Archiwa tagu: thriller

#308. „Granice zła” – Griffiths Rebecca

„Granice zła”


Tytuł: „Granice zła”
Autor: Griffiths Rebecca
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 400
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-8097-062-5
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 5 lutego 2017

„Granice zła” to książka, która bazuje w dużej mierze na pozorach i stereotypach – jednakże nie współgra z nimi, ale całkowicie je obala. Jest to naprawdę świetnie napisany thriller z kryminalną zagadką w tle, wywołujący w Czytelniku wiele przeróżnych emocji…

Sarah D’Villez w młodości przeżyła piekło. Jako nastolatka została porwana przez nieznajomego mężczyznę, który więził i krzywdził ją na wiele sposobów przez kilkanaście dni. Na szczęście po pewnym czasie puścił ją wolno…

Będąc dorosłą kobietą, pragnącą jedynie zapomnieć o koszmarze z przeszłości, próbuje założyć rodzinę, jednak jej związek szybko kończy się rozwodem, na dodatek ukochany tata z którym miała bliskie kontakty umiera, a potwór, który wyrządził jej krzywdę w przeszłości wychodzi na wolność. Niedługo myśląc Sarah postanawia opuścić Londyn i wyjechać do Walii, by na nowo rozpocząć swoje życie. Farbuje blond włosy na brąz i zmienia nazwisko na Rachel Wright. Niestety i tam wcale nie będzie bezpieczna czując, że stale ktoś ją obserwuje. A co gorsza w sąsiednim mieście ktoś morduje młode kobiety, które wychodząc wieczorem na miasto i pijąc alkohol stają się łatwym łupem… Czy te sprawy są ze sobą związane?

Fabuła jest wciągająca, niestety nie brak w niej nużących, czasem zbędnych opisów. Na szczęście, przeplatają się one z ciekawszymi elementami książki. Jednakże autorce nie można ująć tego, jak pięknie przedstawiła walijską mieścinkę, gdzie w powietrzu czuje się mroczne tajemnice z przeszłości, każdy z każdym się zna, a pogoda nie rozpieszcza jeszcze silniej wzbudzając efekt grozy. Częste są także retrospekcje do wydarzeń z przeszłości mieszkańców niewielkiej walijskiej mieściny. Z pozoru niewiele mające ze sobą wspólnego wydarzenia zaczynają układać się w całość dając podstawy do działania kolejnych bohaterów.

Jeśli poszukujecie kryminału z ciekawą historią, jesteście uważnymi Czytelnikami poszukującymi intrygującej, niezwykle klimatycznej fabuły z zaskakującym zakończeniem, to gorąco zachęcam Was do lektury tej książki.

Rebecca Griffiths wychowała się w środkowej Walii, studiowała literaturę angielską. Po udanej karierze w biznesie w Londynie, Dublinie i Szkocji wróciła na walijską wieś, gdzie mieszka z mężem, psem i dwiema owcami. (nota Wydawnictwa)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

#292. „Obłędna szesnastka” – Janet Evanovich

„Obłędna szesnastka”


Tytuł: „Stephanie Plum: Obłędna szesnastka”
Seria/tom: Stephanie Plum / 16
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 368
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-7964-159-8
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 12 listopada 2016

Kolejne wyczekiwane spotkanie z ukochaną Stephanie Plum. Ta seria nigdy mi się nie znudzi… co najwyżej, gdy już się skończy, będę musiała zacząć czytać ją od nowa. „Obłędna Szesnastka” jak sama nazwa wskazuje, to już 16 tom z serii o przygodach niezwykłej łowczyni nagród, Stephanie Plum, wiecznie rozdartej uczuciowo między seksownym gliniarzem włoskiego pochodzenia Joe Morellim, a tajemniczym, seksownym i niezwykle bogatym i niebezpiecznym Komandosem. A no tak… jest przecież jeszcze jeden mężczyzna w jej sercu – chomik.

