Archiwa tagu: science-fiction

#477. „Pokój” – Gene Wolfe

„Pokój”


Tytuł: „Pokój”
Autor: Gene Wolfe
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 240
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7480-415-8
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 16 marca 2014

Gene Wolfe, jest czołowym pisarzem Amerykańskim, urodzonym 7 maja 1931 roku i zamieszkałym w Nowym Jorku. Najbardziej znany za serie książek „Księga Nowego Słońca” („The Book of the New Sun”) i „Księga Długiego Słońca” („The Book of the Long Sun”). Książka „Pokój” jest pierwszą pełnowymiarową powieścią, uznaną za dowód geniuszu autora, wielokrotnie nagradzanego w kategoriach literatura fantastyczna i science-fiction, takimi nagrodami jak Nebula, Hugo i World Fantasy.
„Pokój” jest pierwszą powieścią autora, którą miałam okazję czytać i którą uświetnia posłowie autorstwa Neila Gaimana. Książka została wydana w niezwykłej serii łączącej powieści nadzwyczajne, unikatowe, poruszające, o przepięknych okładkach – „Uczta Wyobraźni”.

Alden Dennis Weer, człowiek zagadka, żyjący „w czasach, kiedy (…) wszyscy pozostali są martwi”. Podstarzały wiekiem mężczyzna mieszka w małym miasteczku na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Główny bohater, jednocześnie narrator, prowadzi czytelnika po wspomnieniach z jego dzieciństwa, dorastania, młodych lat dorosłości, wieku średniego i czasów obecnych, kiedy jest już sędziwym człowiekiem. W tym samym czasie, okazuje się, jaką moc ma jego wyobraźnia – panująca nad czasem, rzeczywistością, a nawet śmiercią.

„(…) wspomnienia z dzieciństwa mogą działać na nas tak mocno jedynie dlatego, że jako najbardziej oddalone ze wszystkiego, co posiadamy, są najgorzej zapamiętane i przez to najmniej opierają się procesowi, podczas którego nadajemy im postać coraz bliższą ideałowi (…)”

Autor przeskakuje z wydarzeń teraźniejszych, do młodości głównego bohatera, wszystko opisane jest w bardzo oniryczny, dokładny i niezwykle literacki sposób. Nie brak także retrospekcji do przyszłości. Weer jawi się jako rozgoryczony starzec, który często ulega dygresjom. Nie można mu niestety w pełni zaufać, gdyż jego relacje są bardzo subiektywne i dotyczą tylko tych elementów z jego życia, które chce zaprezentować. Często pomija jakieś fakty i zataja niektóre wydarzenia, nie bez powodu. Najważniejsze z pytań, które pojawiają się podczas lektury książki: czym jest dom Weera i jego tajemnicze pokoje?

Szczerze powiedziawszy, książka nie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Początek był dość trudny, zdania są wielokrotnie złożone, często bardzo długie, a akcji brakowało dynamiki i ciężko było się rozeznać, co jest czym, ale z kolejnymi rozdziałami robiło się coraz ciekawiej. To chyba jest cecha wszystkich świetnych, wielkich powieści na miarę klasyki literatury. Przyznam, że ciężko jest mi zrozumieć tę książkę do końca. Jest ona bardzo złożona, narracja prowadzona jest z różnych perspektyw głównego bohatera, wiele faktów bazuje na symbolice, która nie jest wyrażona wprost, a wymaga od czytelnika pełnego skupienia i zaczytania w historiach, by potem móc wszystko połączyć w całość. Dlatego też postanowiłam poszukać informacji, które pomogłyby mi w analizie historii Aldena Dennisa Weera. Okazuje się, że istnieje kilka interpretacji postaci Weera. Jedna z nich mówi, że Weer nie żyje, a jego poszatkowane wspomnienia, to wspominki jego ducha. Druga prezentuje głównego bohatera, jako mężczyznę w wieku średnim, który przeżywa załamanie nerwowe, przez co fantazjuje na temat swojej starości.

Jak pisze Gaiman: „Jeśli czytacie książkę Gene’a Wolfe’a, zaufajcie autorowi i ani przez chwilę nie ufajcie autorowi. On wiele od was oczekuje, a jeśli poświęcicie mu czas i uwagę, ta inwestycja się wam opłaci, ale oczekuje od was ciężkiej pracy. Gene Wolfe zdefiniował kiedyś „dobrą literaturę” jako coś, co wykształcony czytelnik może przeczytać z przyjemnością, a z jeszcze większą przyjemnością przeczytać ponownie”.

