Archiwa tagu: Z Literą w Tle

#441. „Wielkie nadzieje” – Charles Dickens

„Wielkie nadzieje”


Tytuł: „Wielkie nadzieje”
Autor: Charles Dickens
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 560
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7839-542-3
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 28 grudnia 2013

Charles Dickens XIX-wieczny angielski powieściopisarz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli powieści społeczno-obyczajowej w Anglii w drugiej połowie XIX wieku. Na swoim koncie ma 24 powieści z czego 5 stanowią powieści wigilijne (w tym oczywiście sławna „Opowieść wigilijna”). Jak ktoś kiedyś powiedział – takich książek się już nie pisze, zwykły czytelnik nie jest przyzwyczajony do napompowanego stylu, długich opisów, ale bierze i czyta tę książkę, bo to przecież klasyka literatury. I z takiego też założenia wychodzę.
Chociaż czasami wcale łatwo nie było i lektura bardzo mi się dłużyła, to cieszę się, że ją przeczytałam i będę starała się zachęcić Was do lektury tej powieści.

Młody Pip wychowywany po śmierci swojej matki i braci przez surową siostrę i przyjaznego chłopakowi męża, prostego kowala imieniem Joe. Pewnego dnia zostaje oddany na służbę do ekscentrycznej Panny Havisham. Ma zabawiać ją i jej piękną podopieczną – Estellę. Niestety, znajomość Estelli i Pipa nie trwa zbyt długo. I nagle, zupełnie niespodziewanie, gdy chłopak stał się już mężczyzną, obeznał się w fachu, a jego siostra dawno już zmarła, dowiaduje się, że ktoś zostawił mu wielki majątek, by mógł spełnić swoje życzenie o byciu gentlemanem. Niestety nie wszyscy ludzie będą mu przychylni, nie wszyscy będą cieszyć się jego szczęściem, nie wszyscy też okażą się być prawdziwymi przyjaciółmi…

Jak to bywa w przypadku Dickensa, nie tylko główny bohater jest ważną postacią, którą autor chce czytelnikowi zaprezentować. W przypadku „Wielkich nadziei” czytelnik może liczyć na cały wachlarz interesujących postaci. Dla mnie najciekawszą historię skrywała Panna Hvisham, Estella, która stworzona została by być kochaną, ale nie kochać oraz skazaniec i uciekinier z galer imieniem Abel Magwitch. Cenię też Dickensa za to jak prezentuje czytelnikowi studium psychologiczne postaci, nie ocenia jednak wyraźnie daje znać czytelnikowi jakie uczucia w danym momencie powinien żywić do konkretnego bohatera. Tak więc kibicowałam Pipowi, za chwilę nie lubiłam go wcale, by znowu mu współczuć.

„Wielkie nadzieje”

Książka a film
Obejrzałam przy okazji też ekranizację z 2012 roku z Heleną Bonham Carter, Ralphem Fiennesem czy Robbie’em Coltrane’em w rolach głównych (cała trójka znana także jest z serii filmów o Harry’m Potterze :) Bellatrix, Voldemort i Hagrid). W dużej mierze film bazuje na książce, znajdą się pewne istotne elementy, które zostały pominięte lub zmienione, ale ogólnie jest dobrym odzwierciedleniem książki. Podobały mi się bardzo stroje bohaterów, sceneria i gra aktorska, także film polecam. Warto go obejrzeć, ale oczywiście po lekturze powieści Dickensa.
Nie widziałam niestety jeszcze ekranizacji z roku 1998 z Ethanem Hawke’iem, Gwyneth Paltrow i Robertem De Niro, ale z opisu widzę, że jest to dość różniąca się ekranizacja od książki – zmienione miejsca, imiona, czas… Jest to nowoczesna wersja „Wielkich nadziei”, za to ekranizacja z 2012 roku to wersja bardziej oparta na książce i oddająca klimat ówczesnych czasów.