Po krótkim wstępie czas przejść do konkretów – z czym tym razem będzie musiała zmierzyć się ta pozytywnie zwariowana trzydziestolatka? Przyszłość agencji poręczycielskiej w której pracuje Stephanie będzie wisiała na włosku, Vinnie przyłapany na zdradzie żony oraz niepłaceniu swojemu bukmacherowi zostanie porwany dla okupu (wynoszącego prawie milion dolarów) przez niebezpiecznego gangstera Bobby’ego Słonecznika. Stephanie razem z Lulą i Connie będą miały pełne ręce roboty, muszą nie tylko uratować Vinniego oraz agencję, ale także na bieżąco łapać zbiegów oraz… nie dać się zabić. Ale nie ma tego złego! Na pomoc przyjdzie im szczęśliwa, magiczna butelka, którą Śliwka odziedziczyła po wujku Pipie…

Pewnie niektórzy z Was zasanawiają się, co takiego jest w tej serii, że czytelnicy chcą stale sięgać po jej książki i wytrwale czekają na kolejne tomy. Oczywiście, główni bohaterowie są tacy sami, często ich problemy się powtarzają, jednak zawsze towarzyszy temu jakaś zagadka kryminalna, pościg, śledztwo, częste wybuchy drogich samochodów oraz problemy sercowe, które przyprawiają czytelniczki o palpitację serca. Warto również wspomnieć o wykonaniu tłumaczenia, które w idealny sposób oddaje wszelkie niuanse, zabawne teksty oraz niepowtarzalny charakter książki. Jeśli czytaliście pierwsze tomy wydane nakładem innego wydawnictwa, to czeka Was duże, pozytywne zaskoczenie jeśli przerzucicie się na Fabrykę Słów.

Podsumowując – masa intryg, pościgów, wartka akcja, dużo humoru, czyli… oczywiście polecam! Fanom serii kolejny tom, a osobom, które nie znają twórczości tej amerykańskiej pisarki rozpoczęcie czytania jej pozytywnych książek, które idealnie nadają się na relaks po stresującym dniu :)

„Janet Evanovich od zawsze wierzyła, że kariera artystyczna jest jej przeznaczeniem. Dziś jest jedną z najlepiej zarabiających pisarek w Ameryce, numerem jeden na liście najlepiej sprzedających się autorów New York Timesa. To właśnie ta amerykańska pisarka uplasowała się na szóstym miejscu rankingu „Forbesa” 2015 – najlepiej zarabiających pisarzy! Sławę przyniósł jej wielotomowy cykl o łowczyni nagród, Stephanie Plum – obecnie jednej z najpopularniejszych serii książkowych świata.” nota Wydawnictwa

P.S. Już niedługo na półki księgarń trafi kolejny tom – „Płomienna siedemnastka”. Kto czeka?!

Z tej serii recenzowałam także:
1. „Po pierwsze dla pieniędzy”
2. „Po drugie dla kasy”
3. „Po trzecie dla zasady
4. „Po szóste nie odpuszczaj”
5. „Szczęśliwa siódemka”
6. „Ósemka wygrywa”
7. „Wystrzałowa dziewiątka”
8. „Najlepsza jedenastka”
9. „Parszywa dwunastka”
10. „Smakowita piętnastka”
11. „Skok”

#289. „Uprowadzone” – Monika Siuda

„Uprowadzone”


Tytuł: „Uprowadzone”
Autor: Monika Siuda
Wydawnictwo: Poligraf
Liczba stron: 407
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-7856-428-7
Ocena: 7/10
Data przeczytania: 26 września 2016

Monika Siuda to mieszkanka Knurowa, miłośniczka kotów i dobrej literatury, mająca na swoim koncie już cztery książki. Tym razem mam przyjemność zrecenzować jej najnowszą książkę w serii o trudnych przygodach detektywa Tomasza – „Uprowadzone”, która ukazała się w marcu tego roku. Zachęcam także do zapoznania się z moimi recenzjami poprzednich książek autorki: „Dwudziesta szósta ofiara” oraz „Wyznanie Agaty”.

„On nic nigdy nie pozostawiał przypadkowi.”

Detektyw Tomasz tym razem zostaje zaangażowany w sprawę zaginięcia młodej dziewczyny. Nie jest to jednak jedyne zaginięcie młodej kobiety w ostatnim czasie. Razem z kolegami z policji stara się rozwikłać zagadkę porwania dziewczyn, korzystając w swoim śledztwie z informatorów. Jednak nie zawsze wszystko jest czarno-białe. Ślepe zaułki, brak postępu w śledztwie, morderstwa… Tomasz stanie przed naprawdę trudną zagadką – czy ma do czynienia z seryjny porywaczem i mordercą? Jak znaleźć winną osobę, kiedy nie może się liczyć na osoby, które mają pomóc?