Ponieważ książka Gene Wolfe jest powieścią na tyle złożoną i skomplikowaną, że ciężko było mi się podjąć jej recenzowania. Uważam, że osoby, które lubią powieści utrzymane w konwencji fantastycznej, nieco onirycznej, z językiem bardzo starannym i przemyślanym, powinny W tej książce nic nie jest dosłowne, co czyni ją jeszcze bardziej intrygującą i podatną na różnorakie analizy i interpretacje. Myślę, że warto zaryzykować i poznać twórczość Gene Wolfe.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Fantastykę oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską

Reklamy

#462. „TV Ciał0” – Jeff Noon

„TV Ciał0”


Tytuł: „TV Ciał0”
Autor: Jeff Noon
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 207
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7480-411-0
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 10 lutego 2014

I ponownie Jeff Noon mnie zaskoczył. Moją przygodę z twórczością tego angielskiego pisarza zaczęłam od lektury książki „Wurt”. Na swoim koncie ma on nie tylko powieści, ale także scenariusze. Jego książki ściśle nawiązują do twórczości Lewisa Carrolla i Jorge Luisa Borges’a. Książka „TV Ciał0” została wydana w wyjątkowej serii „Uczta Wyobraźni”, stąd też od razu wiadomo czego można się po książce spodziewać – wystarczy rozpocząć lekturę, by znaleźć się w innym wymiarze.

Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o okładce, która jest rewelacyjna i idealnie oddaje klimat książki. Jak to bywa w przypadku „Uczty Wyobraźni” książki, które są wydawane w tej serii są powieściami zabierającymi czytelników do innego świata, do innego wymiaru, gdzie dosłownie wszystko jest możliwe. Uważam, że nazwa serii jest idealnie dopasowana do książek, które są w niej wydawane. Jeśli więc jesteście zainteresowani, to zapraszam na ucztę!

To, że media odgrywają w życiu współczesnego człowieka ogromną rolę nie jest żadnym odkryciem. Jednak Noon pokazuje, jak mógłby wyglądać świat, gdyby media całkowicie mogły nami sterować, gdybyśmy stali się ich pionkami. Społeczeństwo ogłupione przez środki masowego przekazu, narkotyki i inne używki staje się mniej odporne i bardziej narażone na niebezpieczeństwo z zewnątrz. Ale wiadomo, tu wciąż chodzi o władzę i pieniądze.

„Rozkwitające nocą miasto narkotyków, kryształów, przypraw, perfum, neonowych tancerzy i elektrycznej żądzy płonęło odwrócone w wodzie.”

Nola Blue ma 23 lata i jest gwiazdeczką muzyki pop, dla której muzyka jest całym sensem życia. Gdy już udało jej się coś osiągnąć, okazuje się, że jest tylko marionetką tworzącą na życzenie, co więcej od pewnego czasu Nola nie może przestać myśleć, że jej kariera szybko zmierza ku końcowi, a to prorokują bezlitosne statystyki na których opiera się świat show-biznesu. To właśnie wtedy Nola znajduje na swoim brzuchu dziwnego siniaka, jednak nie wie skąd mógłby się tam wziąć. Od tej pory Nola staje się Kobietą-Projektorem. Każda część jej ciała staje się swoistym ekranem, projektorem nadającym najróżniejsze obrazy. Jednak czy dzięki temu jej życie zmieni się na lepsze?

Kolejnym ważnym wątkiem prezentowanym przez Noona jest istnienie zatrważającego show – Kopuły Rozkoszy, która stanowi wielką rozrywkę dla mas przypominającą walkę gladiatora na arenie, z tym, że tu uczestnik walczy ze swoim umysłem, wspomnieniami i wszystkimi myślami… a to wszystko bacznie śledzą widzowie.

Styl autora często także porównuje się do stylu w jakim pisał Carroll i Borges, także w powieściach Noona znajduje się wiele neologizmów, masa ciekawych, czasem skomplikowanych, ale zawsze bardzo obrazowych i kreatywnych metafor, epitetów czy porównań, stąd też język czasami jest wręcz poetycki. Całość, w przypadku „TV Ciała” utrzymana jest w konwencji onirycznej, książka stanowi także swoistą anty-utopijną wizję przyszłości, a kluczowe wydarzenia są tak dawkowane, że od książki nie da się oderwać.

W powieści nie brak także dwuznaczności, autor krytykując futurystyczne społeczeństwo pokazuje, co może czekać nas w przyszłości. I niestety, to nie zawsze my będziemy tymi, którzy mają wybór. Co jakiś czas pojawia się rozdział, w którym wśród nieczytelnych znaków przypominających kodowanie jakiegoś programu komputerowego, można odczytać słowa. „TV Ciał0” jest także książką, która budzi w czytelniku mieszane emocje, często też niepewność i obawę, a samo zakończenie nie napawa optymizmem.

„TV Ciał0” jest równie dobrą powieścią jak „Wurt”, chociaż nieco inną, to wciąż utrzymaną w podobnej konwencji. Jest to powieść, która z pewnością pozostawi w czytelniku poczucie niepewności, dezorientacji i zdziwienia. Uważam, że jest to książka bardzo dobra, jednak jest to powieść, która oczekuje od czytelnika pełnej koncentracji, ponieważ nie jest to lektura łatwa, a należy zwrócić uwagę zarówno na formę jak i treść, bo obie grają równie ważną rolę. Polecam przede wszystkim osobom, które już poznały twórczość Noona, ale także tym, którzy oczekują od nowoczesnej literatury czegoś nadzwyczajnego i niekonwencjonalnego.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę.

#366. „Wurt” – Jeff Noon

„Wurt”


Tytuł: „Wurt”
Autor: Jeff Noon
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 360
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7480-363-2
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 1 sierpnia 2013

Jeff Noon, to urodzony w Droylsden w Anglii, pisarz i autor scenariuszy. Swoje dzieła wzoruje na twórczości Lewisa Carrolla i Jorge Luisa Borges’a. Za to jego książki charakteryzują się bogatą grą słów, pomysłową fabułą i fantastyczną tematyką.
Najnowsze wydanie „Wurta” z Wydawnictwa MAG należy do wyjątkowej serii „Uczta Wyobraźni”. Wydanie to jest edycją z okazji 20-tolecia pierwszej publikacji książki (1993) i co ciekawe, zostało wzbogacone o 3 opowiadania tzw. Okruchy z Pałacu Snów, Trzy piórka Wurta osadzone w świecie Wurta: „Insekt w głośniku”, „Rzeka chmur” i „Niespieszni buntownicy”.

„Bądźcie ostrożni. Bądźcie bardzo, ale to bardzo ostrożni. To odjazd nie dla słabeuszy.”

Wurt. Narkotyk. Weź piórko, a wyśnisz sobie dowolną rzeczywistość. Przeżyjesz wspaniałe i mroczne przygody. W takim właśnie świecie żyje Skryba. Po tym, gdy w narkotycznej, wurtowskiej rzeczywistości utracił Desdemonę, swoją siostrę, zyskał tajemniczą istotę nie z tego świata. Jak powszechnie wiadomo „równowaga między światami musi zostać zachowana”, bo „zawsze kiedy coś dostajemy, coś musimy stracić, coś równie wartościowego, takie jest prawo.”

Skryba, wraz ze swoimi szalonymi kompanami, Skitrowcami: Żukiem i jego widmową Bridget, nową Mandy oraz Stworem (z kosmosu) postanawiają wyruszyć w poszukiwanie mistycznego, żółtego pióra, które ma możliwość przywrócenia go do jakiegokolwiek wyśnionego świata, gdzie znajdzie Desdemonę. Jednak zadanie to nie będzie łatwe. Jakie przeszkody staną na ich drodze? Jakie istoty będzie im dane spotkać po drodze? Czy Skryba odnajdzie ukochaną Desdemonę?

W wurtowskim świecie istnieją trzy grupy osobników „rzeczywiści, Wurtowi albo robo”. Narratorem jest główny bohater, Skryba, rzeczywisty. On jak i pozostali bohaterowie są tajemniczymi postaciami, które rozwijają się wraz z fabułą. Muszę też wspomnieć o kolejnej ważnej postaci, Kocie Graczu, który przestrzega, radzi, informuje. Jego owiana tajemnicą i mrokiem postać przypominała mi kota z „Alicji w Krainie Czarów”.

Język jest stylizowany na luzacki, niechlujny. Wielogatunkowość jest wyraźnie widoczna: elementy science fiction, fantastyki, wręcz sensacyjna fabuła i oniryczne, narkotyczne niby sny bohaterów, które mogą bez ich wiedzy wpływać na świat rzeczywisty. Daje to naprawdę misternie skonstruowaną fabułę. Futurystyczna wizja świata, a konkretniej angielskiego miasta Manchester, którą prezentuje Jeff Noon jest groteskowa i antyutopijna. A ponieważ świat, który przedstawia pisarz jest tak różny od naszego, pojawiają się także liczne neologizmy, nazwy narkotyków są bardzo wymyślne, a bohaterów znamy dzięki pseudonimom, nie ich prawdziwym imionom. Trzy opowiadania, które zostały umieszczone na końcu książki utrzymane są w tym samym klimacie, co książka. Do gustu najbardziej przypadła mi „Rzeka chmur”, smutna i prawdziwa, gdyby przełożyć ją na nasze realia. Nic więcej nie zdradzę, zapraszam teraz do lektury!

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona powieścią Jeffa Noona. „Wurt” okazał się być mistrzowsko skonstruowaną, wręcz oniryczną powieścią, w której autor zamknął masę emocji. Po ukończonej lekturze poczułam wielką pustkę… to już koniec?
Zapraszam Was do narkotycznego świata Wurtu, gdzie można kupić niezwykłe narkotyki w postaci kolorowych piór. Odważycie się wejść do gry? Jaki wurtowski sen sobie wyśnicie?