I w tej książce autor mierzy się z problemami społeczno-obyczjowymi. Pokazuje sytuacje ludzi biednych i zestawia ją z sytuacją bogatych. Na przykładzie głównego bohatera widzimy jego przemianą w gentlemana, którym niestety tak naprawdę nigdy nie będzie z powodu środowiska z jakiego się wywodzi. Mimo że dał radę z czasem nauczyć się dobrych manier czy odpowiedniego języka i ubioru to w głębi serca zawsze był tylko biednym kowalem.

„Wielkie nadzieje” to powieść ponadczasowa, mimo że napisana w XIX wieku, może być łatwo interpretowana i przekładana na czasy obecne współczesnemu czytelnikowi. Nie jest to jednak lektura łatwa, momentami nużąca i wymagająca jednak wartościowa mimo swojej przewidywalności. Polecam, bo warto ją znać jako jedno z większych dzieł pisarza.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle

#425. „Michael Vey. Więzień celi 25” – Richard Paul Evans

„Michael Vey. Więzień celi 25”


Tytuł: „Michael Vey. Więzień celi 25”
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 368
Data wydania: 201
ISBN: 978-83-7574-770-6
Ocena: 8/10

Richard Paul Evans to pisarz amerykański, którego powieści niejednokrotnie zdobywały miana bestsellerów. Pisze głównie powieści dla kobiet, ale ma na swoim koncie także powieści młodzieżowe (w tym powyższą). Ceniony jest również za aktywne działanie na rzecz dzieci – założył organizację The Christmas Box Mouse International zajmującą się budowaniem schronisk i pomocą skrzywdzonym dzieciom. Jego książki zostały przetłumaczone na ponad 20 języków.

Po obejrzeniu trailera książki „Michael Vey. Więzień celi 25” miałam wielką ochotę na jej lekturę. Wprawdzie nie czytałam do tej pory żadnej książki tego pisarza, chociaż na półce w domu mam dwie inne jego powieści. Już początek tej książki poruszył moje serce, mimo że zdawałam sobie sprawę z tego, że główny bohater to postać fikcyjna. Ale czyż nie istnieją na świecie dzieci zmagające się z podobnymi problemami? Wykluczenie społeczne, dyskryminacja, osamotnienie, znęcanie się w szkole…

Głównym bohaterem jest kończący 14 lat nastolatek, Michael Vey. Nie należy do elity, ma tylko jednego przyjaciela Ostina, ale jest szczęśliwy dzięki swojej kochającej mamie. Michael cierpi na chorobę Tourette’a, która objawia się u niego poprzez częste mruganie oczami, chrząknięcia, czy przełykanie śliny podczas stresujących sytuacji. Jednak posiada też pewną zdolność… posiada elektryczną moc, która przysparza mu kłopotów, jednocześnie będąc jego chlubą i największym sekretem. Gdy po raz kolejny jest torturowany przez starszych chłopaków ze szkoły, a nawoływania najładniejszej z czirliderek, by przestali nie skutkują, nie wytrzymuje i korzystając ze swej mocy, razi prądem oprawców dając im nauczkę. Z czasem okazuje się, że owa czirliderka, Taylor Ridley, również posiada niespotykaną moc. Nie są jedynymi nastolatkami z elektrycznymi zdolnościami. Z tego też powodu pewna potężna organizacja jest zainteresowana tą dwójką. Ich życie znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie…

Nie sądzę, by kreacja głównego bohatera miała na celu wzbudzenie empatii dla osób chorujących na chorobę Tourette’a (sam pisarz i jego syn na nią cierpią), ale ma na celu pokazanie, że nawet osoby z pewną widoczną i znaczną dysfunkcją mają prawo do tego, by być traktowane na równi ze zdrowymi osobami, mają równe prawo do nauki, szczęścia, miłości, pracy – a w przypadku Michaela, mogą być bohaterami o niespotykanej mocy. Głównymi problemami jakie autor porusza w swojej książce jest dążenie do władzy za wszelką cenę, osiąganie swoich celów, dosłownie, po trupach oraz pieniądze stanowiące siłę napędową „tych złych”. Pisarz zwraca uwagę na to jak silną wartością jest miłość i przyjaźń oraz pokazuje, że odwaga wymaga czasami wielu poświęceń.

Mocną stroną powieści Evansa z pewnością jest pomysłowa fabuła, szybkie tempo akcji i suspens. Ciekawie skonstruowani są główni bohaterowie, ich moce są naprawdę niespotykane. Akcja książki jest wartka, sama powieść napisana jest prostym językiem, ponieważ skierowana jest głównie do młodzieży, jednak dorośli też na pewno uznają ją za wartościową lekturę.

„Michael Vey. Więzień celi 25” z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom fantastyki młodzieżowej. Odwieczna walka dobra ze złem, główna postać przeobrażająca się z ofiary w bohatera, wciągająca fabuła i zaskakujące zwroty akcji – jeśli tego szukacie w książkach, to polecam tę powieść. Gwarantuję, że będziecie nią pozytywnie zaskoczeni.

Książka przeczytana w ramach Czytam Fantastykę oraz wyzwania Z Literą W Tle

#424. „Po trzecie dla zasady” – Janet Evanovich

„Po trzecie dla zasady”


Tytuł: „Stephanie Plum: Po trzecie dla zasady”
Seria/tom: Stephanie Plum / 3
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 412
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-7574-721-8
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 26 listopada 2013

Przyznam szczerze, że już stęskniłam się za Śliweczką, więc postanowiłam wrócić do lektury trzeciego tomu, który rozpoczęłam czytać już jakiś czas temu. Janet Evanovich dołączyła do grona moich ulubionych pisarzy po tym, jak spotkałam się z serią jej powieści sensacyjnych z dużą dawką humoru i romansem w tle. Seria książek opowiadających przygody Łowczyni Nagród, zabawnej amatorki, łatwo pakującej się w tarapaty zdobyła moje serce. Do tej pory w Polsce Wydawnictwo Fabryka Słów wydało 8 książek o Stephanie Plum, a kolejne tomy zapowiedziane są na przyszły rok. Już nie mogę się ich doczekać!

„Był ze mnie twardziel łowca pełną gębą.”

Moses Bedemier, znany szerzej jako Wujaszek Mo, od lat prowadzący sklep z cukierkami, jest sympatycznym starszym panem żyjącym samotnie. Jest także personą powszechnie znaną i cenioną w Grajdole. Nic więc dziwnego, że gdy nie stawił się w sądzie w wyznaczonym terminie, wszyscy sprzysięgają się przeciwko Stephanie, która ma obowiązek dostarczenia tego NS-a policji. Znalezienie wujaszka Mo, okazuje się być niezwykle trudnym zadaniem. Mężczyzna jest miejscową legendą, utożsamiany raczej ze Świętym Mikołajem aniżeli z przestępcą. Na dodatek, po tym gdy Stephanie włamała się do mieszkania Mosesa Bedemiera, zastrzelony zostaje tam atakujący ją mężczyzna, a policja znajduje kilka zamurowanych w ścianę ciał. Czasu ucieka, po Mo nie ma ani śladu, za to są ślady kolejnych ciał zamordowanych dilerów narkotykowych… W co wpakował się ten szlachetny mężczyzna? Czy Stephanie uda się odkryć prawdę?

„Nie chce dostać mandatu. Ponoć gliny czepiają się, gdy coś ci wystaje z bagażnika. Szczególnie, jeśli to trup.”

Stephanie i tym razem będzie musiała stawić czoła niespotykanie skomplikowanej historii kryminalnej – ktoś morduje dilerów narkotyków, a społeczność Grajdoła uważa, że w takim razie jest bohaterem. Czy za tymi mordami stoi Wujaszek Mo? Czy Stephanie wraz z Lulą i niewielką pomocą Komandosa oraz Morelliego dowie się prawdy?