W swojej najnowszej książce autorka dotyka również takich tematów jak zemsta, brak zaufania, utrata więzi z rodziną. Wszystkie wątki przedstawiane są oczami różnych bohaterów, przez co czasami po prostu się powtarzają. „Uprowadzone” jest jednak powieścią troszkę wolniejszą, jeśli chodzi o rozwój akcji, od swoich poprzedniczek w tej serii. Duży plus jednak za końcówkę, gdzie fabuła naprawdę nabiera szaleńczego tempa. Zabrakło mi jednak tym razem elementów zaskoczenia i niespodziewanych zwrotów akcji. I standardowo, kreacja bohaterów jest na najwyższym poziomie.

Jeśli jeszcze nie czytaliście żadnej książki znajdującej się w dorobku tej pisarki, to naprawdę szczerze polecam. Warto poznawać rodzimych autorów, którzy naprawdę mają dużo do powiedzenia w kwestii dobrej literatury. Książki Moniki Siudy polecam czytać w kolejności ich powstawania. Zachęceni?

#285. „Wioska morderców” – Elisabeth Herrmann

„Wioska morderców”


Tytuł: „Wioska morderców”
Autor: Elisabeth Herrmann
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 552
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-8069-314-2
Ocena: 9/10
Data przeczytania: 1 czerwca 2016

„Wioskę morderców” przeczytałam już w czerwcu, jednak z powodu nawału pracy, sesji, pisania pracy magisterskiej ciężko było mi znaleźć trochę czasu, by spisać swoje odczucia po skończonej lekturze. Na szczęście mam notatki w telefonie, a po drugie… wcale się nie przydadzą, bo książka zrobiła na mnie tak dobre wrażenie, że w dalszym ciągu mam ją w pamięci.

Po tym pozytywnym wstępie czas przejść do krótkiego opisu fabuły, żebyście wiedzieli, czego możecie się spodziewać. „Wioska morderców” to pierwszy tom serii o funkcjonariuszce policji, 26-letniej Saneli Bearze, która charakteryzuje się dużą pewnością siebie i upartością w dążeniu do celu. W ogrodzie zoologicznym dzieci zauważają pekari zjadające ludzką rękę… Beara będąc najbliżej zdarzenia przybywa na miejsce wraz ze swoim niezbyt rozgarniętym partnerem i stara się zabezpieczyć teren i przesłuchać świadków. Niestety węszy zbyt intensywnie przez co ląduje w szpitalu. Przełożony robi jej wyrzuty, a wizja awansu oddala się z każdą minutą popełnionych błędów. Po wyjściu ze szpitala Beara zaczyna śledztwo na własną rękę ponieważ uważa, że Charlie Rubin, która przyznała się do popełnienia zbrodni coś ukrywa. Policjantka udaje się do Wendisch Bruch, małego, opustoszałego i prawie wymarłego miasteczka, gdzie grozi jej ogromne niebezpieczeństwo.

W międzyczasie profesor Gabriel Brock wraz ze swoim asystentem, Jeremym Saalerem przygotowują się do wydania opinii na temat poczytalności Charlie Rubin. I oni zaczynają uważać, że wszystko ma swój początek w rodzinnym mieście kobiety Wendisch Bruch, w którym teraz nie ma mężczyzn – tylko sędziwe kobiety i psy. Jak potoczą się wydarzenia? Czy uda im się wspólnie odkryć prawdę, znaleźć odpowiedzi na trudne pytania i wskazać winnego morderstw?

Książka wciąga już od pierwszych stron, gdzie autorka w formie retrospekcji zabiera czytelnika do wydarzeń sprzed 20 lat, a narrację prowadzi oczami psa. Dla mnie to był naprawdę udany zabieg i świetne wprowadzenie. Herrmann dotyka takich tematów jak kwestia pamięci i wymazywanie trudnych wspomnień. Jedynym minusem w całej tej książce, która bezgranicznie mnie wciągnęła była scena w której Jeremy poznaje siostrę Rubin i nawiązuje się między nimi dziwny, zbyt szybko poprowadzony romans, który niezbyt pasuje do całości książki. Jednak jest to mały mankament na tle całości powieści.

Podsumowując – jeśli lubicie przerażające historie kryminalne, to z pewnością i ta przypadnie Wam do gustu. Wiem, że w mojej opinii nie jestem odosobniona, więc tym bardziej polecam miłośnikom gatunku, którzy jeszcze nie mieli okazji sięgnąć po „Wioskę morderców”.

Nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukaże się kolejny tom z tej serii – „Śnieżny Wędrowiec”. Ale na to musimy poczekać do 6 września.

