bohaterek jest kompletnie inna, każdą z nich polubimy za inny aspekt osobowości (chociaż przyznam, że moją ulubioną zdecydowanie jest moja imienniczka – Martusia). Historia, a co najważniejsze zaskakujące zwroty akcji – sprawiają, że książka to istny majstersztyk. Nie zabraknie także dużej dawki humoru, a dialogi są dopracowane w każdym szczególe. „Były sobie świnki trzy” to książka, której nie brak niczego, a jej lektura to sama przyjemność.

Kiedy po przeczytanej lekturze nasze myśli w dalszym ciągu do niej powracają – to znak, że była to naprawdę dobra książka. Zainteresowanych odsyłam także do niedługiego wywiadu (KLIKNIJ TU), który miałam okazję przeprowadzić z Panią Olgą, przesympatyczną kobietą i wspaniałą pisarką :) Z ogromnym utęsknieniem czekam na kolejną jej książkę i wiem, że w tym wyczekiwaniu nie jestem odosobniona :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka