Archiwa tagu: powieść

#499. „Najlepsza Jedenastka” – Janet Evanovich

„Najlepsza Jedenastka


Tytuł: „Stephanie Plum: Najlepsza Jedenastka”
Seria/tom: Stephanie Plum / 11
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 384
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7574-966-3
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 25 maja 2014

Zapewne wiecie, że jedną z moich ulubionych pisarek powieści sensacyjnych z humorem i romansem w tle jest Janet Evanovich, amerykańska pisarka, która zasłynęła serią o przezabawnej łowczyni nagród, Stephanie Plum. W 2012 roku uplasowała się na 3 miejscu w rankingu Forbesa jako najlepiej zarabiająca pisarka (w 2013 roku znajduje się w pierwszej dziesiątce!).

Agentka do spraw windykacji poręczeń, jak ładnie i profesjonalnie nazywa się stanowisko, które piastuje Stephanie Plum, zostaje zwolnione – Stephanie ma dosyć pracy jako łowczyni nagród, dosyć odrapanych kolan, wybuchających samochodów, zastraszania i ścigania przestępców różnej rangi. Jednak bez pracy pozostać nie może, więc zatrudnia się w fabryce guzików, szybko traci tam stanowisko na rzecz kolejnej pracy – w pralni, by i tę stracić w mgnieniu oka i zatrudnić się na chwilę w ulubionym fast foodzie Luli. I chociaż zerwała z zawodem łowcy nagród, zaczyna otrzymywać tajemnicze pogróżki, ktoś nawet włamuje się do jej domu i w biały dzień oddaje strzały w jej nowo zakupiony samochód. Kto tak bardzo pragnie zemsty?

Co więcej Steph próbuje zrobić sobie przerwę od Joe i Komandosa w celu uporządkowania swoich uczuć względem tych dwóch bogów seksu, jednak będzie to trudne, gdy z jednym się mieszka, a z drugim pracuje… Żeby problemów nie było za mało, cała rodzina bardzo stresuje się drugim ślubem siostry Stephanie, Valerie, a sama Śliwka będzie musiała uzbroić się w stalowe nerwy, bo wybuchające samochody będą na porządku dziennym (gdyby nakręcić tę cześć to chyba drogo bo to wyszło). Nie zabraknie też Luli, tym razem w roli łowcy nagród, a Babcia Mazurowa również będzie miała swój udział w tej historii.

Janet Evanovich ma niezwykły talent i lekkie pióro, dzięki temu stworzyła fenomenalną serię książek, która począwszy od pierwszego tomu w dalszym ciągu trzyma wysoki poziom. Nie brakuje zagadek, zaskakujących zwrotów akcji i radzę nawet nie próbujcie marnować sił na powstrzymanie śmiechu, bo z pewnością się Wam to nie uda!

„Najlepsza jedenastka” wciąga od pierwszych stron. Co więcej ze Stephanie Plum jest tak, że nie może się nam ona znudzić, jest zbyt zabawna i zaskakująca w swoich decyzjach. Jeśli jeszcze nie poznaliście tytułowej Śliwki, to serdecznie Was do tego zachęcam. Nie przerażajcie się ilością tomów, bo to nie jest nic strasznego, a raczej plus – w przeciwnym razie chyba bym się popłakała ze zbyt szybkiego rozstania z moimi ulubionymi bohaterami. Pod koniec czerwca ukaże się 12 część o Stephanie Plum czego z niecierpliwością oczekuję!

Z tej serii recenzowałam także:
1. „Po pierwsze dla pieniędzy”
2. „Po drugie dla kasy”
3. „Po trzecie dla zasady
4. „Po szóste nie odpuszczaj”
5. „Szczęśliwa siódemka”
6. „Ósemka wygrywa”
7. „Wystrzałowa dziewiątka”

Książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz wyzwania Czytam literaturę amerykańską

Reklamy

#497. „Demony Leningradu” – Adam Przechrzta

„Demony Leningradu”


Tytuł: „Demony Leningradu”
Seria/tom: część pierwsza
Autor: Adam Przechrzta
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 453
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7574-996-0
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 11 maja 2014

„Demony Leningradu” są pierwszą książką Adama Przechrzty, opowiadającą historię rosyjskiego majora, żołnierza, dla którego nie ma spraw niemożliwych do rozwiązania. Drugą częścią jest, recenzowana przeze mnie jakiś czas temu książka „Demony wojny”.