Elisabeth Herrmann urodziła się w Marburgu w 1959 roku. Wiele lat pracowała jako dziennikarka w telewizji RBB. Jej powieści są bardzo popularne i często służą za scenariusze filmowe. Otrzymała nagrodę Radio Bremen Crime oraz niemiecką nagrodę Crime Fiction 2012. Mieszka z córką w Berlinie. (notka Wydawnictwa)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

#549. „Bliźnięta z lodu” – S. K. Treymane

„Bliźnięta z lodu”


Tytuł: „Bliźnięta z lodu”
Autor: S. K. Treymane
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 336
Data wydania: 2015
ISBN: 978-83-7554-940-9
Ocena: 10/10
Data przeczytania: 28 września 2015

Naprawdę nie wiem od czego zacząć tę recenzję, jednocześnie chciałabym Was zachęcić do lektury tej książki i wykrzyczeć, że koniecznie, niezwłocznie musicie ją przeczytać, bo jest naprawdę wyśmienita! Dawno nie czytałam książki, która podobała mi się tak w 100%, od początku do końca, dialogi, opisy, fabuła, bohaterowie, zagadka, napięcie… no po prostu wszystko. Jedyną rzeczą do której mogę się przyczepić, to opis na okładce książki, czy też jej streszcie fabuły, które możecie przeczytać w internecie – NIE RÓBCIE TEGO. Dla własnego dobra, po prostu stracicie kolejny smaczek jaki autor przygotował dla czytelników swojej książki, a pojawia się on już na pierwszych stronach powieści (17 s.) :)

Angus i Sarah są szczęśliwymi rodzicami dwójki przecudownych, wręcz identycznych bliźniaczek. Nazywane „bliźniętami z lodu” dziewczynki urodziły się w mroźny dzień, mając jasne jak śnieg włosy, a błękit ich oczu był przeszywający. Pozorne szczęście rodziny przerywa przerażające wydarzenie… jedna z bliźniaczek, Lydia, wypada z balkonu w domu rodziców Sarah. Od tej pory rodzice muszą radzić sobie z niewyobrażalną stratą ukochanego dziecka, Sarah pogrąża się w rozpaczy, a Angus w alkoholu. Nikt nie myśli jednak o tym jak może czuć się mała Kirstie po stracie swojej siostry bliźniaczki.

Jedynym sensownym rozwiązaniem na rozpoczęcie na nowo życia jest przeprowadzka do przepisanej na Angusa przez babcię wyspę Eilean Torran, co po gaelicku oznacza: Wyspa Pioruna. Porzucają życie zamożnej rodziny z klasy średniej w Camden, na rzecz zrujnowanego domku na bezludnej, odosobnionej wysepce. Sarah, Angus i siedmioletnia Kirstie będą próbowali odnaleźć się w nowej rzeczywistości, która przyniesie z sobą zaskakujące wydarzenia. Kirstie będzie miała problemy z własną tożsamością i nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami, Sarah dojdzie do strasznego odkrycia, które mogło bezpośrednio mieć związek ze śmiercią ich córeczki, a Angus, zawsze taki otwarty, będzie skrywał mroczną tajemnicę…

Narracja jest głównie prowadzona w pierwszej osobie przez Sarah, jednak są momenty, kiedy przeplata ją narracja męża kobiety – Angusa. Książka obfituje w częste, ale niedługie, bardzo obrazowe opisy – czułam się, jakby autor opisywał przedmioty, które znajdują się tuż przed moimi oczami. Niezwykle przypadł mi do gustu obraz wyspy Torran, którą przedstawiono bardzp realistycznie z wielką precyzją do szczegółów.

Autor stworzył książkę, która od początku do końca zaskakuje. Czasami nie wiedziałam czego się spodziewać, czy będzie to thriller psychologiczny z wątkami metafizycznymi? Bohaterowie są postaciami bardzo realistycznymi, świetnie wykreowanymi i prawdziwymi w ten sposób, że wierzymy w każde ich słowo, a tym samym dajemy się zapędzić w ślepy zaułek. Wzloty i upadki, radości i smutki oraz tajemnice, a przy tym stale towarzyszące lekturze szybsze bicie serca i dreszcz emocji. Fabuła jest niezwykle złożona, dlatego, że jest to historia o życiu ludzi, którzy przez swoje decyzje muszą zmagać się z tragicznymi konsekwencjami przez resztę życia, a prawda niekoniecznie wyzwala.

Polecając ten tytuł zabraniam Wam czytać streszczenia z tyłu książki, bo stracicie naprawdę całą gamę emocji, która sprawi, że lektura tej książki będzie jeszcze lepsza. Zgodzicie się na moich warunkach? :) Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Czarna Owca

książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania

#528. „Troje” – Sarah Lotz

„Troje”


Tytuł: „Troje”
Autor: Sarah Lotz
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 480
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7758-701-0
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 2 września 2014

Książka Sarah Lotz wzbudziła wielką fascynację wśród czytelników na całym świecie. W blogosferze aż o niej huczało, nie spotkałam żadnej negatywnej recenzji – wszystkie były pozytywne i zachęcające do lektury książki. Nic więc dziwnego, że w końcu i ja skorzystałam z nadarzającej się okazji i przeczytałam tę niezwykłą zarówno pod względem budowy, jak i fabuły, powieść.

Czytając książki mam w zwyczaju robić notatki, najczęściej zapisuję wszystko w telefonie, bo zawsze mam go pod ręką, obojętnie czy czytam w pociągu, autobusie, czy w domu. Tym razem ciężko było mi zebrać jakiekolwiek myśli w słowa, które pomogłyby mi w napisaniu recenzji. Książka jest bardzo rozbudowana, autorka zbudowała ją wzór powieści szkatułkowej, gdzie każdy z bohaterów opowiada swoją wersję historii danego wydarzenia. Jednocześnie całość to jakby książka w książce, autorką książki jest główna bohaterka, która przez cały czas jest niewidoczna, do ostatniej części książki, gdzie na własną rękę zaczyna prowadzić śledztwo. Jej książka to zbiór wywiadów z wieloma osobami, które na różny sposób zostały powiązane ze sprawą przedziwnej tragedii…

12 stycznia 2012 roku, na zawsze zostanie w pamięci ludzi na całym świecie jako Czarny Czwartek. To właśnie wtedy wydarzyły się cztery wielkie katastrofy lotnicze, samolotów pasażerskich w 4 różnych miejscach świata. Jedynym cudem była rójka ocalałych dzieci – po jednym z każdego samolotu. Niestety z czwartego samolotu, nie ocalał nikt. Cały świat wrze, czy byli to terroryści, czy zawiniły maszyny, a może niekompetencja pilotów? Pewne nagranie z telefonu rzuca inne światło na te tragiczne wydarzenia. Kim są ocalałe dzieci? Czy faktycznie są Jeźdźcami Apokalipsy? A może kosmitami?

„Troje” to powieść niezwykle zaskakująca, nie brak w niej ciekawych postaci, sytuacji mrożących krew w żyłach i tajemnicy, która zaskoczy wszystkich. W tej książce występuje duża ilość bohaterów, dlatego z początku ciężko jest się odnaleźć, ale wystarczy uważnie czytać, by już za chwilę czekać na historię tego czy tamtego bohatera, która zostaje nagle przez narratorkę przerywana stale utrzymując czytelnika w napięciu. Mamy aktora geja, Paula, który dostaje pod opiekę ocalałą Jess, córkę swojego nieżyjącego już brata, mamy historię Lily, która dostaje pod opiekę swojego małego wnuczka Bobby’ego, mającego zadziwiająco pozytywny wpływ na chorego na Alzheimera męża. Ostatnimi bohaterami są Hiro, który jako jedyny ocalały z samolotu wraca do swojej siostry i macochy, jednak nie mówi, a posługuje się zaawansowanym technologicznie androidem. Co łączy ocalałe dzieci? Jak potoczą się dalsze ich losy? Czy im, a może ich najbliższym grozi jakieś niebezpieczeństwo?

Bardzo wiele oczekiwałam po tej książce, niezwykle intrygowało mnie do czego to wszystko zmierza. Jednak zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Być może dlatego, że spodziewałam się czegoś kompletnie innego. Jedna z czystym sercem mogę tę książkę polecić każdemu. Ostrzegam jednak, jeśli nie chcecie przeżywać ataków paniki, nie czytajcie jej, tak jak ja to zrobiłam, na kilka dni przez wylotem…

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Akurat.

#515. „Październikowa lista” – Jeffery Deaver

„Październikowa lista”


Tytuł: „Październikowa lista”
Autor: Jeffery Deaver
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 344
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7839-750-2
Ocena: 8/10
Data przeczytania: 21 lipca 2014

Z książkami bywa różnie, czasem od początku wiadomo, że powieść będzie dobra, czasem trzeba długo czekać, by akcja się rozwinęła, zdarza się też, że dobra powieść jest niedopracowana, albo od początku kiepska. Ale „Październikowa lista” to była kompletna bomba, zwłaszcza pod koniec. Nie czegoś takiego spodziewałam się po tym kryminale. Będąc w połowie lektury byłam pewna, że wystawię ocenę 6/10, końcówka książki zmusiła mnie do podwyższenia punktacji o dwa oczka. Co takiego kryje się w „Październikowej liście” Deavera, że tak mnie zaskoczyła?

Pewien mężczyzna imieniem Joseph porywa 6-cio letnią córkę bizneswoman Gabrieli McKenzie, której szef nie tylko uciekł i zostawił ją z całą masą problemów i policją, ale także bez pracy i funduszu emerytalnego – bowiem wyczyścił wszystkie konta. Porywacz żąda od kobiety 400 tysięcy w gotówce oraz tajemniczej „Październikowej listy”. Na szczęście kobiecie pomagać będzie Daniel Reardon, poznany przed kilkoma dniami, wpływowy mężczyzna. Niestety okazuje się, że Joseph nie jest jedynym mężczyznom poszukującym tajemniczej listy z 32 nazwiskami potężnych ludzi. Robi się niebezpiecznie, każda minuta jest na wagę złota. I tu następują fajerwerki wystrzelone przez Deavera…

Zastanawiałam się, czy wyjątkowo nie powinnam napisać tej recenzji w takiej formie, w jakiej napisano książkę, ale nie do końca jestem pewna jaki otrzymałabym efekt końcowy. Akcja książki toczy się dość nietypowo, ponieważ zaburzono chronologię narracji, przez co jedna rzecz można znaczyć wiele w zależności od perspektywy czasu, a „Fabuła rozpoczyna się w teraźniejszości i cofa się w czasie.” Dla zwiększenia efektu, w książce przed każdym rozdziałem umieszczono fotografie stanowiące kluczowy element powieści.

Przeczytawszy „Październikową listę” dochodzę do wniosku, że bardzo mocnym elementem tego kryminału są nie tylko niespodziewane zworty akcji czy zaburzona chronologia, ale bohaterowie. To oni w dużej mierze sprawiają, że opisana w książce historia jest wiarygodna. Ciekawymi pobocznymi postaciami, również zagadkowymi, byli dwaj detektywi prowadzący śledztwo. Mała dygresja, będę pod wielkim wrażeniem, jeśli ktokolwiek z Was dotrze do kluczowego momentu podejrzewając jak może się obrócić sytuacja. Ja nigdy bym się tego nie domyśliła. Deaver otwierał przede mną kolejne wieka tajemniczej skrzyni raz za razem, coraz bardziej mnie zaskakując. Żałuję tylko, że miejscami wdarła się nuda, zwłaszcza przed końcowymi, kluczowymi momentami tej powieści, co tym bardziej uśpiło moją czujność i dlatego nowe informacje okazały się być całkowitą niespodzianką. Co więcej Deaver od początku zwodzi czytelnika, podając mu na tacy pewne elementy układanki, które bez kolejnych stanowią kompletnie inną rzeczywistość. Trzeba przyznać, że tą książką autor utwierdził mnie o wielkości swojego talentu pisarskiego – naprawdę niełatwo jest coś takiego napisać.

Uważam, że jak najbardziej warto sięgnąć po „Październikową listę”, ale najpierw trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo chociaż akcja szybko rozwija się już od pierwszych stron, to lekturze książki cały czas towarzyszy niecierpliwość w rozwiązaniu zagadki. Cieszę się, że wytrwałam do końca – to była niezła książka.

Jak podaje nota Wydawnictwa:

Jeffery Deaver – Jest autorem wielu powieści z gatunku thrillerów. Z wykształcenia dziennikarz i prawnik. Przez kilka lat współpracował z dziennikami „New York Times” i „Wall Street Jurnal”. Był także doradcą prawnym jednej z większych firm na Wall Street. Zaliczany jest do grona najbardziej poczytnych i nagradzanych pisarzy amerykańskich. Światową sławę przyniósł mu „Kolekcjoner Kości” – pierwsza powieść, w której pojawiła się para detektywów: Lincoln Rhyme i Amelia Sachs. Książkę zekranizowano, a w głównych rolach wystąpili Denzel Washington i Angelina Jolie.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję :

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

książka przeczytana w ramach Kryminalnego Wyzwania oraz w ramach wyzwania Czytam literaturę amerykańską