„Oglądałam program o tych komandosach w telewizji – wtrąciła się babcia. – Podobno przez nich psy zachodzą w ciążę.”

W tym tomie Lula nie odstępuje Steph na krok, obie starają się zdobyć miano zawodowych łowców nagród, z bardzo różnym rezultatem. Joe Morelli bezwstydnie wprasza się na obiad, następnie zwodzi i uwodzi Stephanie, potem staje się dziwnie obojętny na jej wdzięki… co jest powodem jego zachowania? Czyżby przeprowadzka i niespotykane u niego zachowanie wskazywały na to, że kogoś ma? Tymczasem Stephanie będzie trenowała u boku Komandosa. Niestety, bieganie czasem będzie kończyło się pączkiem, a nie straconymi kaloriami.

Każdy tom przygód Stephanie Plum czyta się z ogromną ciekawością. Książki Janet Eanovich niezwykle wciągają, nie tylko dzięki zarażającemu humorowi, świetnie skonstruowanym dialogom, czy zaskakującej fabule z wieloma zwrotami akcji – to kreacja głównych bohaterów zasługuje na dużą uwagę. Stephanie daleko jest do ideału, a jej przyjaciółce Luli, to już w ogóle… mimo wszystko to właśnie one są najmocniejszymi stronami tych książek. Mężczyźni są już bardziej wyidealizowani – także czytelniczki tych książek na pewno nie raz chciałby znaleźć się na miejscu Stephanie.

Uwielbiam Śliwkę i chyba nigdy mi się ona nie znudzi. Przede mną jeszcze lektura czwartego i piątego tomu tej serii, także jak widzicie – nie trzeba czytać jej od początku, chociaż najlepiej byłoby właśnie zacząć w ten sposób. Jeśli poszukujecie lekkiej powieści, z ogromną dawką rozbrajającego humoru, z kryminalną zagadką i romansem w tle – ta książka na pewno Was nie zawiedzie. Serdecznie polecam!

Z tej serii recenzowałam także:
1. „Po pierwsze dla pieniędzy”
2. „Po drugie dla kasy”
3. „Po szóste nie odpuszczaj”
4. „Szczęśliwa siódemka”
5. „Ósemka wygrywa”

Książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz wyzwania Z Literą W Tle

#411. „Panowie Salem” – Rob Zombie, B.K. Evenson

„Panowie Salem”


Tytuł: „Panowie Salem”
Autor: Rob Zombie, B.K. Evenson
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 320
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7785-242-2
Ocena: 6/10
Data przeczytania: 27 października 2013

Gdy tylko usłyszałam o książce Roba Zombie i Briana K. Evensona – „Panowie Salem” – wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała ją przeczytać. Czytając różne recenzje na blogach zaczęłam przekonywać się, że książka ta będzie idealną lekturą dla mnie. Być może dlatego miałam zbyt wysokie oczekiwania, kiedy sięgałam po ten horror.

Rob Zombie jest znanym muzykiem metalowym, założycielem i członkiem zespołu White Zombie, ma na swoim koncie także kilka wyreżyserowanych filmów (głównie horrory), a jego praca zawsze była w jakiś sposób odzwierciedleniem mrocznej strony ludzkości. Nic więc dziwnego, że we współpracy z Brianem K. Evensonem, laureatem nagrody International Horror Guide Award i autorem dwunastu publikacji, napisali horror, który miał zadowolić miłośników gatunku. Jednak czy im się to udało?

Powieść bazuje na historii z roku 1692, kiedy to 16 września miał miejsce proces czarownic w miasteczku Salem w stanie Massachusetts. Wtedy to wiedźma Margaret opętana przez diabła była o krok od umożliwienia szatanowi władzy na ziemi. Złapana na gorącym uczynku podczas oddawania czci szatanowi Margaret, zarzekła się, że dopadnie potomków jej oprawców, którzy doprowadzili ją i jej siostry przed sąd oraz uniemożliwili jej dalsze służenie mrocznemu panu. Ale przynajmniej wtedy miasteczko Salem mogło odetchnąć i uspokoić się.

Po wielu latach od procesu czarownic, miasteczko Salem w dalszym ciągu żyje wydarzeniami z przeszłości. Główna bohaterka powieści, Heidi Hawthorne pracuje w rozgłośni radiowej, mieszka sama z psem i stara się poukładać swoje życie. Pewnego wieczoru dostaje tajemnicze pudełko z dziwnym znakiem wyrytym na wierzchu i tajemniczą płytą Panów. Następnego dnia Heidi puszcza w radio piosenkę z płyty Panów i od tej pory mają miejsce naprawdę niepokojące i szokujące wydarzenia. Niczego nieświadoma kobieta nie spodziewa się, że obudziła potężne i żadne zemsty demony, które zapolują na mieszkańców miasteczka. Ale to dopiero początek przerażającej historii jaka ma się rozegrać w Salem. Czy jest już za późno, by ocalić ludzkość?

Zombie wraz z Evensonem postanowili stworzyć kilka postaci pierwszoplanowych, ale nie pominęli także znaczących postaci drugoplanowych, które odegrają ważną rolę dla całości tej książki. Heidi nie miała łatwego życia, a jej uzależnienie od alkoholu i narkotyków znowu zostanie wystawione na próbę. Oprócz Heidi, w wielkim niebezpieczeństwie znajduje się także córka sędziego czarownic, Maisie Mather, a także wiele innych kobiet. Dlaczego? Czy uda się zatrzymać to pędzące, niszczycielskie koło śmierci i nieszczęścia?

Autorzy pokusili się o dość szczegółowy opis miasteczka, które pod względem wyglądu, wcale nie różniło się od wielu innych miasteczek Ameryki. Miało tylko swoją mroczną historię, która okazałą się być niezłą atrakcją turystyczną. Autorzy powoli budują napięcie, by z czasem wprowadzić czytelnika w niemal oniryczną rzeczywistość, niczym sen na jawie, czego doświadczają bohaterowie. Jeśli zaś chodzi o aspekty mające budzić w czytelniku przerażenie czy odrazę, to mimo że leje się tu i tam krew, niektóre wypowiedzi są bardzo wulgarne i bluźniercze, ale nie jest wcale tak strasznie, jak można by się było spodziewać po okładce i opisie z tyłu książki. Ciężko mi powiedzieć coś więcej o tej książce, ponieważ jestem zawiedziona.

Jeśli widzieliście jakikolwiek film wyreżyserowany przez Roba Zombie (dajmy na to „Dom tysiąca trupów”) i czuliście niedosyt w sferze „horror”, to tak samo będzie w przypadku tej książki. Chyba postać Roba Zombie jest po prostu straszniejsza niż wszystkie jego produkcje. A szkoda.

Należę do osób u których oglądanie lub lektura horroru ma podnosić ciśnienie, doprowadzać do palpitacji serca, przerażać, a czasami i obrzydzać. Niestety, „Panowie Salem” nie są dobrym przedstawicielem gatunku, chociaż jest to książka dobrze napisana i z ciekawą fabułą, która jednak nie jest dopracowana w szczegółach. Porównując książkę do jej ekranizacji filmowej muszę jednak powiedzieć, że ponownie – książka okazała się być lepsza od ekranizacji.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle
Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Czytam Fantastykę.

#397. „Bransoletka” – Ewa Nowak

„Bransoletka”


Tytuł: „Bransoletka”
Autor: Ewa Nowak
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 291
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-08-05184-9
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 27 września 2013

Ewa Nowak, polska pisarka i publicystka, zadebiutowała w roku 1997 w magazynie „Filipinka”. Obecnie współpracuje z wieloma różnymi magazynami pisząc także życiowe powieści młodzieżowe. W 2002 roku ukazał się jej debiut książkowy, powieść „Wszystko, tylko nie mięta”, która zdobyła uznanie zarówno wśród młodzieży jak i dorosłych. Z twórczością Ewy Nowak kojarzę czasy, gdy uczęszczałam do gimnazjum. Pochłaniałam jej książki w jeden lub dwa dni, jedna za drugą, z niecierpliwością wyczekując kolejnej powieści. Tym razem sięgnęłam po powieść „Bransoletka”.

Weronika Sroka za kilka miesięcy skończy 16 lat. Ma normalną rodzinę, jednak ojciec ma w zwyczaju jej dokuczać, nie myśląc o tym, że może sprawiać jej przykrość, starszy brat Kuba tylko mu wtóruje, a mama w sumie nie zwraca na nic uwagi. Do tego dochodzi irytujący Śliwa, mały, śmierdzący kundelek oraz egoistyczna, wredna i skupiająca całą uwagę wokół siebie fałszywa przyjaciółka Magda. Nic dziwnego, że dziewczyna ma już dość swojego obecnego życia i pragnie coś w nim zmienić. Gdy w szkole zwraca na nią uwagę Łukasz, chłopak z równoległej klasy i proponuje jej wyjazd na ferie na warsztaty teatralne dziewczyna nie może uwierzyć we własne szczęście. Niestety okazuje się, że Łukasz miał interes w namówieniu jej na wyjazd. Zrozpaczona Weronika z niechęcią wyjeżdża na warsztaty, prowadzone przez szaloną kobietę o imieniu Salomea, nie zdając sobie sprawy z tego, że spędzi tam wspaniały czas, zdobędzie nowe doświadczenia, pozna nowego chłopaka oraz nowe koleżanki. Weronika wróci z warsztatów całkowicie odmieniona…

„Każdy z nas jest aktorem w teatrze życia. […] Nie chodzi o to, jaką się gra rolę, tylko żeby ją zagrać wspaniale!”

Przyznam, że mimo różnicy wieku czasami utożsamiałam się z główną bohaterką i jej problemami. Czas dorastania jest czasem trudnym zarówno dla dzieci jak i rodziców. Problem tkwi w tym, że rodzice często zapominają jak to było, gdy sami mieli naście lat. W książce nie zabraknie też mądrości płynącej ze zdobywania doświadczeń, poznawania nowych ludzi i odkrywania samego siebie.

Powieść Ewy Nowak czyta się błyskawicznie i z rosnącym zainteresowaniem. Wydawałoby się „a cóż to takiego napisać książkę o nastolatce”, jednak uważam, że jest to jedna z lepszych polskich książek opowiadających przygody 16-tolatki, która musi zmagać się z problemami w domu, w szkole oraz sercowymi. Język jest prosty, ale dopracowany, stylizowany na język młodzieżowy. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z punktu widzenia głównej bohaterki. Wiadomo, że fabuła powieści jest momentami przewidywalna, ale to nie ma znaczenia. Najważniejszy jest przekaz jaki kieruje do swoich czytelników pisarka. Jaki to przekaz? Sprawdźcie sami sięgając po „Bransoletkę”.

Osoby, które znają twórczość Ewy Nowak na pewno nie będą potrzebowały jakiekolwiek zachęty do sięgnięcia po jedną z jej najnowszych powieści. Za to czytelniczki i czytelników, którzy nie znają jej poprzednich książek, serdecznie zachęcam do lektury „Bransoletki” gwarantując udaną przygodę literacką. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Literackie

książka przeczytana w ramach wyzwania Z Literą W Tle

#379. „Kto się śmieje ostatni” – Trish Wylie

„Kto się śmieje ostatni”


Tytuł: „Kto się śmieje ostatni”
Autor: Trish Wylie
Wydawnictwo: Harlequin
Liczba stron: 240
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-238-9770-5
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 23 sierpnia 2013

Każdą kobietę czasami nachodzi ochota na romans, czy to ten w postaci powieści romantycznej, czy też ten w postaci romantycznego filmu. Takim właśnie pogodnym romansem jest „Kto się śmieje ostatni” Trish Wylie. Irlandzka pisarka odkąd pamięta uwielbiała czytać romanse i wiedziała, że w przyszłości zostanie pisarką. Dwukrotnie nominowana do prestiżowej nagrody Recenzent Times Choice Award, zdobyła ją w 2005 roku.

Tyler Brannigan w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności pracę w policji zastępuje pracą prywatnego ochroniarza, czyli „niańki” w potocznym slangu. Niestety, trafia mu się niezły orzech do zgryzienia, Miranda Kravitz, córka burmistrza Nowego Jorku, wcale nie ma ochoty na kolejnego ochroniarza. Bez problemu pozbyła się pięciu poprzednich, więc i szóstego ma zamiar wykiwać. Jednak okazuje się, że Tyler wcale nie jest takim naiwniakiem, za jakiego go na początku miała. Pomijając to jak się poznali, jest twardy i wydaje się być niesympatyczny, jest kompletnie inni niż jego poprzednicy. Zdarza mu się być bezczelnym i na każdym kroku przypomina Mirandzie, że tylko wykonuje swoją pracę. Ale Miranda chce mieć chociaż jeden dzień wolny od ścisłego przestrzegania nudnego harmonogramu. Czy uda jej się wykiwać Tylera? W końcu zna Manhattan jak własną kieszeń… A może to jej serce ją wykiwa?

Jak to bywa w romansach bohaterowie są budowani na podstawie swoich przeciwieństw, ona jest bogata i w sumie to wcale nie musi pracować, on ciężko zarabia na chleb, różnią się charakterami, chociaż oboje mają poczucie humoru i są bardzo atrakcyjni. Oczywiście, od początku wiadomo, że między tą dwójką rośnie ogromne pożądanie, a w ich sercach budzi się gorące uczucie, ale warto poznać okrężną drogę, którą będą musieli pokonać, by wreszcie pozwolić sobie na chwilę zapomnienia.

W książce Trish Wylie nie brakuje dużej dawki poczucia humoru, a z pozoru skomplikowana sytuacja i zabroniona miłość w końcu ma możliwość zaistnieć. Książka ta jest pełna optymizmu i po jej lekturze czułam się bardzo lekko na duchu. Dobrze jest od czasu do czasu przeczytać coś tak lekkiego i niezobowiązującego, dla relaksu, dla przyjemności.

„Kto się śmieje ostatni” to druga po „Kronice ślubnych wypadków” Jessiki Hart książka z najnowszej serii romansów Wydawnictwa Harlequin – KISS. Są to zabawne i zmysłowe powieści dla kobiet, w których nie brak humoru i wciągającej historii miłosnej. Książka Trish Wylie z pewnością przypadnie do gustu wszystkim kobietom, które lubią czytać romanse, a i te, które od czasu do czasu po nie sięgają, też zapraszam do lektury.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Harlequin/Mira

#369. „Złoty most” – Eva Völler

„Złoty most”


Tytuł: „Złoty most”
Seria/tom: Poza czasem / tom 2
Autor: Eva Völler
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 440
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-237-5115-1
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 7 sierpnia 2013

Eva Völler zanim poświęciła się pisaniu swoją karierę poświęcała prawu, najpierw pracując jako sędzia, potem jako adwokatka. „Złoty most” to po „Magicznej gondoli” druga książka opowiadająca przygody podróżników w czasie – Anny i Sebastiano. W pierwszej części autorka zabrała swoich bohaterów do klimatycznej Wenecji, w drugim tomie przeniosą się do magicznego i niebezpiecznego Paryża. Od wydarzeń z „Magicznej gondoli” mija półtorej roku. Teraz bohaterowie książki Völler będą musieli zmierzyć się z nowymi problemami. Czy dadzą sobie radę?

Nastoletnia Anna dołączyła do tajemniczego stowarzyszenia podróżników w czasie. I tak poznała przystojnego Sebastiano, z którym podróżują w czasie jako Obrońcy. Od początku jej tajemniczej kariery w szeregach strażników historii mija półtorej roku. Anna musi porządnie przygotować się do matury, która lada dzień. Ale nie ma co się przejmować maturą! Przecież po jej ukończeniu wreszcie będzie mogła zamieszkać w Wenecji razem z ukochanym.

Po zakończonych egzaminach z matematyki dostaje niepokojącą wiadomość od rannego Jose. Jest to Starzec, dzięki któremu ona i Sebastiano mogli podróżować w czasie. Tym razem podczas wypełniania misji specjalnej coś poszło zdecydowanie nie tak jak powinno i jej ukochany Sebastiano został uwięziony w pewnym miejscu i czasie. Jose poleca Annie Gastona Leclerca, który ma pomóc jej przenieść się do czasów, w których przebywa Sebastiano. Anna wyrusza w niezwykłą i tajemniczą podróż do XVII-wiecznego Paryża. Ma szczęście, bo udaje jej się odnaleźć Sebastiano, ale pojawiają się komplikacje jakich dziewczyna się nie spodziewała w najgorszych koszmarach. Jej ukochany jest jednym z muszkieterów kardynała Richelieu i … nie nic nie pamięta ,ani Anny ani swojego dawnego życia. Czy Annie uda się przywrócić pamięć ukochanemu? Czego dotyczyła jego misja i dlaczego w jej wyniku stracił pamięć? Czy Sebastiano przypomni sobie o uczuciach do Anny?

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów oraz całego systemu podróżników w czasie. Są elitą, ale nie mogą nikomu mówić o swoich zadaniach. Anna i Sebastian są Obrońcami, a ich przełożonymi są Starzy, bardzo tajemniczy ludzie, o nieznanym wieku. Anna, gdy tylko zbliża się niebezpieczeństwo zaczyna odczuwać uporczywe swędzenie karku, jest bardzo ładną, odważną dziewczyną. Sebastiano jest za to trochę skryty w sobie, ale jest bardzo męski, przystojny, świetnie posługuje się mieczem i nie zawaha się przed żadnym zadaniem. Cieszę się też z tego, że autorka wysiliła się na zgłębienie historii i pokazała kardynała Richelieu w całym jego obliczu.

Cieszę się, że tym razem pisarka wybrała Paryż. XVII-wieczny Paryż jest klimatycznym miejscem, pełnym niebezpieczeństw i tajemnic. Tak samo jak rozwijająca się fabuła tej książki – na jej kartach czeka Was masa niespodzianek, zaskakujących zwrotów akcji, przyspieszonego tętna… Do samego końca będziecie kibicować bohaterom tej powieści.

Niemiecka pisarka naprawdę świetnie się spisała. Wiadomo, że kontynuacje bywają różne, ale ta jest naprawdę dobra. Książkę czyta się błyskawicznie, historia wciąga już od pierwszych stron, a szybka akcja nie pozwala oderwać się od lektury. Oklepanym wydaje się też pomysł podróży w czasie, ale nic bardziej mylnego. Nigdy jeszcze nie czytałam tak klimatycznej i magicznej książki opisującej ten temat. Warto też zwrócić na piękne okładki tej serii, przykuwają wzrok, prawda?

„Złoty most” polecam wszystkim osobom, które mają już za sobą lekturę tomu pierwszego – „Magicznej gondoli”. A tym, którzy mają ochotę na magiczną, pełną szybkiej akcji powieść w XVII-wiecznym Paryżu polecam lekturę od tomu pierwszego, gdzie znajdziecie się w XV-wiecznej Wenecji. Seria „Poza czasem” to książki dla młodzieży, ale nie tylko. I dorośli będą zachwyceni pomysłowością autorki. Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Egmont