Historia zaczyna się w 1942 roku w Leningradzie. Jest to miasto, działające niczym pole bitwy – walka o przeżycie, siarczysty mróz i czyhające na każdym kroku niebezpieczeństwo są na porządku dziennym i bynajmniej nie sprawiają, że jest to miejsce w którym chce się żyć. Główny bohater, Aleksander Razumowski, a jednocześnie narrator jest majorem wojennej rozwiedli, który jako jeden z nielicznych utrzymał się po Wielkiej Czystce. On i jemu podobni mają wyraźną protekcję Stalina, w przeciwieństwie do niezbyt lubianych gości z NKWD. Tym razem zadaniem Razumowskiego będzie odnalezienie przywódcy kanibalistycznej sekty, która morduje profesjonalnych żołnierzy, weteranów wojska, w celu zyskania paranormalnych zdolności, zostawiając na miejscu mnóstwo krwi i ciała bez serca. Na szczęście w tym trudnym zadaniu nie pozostanie osamotniony – pomocną dłoń wyciągną doń oddani przyjaciele. Jednak czy to wystarczy by odnaleźć i pokonać niebezpiecznego wroga?

Aleksander Razumowski jest bardzo ciekawą postacią. Niejednokrotnie musiał mierzyć się z zadaniami nie do wykonania, przez co jest niczym James Bod w wersji rosyjskiej. Nie są mu obce trudne warunki, niebezpieczni ludzie i straszne intrygi, czy nawet kanibalizm (wprawdzie surowo karany).

I chociaż „Demony Leningradu” to powieść wojenna, bazująca na wydarzeniach historycznych, nie brak w niej także wątku kryminalnego. Język jest prosty, często wulgarny, ale przez to świetnie oddaje klimat wojny. Brakowało mi jednak tłumaczeń rosyjskich wtrąceń, bo przecież nie wszyscy czytelnicy posługują się tym językiem. Autor miał naprawdę świetny pomysł na powieść, w fabule oraz kreacji bohaterów wyraźnie widać ogromną kreatywność i pomysłowość. Opisy nie ogrywają tu pierwszoplanowej roli, raczej dialogi i wewnętrzne przemyślenia bohaterów. Pod koniec książki umieszczono posłowie, w którym opisano wiersze, piosenki, tłumaczenia i ciekawostki, a zaraz potem krótka nota o autorze.

„Demony Leningradu” to idealna książka dla wszystkich osób zaczytujących się w powieściach wojennych, opartych na wydarzeniach historycznych, gdzie pojawia się wątek kryminalny, elementy charakterystyczne dla powieści fantasy, a oprócz tego dużo wciągającej akcji i ciekawie wykreowani bohaterowie. Czy odważycie się wyruszyć na spotkanie z „Demonami Leningradu”? Polecam!

Notka wydawnictwa:
Adam Przechrzta – historyk, doktor nauk humanistycznych, pedagog, autor artykułów na temat historii, sztuk walki nożem i okinawańskiego karate. Interesuje się działaniami służb specjalnych. Jako pisarz zadebiutował w 2006 roku, od tego czasu wydał pięć powieści oraz tom opowiadań. Zwolennik czytania przy jedzeniu. Czytuje wszystko, od podręczników pszczelarstwa, poprzez literaturę głównonurtową i fantastyczną, aż po romanse dla pań. Te ostatnie przeważnie w poczekalni u dentysty. Marzy o świętym spokoju.