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

#355. „Koszmary i fantazje. Listy i eseje” – H. P. Lovecraft

„Koszmary i fantazje. Listy i eseje”


Tytuł: „Koszmary i fantazje. Listy i eseje”
Autor: H. P. Lovecraft
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 384
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-63248-86-4
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 5 lipca 2013

Howard Phillips Lovecraft (20.08.1890 – 15.03.1937) jeden z wybitniejszych, bardzo płodnych pisarzy amerykańskich, autor książek fantasy i opowieści grozy, prekursor fantastyki naukowej, uznany za ojca tzw. „weird fiction”. Stworzył mitologię Cthulhu (panteon niewyobrażalnych bóstw z innych światów), która inspirowała jego późniejszych kontynuatorów. Obecnie Cthulhu jest postacią występującą nie tylko w książkach, ale i w komiksach, grach komputerowych i fabularnych (w tym planszowe i karciane) oraz muzyce.

Wydawnictwo SQN opublikowało zbiór listów i esejów, które „niesłusznie pomija się w planach wydawniczych.” Przyznam szczerze, że nie jestem wielką znawczynią twórczości Lovecrafta, jednak jego nazwisko jest mi znane. Po książkę sięgnęłam nie tylko z powodu bardzo ładnego wydania (gruba oprawa, a w środku ilustracje) i intrygujących zapowiedzi, ale także z powodu ciekawości jaką wywołała we mnie myśl, że będę mogła czytać coś tak intymnego jak jego listy i eseje, nigdy wcześniej nie publikowane.

Lovecraft reprezentował nowoangielską arystokrację, był człowiekiem o wielkim i dynamicznym umyśle, chociaż niektóre z jego poglądów były wręcz rasistowskie (np. uważał, że kultura anglosaska jest wyższa nad innymi kulturami), czasami też pokazywał drugie oblicze – hipokryty i egoisty, gdy czuł się niedoceniany i lekceważony. Miał bardzo bujną wyobraźnię, co wyraźnie odzwierciedla się w jego dziełach. Duży wpływ na jego postrzeganie świata miały wydarzenia historyczne i polityczne, które rozgrywały się na jego oczach począwszy od odkryć kosmologicznych, zmiany w postrzeganiu ważności roli religii, Wielki Kryzys USA po narodziny bolszewizmu i faszyzmu.

Dołączenie do Zjednoczonego Towarzystwa Prasy Amatorskiej, intelektualne potyczki z kuzynem Phillipsem Gamwellem, a także wzrost wartości jego twórczości wśród innych pisarzy wpłynęły na rozkwit korespondencji Lovecrafta. Prowadził on korespondencję z grupą przyjaciół oraz początkującymi pisarzami, dyskutowali o sprawach bieżących, ale także myśleli nad nowymi utworami, które mogłyby wzbogacić mitologię Cthulhu.

„Koszmary i fantazje. List i eseje” są wyjątkowym zbiorem listów i esejów pisanych na przestrzeni wielu lat do wielu osób. Poruszają różną tematykę, jednak skupiają się głównie na pisaniu jako tworzeniu. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, nie będę też streszczała listów, esejów, notatek czy felietonów, które w tym zbiorze się znalazły. Zapraszam po prostu do lektury. Od siebie dodam tylko, że bardziej podobały mi się eseje z tego względu, że były jaśniejsze, zrozumialsze, przemyślane i skrupulatnie pisane. Z drugiej strony listy były o tyle ciekawsze, że są intymne same w sobie. Prywatne i jedyne w swoim rodzaju, czasami chaotyczne, jednak ukazujące prawdziwe oblicze pisarza.

Ponieważ nie jest to moja pierwsza książka tego wydawnictwa, mogę śmiało powiedzieć, że zatrudniają oni samych świetnych tłumaczy. Mateusz Kopacz, tłumacz tego zbioru, oprócz ciekawego wstępu przygotował także zestawienie nazwisk przyjaciół Lovecrafta, które ułatwi zrozumienie lektury korespondencji pisarza. Co więcej Kopacz stanął przed arcytrudnym zadaniem jakim był przekład specyficznych struktur języka angielskiego oraz długich i wielokrotnie złożonych zdań. Z zadania tego tłumacz wywiązał się bardzo dobrze, dlatego czytelnik otrzymuje precyzyjnie oddany oryginalny charakter pisma Lovecrafta.

„Koszmary i fantazje. Listy i eseje” to świetny zbiór, bardzo przemyślany w samej strukturze, ponieważ utwory ułożone są tematycznie nie chronologicznie. Oddani czytelnicy Lovecrafta wreszcie dostali coś wyjątkowego. Uważam, że jest to istna perełka, coś wymarzonego dla miłośników twórczości Lovecrafta chcących go bliżej poznać. Polecam serdecznie!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Sine Qua Non

#320. „Nakręcana dziewczyna” – Paolo Bacigalupi

„Nakręcana dziewczyna”


Tytuł: „Nakręcana dziewczyna”
Autor: Paolo Bacigalupi
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 560
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7480-264-2
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 3 maja 2013

Paolo Bacigalupi to amerykański pisarz, którego twórczość zaliczana jest do gatunku fantastyka ekologiczna. Studia kończył w Chinach, zafascynowany językiem i kulturą wschodu. Jest często nominowanym autorem do prestiżowych nagród w kategorii fantastyka. „Nakręcana dziewczyna” po raz pierwszy ukazała się nakładem Wydawnictwa Mag wraz ze zbiorem opowiadań zatytułowanym „Pompa numer sześć” w magicznej serii „Uczta Wyobraźni”. W marcu tego roku Wydawnictwo postanowiło wydać powieść Bacigalupiego jako osobną książkę o pięknej, przykuwającej wzrok kolorystyką i projektem okładce. „Nakręcana dziewczyna” zdobyła takie nagrody jak: Hugo, Nebula i Locus 2010.

W „Nakręcanej dziewczynie” Bacigalupi przedstawia futurystyczną wizję świata, która niestety jest bardzo ponura. Akcja rozgrywa się w Królestwie Tajlandii, na kontynencie, który jest bliski pisarzowi. Tajlandia jest krajem, który jako jeden z nielicznych jakoś jeszcze prosperuje po tym jak globalne ocieplenie w drastyczny sposób podniosło poziom wód, eksperymenty genetyczne wyniszczyły wiele roślin i zwierząt, energia nieodnawialna jest u krańca wyczerpania, a do magazynowania jej używa się skomplikowanych sprężyn. Firmy kaloryczne zdominowały rynek, w laboratoriach co chwilę produkowane są nowe odmiany chorób i szkodników, a technika, paradoksalnie, wyraźnie się cofnęła.

Główny bohater, Anderson Lake, jest Amerykaninem zwanym „cudzoziemskim diabłem” przez swoją nieustępliwość, dążenie do celu po trupach i wiecznie ofensywną postawę. Jest przedstawicielem koncernu kalorycznego AgriGen na Tajlandię. W wolnym czasie przeszukuje uliczne targi Bangkoku w poszukiwaniu uważanej za już nieistniejącą, żywności. Tam też znajduje Emiko, która należy do Nowych Ludzi i jest udoskonalonym człowiekiem potrafiącym myśleć i czuć. Stworzona przez Japończyka by być gejszą, ostatecznie, by nie wylądować w niszczarce zostaje prostytutką w tajskim klubie. Anderson nie spodziewa się, że z czasem jego uczucia do Emiko przerodzą się w obsesyjną miłość. W międzyczasie Amerykanin będzie próbował odnaleźć tajlandzki bank nasion, przez co wpadnie w nie lada tarapaty na gruncie politycznym, a Emiko z czasem pokaże swoje prawdziwe oblicze. Destrukcyjne oblicze, którego nikt nie jest w stanie przewidzieć…

Świat wykreowany przez Bacigalupiego jest wizją, która przeraża, ale i zmusza do refleksji. Powstają nowe odmiany chorób zarażających jedzenie, zwierzęta, ale i ludzi. Przykładowo, dla Chińczyków Tajlandia jest miejscem, które „Po Incydencie” stało się ich domem, gdzie pracują za niskie stawki, nazywani są żółtymi kartami i nie mają tych samych praw, co Tajlandczycy. Ale kim są tajemniczy Nowi Ludzie pokroju Emiko? Są udoskonaloną wersją ludzi, mają idealny wzrok i doskonałą skórę, są odporni na starzenie i wszelakie choroby, jednak to, co różni ich od zwykłych ludzi, to brak płynności ruchów. Ponadto są tylko marionetkami w rękach bogaczy, którzy wykorzystują Nowych Ludzi dla swoich celów i przyjemności.

Główny bohater jest trochę niczym alter ego pisarza – również Amerykanin, również pracujący w Azji. Narracja prowadzona jest z punktu wiedzenia 5 bohaterów: Andersona Lake’a, Emiko, Jaidee Rojjanasukchai (kapitan białych koszul), Kanyi Chirathivat (porucznik białych koszul) i Hocka Senga (zubożały Chińczyk, żółta karta). Co mnie jednak zastanawia najbardziej to kreacja nakręcanej dziewczyny, o azjatyckim imieniu Emiko, która od razu skojarzyła mi się z postacią z mangi, a potem anime z serii „Chobits” (2001). Skoro Paolo Bacigalupi był zainteresowany kulturą azjatycką, może być prawdopodobne, że swoją Emiko wzorował na bohaterce mangi Chobits, Chii – humanoidalnym robocie, zwanym persocomem, tak jak Emiko, wyhodowanym dla zaspokojenia zachcianek bogaczy. Jednak to tylko moje spekulacje.

Książka Paolo Bacigalupiego będzie istną perełką dla osób zainteresowanych fizyką. Ci, którzy jednak przywiązują uwagę do walorów estetycznych, stylistycznych i językowych także zostaną zaspokojeni :) Autor stosuje wiele barwnych i opisowych metafor, porównań, epitetów i często brutalnych i krwawych opisów („Z cielska sterczą kości, jak koral wyłaniający się z oceanu ciemnoczerwonego mięsa.”). Każde słowo, każde zdanie wydaje się być przemyślane i wyważone (ale to też zasługa dobrego tłumacza). W powieści pojawią się nieprzetłumaczone słówka z innych języków (starałam się dociec jakie języki to są, doszłam do wniosku, że jest to chiński, tajski, ale i być może twór wymyślony przez autora).

„Nakręcana dziewczyna” to pierwsza powieść Paolo Bacigalupiego jaką miałam okazję czytać. W tym roku nakładem Wydawnictwa Mag ukazała się także inna jego powieść – „Złomiarz”, która została równie ciepło przyjęta przez czytelników i krytyków literackich, co jedynie podkreśla warsztat literacki i pomysłowość na fabułę pisarza. Pierwsze spotkanie z twórczością Bacigalupiego uważam za jak najbardziej udane, z początku było troszkę pod górkę, jako że pod żadnym pozorem nie jestem fanką fizyki i wcale nie łatwo było wgryźć się w fabułę, ale z każdym kolejnym rozdziałem książka wciągała mnie coraz bardziej w futurystyczny świat pełen niebezpieczeństw. Bez wahania wystawiam tej książce najwyższą ocenę. Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

#281. „Atlas chmur” – David Mitchell

„Atlas chmur”


Tytuł: „Atlas chmur”
Autor: David Mitchell
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 544
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-7480-278-9
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 28 grudnia 2012

„Atlas chmur” brytyjskiego pisarza Davida Mitchella ukazał się w Polsce nakładem Wydawnictwa MAG w listopadzie. Książka dołączyła do wyjątkowej serii „Uczta Wyobraźni” nie bez powodu. David Mitchell zmusza czytelnika do wielu podróży karmiąc wyobraźnię niesamowitymi opisami, wielowymiarowymi postaciami i niezwykłą w swej strukturze narracją. Książka nominowana do Nagrody Bookera, uznana za jedną ze „Stu Książek Dekady” przez znanych i cenionych brytyjskich krytyków literackich zyskała uznanie czytelników na całym świecie. Na dodatek zdobyła już sobie zasłużone miano epickiej epopei. Co w takim razie jest tak niezwykłego w magicznym „Atlasie chmur”?

Rok 1850, przez Pacyfik na pokładzie statku „Wieszczka” podróżuje amerykański notariusz Adam Ewing szczegółowo spisując swoje doświadczenia. Wydziedziczony przez bogatego ojca młody kompozytor Robert Frobisher próbując znaleźć swoje miejsce w świecie przed II Wojną Światową i zrobić wielką karierę muzyczną, pisze listy do ukochanego Sixsmitha. Lata 70., przebojowa dziennikarka śledcza Luisa Rey jest na tropie afery elektrowni atomowej, która sięga w głąb najwyższych szczebli politycznych. Współczesny czytelnikowi Londyńczyk, Timothy Cavedish, cwany właściciel wydawnictwa „Nowe Cavedish Publishing” popada w nie lada kłopoty związane z publikacją autobiografii pewnego groźnego mężczyzny, co w efekcie całkowicie zmienia jego życie. Świat przyszłości, reprezentant nowego porządku rzeczy, Archiwista, przeprowadza wywiad ze sklonowaną osobniczą Sonmi~451, pracownicy kantyny PapaSong Corp., na chwilę przed jej egzekucją. I ostatnia już, historia Zaharego, mieszkańca malowniczej doliny, którego życie mimo że w odległej nam przyszłości, przypomina prymitywne życie plemienne, gdzie niewidzialne siły boskiej Sonmi stale scierają się z mocami diabła, Starego Dżordżiego. W jaki sposób historie tych bohaterów są ze sobą powiązane?

Miejscami język jest bardzo poetycki, czytanie czasami wymaga większego skupienia, by jednocześnie doceniać walor językowy i rozumieć treść przekazu. Tłumaczce należą się słowa uznania za niezwykle oddane, urokliwe tłumaczenie. Co więcej dzięki synkretyzmowi rodzajowemu (dziennik, powieść epistolarna, powieść sensacyjna, powieść obyczajowa, powieść science-fiction i powieść przygodowa), tym bardziej można tę książkę przypisać do wyjątkowej serii Wydawnictwa MAG„Uczta wyobraźni”. „Atlas chmur” składa się z 6 opowiadań z pozoru ze sobą niezwiązanych – „Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny”, „Listy z Zedelghem”, „Okresy półtrwania. Pierwsza zagadka Luisy Rey”, „Upiorna udręka Timothy’ego Cavendisha”, „Antyfona Sonmi-451”, „Bród Slloshy i wszystko co potem” – i ponownie, tym razem niejako od tyłu od „Antyfony Sonmi-451” po „Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny”. Akcja każdego opowiadania rozgrywa się w innej części świata, w innym przedziale czasowym (począwszy od początku XIX wieku, kończąc na odległej przyszłości) i z innymi bohaterami. Dlatego to wszystko sprawia wrażenie podróży w czasie.

David Mitchell to doświadczony pisarz z bogatym warsztatem pisarskim. Jego powieść jest niezwykła nie tylko pod względem pomysłowej fabuły, synkretyzmu rodzajowego czy też łamania barier czasowych, ale dlatego, że w bardzo inteligentny i zaskakujący sposób połączył losy wszystkich bohaterów, co czytelnik wyraźnie widzi w drugiej części książki. Co więcej każdy z bohaterów ma możliwość poznania historii swoich poprzedników. Ciekawym zabiegiem było urywanie wypowiedzi głównych bohaterów w najbardziej intrygującym momencie akcji i przechodzenie do kolejnej opowieści, dzięki czemu książka staje się ciekawsza i trzyma w napięciu.

Autor zwraca w swojej powieści przede wszystkim uwagę na to, jacy my – ludzie, jesteśmy chciwi i bezwzględni w dążeniu do tego, czego pragniemy, a zwłaszcza w dążeniu do władzy nad innymi ludźmi. Do wyznaczonych celów dążymy po trupach, a jedyne, co się liczy to władza, coraz więcej władzy, począwszy od zyskania wpływów politycznych, po ludzką eksterminację dla zobrazowania pozostałym swojej władzy. Kolejną rzeczą, która wyraźnie rzuca się w oczy w tej powieści jest to, że wszystkie nasze decyzje i późniejsze czyny mają wpływ zarówno na nas samych, ale także na najbliższe nam osoby, a czasem nawet dalej. Dlatego też każda decyzja powinna być przemyślana lub pochodzić z głębi naszego serca. Mitchell zwraca także uwagę na temat reinkarnacji czy powtarzalności ludzkich dziejów – wszystko zatacza krąg.

„Atlas chmur”

Książka a film – porównanie i kilka refleksji
Przede wszystkim, do czego chciałabym zachęcić wszystkich, którzy jeszcze nie zmierzyli się z „Atlasem chmur” pod jakąkolwiek postacią, sugeruję i radzę najpierw sięgnąć po książkę. W tym przypadku jest to o tyle istotne, że film w przeciwnym razie będzie chaotyczny i czasami ciężko będzie nadążyć nad niektórymi scenami i postaciami, których jest naprawdę sporo. Książka oczywiście jest obszerniejsza w szczegóły od filmu, co więcej w filmie niektóre sceny zostały nie tylko pominięte, ale zmienione. Niektórych pewnie ciągnie do filmu bardziej niż do książki z powodu reżyserów (twórcy kultowego filmu „Matrix”), a także afery wywołanej zmianą płci jednego z ówczesnych braci Wachowskich – Larry’ego – znanego teraz jako Lana. Film trwa prawie 3 godziny, więc trzeba również uzbroić się w cierpliwość. Za to gra aktorska jest godna podziwu (w filmie występują takie gwiazdy jak Tom Hanks, Halle Berry, Hugh Grant, Jim Broadbent, Jim Sturgess czy znany z „Matrixa” Hugo Weaving oraz wiele innych).

Podsumowując, książka jest fenomenalna i chyba nie ma osoby, która by nie doceniła kunsztu literackiego pisarza oraz jego pomysłowości. Film oczywiście polecam, ale tylko po przeczytaniu książki – każdemu kto popełnił ten błąd i widział film w pierwszej kolejności radzę jak najszybciej sięgnąć po tę magiczną i mądrą książkę. Serdecznie polecam tę moją, już teraz, ulubioną powieść :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG

#266. „Drood” – Dan Simmons

„Drood”


Tytuł: „Drood”
Autor: Dan Simmons
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 832
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-7480-268-0
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 3 listopada 2012

„Drood” to była najbardziej wyczekiwana przeze mnie książka. Nie pamiętam, bym na jakąkolwiek książkę do recenzji czekała w takim napięciu i zniecierpliwieniu. A wierzcie mi – czekać się opłacało. Dan Simmons postanowił niejako dokończyć to, co niedokończone, czyli stworzyć własną wersję wydarzeń, które zainspirowały Charlesa Dickensa do napisania „Tajemnicy Edwina Drooda”. To właśnie tytułowy Drood Dickensa, będzie głównym bohaterem w książce Dana Simmonsa. Pisarz zręcznie wpisał w swoją powieść zarówno wydarzenia z życia Dickensa jak i wykreował wspaniałą, tajemniczą, a miejscami mrożącą krew w żyłach, wciągającą opowieść.

Narratorem jest William Wilkie Collins, stary przyjaciel Charlesa Dickensa, który prowadzi wypełniony dygresjami monolog z czytelnikiem. Swoje słowa kieruje do „Czytelnika z pośmiertnej przyszłości”. W formie pamiętnika podzielonego na rozdziały przedstawia czasy w których żyli i wydarzenia których byli uczestnikami.

9 czerwca 1865 roku, 53-letni Charles Dickens jachał w pociągu z kochanką Ellen Ternan, jej matką i własnym rękopisem, niestety lokomotywa natrafiła na wyrwę w torze, co doprowadziło do okropnej masakry. Gdy Dickens pomagał rannym ludziom, spotkał pewnego gentlemana, pana Drooda, który wywołał w nim bardzo mieszane uczucia. Po tragedii pod Staplehurst, Charles Dickens całkowicie się zmienił, co zauważyły wszystkie bliskie mu osoby, w tym wierny przyjaciel – Wilkie. Od tamtej pory Dickens obsesyjnie próbuje odnaleźć i bliżej poznać tajemniczego Drooda. Razem z Wilkie Collinsem wyruszą do „Wielkiego Pieca” – najohydniejszych dzielnic Londynu oraz do mrocznego „Podmiasta”. Do czego doprowadzi Dickensa jego rosnąca obsesja?

Drood jest mroczny, intrygujący, zaskakujący i pełen sprzeczności. Dziwaczny, groźny, przerażający i groteskowy – tak go określali pozostali bohaterowie powieści. Jest postacią owianą tajemnicą. Na uwagę zasługuje także narrator, który jest bardzo wyrazistą, świetnie wykreowaną osobowością. Twierdzi, że to „postronni obserwatorzy płacą za obsesje jednego człowieka”, jednakże autor skutecznie podaje w wątpliwość wszystkie przytaczane przez Wilkiego Collinsa wspomnienia, jako że ten był uzależniony od laudanum (płynnego opium).

Zawsze fascynował mnie XIX-wieczny, tajemniczy i mroczny Londyn. I taki też jest on u Simmonsa – mroczny, pełen zgnilizny i okropnych zapachów, wypełniony tajemniczymi i okrutnymi ludźmi. W „Droodzie” Charles Dickens zaczyna prowadzić niebezpieczne podwójne życie. Obsesyjnie zaintrygowany „Podmiastem” – zapomnianą częścią Londynu, jest świadkiem przerażających wydarzeń. Podziemne palarnie opium, gdzie klienci wyglądają jak zastygłe trupy, stare i mroczne tunele i katakumby, smród walających się zwłok, ludzie, którzy już właściwie ludźmi nie są, a do tego okrutne morderstwa – to wszystko czeka na Was w powieści Simmonsa.

Język jest na wysokim poziomie, niemalże poetycki. Autor posługuje się barwnym językiem, stosuje liczne środki stylistyczne: porównania, przenośnie, metafory, uosobienia. Tajemnicza osoba Charlesa Dickensa była świetnym materiałem na książkę. Miłośnicy twórczości angielskiego pisarza z pewnością docenią trud, jaki zadał sobie autor tej książki, gdy dogłębnie badał przeszłość znanego pisarza i zgrabnie wplatał ją w bieg historii tej książki. Powieść Simmonsa ma to do siebie, że stosunkowo długo się rozkręca, jednak nie jest to jej minusem, ponieważ czytelnik ma okazje podziwiać zarówno wspaniale zilustrowaną Anglię jak i warsztat pisarza, który jest naprawdę imponujący.

Parę słów o tym wydaniu, bo z pewnością jest to wyjątkowe wydanie. Gruba oprawa, z cudowną tajemniczą okładką, to z pewnością czynnik ,który przykuje wzrok każdego wymagającego czytelnika. Czcionka nie jest mała, także czytanie nie sprawia trudności (a w przypadku ponad 800 stronicowego tomiska ważne jest, by oczy szybko się nie męczyły).

Uprzejmie radzę nie sugerować się opiniami, które mówią, że książka Simmonsa jest nudna. Jeśli ktoś tak twierdzi, to po prostu nie potrafi docenić wszystkich atutów tej powieści oraz wspaniałych, barwnych opisów. Osobiście mogę tylko jeszcze raz zachęcić do przeczytania tej fascynującej powieści, która łączy w sobie nie tylko wątki historyczne czy bibliograficzne, ale także elementy dobrego thrillera i horroru oraz powieści fantasy. Z całego serca „Drooda” polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo MAG