Książka przeczytana w ramach Czytam Fantastykę oraz w ramach mojego Kryminalnego Wyzwania

#484. „Bridget Jones: W pogoni za rozumem” – Helen Fielding

„W pogoni za rozumem”


Tytuł: „W pogoni za rozumem”
Tom: #2
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 445
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7785-442-8
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 9 kwietnia 2014

Jakiś czas temu miałam wreszcie okazję zapoznać się z kochaną przez miliony Bridget Jones. Z wielką radością sięgam po drugi tom – „W pogoni za rozumem”, który jest równie dobrą książką jak „Dziennik Bridget Jones”. Helen Fielding, brytyjska dziennikarka prasowa i telewizyjna oraz pisarka, autorka pięciu powieści: „Dziennik Bridget Jones”, „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”, „Potęga sławy”, „Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules” i najnowszej, trzeciej części z cyklu Bridget Jones – „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”.

„Uwielbiam być samotna, bo wtedy można bawić się z mnóstwem różnych osób, a życie jest pełne wolności i potencjału.”

Bridget powraca, już nie jako uczuciowy parias, ale jako szczęśliwa kobieta w związku z idealnym mężczyzną, który na dodatek ma na nazwisko Darcy! Niestety sielanka i szczęście bycia w związku nie trwa długo, gdy do akcji wkracza wredna Rebecca, natarczywy Daniel czy niekompetentny Gary. Co więcej w pracy też lekko nie będzie, ale Bridget przez swoją niezdarność, spóźnialstwo i brak profesjonalizmu stanie się fenomenalną dziennikarkę telewizyjną. Wiele atrakcji przysporzy także wakacyjna wycieczka do Tajlandii z Shazzer obfitująca w niezwykłe wydarzenia, które w konsekwencji doprowadzą do lawiny kolejnych… Krótko mówiąc – będzie się działo!

Bez obaw, Bridget w dalszym ciągu będzie walczyła z wagą, uzależnieniem od papierosów i alkoholu oraz kolekcjonowaniem poradników. Tym razem jednak lektura książki, poprzez opisywane w niej wydarzenia, sprawiła, że bardzo wczułam się w sytuacje jakich doświadczała główna bohaterka. Razem z nią się śmiałam, razem z nią ubolewałam i ze smutkiem i nierzadko rozgoryczeniem czy złością przygnębiona przewracałam kartki książki. Na szczęście w przypadku kobiecych czytadeł pod koniec wszystko dobrze się kończy. Okrężną drogą, ale warto doczekać takiego końca jaki serwuje Helen Fielding.

Muszę przyznać, że Bridget Jones niezwykle pozytywnie mnie zaskoczyła – zarówno jeśli mowa o tomie pierwszym tego cyklu, jak i tomie drugim. Uważam, że jest to literatura jak najbardziej godna lektury, zwłaszcza przed obejrzeniem filmu (w głównych rolach grają Renée Zellweger, Hugh Grant, Colin Firth – o którym zresztą dużo w samej książce). Twórczość Helen Fielding składa się przede wszystkim z lekkiego pióra, niezwykle zaraźliwego poczucia humoru (i nie mówię tu o typowym angielskim humorze, często niezrozumiałym dla innych nacji), świetnie wykreowanych, bardzo realistycznych bohaterów oraz ciekawej, wciągającej i niezobowiązującej fabuły. W tym tomie nie zabrakło też większej ilości opisów samego Londynu, pewnych miejskich tradycji związanych ze świętami, opisami uciążliwości pracy i samotnego życia w wielkim mieście. To wszystko składa się na bardzo ciekawą mieszankę idealną zarówno na pochmurne jak i słoneczne dni.

Jeśli jesteście zainteresowane (chociaż mężczyzn też zachęcam, a co!) lekturą niezobowiązującej książki, która gwarantuje relaks, dużą dawkę humoru i ciekawą fabułę, to zachęcam do poznania tej Brytyjki. Helen Fielding i Bridget Jones od teraz wpisują się w moją kategorię „ulubione”. Z pewnością niejednokrotnie będę wracała do tych książek, teraz przede mną ostatni tom tej serii, którego już nie mogę się doczekać! Czy ktoś z Was już czytał? Jakie są Wasze wrażenia?

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Zysk i S-ka

#483. „Marcowe fiołki” – Sarah Jio

„Marcowe fiołki”


Tytuł: „Marcowe fiołki”
Autor: Sarah Jio
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-240-2499-5
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 4 kwietnia 2014

Sarah Jio to amerykańska dziennikarka i pisarka. Jej liczne powieści zostały przetłumaczone na 17 języków i wielokrotnie gościły na liście bestsellerów New York Timesa. „Marcowe fiołki” to powieść o niebanalnej okładce w pięknej kolorystyce, która od razu przykuwa wzrok – jednocześnie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sarah Jio. Książka okrzyknięta mianem najlepszej powieści roku 2011 według Library’s Journal, moim zdaniem zdecydowanie zasługuje na ten tytuł.

„Jutro mamy pierwszy dzień marca, kochanie.
Wspaniałą nazwę ma ten miesiąc, zupełnie jakby z marszu wszystko budziło się do życia.”

Emily była szczęśliwa, udało jej się wydać książkę (niestety tylko jedną), która szybko została okrzyknięta mianem bestsellera, w życiu nie doświadczyła żadnego traumatycznego wydarzenia, nawet kot mieszkający teraz z rodzicami, dożył 22 lat. Niestety, po 6 latach, wydawać by się mogło, udanego związku, została zmuszona do rozwodu przez zdradę męża. Na ratunek zrozpaczonej Emily przychodzi propozycja ciotki Bee, bezdzietnej wdowy, mieszkającej na Wyspie Bainbridge w stanie Waszyngton, która zawsze traktowała Emily i jej siostrę jak córki. Gdy Emily przybywa na wyspę, czuje się jak w domu – nic się tu nie zmieniło.

Pewnego dnia Emily znajduje w pokoju tajemniczy pamiętnik, który ma ogromną wartość, jednak rozwiązanie zagadek kryjących się za wydarzeniami z przeszłości nie będzie łatwym zadaniem. Emily nie spodziewa się, że z początku miesięczny wyjazd na wyspę przeobrazi się w przygodę życia. Na dodatek spotkanie z licealną miłością Gregiem Atwoodem oraz tajemniczym malarzem, Jackiem Evanstonem dostarczą wielu dylematów, nie tylko sercowych.

Dla Emily zmiana otoczenia z hałaśliwego, przeludnionego Nowego Jorku na spokojny, klimatyczny Bainbridge okazała się być zmianą bezcenną. Spędzanie czasu z ukochaną, nieco ekscentryczną ciotką Bee i jej przyjaciółką od serca Evelyn staje się codziennością. Jednak życie młodej kobiety nabiera smaczku dopiero, gdy poznaje Jacka Evanstona, do którego Bee jest bardzo niechętna. Dlaczego? Jakie tajemnice kryje przeszłość?

Autorka wprowadza czytelnika w niezwykły, bardzo tajemniczy i urokliwy świat wyspy, rządzący się swoimi prawami. Bohaterowie są bardzo złożonymi, barwnymi postaciami z licznymi sekretami. Historia jest niezwykle wciągająca, postaci są świetnie wykreowane i bardzo realistyczne, sytuacje wiarygodne i pozbawione sztuczności, jak to czasami bywa w przypadku romansów. Bardzo dużą rolę odgrywają opisy, dzięki którym mogłam się łatwo zanurzyć w lekturze. Gdy Emily spacerowała po plaży, czułam jakbym szła razem z nią, a chłodny wiatr wiał w moją twarz… całkowicie przeniosłam się do fikcyjnego, acz tak realistycznego świata, który wykreowała Sarah Jio.


Podsumowując „Marcowe fiołki”, jest to powieść o miłości ponadczasowej, o miłości, która na przestrzeni lat zmieniała bieg wydarzeń i koleje losu kolejnych osób. Muszę przyznać, że książka całkowicie mnie zauroczyła. Z pewnością sięgnę po inne powieści tej autorki i wierzę, że się nie zawiodę.

Polecam tę książkę wszystkim kobietom – nie ma znaczenia, czy historia Emily będzie Wam bliska, czy jej problemy wcale nie będą podobne do Waszych – po prostu warto ją przeczytać, bo jest to to piękna opowieść pełna tajemnic, niezwykłej atmosfery wyspy i całej gamy uczuć, które budzą się w czytelniku wraz z lekturą książki. Jeśli poszukujecie lekkiej powieści, która pozwoli Wam skutecznie oderwać się od rzeczywistości, to „Marcowe fiołki” będą lekturą idealną. Świetnie nadadzą się na prezent z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych lub Dnia Matki.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Znak

Recenzja przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

#481. „Wichrowe wzgórza” – Emily Brontë

„Wichrowe wzgórza”


Tytuł: „Wichrowe wzgórza”
Autor: Emily Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 448
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7779-174-5
Ocena: 10/10

Nazwisko Brontë ściśle wiąże się z klasyczną literaturą angielską. Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna zasłynęły jako wielkie pisarki, niestety dopiero po śmierci, ale po dziś dzień uważane są za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat ściśle związane z literaturą, wspólnie pisały opowiadania i wiersze. Ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, siostry pisały pod męskimi pseudonimami. Emily Brontë jest znana głównie dzięki swojej jedynej powieści – „Wichrowe wzgórza”. Opublikowana po raz pierwszy w roku 1847 książka, nie spotkała się z pozytywnym odbiorem wiktoriańskich krytyków i czytelników, jako że powieść uważano za brutalną i kontrowersyjną. Na szczęście, po latach zyskała ogromne uznanie, doczekując się wielu przekładów, wielu tłumaczeń i wznawianych wydań, a także kilku adaptacji filmowych.

Klasyka literatury ma to do siebie, że łączy powieści, które dotykają tematów ponadczasowych, są wybitnie napisane i powszechnie uznane za arcydzieła w swoim gatunku. Trudno się dziwić, że do kanonu klasyki wpisała się także powieść Emily Brontë. Wyjątkowy styl, barwne opisy, wiktoriański klimat Anglii XVIII i XIX wieku i niezwykli bohaterowie tworzą nadzwyczajną powieść.

Earnshaw, głowa rodziny, ojciec Catherine i Hindleya, podczas podróży do Londynu napotyka biednego, cygańskiego chłopca, którego nazywa Heathcliff i nakazuje swoim dzieciom traktować go jak równego sobie, jak brata. Niestety, po śmierci Earnshawa, majątkiem zarządza Hindley, który zawsze nienawidził przybłędy, co manifestuje swoim oschłym, brutalnym zachowaniem w stosunku do chłopaka, który jedyne ciepłe słowa może usłyszeć od Catherine. Jednakże, gdy Cathy poznaje Edgara Lintona, statecznego, ułożonego młodego mężczyznę i godzi się zostać jego żoną, serce Heathcliffa zamiera. Przecież wyraźnie było między nimi wyjątkowe uczucie! Gdy Heathcliff po kilku latach wraca na Wichrowe Wzgórza jest całkowicie odmienionym człowiekiem, gentlemanem, nie byle cygańskim parobkiem. Czy latami skazywane na porażkę uczucie będzie miało kiedyś szansę zaistnieć? Karty książki pokazują, że czas nie leczy ran, wzmacnia tylko nienawiść i zgorzknienie. Heathcliff wpada na szaleńczy plan zemsty, który pogrąży jego i odbije się na kolejnym pokoleniu…

Bohaterowie Emily Brontë, szczególnie Heathcliff i Catherine są wielkimi romantykami, jakich dzisiaj mało. Niektóre ich zachowania mogą się wydać dla nowoczesnego czytelnika irracjonalne i nierzeczywiste. Ta dwójka jest również parą budzącą naprawdę sprzeczne uczucia – ich gnuśność, butność, arogancja i hardość wcale nie ułatwiają im życia. Całość jest nieco mroczna, momentami ponura i przygnębiająca, jednocześnie niezwykle romantyczna, przesycona samotnością i tęsknotą. Tak wiele emocji pojawia się w tej powieści, że czasem czułam wewnętrzny mętlik. Powieść jest napisana w taki sposób, że ciężko jest się od niej oderwać. Losy bohaterów, ich uczucia, przemyślenia, niezwykle ciekawią i sprawiają, że z każdą kolejną stroną chce się wiedzieć więcej. Styl nie jest przesadnie pompatyczny, chociaż nie brak obrazowych i barwnych opisów, metafor czy epitetów, które jedynie dopełniają całości świetnie oddając klimat ery wiktoriańskiej.

W Polsce „Wichrowe wzgórza” po raz pierwszy ukazały się w roku 1929 pod tytułem „Szatańska miłość”. Myślę, że ten tytuł, chociaż odbiegający od oryginalnego, również świetnie oddaje atmosferę powieści. Książka jest fascynująca, autorka pokusiła się o dogłębny opis emocji, precyzyjnie zagłębiając się w psychikę bohaterów opętanych negatywnymi uczuciami, które niestety przysłoniły te pozytywne.

Muszę szczerze przyznać, że żałuję tego, że dopiero teraz sięgnęłam po „Wichrowe wzgórza”. Jest to powieść napisana z rozmachem, pełna pasji, ogromnej tęsknoty, niespełnionej miłości i wielkiego pragnienia osiągnięcia jej. Jest to książka, która budzi w czytelniku całą gamę przeróżnych emocji, akcja wciąga od pierwszych stron, a bohaterowie są wykreowani w bardzo realistyczny sposób. Jeśli popełniliście tan sam błąd jak ja i nie mieliście nigdy wcześniej okazji czytać „Wichrowych wzgórz” to serdecznie Was do lektury tej książki zachęcam. Nie bez powodu jest wielokrotnie tłumaczona i wydawana na nowo, nie bez powodu doczekała się kilku ekranizacji filmowych. Serdecznie polecam, bo zdecydowanie warto poświęcić się lekturze tej powieści. Wyjątkowa, pełna namiętności i nieuchronnej tragedii, wciągająca i niesamowita.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#479. „Villette” – Charlotte Brontë

„Villette”


Tytuł: „Villette”
Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 686
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7779-162-2
Ocena: 8/10

Siostry Brontë Charlotte, Emily Jane i Anna są uważane za kobiece prekursorki wielkiej literatury. Od najmłodszych lat wspólnie pisały wiersze i opowiadania. W roku 1845 siostry wspólnie wydały kolekcję swoich poezji, ze względu na role jakie rządziły się w XIX wiecznej Anglii, wszystkie pod męskimi pseudonimami. Paradoksalnie prawdziwą sławę zyskały dopiero po śmierci. Charlotte była najstarszą spośród sióstr, a jej powieści zaliczane są do klasyków literatury angielskiej. Po lekturze znanej zapewne większości z Was powieści „Jane Eyre. Autobiografia”, postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę, która wyszła spod jej pióra.

Nie jest łatwo pisać o takich książkach, które doceniane latami przez krytyków literackich i czytelników na całym świecie wpisały się w kanony literatury klasycznej i obowiązkowej w celu otwarcia umysłu młodego czytelnika. Książki takie są powieściami, które są ponadczasowe – problematyka, której dotykają mimo upływu lat jest nadal obowiązująca, dzięki czemu nie łatwo jest o nich zapomnieć. Tak samo jest z „Villette” Charlotte Brontë.

XIX-wieczna Anglia, młoda kobieta, Lucy Snowe, wyjeżdża z Anglii po stracie dosłownie wszystkiego, w celu znalezienia pracy na kontynencie. Los chce, że pada na Francję i klimatyczne miasteczko Villette, gdzie Lucy otrzymuje pracę guwernantki, a następnie nauczycielki języka angielskiego na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Madame Beck. Lucy Snowe wreszcie odnajduje miejsce dla siebie, gdzie stała praca i dach nad głową dają jej poczucie bezpieczeństwa i spokój, którego poszukiwała. Jednak zanim się spostrzeże, monotonię jej życia przerwą pewne wydarzenia. Ktoś wyraźnie śledzi każdy jej krok… wyczekuje na odpowiedni moment i wplątuje młodą kobietę w intrygę. Co z tego wszystkiego wyniknie? Jak zachowa się młoda, niedoświadczona kobieta w obliczu czekających na nią nowych uczuć, przemyśleń i zachowań?

„Villette” ma swoje mocne i słabsze strony, jednak jest powieścią, którą warto przeczytać, by wyrobić sobie opinię na temat twórczości Charlotte Brontë. Z początku lektura książki poprzez nieco ospałą akcję jest powolna i momentami nużąca, jednak warto doczekać końca. Fabuła jest rozciągnięta do prawie 700 stron, na których możemy podziwiać kunszt literacki, mnogość opisów oraz rozbudowywanie akcji, a także wprowadzanie kolejnych, nowych bohaterów.

Najważniejszym aspektem książki jest jednak pokazanie kobiecej psychiki – bardzo mi się to podobało. Za pomocą długich monologów Lucy, czytelnik ma okazję poznać nie tylko jej najskrytsze myśli, ale jest to zarazem sposób opisu wydarzeń teraźniejszych dla tej bohaterki. Co więcej, główna postać jest częściowo alter ego pisarki, która przeszła podobne wydarzenia w swoim życiu, a tytułowa miejscowość Villette (chociaż istnieje we Francji) ma być utożsamiana z Brukselą. Kolejnymi ważnymi elementami tej powieści są różnice kulturowe, kontrast i stracie religii katolickiej z protestancką i rola kobiet w społeczeństwie.

„Villette” będzie idealną książką dla osób, które uwielbiają klimatyczne powieści, osadzone w XIX-wiecznej Anglii, mnogość opisów, analizy psychologiczne bohaterów, przemyślenia i rozterki. Jest to swoiste studium psychologiczne samotnej kobiety zmagającej się z trudami jakie niesie codzienność. Warto zwrócić uwagę także na wspaniałe wydanie tej książki. Wcześniej można było kupić „Villette” w dwóch tomach, teraz jest okazja zakupu książki jednotomowej, a na dodatek, wydanej w pięknej, grubej oprawie z świetną grafiką z przodu. Polecam :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MG

#477. „Pokój” – Gene Wolfe

„Pokój”


Tytuł: „Pokój”
Autor: Gene Wolfe
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 240
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7480-415-8
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 16 marca 2014

Gene Wolfe, jest czołowym pisarzem Amerykańskim, urodzonym 7 maja 1931 roku i zamieszkałym w Nowym Jorku. Najbardziej znany za serie książek „Księga Nowego Słońca” („The Book of the New Sun”) i „Księga Długiego Słońca” („The Book of the Long Sun”). Książka „Pokój” jest pierwszą pełnowymiarową powieścią, uznaną za dowód geniuszu autora, wielokrotnie nagradzanego w kategoriach literatura fantastyczna i science-fiction, takimi nagrodami jak Nebula, Hugo i World Fantasy.
„Pokój” jest pierwszą powieścią autora, którą miałam okazję czytać i którą uświetnia posłowie autorstwa Neila Gaimana. Książka została wydana w niezwykłej serii łączącej powieści nadzwyczajne, unikatowe, poruszające, o przepięknych okładkach – „Uczta Wyobraźni”.

Alden Dennis Weer, człowiek zagadka, żyjący „w czasach, kiedy (…) wszyscy pozostali są martwi”. Podstarzały wiekiem mężczyzna mieszka w małym miasteczku na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Główny bohater, jednocześnie narrator, prowadzi czytelnika po wspomnieniach z jego dzieciństwa, dorastania, młodych lat dorosłości, wieku średniego i czasów obecnych, kiedy jest już sędziwym człowiekiem. W tym samym czasie, okazuje się, jaką moc ma jego wyobraźnia – panująca nad czasem, rzeczywistością, a nawet śmiercią.

„(…) wspomnienia z dzieciństwa mogą działać na nas tak mocno jedynie dlatego, że jako najbardziej oddalone ze wszystkiego, co posiadamy, są najgorzej zapamiętane i przez to najmniej opierają się procesowi, podczas którego nadajemy im postać coraz bliższą ideałowi (…)”

Autor przeskakuje z wydarzeń teraźniejszych, do młodości głównego bohatera, wszystko opisane jest w bardzo oniryczny, dokładny i niezwykle literacki sposób. Nie brak także retrospekcji do przyszłości. Weer jawi się jako rozgoryczony starzec, który często ulega dygresjom. Nie można mu niestety w pełni zaufać, gdyż jego relacje są bardzo subiektywne i dotyczą tylko tych elementów z jego życia, które chce zaprezentować. Często pomija jakieś fakty i zataja niektóre wydarzenia, nie bez powodu. Najważniejsze z pytań, które pojawiają się podczas lektury książki: czym jest dom Weera i jego tajemnicze pokoje?

Szczerze powiedziawszy, książka nie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Początek był dość trudny, zdania są wielokrotnie złożone, często bardzo długie, a akcji brakowało dynamiki i ciężko było się rozeznać, co jest czym, ale z kolejnymi rozdziałami robiło się coraz ciekawiej. To chyba jest cecha wszystkich świetnych, wielkich powieści na miarę klasyki literatury. Przyznam, że ciężko jest mi zrozumieć tę książkę do końca. Jest ona bardzo złożona, narracja prowadzona jest z różnych perspektyw głównego bohatera, wiele faktów bazuje na symbolice, która nie jest wyrażona wprost, a wymaga od czytelnika pełnego skupienia i zaczytania w historiach, by potem móc wszystko połączyć w całość. Dlatego też postanowiłam poszukać informacji, które pomogłyby mi w analizie historii Aldena Dennisa Weera. Okazuje się, że istnieje kilka interpretacji postaci Weera. Jedna z nich mówi, że Weer nie żyje, a jego poszatkowane wspomnienia, to wspominki jego ducha. Druga prezentuje głównego bohatera, jako mężczyznę w wieku średnim, który przeżywa załamanie nerwowe, przez co fantazjuje na temat swojej starości.

Jak pisze Gaiman: „Jeśli czytacie książkę Gene’a Wolfe’a, zaufajcie autorowi i ani przez chwilę nie ufajcie autorowi. On wiele od was oczekuje, a jeśli poświęcicie mu czas i uwagę, ta inwestycja się wam opłaci, ale oczekuje od was ciężkiej pracy. Gene Wolfe zdefiniował kiedyś „dobrą literaturę” jako coś, co wykształcony czytelnik może przeczytać z przyjemnością, a z jeszcze większą przyjemnością przeczytać ponownie”.

Ponieważ książka Gene Wolfe jest powieścią na tyle złożoną i skomplikowaną, że ciężko było mi się podjąć jej recenzowania. Uważam, że osoby, które lubią powieści utrzymane w konwencji fantastycznej, nieco onirycznej, z językiem bardzo starannym i przemyślanym, powinny W tej książce nic nie jest dosłowne, co czyni ją jeszcze bardziej intrygującą i podatną na różnorakie analizy i interpretacje. Myślę, że warto zaryzykować i poznać twórczość Gene Wolfe.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Fantastykę oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską